asia_i_p
18.01.17, 19:39
Mieliśmy dziś radę podsumowującą pierwszy semestr. Pierwsza połówka utrzymana w tonie radosnym (czego to myśmy nie dokonali w pierwszym semestrze, lekcje terenowe, lekcje muzealne, wolontariat, wizyty w hospicjach, Maraton Pisania Listów Amnesty International, stada konkursów, projektów, lekcji uczniowskich - ironizuję teraz trochę, bo jestem zła i smutna, ale naprawdę fajnie się tego słuchało). Druga połówka - przymierzamy się do reformy. Czyli między dowiadujemy się kryteriów, wg których w miarę zanikania gimnazjów będą nas zwalniać i jak będziemy się przed tym ratować.
Wygląda to tak, że kuratorium będzie musiało teraz opiniować arkusze organizacyjne szkoły i wszystkie "ułamki etatów" będzie zbierało w bazie i przydzielało nauczycielom, którym etatu brakuje.
Z jednej strony - troska o pracownika. Ale z drugiej strony po pierwsze fatalna sytuacja dla ucznia, bo jeżeli trafi na nauczyciela, który zasadniczo uczy w Trzebnicy cztery dni w tygodniu, ale w Żmigrodzie uzupełnia sobie etat, to będzie miał go w szkole w Żmigrodzie przez jeden dzień w tygodniu, w konkursie przedmiotowym pozaszkolnym weźmie udział, jeśli przypadnie na ten dzień albo jeśli się tym zajmie kto inny, kółko przedmiotowe - raczej zapomnij, zwłaszcza, że wymogu teraz nie ma.
A po drugie nie ukrywajmy, że koniec z nadgodzinami to jest ostateczne wypchnięcie samotnych nauczycieli i małżeństw nauczycielskich z klasy średniej. Mediana dla nauczycieli dyplomowanych to 3859 zł brutto, przy medianie krajowej 3291 zł brutto. Mnie mało zaboli, co stracę na nadgodzinach, zaoszczędzę na opiece nad młodszym dzieckiem, a mąż jest programistą. Ale na taką perspektywę finansową nikogo, kto chce być finansowo niezależny i ma jakikolwiek wybór, do szkoły nie ściągną.
Siedziałam i chyba po raz pierwszy w życiu zamiast werbalizować wczuwałam się w nastroje. Płynęła wokół mnie fala goryczy i zniechęcenia, narastającego cynizmu. Nie od tych pań, co to wychodzą zaraz po dzwonku kończącym ostatnią lekcję - one albo pracują w liceum, albo się wybierają na emeryturę, dadzą radę. Płynęła od polonistki, która wymyśliła i zorganizowała projekt polegający na wystawianiu wspólnego przedstawienia teatralnego z dzieciakami z zespołu szkół specjalnych; od historyka, który na WOS-ie organizuje pozorowane procesy, od biolożki, która układa dzieciom zadania na wycieczki muzealne, żeby się nie nudziły, bo muzealni przewodnicy przynudzają. Od ludzi, którzy w pewnym momencie uwierzyli, że warto się wyspecjalizować w uczeniu tych młodszych dzieciaków w gimnazjum, włożyli w to mnóstwo energii i entuzjazmu, a teraz są pierwsi do zwolnienia, bo na ich pieczątce jest napis "gimnazjum".
System szkolny można ustawiać i przestawiać, ale ten zmarnowany potencjał ludzkiej dobrej woli jest nie do odzyskania. To już się zepsuło, tego się nie naprawi, możemy sobie wykształcić nowe pokolenie nauczycieli, pokolenia obecnych trzydziestolatków nie odzyskamy. Podejrzewam, że się wytworzy prawie pokoleniowa dziura w kadrze - my starzy zostaniemy, obecni młodzi odejdą, przyjdą jacyś nowi młodzi, ale z jaką motywacją, skoro już wiedzą, że wszystko można w pół roku rozpieprzyć?
A potem do mnie doszło, że i ten nastrój, i ta wizja dojeżdżania to tu, to tam - ja to wszystko skądś znam. Z pamiętnika greckiej anglistki. Tylko teraz, jak mi podczas ostatniego projektu eTwinning wytłumaczył mój grecki kolega "po południu nic nie możemy robić, bo wszyscy uczniowie mają zajęcia dodatkowe, bo tutaj nikt nie ufa państwowej edukacji". W tę stronę zmierza edukacja naszych dzieci.