Dodaj do ulubionych

Weekendowe małżeństwo

21.02.17, 14:29
Pewnie są wśród was kobiety ktorych mezowie przyjeżdżają tylko na weekendy. Ja tak mam od niedawna i ma to potrwac do lipca. Aż i tylko. Aż bo dla mnie to dlugo i tylko bo pewnie niektórzy tak caly czas żyją.
Nie podoba mi się ta sytuacja ale nie mam na nią wplywu. Jestem sama z dziecmi i nie lubię samotnych wieczorow, tego ogarniania sama wszystkiego.
A jak to wplynelo czy wplywa na wasze związki? Czy nie oddalacie sie od siebie? A moze przeciwnie.
Rozmowy telefoniczne to nie to samo a dwa dni w weekend bardzo szybko mijają.
Czasem nie ma mnie cały weekend bo studiuję.
Obserwuj wątek
    • mae224 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 15:38
      ja bym nie zniosła, ale znajoma twierdzi, że taki układ jest rewelacyjny (od wielu wielu lat), bo codzienność nie zabija, a cieszą się sobą w weekendy.
    • fifiriffi Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 15:45
      samotne wieczory to byłby pikuś wink Dzieciaki do lóżek, a ja do ćwiczen i do lipca byłabym jak ta lala tongue_out
      Ale nie wyobrażam sobie całego tygodnia sama z dzieciakami. Dałabym sobie rade, ale co rano chyba by szły soczyste wink

      Znam jedną parę.Żyją tak juz kilka lat.Jak któreś ma urlop to 3 dni i potem jest masakra.Nie potrafią już zyć razem, bo każde nauczone jest zycia w pojedynke.
    • princy-mincy Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 15:49
      Zylam tak w czasie przeddzieciowym, rok.
      Bylo trudno.

      Teraz z dziecmi byloby jeszcze trudniej.
      Do lipca pewnie bym sie jakos przemeczyla, ale na stale to sobie nie wyobrazam.
    • sayyida Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 15:53
      Ja mam tak i nie wyobrażam sobie inaczej. Ale mam tylko jedno dziecko i to dość stare, które się w miarę samo ogarnia, i stosunkowo szeroki krąg pomocy wszelakiej - rodziny, sąsiadów, przyjaciółek, którzy w razie czego dowiozą dziecku lek do szkoły, albo odbiorą jak zadzwoni pielęgniarka, albo przenocują, jak muszę wyjechać, albo pobędą wieczorem, jak idę do kina.
      • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 17:26
        Ja nie mam nikogo do pomocy
        • zlababa35 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 17:31
          Zaraz się dowiesz, że pomoc jest wszędzie i tabun chętnych czeka, żeby Ci dzieci wozić, pilnować, żebyś sobie poszła do fryzjera, robić Ci zakupy, wyprawiać się w Twoich sprawach przez pół Polski itp. - tylko wystarczy poprosić big_grin big_grin big_grin.
          • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 17:33
            No tak, kazdy zajęty swoimi sprawami i swoimi dziećmi. Dziadkowie na drugim koncu kraju.
          • sayyida Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:44
            No co ja Ci poradzę, że tak właśnie mam. Mama do mnie jeździła przez pół Polski, a jak było trzeba - to i przez pół Europy. Krąg przyjaciół i znajomych sobie zbudowalam, sam się nie zrobił. Wiadomo, że raz ty mi popilnujesz dziecka, a raz ja tobie zrobię tłumaczenie za darmo, pamiętam o twoim ulubionym trunku, jak wracam z delegacji, i wyjdę z twoim psem, jak masz grypę. Kiedyś mi obca pani z bazarku koci żwirek przywozila do domu, bo ja w wysokiej ciąży byłam...
            • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:49
              Moja mama nie byla u mnie od roku bo mówi ze za daleko i pracuje.
            • zlababa35 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:06
              Moja mama też u mnie bywała w potrzebie, ale wypominania było na następne pół roku wink.
              Z kolei to, czego najbardziej nie znoszę w życiu, to życie w sieci bezustannej wymiany przysług - nie zawsze mam czas i siły, żeby komuś się za coś odwdzięczyć właśnie wtedy, kiedy on tego potrzebuje (a przecież właśnie o to chodzi, żeby zrobić to, co ktoś potrzebuje i wtedy, kiedy potrzebuje).
              Mam taką znajomą, która, jak tylko się z nią spotkam, to już zaczyna planować i ustawiać, co ja dla niej, co ona dla mnie... I skoro wciąż mogę, to uciekam, bo np. zabranie mojego dziecka na weekend nie jest mi naprawdę do niczego potrzebne. Za to przykładowo odgruzowanie chałupy to już tak, mam dni, kiedy jestem tak zmęczona (podłoże chorobowe), że ledwo jestem w stanie ruszyć palcem i bałagan mnie wpienia). Albo zawiezienie autem gdzieś tam dalej.
              To wszystko nie jest takie proste. Generalnie jestem zdania, że człowiek powinien móc oprzeć się na własnej rodzinie, rodzeństwie, ciotkach, kuzynach itp., a nie na przypadkowych osobach, gorzej tylko, jeśli coś w tym szwankuje sad.
              • sayyida Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:12
                Ee, ja nie ustawiam, samo tak jakoś wychodzi... Towarzyska jestem, mam 3 sprawdzone dzieciate sąsiadki, trójkę zaprzyjaźnionych rodziców z klasy, 2 bardzo dobre kolezanki z pracy i rodzeństwo - daleko, ale zawsze mogę na nich liczyć.
                Ale rozumiem, że nie każdy tak ma, że ludzie są różni i mają różne okoliczności.
                • zlababa35 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:33
                  No właśnie, jak nadajesz z kimś na tych samych falach, to jakoś tak samo wychodzi - ostatnio ciągle zapraszałam na dłużej jedną dziewuszkę z klasy córki, bo mama ma w soboty różne spotkania pracowe. Ale nie oczekuję rewanżu - a i osoba, której pomogłam, nie próbuje mi wcisnąć swoich "dobrych chęci" tam, gdzie tego nie potrzebuję i nie oczekuję.
              • klamkas Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:45
                Kiedyś chyba sama założyłaś wątek na temat takich przyjacielskich usług i ci ematki słusznie wypomniały, że się do nich nie nadajesz? wink

                Takie rzeczy nie polegają na planowaniu. Właśnie o to chodzi. Żeby znaleźć ludzi, dla których w razie czego chcesz być pomocą i którzy nią będą dla ciebie. Przykład - w styczniu się rozchorowaliśmy tak, że żadne z nas nie było w stanie dowlec się dalej niż do kuchni po herbatę i do łazienki. Przyjaciółka zadzwoniła niezobowiązująco zapytać "co tam". Jak usłyszała co jest grane, to następnego dnia przywiozła żarcia na 3 dni. Jasne, że mogłabym zamówić w knajpie (i to robiłam, dopóki trzeba było). Ale miło było nie musieć o tym myśleć i wiedzieć, że jest ktoś taki. Ja dla niej zrobiłabym to samo. Nie dlatego, że to zaplanowałyśmy i przekalkulowałyśmy, kto komu, kiedy i czy na pewno wedle potrzeb. Tylko dlatego, że tak się robi... I wbrew pozorom takich ludzi dużo łatwiej znaleźć poza rodziną.
                • zlababa35 Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 08:32
                  Piszę o konkretnej osobie, która mnie z lekka przeraża - bo coś zrobi nieproszona i zaraz chce coś za to, aż bałam się skorzystać np. z podwiezienia autem itp. Ponadto najchętniej by ustalała od razu grafik na miesiąc, co ja tobie, co ty mnie - może to działa między ludźmi naprawdę blisko zaprzyjaźnionymi, którzy chętnie będą się ze sobą często i regularnie widywać, i z pełną świadomością podejmą się wzajemnych zobowiązań. Ale rozumiem, z czego to wynika, znajoma wysłała męża za chlebem do UK, nie ma w pobliżu nikogusieńko z rodziny i ma pracę, w której musi się stawić, nie załatwi niczego z domu, bo dziecko wzięło i się rozchorowało.
                  BTW, żarcia na 3 dni nikomu nie byłabym w stanie dostarczyć, zwłaszcza w tak szybkim tempie, więc to był bardzo miły gest wink. Wypracowałam sobie taką rutynę i organizację życia, że mało mi potrzeba jakiejkolwiek pomocy. Bo i nikt nigdy nie pędził, żeby mi jej udzielać, ani w rodzinie, ani wśród znajomych. Moje samotne macierzyństwo zostało przyjęte zresztą z tak dużym niesmakiem (serio, to nie są jakieś moje skrzywione majaczenia i nie robię z siebie tu sierotki, bo lubię), że bardzo zweryfikowałam liczbę osób, z którymi chce mi się w ogóle gadać, także w rodzinie. Niektórym nie wybaczyłam pewnych zachowań i jak była okazja, to wyrąbałam w oczy, co myślę. Na szczęście, im dzieci starsze, tym jednak łatwiej, zdecydowanie...
        • nowi-jka Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 18:45
          pomoc do dzieci to jest chyba najmniejszy problem tzn nie to ze to nie jest problem bo jest ale z tym sie ogarniesz/zorganizujesz ale tak mentalnie zanim przywykniesz ze jestes sama to troche sie nawkurzasz i napłaczesz
          • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 19:47
            Maz juz tak kilka razy wyjeżdżał w ciągu naszego małżeństwa np. Kilka razy w roku na 2-3 tyg. I wtedy bez powrotów na weekend. Kiedys tez tez na 4 niesiace czy 5 ale wtedy przyjezdzal oprocz weekendu jeszcze w srodku tygodnia bo to bylo blizej niz teraz jeździ. No a teraz to dlugi czas bo 5 miesięcy i tylko na weekendy przyjazd. Dziecko jeszcze ma komunię w maju i tak sama z tym wszystkim się czuję.
            • em_em71 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 20:54
              Ale w przypadku zawodu wykonywanego przez twojego męża, to chyba dość typowe i raczej powszechne zjawisko. Dasz radę.
              Kurs/podyplomowka?
              • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:04
                Ale kto mąż?
                • em_em71 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:07
                  Tak, pytałam o męża, choc w sumie to nie istotne po co wyjeżdża, a to, że go nie będzie. Nie musisz odpowiadać smile
                  • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:47
                    Kurs jezykowy
            • zabka141 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:34
              Dasz rade. Wiem ze to nie to samo, moj maz wyjezdza raz w miesiacu na tydzien. Przywyklysmy z corka. Co ulatwia sprawe to zakupy internetowe, pani do sprzatania, wam by tez sie moze przydala jakas babysiterka. I bedzie dobrze.
    • nowi-jka Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 15:57
      żyłam tak 5 lat- tak naprawde to zwiazek sie rozłazi, oboje uczycie sie zycia bez tej drugije osoby i zaczynacie miec swoje swiaty, owszem czekacie na te chwile razem ale jak na krótkotrwale spotkanie bo normalnosc to ta bez partnera, my bylismy parą która sie nie kłoci rozumie telepatycznie itd, a potem było to 5 lat, teraz sklejamy to co sie porozłaziło uczymy zycia na nowo razem,
    • eliszka25 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 17:41
      brat mojego meza kiedys tak pracowal. mieli dokladnie taki sam uklad, czyli on na caly tydzien wyjezdzal, a zona zostawala z czworka dzieci. na szczescie dwojka najstarszych, to byly juz dorastajace nastolatki, wiec male tylko dwojka. nie pamietam, jak dlugo to trwalo, ale dosc dlugo. szwagierka bardzo na ten uklad narzekala, jednak przez jakis czas po prostu nie bylo opcji zmiany. facet odzwyczail sie od zycia domowego i jak przyjezdzal na ten weekend, to z jednej strony nie mogl sie nimi nacieszyc, a z drugiej dzieci go denerwowaly, wkurzalo go, ze zona krzyczy na dzieci (a co miala biedna robic, umeczona po calym tygodniu z czworka sama). jej sie to bardzo nie podobalo i mowila nie raz, ze byly momenty, kiedy ich zwiazek wisial na wlosku, bo ona byla kompletnie wykonczona i stala sie klebkiem nerwow. gdy tylko nadarzyla sie okazja, brat meza zmienil prace i przestal wyjezdzac.

      czasowo, na kilka miesiecy bym jeszcze zniosla, na stale - nie ma takiej opcji.
    • beauty_agadir Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 18:39
      Nie wyobrażam sobie tak żyć na dłuższą metę,dodatkowo jeśli są dzieci które taty po prostu potrzebują.Dla mnie to nie związek.
    • wiosennaburza1 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 18:49
      żyłam tak pewien czas. i to nawet nie weekendowo. mąż wyjeżdżał na miesiąc, dwa, różnie. było trudno, bardzo trudno. dla mnie taki układ nie ma żadnych plusów oprócz finansowych. i jak. słyszę że pomoc do dziecka to taki pikuś, mam ochotę gryźć . teoretycznie to pikuś. a jak się nie ma nikogo, żadnej cioci, babci, wujka czy koleżanki w pobliżu to już nie jest pikuś.
      • nowi-jka Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 19:08
        to bierzesz nianie dorywczo , rany maz moze byc na miejscu tylko pracowac całymi dniami i tez nie masz nikogo do ogarniania codziennosci, mowie to jako wieloletnia slomiana wdowa to nie to jest problemem numer jeden w zyciu na odległosc tylko to ze nie zyje sie tymi samymi problemami zaczyna sie tworzyc swoje swiaty
        I jeden drugiego zaczyna nierozumiec.
        Mój maz wracal na weekend a potem byl za granica i wracal raz na 2-3 miesiace. Dużo nas zmiana kosztowała ale dobrze ze to jzu za nami.
        • wiosennaburza1 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 19:50
          a wiesz, na początku nie mieliśmy na nianię. nawet dorywczo. dziwne? potem mieliśmy na nianię, dziecko było w przedszkolu. a jak np. mnie rozłożyły zatoki ( 40 stopni gorączki, i takie tam przyjemności) a dziecko rozłożyło się podobnie - to wierz lub nie - żadna osoba do której dzwoniłam z ogłoszeń nie chciała przyjechać. lekarstwa dowoziło radiotaxi, a do swojego lekarza ciągnęłam chore dziecko. takich przypadków było wiele, pisać mi sie nie chce. ale proszę, powiedz co być zrobiła: Ty chora, dziecko chore, niani niet, z ogłoszenia nikt się nie kwapi. albo jak zwyczajnie nie masz na nianię. po prostu nie masz. rany.. co wtedy?
          mam takie jojczydło w sąsiedztwie. jojczy i jojczy, jak to jej źle bo mąż wyjazdowy a dwoje dzieci a ona sama. niania przychodzi co drugi dzień. babcia zabiera dzieci na weekendy. ale ona jojczy i nijak nie może zrozumieć że ma luksus.
          • fifiriffi Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:51
            oj dla ematki zawsze jest wyjście. Nie wiesz?
          • nowi-jka Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 08:10
            ale ja byłam w takiej sytuacji nie raz, mnie moze i na nianie stac było z dużą dozą wyrzeczeń ale pecha miałam do nich ze potem jzu mi sie szukac nei chciało wiec się meczyłam ale to był mój wybór bo wolałam sie pomeczyc chora z chorym dzieckiem niz z kolejna niania ...
            w ogóle mysl ze to jest mój wybór powoduje ze nie jojcze tylko zakasam rekawy, decyzja o wyjezdzie meza byął wspólną - zgodzilismy sie na taki układ wiec do kogo mam miec pretensje? a ze był cięzko - no było, czasem bardzo. A dzieci mi chorowały strasznie. Ja co prawda mam tesciowa ale ona nigdy sie do opieki nad dziecmi nie nadawała wiec korzystałam z niej w sytuacji bardzo awaryjnej. Z reszta jeden z najgorszych dla mnie okresów przez rok zerwałysmy kontakty przez pare jej akcji "pomocowych" które tylko mi problemów narobiły. A to ze wloke dzieci wszedzie było dla mnie normalne. W sytuacjach podbramkowych sa znajomi - oni naprwade pomoga jak sie ich poprosi. Wiem czaem głupio prosić ale chyab od tego otaczamy sie pzryjaciółmi zeby na nich liczyć gdy jzu czlwoiek sam nei da rady.
            Małzenstwo cierpiało na to ze ja zyłam w tej kołomyji liczyłam ze wreszcie odpoczne jak mąz zjedzie a on oczekiwał ze bede na niego czekac w seksownej koszulce. Oboje bylismy rozczarowani i rodziło to frustracje.
            Gdy ja dzwoniłam do meza pozalic się bo "wiesz ze poprosiłam sasiadkę czy nie kupiłaby mi nurofenu to mi powiedziała ze jzu nie bedzie wychodzic dzisiaj z domu" maż "to sie jej nie pros ale odmów jej pomocy nastepnym razem dajesz sie jej wykorzystywac" No oki tylko ja nadal jestem bez nurofenu... Czasem rozwiazania miałam dziwne jak wjechanie niemal na schody jednej apteki samochodem bo w samochodzie jedno dziecko spało z goraczka niemal 40st a drugie było maleńkie i nei dałabym rady wlec ich oboje na rekach a wykupienie leków trwa chwile tyle ze parking był daleko. No i co ze jedna kobitka mnei opieprzyla o to: pomyslałam goń sie nawet jesli nie było to dobre rozwiazanie to najlepsze z mozliwych. Jeszcze pracowąłam na etat wtedy.
            Mogłabym takich przykładów mnozyc i mnozyc bo było ich wiele.
            I tak jak ktos nizej napisał "zawsze jest wyjscie" Wiem to było z ironia no ale jak musisz to sobie radzisz, raz lepiej raz gorzej raz z usmiechem raz padajac na pysk ale nie masz innego wyjscia jak sobie poradzić.

            Nie jestes sama - jest tyle samotnych matek ktore maja takie zycie nie 5 dni w tyg ale 7/7 przez 365.
            Dasz radę. Do lipca jesli to jednorazowe dasz rade. NA dluzej sie nei zgadzaj bo nie warto.


            wiosennaburza1 napisał(a):

            > a wiesz, na początku nie mieliśmy na nianię. nawet dorywczo. dziwne? potem miel
            > iśmy na nianię, dziecko było w przedszkolu. a jak np. mnie rozłożyły zatoki ( 4
            > 0 stopni gorączki, i takie tam przyjemności) a dziecko rozłożyło się podobnie -
            > to wierz lub nie - żadna osoba do której dzwoniłam z ogłoszeń nie chciała przy
            > jechać. lekarstwa dowoziło radiotaxi, a do swojego lekarza ciągnęłam chore dzi
            > ecko. takich przypadków było wiele, pisać mi sie nie chce. ale proszę, powiedz
            > co być zrobiła: Ty chora, dziecko chore, niani niet, z ogłoszenia nikt się nie
            > kwapi. albo jak zwyczajnie nie masz na nianię. po prostu nie masz. rany.. co
            > wtedy?
            > mam takie jojczydło w sąsiedztwie. jojczy i jojczy, jak to jej źle bo mąż wyjaz
            > dowy a dwoje dzieci a ona sama. niania przychodzi co drugi dzień. babcia zabier
            > a dzieci na weekendy. ale ona jojczy i nijak nie może zrozumieć że ma luksus.
            • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 09:34
              Byc moze jesli sie uda, po tym wyjezdzie charakter pracy meza trochę sie zmieni i bedzie mniej wyjazdów. Tak muszę myslec smile
    • kokoryczko Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 18:52
      Nie chciałabym, do dupy takie małżeństwo w pojedynkę. Po co wtedy w ogóle małżeństwo, już lepiej jakiś układ ff.
    • edelstein Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 19:35
      Nie po to jestem w zwiazku,by przez 5dni w tygodniu korzystac z wibratora.
      • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 19:40
        Dzieciaki mnie na codzień wymecza ze nawet o seksie nie myślę.
    • grrrrw Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 19:55
      Duzo w tej kwestii moga powiedziec zony marynarzy. I tych plywajacych na kilkumiesieczne kontrakty i tych z PŻB.
      • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 19:57
        Moj mąż jest żołnierzem
        • zuleyka.z.talgaru Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 20:10
          Moja kuzynka tak żyje od lat. Mąż żołnierz - pn-pt w wawie w jednostce a na weekend przyjeżdża do domu - no chyba, że ma manewry, ćwiczenia itp. - wtedy nie. Żyją tak od lat. Maja troje dzieci, ona ogarnia w tygodniu wszystko sama, fakt, że może liczyć na pomoc teściowej i swojej matki.
          Ja sobie nie wyobrażam takiego życia na dłużej niż kilka m-cy.
          • 18lipcowa3 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 20:23
            ale jakie plusy dla faceta, zyje jak kawaler
      • wiosennaburza1 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 19:59
        znam tylko dwóch marynarzy ( byłych). obydwaj mają małżeństwa za sobą. było dobrze, jak byli na morzu. jak przestali pływać okazało się, że wracają do obcych sobie ludzi.
    • little_fish Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 20:29
      Ja tak mam od wielu lat. Czasem męża nie ma przez cały tydzień, wraca tylko na weekendy. Czasem teoretycznie wraca do domu, ale ponieważ pracuję zamiejscowo, to zdarza się, że wraca o 20 lub późnej. Nie ma innej opcji jak się przyzwyczaić. Mieszkamy w małym mieście, pracy w godzinach 8-16 za godziwą pensję nie ma - jakie mamy inne wyjście?
    • wapaha Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 20:35
      Miałam tak kilka razy. Może będę miała znowu. Wymiennie. Raz on długo poza domem a raz ja. Jesteśmy nastawieni na cel. Trzeba to trzeba, nie da się inaczej. Czas jakoś zleciał. Związek się wzmocnił. Nie mamy obawy przed kolejnymi razami
    • kj-78 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 20:44
      Ooo, to o mnie. Mam tak od zawsze, tzn poznalismy sie, jak kazde z nas pracowalo w innym miescie, a ze oboje uwielbiamy nasza prace i nic podobnego nie da sie znalezc blizej, wiec od 11 juz lat jestesmy weekendowym malzenstwem. W takim stanie dorobilismy sie domu i dwojki dzieci.

      Po tylu latach sie przyzwyczailam, i ogolnie nie narzekam, choc pierwsze dwa lata z dwojka malych dzieci i zerowa pomoca byly naprawde trudne (jestesmy dwojka obcokrajowcow w trzecim kraju). Ale ja lubie byc sama ze soba, lubie cisze, spokoj i wieczory z laptopem na kanapie. Dzieci juz wieksze, coraz bardziej samodzielne, mamy swoj rytm dnia i spokojnie ogarniam prace, dom i przychowek. A mezem ciesze sie w weekendy. Na szczescie oboje pracujemy w branzy z duza ilsocia ferii, wiec teraz ferie zimowe, potem wielkanocne, potem dluuugie wakacje, w naszym kraju jeszcze ferie jesienne, a potem swiateczne. Wtedy caly czas spedzamy razem.

      Jest ok, kwestia przyzwyczajenia i indywidualnych potrzeb smile Choc oczywiscie z wielu rzeczy trzeba zrezygnowac (w moim przypaku ze wszystkiego, co wiaze sie z wieczornymi wyjsciami). Ale da sie!
      • zuleyka.z.talgaru Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 20:50
        A jak widzicie siebie jak już razem zamieszkacie?
    • szorstkawelna Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:07
      Ja tak mam i polecam wink
      • fifiriffi Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:53
        polecasz? seriooo?
        • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:58
          Bez obrazy dla szorstkawelna ale zawsze zastanawia mnie co.to za zwiazek gdy ludziom pasuje ze nie sa razem. No ale różnie moze być
          • sayyida Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:07
            Mnie irytuje brak własnej przestrzeni, samotności, spokoju. W czyjejś obecności czuje się oceniana i kontrolowana. Toleruje - z trudem - własne dziecko, jedno. Przy dwójce bym zwariowała. Jestem też szalenie apodyktyczna, wiec przytlaczam partnera. Nawet w jednym łóżku - dwie kołdry. Na pewną (czasową albo fizyczną) odległość mi najlepiej. I tak miałam we wszystkich swoich związkach. Ostatni funkcjonuje tak od 15 lat i oboje jesteśmy zadowoleni.
            • zuleyka.z.talgaru Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:23
              Naprawdę w obecności męża czujesz się oceniana i kontrolowana? I dziecka? Masakra.
            • wuika Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:37
              Nie żal Ci tego, że dziecku fundujesz coś na kształt rozbitej rodziny? Bo jak dwójka dorosłych się tak umawia, no trudno, najwyżej sobie związek rozwalą, ale tak dziecku paprać życie, bo potrzeba przestrzeni i samotności?
              • avina1 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:39
                O, to ja do powyższego dodam troskę o to, że dziecko przecież wyczuwa kiedy jest z trudem tolerowane. W sumie czemu z ojcem nie mieszka?
                • zuleyka.z.talgaru Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:55
                  Bo nie wypada big_grin big_grin
              • sayyida Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 23:05
                Spędzamy wspólnie cały weekend. Jak przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, ja i dziecko opuszczalismy dom o 7.30 i nie było nas do 17, on pracował 11-19 + dojazdy. Ile dziecko miało taty w tygodniu, godzinę? A to w sumie norma w dużych miastach.
                Co do tolerowania dziecka, to możecie to uznać za hiperbolę, biologicznej więzi z własnym dzieckiem nikt ze mnie nie wyrugowal i dziecko doskonale wie, że jest kochane przez oboje rodziców. Dobrze nam ze sobą. I dobrze nam trochę osobno.

                Nie mówię, że to model idealny. Ale u nas się sprawdza.
    • avina1 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:17
      To chyba zależy od człowieka, ja bym nie mogła, wizja separacji nawet na kilka miesięcy jawi mi się jako ostateczność w obliczu głodu. Wystarczy jeden intensywny tydzień kiedy się mijamy i już zaczyna mi brakować rozmów, opowiadania sobie co śmiesznego się wydarzyło, no takiej codzienności.
      Ale to nie znaczy że tak w ogóle się nie da. Są przecież takie pary. Na pewno łatwiej się oddalić, ale nie ma przecież takiej reguły rozłąka=rozstanie.

      Pytanie jeszcze czy masz wpływ na ten wyjazd (piszesz, że mąż jest żołnierzem). Jeśli nie masz to nie rozmyślaj o tym, nie zmienisz stanu faktycznego a z takich jałowych rozmyślań o oddalaniu się nic dobrego nie wyjdzie.
    • agi.78 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:19
      Jako żona marynarza (blisko 10 lat razem) z jednym dzieckiem na stanie stwierdzam, że samotne wieczory to (jak dla mnie) pikuś. Problem w tym, że wszystko trzeba oganiać samej....wszystko.
      Nie mam na miejscu rodziny, przerabiałam nianie, które zwykle i tak nawalały kiedy najbardziej potrzebowałam pomocy.
      Zaliczyłam 2 rwy kulszowe bez męża (raz syn miał 2 lata, z drugiej wyszłam miesiąc temu). Na szczęście mam super przyjaciół, którzy mi pomogli. Niemniej nie wiszę na nich non stop i radzę sobie sama. Kwestia organizacji. Dodam, że pracuję.
      Syn chorował mi na potęgę, miałam takie momenty, że myślałam, że nie dam rady.
      Przestałam się nad sobą rozczulać, takiego sobie chłopa wybrałam, taki mamy związek...zaakceptowałam sytuację i jakoś daję radę.
      Najważniejsze to mieć swoje życie, prace, znajomych, hobby, żeby nie siedzieć i nie czekać..od tego można zwariować.
      • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 21:46
        Tak, bywa ciężko. Meza nie bylo caly listopad, na weekendy tez nie. A nas złapała grypa żołądkowa. Wymiotowaly dzieci i ja razem z nimi.
      • beauty_agadir Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:01
        No ale jak zapytam o sex?Jak dla mnie tydzień bez i chodzę po ścianach.Sama że sobą to jednak nie to samo.Nie wiem czy bym wytrzymała...
        • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:26
          Gdy jestem sama z dziecmi i musze wszystko sama ogarnąć to jestem zmeczona fizycznie i psychicznie tez, bo przytlacza mnie to ze wszystko jest na mojej glowie. Z tego powodu nie myślę za czesto o seksie.
          • zuleyka.z.talgaru Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:35
            A mąż?
            • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:41
              Co mąż?
              • zuleyka.z.talgaru Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:56
                No Ty o seksie nie myslisz, a on?
        • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:41
          A ile masz lat?
          • zuleyka.z.talgaru Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:56
            Kobieta najwyższe libido ma po 30 smile
            • beauty_agadir Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 23:06
              No ja jestem po 30 i potrzeby mam.Zastanawiam się jak radzą sobie panowie.To jest przecież część skladowa małżeństwa.Tez mam dzieci i mimo zmęczenia chce mi się.I bym chyba nie wytrzymała.
              • klamkas Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 23:14
                Potrzeby potrzebami, a warunki warunkami. A jakby mąż zachorował, miał wypadek i wiedziałabyś, że to tylko na kilka tygodni, albo miesięcy? Miałabyś dylematy, czy wytrzymać?

                Jak związek jest dobry, to w obliczu przymusu wytrzymuje się dużo gorsze rzeczy niż brak seksu. A do tego człowiek się szybko przyzwyczaja jak chce wytrzymać w obliczu okoliczności.

                I z innej strony - naprawdę? Nie wytrzymałabyś pięciu miesięcy z seksem ograniczonym tylko do weekendów? (pomyśl nad priorytetami i tym co was łączy)
                • zuleyka.z.talgaru Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 08:18
                  Ale dlaczego mnie o to pytasz? Ja spytałam tylko jak się na to zapatruje jej mąż. Bo skoro ona nie ma libido, to czy mąż też nie ma, czy ma ale renia rączkowska mu pomaga czy też może wkur** chodzi cały tydzień, czy też może radzi sobie w jakiś inny sposób.

                  W moim małżeństwie jest generalnie niedużo samego stricte seksu. Ale codziennie wieczorem mamy swoją dawkę czułości i bliskości i zasypiamy wtuleni w siebie. Nie potrafiłabym z tego zrezygnować. Mój prywatny pogląd na sprawę jest taki, że nie po to wychodziłam za mąż, żeby męża mieć od święta. Mąż ma dokładnie taki sam pogląd odnośnie żony.
                  Ale każdy niech ma tak jak jemu pasuje. Gorzej jeśli dla takiego układu poświęca się tylko jedna osoba - wtedy ryzyko kwasu jest duże.
                  • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 19:43
                    Nie pisalam ze nie mam libido tylko ze jest mniejsze. Nie wiem czy jest to spowodowane wiekiem ale wydaje mi się ze bardziej jest to zmeczenie codziennymi obowiązkami i psychicznym obciążeniem.
                  • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 19:46
                    Nie potrafiłabys z tego zrezygnować. No ale co bys w takiej sytuacji zrobila, gdy maz mowi ze musi wyjechac? Powiedzialabys ze sie nie zgadzasz? Ze on ma sie z pracy zwolnic?
                    • zuleyka.z.talgaru Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 19:51
                      No tak bym mu powiedziała. Ale mój mąż pracuje stacjonarnie i nie ma opcji, żeby wyjeżdżał poza miasto na dłużej niż jakieś kilkudniowe szkolenie. Ustaliliśmy przed ślubem kilka kluczowych kwestii i się ich trzymamy. Jedną z nich był brak długotrwałych rozłąk przez pracę.
                    • zuleyka.z.talgaru Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 19:55
                      Nie wyszłabym za mąż za żołnierza, celnika, policjanta, marynarza, pilota, lekarza itp. żaden zawód który generuje wysokie ryzyko nagłego wyjazdu, nieobecności podczas wojny itp. Na szczęście każdy ma prawo sam wybrać z kim chce wziąć ślub smile
                • zuleyka.z.talgaru Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 08:20
                  A ok smile sorki, źle przeczytałam drzewko smile
            • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 06:41
              A u mnie po 30 spadlo
      • nowi-jka Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 07:43
        ooo Agi pamietam ci z jednego forum i chyba na rówiesniczym byłysmy razem ale ja sie tam mało udzielałam smile
        no własnie powiedziałas najważniejsze "swoje zycie"
        Mi te swoje odrebne zycia najbardziej przeszkadzały i przerazały dokąd to zaprowadzi bo one zaczeły miec ze soba coraz mniej wspolnego.
        • agi.78 Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 17:59
          Też Ciebie pamiętam z rówieśniczego (tam już nic się nie dzieje).
          Z mojej perspektywy, kiedy mąż wyjeżdża na 2-3 miesiące i przez ten czas fizycznie go nie ma (nie wpadnie na weekend itp.), prowadzenie normalnego życie, swojego, ma ogromne znaczenie. Przerabiałam opcje, że pojedziemy/zrobimy jak mąż wróci...i tylko czekałam, aż do świra jakiegoś, bo kiedy data powrotu się przesuwała, to wpadałam w rozpacz.
          No i mój mąż jak już jest w domu (a jest też 2/3 miesiące) to nie chodzi do pracy, ma wolne, więc część obowiązków ze mnie zdejmuje....i jeszcze jedna kwestia: na statku jest pracy (24h) i trudno to nazwać "swoim odrębnym życiem". My funkcjonujemy w systemie dwuzmianowym smile, 2 miesiące jest .... 2 miesiące go nie ma.
          Nowijka jeśli masz chęć to napisz, co u Ciebie na @ (k.agi@wp.pl) smile))
    • whitney85 Re: Weekendowe małżeństwo 21.02.17, 22:26
      Mam inaczej, pracujemy na zmiany i się mijamy. Ale też jestem sama z dziećmi całe popołudnia i wieczory i ja, szczerze, to mam dość.
    • ginger.ale Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 00:07
      Mieliśmy, kilka lat temu, okres mniej więcej taki sam jak u Was. U nas było i jest ok.
      Wpływu na to nie masz, a mogło być gorzej. Pozostaje się cieszyć, że to jakiś kurs w Łodzi czy gdzieś, a nie Irak czy Afganistan (i że ogólnie nie grozi nic takiego, co najwyżej attachat jakiś, z rodziną, oby w fajnym miejscu smile ). Powodzenia, na pewno jest ciężko, ale wiosną będzie lepiej!
      • onewoman Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 06:43
        Dzieki
    • magic.marker Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 01:19
      My nie małżeństwo ino konkubinat ale tak żylismy przez pierwsze trzy lata na okrągło. Albo mnie nie było albo konkubenta. Czasem tydzień, czasem trzy, czasem miesiąc. Bez problemu.
      Potem się ustabilizowało ale w ciągu roku zdarzają się kilkutygodniowe wyjazdy albo i na miesiąc bez jakichkolwiek odwiedzin. Nie piszemy mejli, nie gadamy przez skypa, wymieniamy smsy i telefon co kilka dni. Obojgu to odpowiada. Trochę jest tak, że jak któreś wyjeżdza to znika w innym wymiarze wink i to akceptujemy.
      Tylko, że nie mamy dzieci. To ułatwia.
      W zasadzie różnica jest tylko taka, że awarie domowe trzeba ogarniać samodzielnie, a jak się kot rozsypie i trzeba na ostry dyżur gnać to noc z głowy i człowiek jest na chodzie dzień +noc +dzień. We dwie sztuki łatwiej taką akcję ogarnąć wink
      Emocjonalnie taka rozłąka nam zupełnie nie przeszkadza. Ale to nam.
    • princesswhitewolf Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 08:43
      mi by taki zwiazek bardzo pasowal. W ogole pracoholik ale zdecydowanie przy tym nie babiarz moze byc.

      nie lubie dziada co mi siedzi na glowie ciagle i odczucia jak dycha mi na szyje dzien w dzien. A tak w weekend mam dla takowego czas.
    • zlotarybka_1 Re: Weekendowe małżeństwo 22.02.17, 19:55
      my tak funkcjonujemy od paru miesiecy. Na zwiazku sie nie odbilo, ja jakos dzieci ogarniam (tez jestem zupelnie sama, za granica), ale widze, ze dzieci maja z tym problem. Zwlaszcza corka, ktora zawsze miala z ojcem fantastyczny kontakt. I najwyrazniej ten kontakt slabnie, maz tez narzeka, ze nie wie co sie dzieje w szkole itp. Na szczescie znalezlismy inne rozwiazanie i to juz niedlugo potrwa. Moim zdaniem jest to mozliwe, ale jesli sytuacja nie zmusza lepiej sie w to nie pchac, zwlaszcza gdy dzieci sa male.
      • nowi-jka Re: Weekendowe małżeństwo 23.02.17, 07:19
        pare miesiecy to jednak nie tragedia, dlatego autorka do lipca musi wytrzymac ale odradzam takie rozwiazania na dłuzsza mete

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka