Życie za miastem

02.04.17, 13:19
Kupiliśmy z mężem działkę przy lesie, chcemy się budować. To od zawsze było dla mnie ogromne marzenie. Ale teraz trochę żal mi córki... Jak podrośnie, będzie chciała być samodzielna, chodzić sama do koleżanek ze szkoły, jakieś imprezy. A tak to tylko pewnie całe życie Mama-taxi dopóki do 18 nie dobije. Niby jest pociąg i jedzie pół godziny do centrum miasta, ale od tej działki 2,5km, no to czasem można iść, ale codziennie? Nawet do liceum do miasta będzie ciężko.
Macie jakieś doświadczenie w tym temacie? Ja i cała rodzina całe życie w blokach, więc teraz ta przeprowadzka dla mnie naprawdę jak marzenie.
    • joa66 Re: Życie za miastem 02.04.17, 13:27
      Doświadczeń jako takich nie mam, bo zrezygnowałam z takiego pomysłu (działka otrzymana w spadku). Uznaliśmy, że nie chcemy tracić czasu na dojazdy.
    • heca7 Re: Życie za miastem 02.04.17, 13:35
      Ja mieszkam na dobrze skomunikowanych przedmieściach. Bez problemu z dojazdem itd.
      Ale widzę jak to jest u sąsiadów. Córka sąsiadów po latach mieszkania w centrum Warszawy postanowiła z mężem zbudować dom . Wielki dom pod Warszawą. Do jedynego przystanku autobusu jest 1,5 km. Połowa przez las drogą szutrowa. Zimą dojazd wygląda średnio. Wiem bo na sąsiednim polu kupiliśmy działkę aby kasę gdzieś włożyć (właśnie znalazł się kupiec!).
      Dzieci tejże córki w chwili budowy miały po 17-18 lat. W domu wybudowano każdemu sypialnię z oddzielną łazienką. Zastanawiałam się jak te dzieci będą tam mieszkać i kiedy skoro na studia się wybieraly.
      A teraz codziennie z okna widzę że wnuki u babci mieszkają. Bo stąd jest 150m do przystanku i 500 do pociągu. Do centrum jedzie się szybko.
      I tak to się skończyło. A dom pod lasem ma z 300m. Sąsiadów nie widać. Do szutrowki przez własną posesję mają co najmniej 150m! Odsniez to zimą.
      • dziennik-niecodziennik Re: Życie za miastem 02.04.17, 13:44
        Gleboko pragne zalajkowac Twoja stopke big_grin
        • heca7 Re: Życie za miastem 02.04.17, 16:05
          Dzięki. Córka mi ją sprzedała smile
      • memphis90 Re: Życie za miastem 02.04.17, 15:42
        Mając na uwadze fakt, że śniegu nie było od 7 lat, to odśnieżanie drogi wydaje się nieco wydumanym problemem... Chyba że to akurat okolice Karpacza... Ale wtedy można wziąć przykład z Czechów, którzy nie odśnieżają dróg, tylko sypią po śniegu kamyczkami, żeby ślisko nie było i tyle.
        • heca7 Re: Życie za miastem 02.04.17, 16:10
          Wiesz zależy gdzie. A jak spadnie jednak to co ?
          To jest pole w lesie i gmina w życiu tam niczym nie posypie. Do tego wysoki poziom wody. Więc latem błoto.
        • peonka Re: Życie za miastem 02.04.17, 17:41
          No ja akurat pamiętam odśnieżanie 100 od domu do drogi szutrowej w 2013 roku chyba. Śnieg leżał u nas do kwietnia, więc tego....
          • jusiakr Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:04
            Dokładnie 1 kwietnia 2013 moje dziecko budowało z ojcem iglo, i to bynajmniej nie z błota.
            Także ten...
        • jehanette Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:01
          memphis90 napisała:

          > Mając na uwadze fakt, że śniegu nie było od 7 lat, to odśnieżanie drogi wydaje
          > się nieco wydumanym problemem... Chyba że to akurat okolice Karpacza... Ale wte
          > dy można wziąć przykład z Czechów, którzy nie odśnieżają dróg, tylko sypią po ś
          > niegu kamyczkami, żeby ślisko nie było i tyle.
          >

          Tak mogą pisać tylko ludzie, którzy nie doświadczyli zasypanego wyjazdu z bramy (i z garażu) o 6.30 rano w dzień powszedni xD a często ta brama może być zasypana z dwóch stron, jak już pług przejechał big_grin
          • volta2 Re: Życie za miastem 03.04.17, 11:05
            to chyba wtedy łatwiej te 1,5 km przejść piechotą do najbliższego przystanku niż zabierać się do łopaty?

            ewentuanie wziąć urlop na żądanie a dziecko się godzinę spóźni do szkoły. ile takich dni w roku jest na terenach nizinnych (czyli m.w od kieleckiego na północ=3/4 kraju?)
            • jehanette Re: Życie za miastem 03.04.17, 12:07
              Nie ma do jak dobre rady ludzi, którzy nie mają takich doświadczeń. Been there, seen that! Nawet zmiana klimatu nie oznacza, że problemy pogodowe znikają. Zamiast śniegu pojawiają się np. gwałtowne ulewy (w terenie niezabudowanym to jest uwaga uwaga, błoto) albo wichury (strach iść przez las!). Poza tym autobusy czy pociagi pod miastem nie jeżdżą tak często jak w mieście, więc jeśli człowiek planuje jechać samochodem, to zazwyczaj nie zdąży na czas będąc zmuszonym przestawić się na dojście (w trudnych warunkach, błocie czy śniegu) do przystanku. Na dojście do stacji/przystanku trzeba się też inaczej ubrać niż na samochód (samochodem można jechać w cienkich rajstopach i butach eleganckich, iść zasypaną śniegiem drogą już nie) - ja przez kilka miesięcy w roku przebierałam się.
              Późniejsze dotarcie do pracy sprawia też, że rozwala się logistyka popołudniowa - kiedyś trzeba to wszak odpracować. Nie zawsze też da się wziąc urlop na żądanie, bo przecież taki logistyczny problem moze się pojawić równie dobrze w dzień ważnego spotkania czy klasówki.

              Serio, mieszkałam "pod lasem" od 4rż. Dojeżdżałam do liceum kolejką, potem na studia, do pracy. Przez 2 lata mieszkałam tam z dzieckiem. Wiem z własnego doświadczenia, jak to wygląda i każdego przestrzegam!
              • volta2 Re: Życie za miastem 03.04.17, 16:53
                czy jak ci powiem że mieszkałam pod warszawą, dojeżdżałam do pracy pociągiem podmiejskim a do pierwszego chodnika było na tyle daleko że niektóre sąsiadki idące do tegoż pociągu zakładały jednorazowe reklamówki na buty to uznasz że wiem o czym mówię? nie wspomnę o kosztach dojazdu - te olbrzymie dla początkującego pracownika, czy to auto czy to pkp.(czasowe lub finansowe)

                niemniej dalej podtrzymuję kwestię zim i błota(to rzeczywiście ciężej, ale po błocie samochód pojedzie jednakoż?)

                po tych doświadczeniach ulokowałam się w dość dobrym miejscu, czyli i las mam i metro pod nosem, szkoły i baseny też są (nie lo, ale w sumie też), a zajecia wszystkei jakie sobie można wymarzyć dla dzieci i dorosłych są zdecydowanie w pieszym dystansie do 10 min.

                natomiast nie dam sobie wcisnąć kitu o tych śnieżnych zimach - jako narciarka na śnieg czekam jak na zbawienie i zwykle go w okolicy nie ma. zajączki ze śniegu każdy pamięta co oznacza, że to taki ewenement był.
    • agniesia331 Re: Życie za miastem 02.04.17, 13:36
      Bdb sie zastanow,dzieci wiekszosci znajomych na 1 roku specjalnie zlozyly podania na studia nie w Wwie by wreszcie irwac sie z domu I mieszkac w krakowie,wroclawiu. Inne czekaly tylko na dorywcza prace,by wdkoczyc w dodatkowe mieszkanie w miescie I samemi sie itrzymac Mysle,ze dla corki najwazniejsze bedzie prawo jazdy I wlasny samochod,a do twgo czasu mama taci. Powrot po nocy dla wiekszosci dzieci ten 1 km wsrod domow I szczekajacych psow ( Radosc) stanowil nie lada problem. Moze tak: budowac jak najmniejszy dom,bo dziecko I tak najszybciej stad ucieknie,a zaoszczedzone pieniadze wlozyc w samochod lub mieszkanie w miescie dla mlodej. Mowie z doswiadczenia: ludzie 45 lat,dzieci 19 I 21 I tetaz zostali sami w 250 m 2.
      • agniesia331 Re: Życie za miastem 02.04.17, 13:38
        6 par znajomych,12 dzieci do 21 rz
      • heca7 Re: Życie za miastem 02.04.17, 16:13
        Radość? Ja mieszkam w Falenicy . Córka się nie skarży. Wraca oswietlona ulica między domami. 150m do domu od przystanku.
        To co innego niż 1,5 km ciemnym lasem i polami bez jednego domu.
        • onnomatopeja Re: Życie za miastem 03.04.17, 20:12
          W Falenicy???? Ja czasem pomieszkuje w Miedzeszynie, mam tu rodzinę i sama mieszkałam kupę lat.
      • volta2 Re: Życie za miastem 03.04.17, 11:12
        samochód zasadniczo nie wystarczy kupić trzeba jeszcze utrzymac

        obserwuję z boku uroki mieszkania teoretycznie jeszcze w warszawie, dziewoja lat 21, prawko ma, ale auta nikt jej nie kupił (chyba nie chcą bo rodziców stać na 100%), do przystanku w butach na obcasie daleko, wrócić też jakoś trzeba.

        stała ze 20 minut w korytarzu licząc że się ktoś zlituje żeby ją do metra podrzucił, a tu goście(czyli my), winko na stole, miła atmosfera... no w końcu ojciec się ruszył i obiecał z metra po północy odebrać, co oznaczalo siedzienie przy stole na suchosmile

        rodzice generalnie nic nie mówią, nie narzekają, matka wręcz podkreśla że lubi jeździć autem, jej to wożenie nie przeszkadza, lokalizacja raczej nie była do końca świadomym wyborem, jak zupełna mniejszość jematek dostała działkę z domkiem od ojca na prezent ślubny w czasach gdy ta działka nie była jeszcze warszawą a o korkach słyszało się, że są gdzieś w centrum ok. 16-ej.
    • chocolate-cakes Re: Życie za miastem 02.04.17, 14:02
      Mam doświadczenie od prawie 10 lat.
      Ale nie mieszkamy na zadupiu. Do przystanku jest kilka minut pieszo. W ciągu 10 minut autobusem albo 7 minut samochodem dojadę do Trójmiasta więc tragedii nie ma. Oczywiście do granic miasta. Oczywiście bywają niedogodności ale my jesteśmy zadowoleni. Z tym że lokalizacja jest ok.
    • dziennik-niecodziennik Re: Życie za miastem 02.04.17, 14:25
      Fajnie mieszkac za miastem o ile komunikacja jest ok. Jesli nie ma komunikacji - to lipa na calego.
      Poprzez komunikacje mam na mysli dowolny srodek transportu jezdzacy stosunkowo czesto (dwa razy na godzine to absolutne minimum dla mnie), do ktorego stosunkowo latwo sie dostac o kazdej porze roku (a nie zeby sie zima przedzierac przez zaspy po pas czy jesienią przez rozchlapisko) i ktory droge do miasta przebywa w rozsadnym tempie (a nie cztery kilometry jedzie przez pol godziny, bo korki czy cos).
      Dla mnie tez podstawa na co dzien jest dobrze smigajacy internet, o co na odludziu moze byc trudno.
      • eowina123 Re: Życie za miastem 02.04.17, 14:47
        No właśnie taką lokalizację staraliśmy się wybrać, żeby był pociąg. Ten pociąg jeździ raz na pół godziny i ogólnie jest super. Jeździ pół godziny do centrum Łodzi, to krócej niż autobus z jakichś dalszych osiedli. Tyle, że do stacji jest prawie 2,5km uncertain Ja i mąż możemy ją wozić, tylko, żeby chciała. Samochód na 18 to raczej mus. A dom budujemy właśnie mały, żeby później samemu nie zostać na 200m2.
        • joa66 Re: Życie za miastem 02.04.17, 14:50
          A o której zaczynają i konczą jeździc te pociągi?
          • joa66 Re: Życie za miastem 02.04.17, 14:51
            p.s. i jaki jest koszt parkingu w centrum/dzielnicy uniwersyteckiej?
        • triss_merigold6 Re: Życie za miastem 02.04.17, 14:59
          I tak kanał. Będziecie robić za taksówkę, a córka będzie od was totalnie uzależniona. No i nikt jej spontanicznie nie odwiedzi po szkole, nie wpadnie w weekend na chwilę.
          • isa1001 Re: Życie za miastem 02.04.17, 15:03
            A jak matka zlegnie z ciężką anginą czy inną grypą, to dziecko będzie popylać przez śnieg albo błoto do pociągu i z powrotem. Zresztą, pociąg jako jedyny środek transportu to kanał. Wystarczy trochę śniegu i się spóźnia. Wypadek i kilka godzin przestoju. Na dodatek ciągle likwidują połączenia lokalne i za jakiś czas pociąg może tam wcale nie jeździć albo jeździć raz na dwie godziny. Albo będzie remont linii kolejowej. No i wieczorem nie zawsze bezpiecznie w takich podmiejskich pociągach.
          • jehanette Re: Życie za miastem 02.04.17, 19:37
            Dokładnie uncertain tego mi chyba najbardziej brakowało i bardzo żałuję, że tego nie miałam mieszkając w domu pod lasem. Wszystko musiało być ukartowane i ułożone. W weekendy -totalne odcięcie. Nawet mimo to że chodziłam do miejscowej podstawówki, to akurat mieszkałam w "drugą stronę" i pod tym lasem nikogo nie miałam.
        • chocolate-cakes Re: Życie za miastem 02.04.17, 15:01
          A jeśli będzie wracała do domu o 19.00 zimą a was akurat nie będzie wtedy w domu?
          2,5 km to bardzo daleko od przystanku. Jeszcze na pustkowiu. Nie decydowalabym się.
        • beverly1985 Re: Życie za miastem 02.04.17, 17:37
          Staraliscie sie wybrac lokalizacje blisko pociagu, a kupiliscie 2.5 km od stacji?! Jak dla mnie decyzja pochopna, nieprzemyslana, corce juz wspolczuje.
          30 minut drogi+ czekanie na pociag + 30 minut jazdy to bardzo daleko. Moglabym moeszkac na przedmiesciach, gdyby do centrum bylo 10 minut pociagiem, nie 30.

          Jak ten pociag jezdzi wieczorem i w nocy? Skoro w dzien tylko 2 razy na godzine?
          • chocolate-cakes Re: Życie za miastem 02.04.17, 18:15
            10 minut do centrum pociągiem to chyba nie przedmieścia? Na przykład w Gdańsku 10 minut SKM to jest odległość jakiejś dzielnicy i to się nazywa że jest dość blisko a nie przedmieścia.
            Dla mnie pół godziny pociągiem to jest tak średnio. Gorzej taki kawał od przystanku.
            • beverly1985 Re: Życie za miastem 02.04.17, 20:23
              Zalezy od miasta. Pod Warszawa czy pod Trojmiastem nie chcialabym mieszkac - wlasnie za wzgledu na odleglosci. W wwie zawsze staram sie mieszkac OK 10 min metrem/ tramwajem od centrum, dalej to juz za daleko (bo do tego metra tez trzeba dojsc, a w centrum czesto przesiasc i robi sie 30-40 minut).
              • chocolate-cakes Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:22
                Pewnie że to zależy od miasta. Urodziłam się w Gdańsku i nie wyobrażam sobie wynieść się w inny rejon. A w dużym mieście 10 minut samochodem czy pociągiem od centrum to nadal jest miasto, inna dzielnica, a nie dalekie przedmieścia. O to mi chodziło smile
                • default Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:45
                  Ale czemu to "centrum" i odleglosc od niego jest taka wazna ? Poza centrum tez jest zycie smile Osobiscie bywam w centrum W-wy kilka razy w roku najwyzej.
                  • beverly1985 Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:27
                    Tam kwitnie moje zycie towarzyskie wink
                  • turzyca Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:43
                    Jesli rozwazamy przyszlosc dziecka, ktore bedzie sie wybierac na studia, a moze i do ambitniejszego liceum, to centrum danego miasta staje sie istotne.
                    • menodo Re: Życie za miastem 02.04.17, 23:17
                      a moze i do ambitniejszego liceum, to centrum danego miasta staje sie istotne."

                      W ambitnych warszawskich liceach moich dzieci, które wychowały się na wsi, większość kolegów również mieszkała w podwarszawskich miejscowościach - warszawskie dzieci, które chodzą do rejonowych publicznych gimnazjów to rodzynki w prestiżowych ogólniakach.
                  • triss_merigold6 Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:56
                    Nie jesteś nastolatką.
                  • chocolate-cakes Re: Życie za miastem 03.04.17, 08:13
                    Bo w wątku startowym była mowa o centrum. W tym centrum pewnie córka założycielki wątku chodziłaby kiedyś do liceum, chciałaby iść do kina itp.
        • koronka2012 Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:31
          No cóż, nie wiem jak u was, ale w Warszawie koleje podmiejskie nie słyną z punktualności, kolezanka dojeżdża i klnie na awarie i różne inne utrudnienia. Chyba w zeszłym roku był płacz maturzystów, którzy przez awarię kolejki nie dojechali na czas na matury.

          Jakbym miała dojeżdżać 2,5 km rowerem przez ciemnicę, to podziękowałabym rodzicom za możliwość mieszkania wśród ptaszków i sarenek. Dzieciak będzie musial wychodzić z domu po 6 rano, czyli po ciemku rano i po ciemku wieczorem.
          O życiu towarzyskim można zapomnieć w takich warunkach, bo jeśli już spotkanie to raczej z nocownaniem.
          • tiszantul Re: Życie za miastem 03.04.17, 01:39
            > Chyba w zeszłym roku był płacz maturzystów, którzy przez awarię kolejki nie dojechal
            > i na czas na matury.

            Spośród wielu kompetencji egzamin dojrzałości sprawdza także umiejętność dotarcia na ten egzamin. Jeśli ktoś nie umie dotrzeć, to oblewa.
          • elf1977 Re: Życie za miastem 03.04.17, 19:44
            Codziennie jeżdżę SKM do pracy i jakoś nie zdarzyło się, żebym nie dojechała.
    • triss_merigold6 Re: Życie za miastem 02.04.17, 14:26
      Mam obserwacje. Sąsiedzi pod koniec lat 90-tych wybudowali dom pod Warszawą, w okolicy wydawałoby się w miarę skomunikowanej. Nastolatki o niczym innym nie marzyły jak tylko o wyrwaniu się do miasta, synowi na I roku studiów na szybko kawalerkę kupowali, bo dojazdy były b. uciążliwe.
      Generalnie miałabym ogromne pretensje do rodziców, gdyby mi wycięli taki numer.
      • chocolate-cakes Re: Życie za miastem 02.04.17, 14:41
        Wszystko zależy gdzie to jest za miastem.
        Mój syn od nas ze wsi jedzie na uczelnię pół godziny samochodem. Z miejsca gdzie wcześniej jechaliśmy, miasto, miałby samochodem 15 minut a autobusem 30 minut.
        Tragedii nie ma. Ale są koszty i o tym trzeba pamiętać. Też o tym, że za miastem można mieszkać powiedzmy dwa kilometry od granic i500 metrów od przystanku oraz także 25 km od granic o 5 km od przystanku przez las. Najważniejsza jest dobra lokalizacja. I oczywiście że minusy są.
        • chocolate-cakes Re: Życie za miastem 02.04.17, 14:43
          Gdzie wcześniej mieszkaliśmy
    • kondolyza Re: Życie za miastem 02.04.17, 14:57
      uwazam ze dobrym rozwiązaniem na takie marzenia jest kupno/wybudowanie domu całorocznego do uzywania jako działki czyli w weekendy, swieta, urlopy, ferie, wakacje z myslą ze na stare lata zlstawimy dzueciaki w miescie a sami zalegniemy pod lasem na stałe
      mam, korzystam, polecam

      ale taki domek trzeba dobrze wyposazyc w zabezpieczenia, ochrone, automatyczne ogrzewanie.

      jesli mniejsze zasoby finansowe to mozna dzialke letnią typu rodos ale to nie moj klimat
      • chocolate-cakes Re: Życie za miastem 02.04.17, 15:05
        Zgadzam się. Albo za miastem ale blisko. W sensie że do przystanku masz kilkaset metrów i do szkoły dojedzie się w pół godziny. Tylko że tu jest dużo większy koszt działki.
      • memphis90 Re: Życie za miastem 02.04.17, 15:44
        Babcia w lesie pod miastem to skarb!
    • butch_cassidy Re: Życie za miastem 02.04.17, 15:05
      Moja bliska koleżanka i jej dzieci tak żyją. Starsza nastolatka narzeka, młodsza umiarkowanie. Jak przewidujesz: dopóki nie zrobią prawa jazdy i nie dostaną auta do dyspozycji, to trzeba robić za tę taksówkę. Dla niej warto. Dla mnie też, tyle że dziecko mam jeszcze małe. Zakładam, że jeśli moje zechce, po maturze może się przenosić do centrum miasta. Centrum jest dobre właśnie ok. dwudziestki wink One z resztą też planują lokum w mieście na czas studiów i po, to znaczy dla dzieci, bo ona z mężem zostają tam, gdzie mieszkają, bez dwóch zdań.
    • lady-z-gaga Re: Życie za miastem 02.04.17, 15:29
      Jeszcze nie zaczęłas budowy? to zrobcie tam sobie porządny domek weekendowy i nie pakujcie się w kanał mieszkania na zadupiu, jeśli nie musicie. Domek wybudujcie porządny, całoroczny - przyda się, jesli na starość będziecie mieli chęć wynieść się z miasta smile
    • konsta-is-me Re: Życie za miastem 02.04.17, 16:17
      Jeśli córka nie ma 17 lat , to zły pomysł.
      Wystarczy że ale auto się zepsuje i co wtedy?
      Kto ją będzie woził?
      Nie, poczekałabym do samodzielności dziecka.
      • butch_cassidy Re: Życie za miastem 02.04.17, 20:54
        konsta-is-me napisała:

        >
        > Wystarczy że ale auto się zepsuje i co wtedy?
        > Kto ją będzie woził?

        Przy większej odległości od miasta jednak mało kto ma jedno auto.
        Względnie znów - dziecko te trzy dni może spędzić u babci.
        • konsta-is-me Re: Życie za miastem 03.04.17, 05:10
          No tak, ale mogą się zepsuć 2wink
          2.5 km do stacji to daleko, co najmniej 30min szybkim krokiem, a w zimie /deszczu dluzej.
          I zero koleżanek, a już kompletnie odpadają spontaniczne spotkania.
          Jeśli autorka cale życie w blokach, to nie wiem na ile realnie ocenia sytuację,a na ile jest to wyobrażenie.
          Moja mama miała taki pomysł, jak byłam nastolatką, szczęśliwie nie doszedł do skutku, s chodziło o zamianę na domek w małym mieście, zresztą obok dworca.
          A i tak do dziś dziękuję Bogu, że zostałam w mieście.
          Nie wiem czy nastolatka byłaby zachwycona mieszkaniem gdzieś w lesie.
    • default Re: Życie za miastem 02.04.17, 16:38
      A ile corka ma lat ? Czy raczej - ile bedzie miala, gdy dom bedzie gotowy ? Bo jak 17-18, to niech zostanie w miescie, w starym mieszkaniu. Do Was bedzie przyjezdzac na weekendy. Jak zechce wink
    • valtho Re: Życie za miastem 02.04.17, 17:03
      Mieszkam pod Warszawą - 45 min w korkach do centrum i odradzam. Mnóstwo czasu w samochodzie, każde wyjście dziecka to kłopot, bo dodatkowe godziny w samochodzie. A dzieci na razie są nie duże - starsze 12 lat.
    • julita165 Re: Życie za miastem 02.04.17, 17:23
      Moja przyjaciółka tak mieszka. Jej się podoba ale jej syna to mi żal. Ma prawie 14 lat i w promieniu 10 km żadnego kolegi. Jak już go orzywioza ze szkoły to tylko net i gry. Siedzi w tym pięknym lesie a nawet na rower nie wyjdzie bo nie ma z kim. A będzie jeszcze gorzej....
      • anamatopeja Re: Życie za miastem 02.04.17, 17:54
        Yyyy...akurat znajoma w centrum dużego miasta ma 13latka. W promieniu kilometra kilkunasty co najmniej kolegów. I co robi? Komputer, smartfon, gry. Na rower ani pograć w piłkę (boisko pod nosem) nie chce mu się. Jak koledzy do niego przyjdą to... tak tak, grają w gry. wink
        • taki-sobie-nick Re: Życie za miastem 02.04.17, 20:04
          anamatopeja napisała:

          > Yyyy...akurat znajoma w centrum dużego miasta ma 13latka. W promieniu kilometra
          > kilkunasty co najmniej kolegów. I co robi? Komputer, smartfon, gry.

          Jeden NIE CHCE, drugi NIE MOŻE.

          Znajdź różnicę.
        • volta2 Re: Życie za miastem 03.04.17, 11:23
          prawdę mówiąc to mój też nie ma z kim wyjść. boisko blisko. koledzy też(osiedle)

          na rower wychodzą razem z bratem jak ich wyślę

          na szczęście jest jeden kolega dość chętny do inicjowania spontanów i wtedy syn w 5 minut jest gotowy. chciałabym jeszcze ze 2-3 żeby takich było.

          dziubdziusie są wychowane pod spódnicą, nigdzie samemu nie można bo ukradną, pobiją, zgwałcą a jak dziubdziuś urośnie, to okazuje się że nie ma nawyku spotykania sie poza szkołą. a żaden kolega nie jest tak atrakcyjny jak gra komputerowa...
      • anamatopeja Re: Życie za miastem 02.04.17, 17:57
        A w tym przypadku, to ojciec powinien ruszyć 4 litery i pokazać dziecku co fajnego jest w lesie, zainteresować przyrodą, pojechac z nim na cros rowerowy, itd itp. Od rodziców dużo zależy.
        • koronka2012 Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:34
          anamatopeja napisała:

          > A w tym przypadku, to ojciec powinien ruszyć 4 litery i pokazać dziecku co fajn
          > ego jest w lesie, zainteresować przyrodą, pojechac z nim na cros rowerowy, itd
          > itp. Od rodziców dużo zależy.

          Niby racja, ale przecież to nie o to chodzi, pomijając już, że nie każdy będzie interesował się przyrodą.

          Pytanie czy ojciec ma zastępować dzieciakowi całe życie towarzyskie? to jakby nie to samo.
          • triss_merigold6 Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:42
            Błagam, nie chodzi nawet o te imprezy. Dziewczyna nawet nie będzie mogła normalnie korzystać z zajęć pozalekcyjnych, które zaczynają się po południu np. o 17 czy 18. Musiałaby po szkole kiblować gdzieś kilka godzin, a potem zostać odebrana przez któregoś z rodziców i powrót do domu wieczorem. Mój 12-latek np. ma treningi do 19:30 i zbiórki, które zaczynają się po 18 i kończą po 20, tyle że do domu ma dziesięć minut, a nie ponad godzinę + spacer przez las czy inne pole.
          • volta2 Re: Życie za miastem 03.04.17, 11:26
            no my akurat nauczyliśmy dzieci korzystać z lasu, jeżdża tam sami na rowerach, a starszy jak ma taki dzień jak dziś, czyli nie jest w szkole a ma za zadanie wyjść na dwór, żeby się dotlenić to sam wybiera spacer po lesie zimą albo teraz to rowerem.
        • triss_merigold6 Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:50
          No, i nastolatka ma się cieszyć oglądaniem lasu po szkole i w weekendy zamiast móc spotkać się z rówieśnikami? Cudny pomysł.
          Uwielbiam głębokie Bieszczady, ja mogłabym tam zamieszkać nawet jutro, ale nie wolno mi tego zrobić dzieciom. Bo ja już się nażyłam towarzysko i atrakcjami miasta i satysfakcjonują mnie przestrzeń, pustka i konie, a dzieciom nie.
    • tol8 Re: Życie za miastem 02.04.17, 18:01
      Proponuję poczekać do osiemnastki córki. Zostawcie ją w kawalerce w mieście a sami się wybudujecie
    • anamatopeja Re: Życie za miastem 02.04.17, 18:04
      Dziwię się, że tak z skrajności w skrajność. Czyli z mieszkania w bloku od razu do półdziczy pod lasem. Nie można było bliżej ludzi? Są tam jacyś sąsiedzi? Jakieś dzieci w tej miejscowości? Sami macie/planujecie więcej dzieci?
      Znajoma mieszka w niedużym miasteczku i mimo, że zaludnione gęsto to autobusy wieczorne kończą kursy wcześnie i też rodzice dzieci wożą do koleżanek (akurat najulubieńsza mieszka w innej miejscowości) oraz odbierają w nocy z imprez.


      • anamatopeja Re: Życie za miastem 02.04.17, 18:06
        A z dzieciństwa pamiętam, ze część osób chodziła do szkoły na piechotę ok 2-2,5 km codziennie. Ale nie przez las nieutwardzoną drogą, a wzdłuż asfaltowej uczęszczanej drogi.
        • anamatopeja Re: Życie za miastem 02.04.17, 18:10
          I jeszcze dodam, że ja np bardzo chciałam szybko wyjść z domu rodzinnego i nie być pod kuratelą rodziców i ogólniak wybrałam sobie z internatem. Więc może córka będzie tak wolała jeśli jej się dojazdy nie będą podobać a do was będzie przyjeżdżać na weekendy. Na pewno nie ma sensu budować dużego domu. Jak jest ogród, to połowę roku zastępuje dodatkową przestrzeń.
    • 18lipcowa3 Re: Życie za miastem 02.04.17, 18:15
      masakra, wspolczuje córce
    • jehanette Re: Życie za miastem 02.04.17, 19:33
      Tak, mam takie doświadczenie. Od 4rż mieszkałam w domu pod lasem, 2km do stacji pociągu. Nie zrobię tego swojemu dziecku! Samodzielność jako dziecko i nastolatka miałam mega okrojoną, nawet głupich zakupów nie umiałam robić, bo ponieważ daleko - zawsze rodzice robili duże zakupy samochodem. Żadne odwiedziny koleżanki nie mogły być spontaniczne, bo nawet jeśli było lato i mogłyśmy same przyjść, to potem mnie/ją ktoś musiał odwieźć do domu. W liceum, do którego dojeżdżałam, to samo - pamiętam jak ze łzami w oczach wychodziłam przedwcześnie z imprez czy koncertów, bo tata czekał w samochodzie. Albo trzeba było organizować nocleg, no ale to nie zawsze się da - koleżanki przecież też mają rodziców. Skądkolwiek się wracało, gdziekolwiek się jechało - zawsze pod dyktando odjazdów "kolejki". Najgorzej oczywiście wieczorem - jak się przepuściło kurs i trzeba było czekać pół godziny. Mam wrażenie, że dużo mnie ominęło z towarzysko-społeczno-kulturalnego życia. Zresztą mój brat wyrósł na strasznego dzikusa, i to nie w dobrym tego słowa znaczeniu.
      Generalnie - nie polecam i współczuję córce.
    • nastjaa Re: Życie za miastem 02.04.17, 19:40
      Mam koleżankę, która dojezdzała tak do Łodzi. Niestety nie było to dla niej wygodne. Wiele imprez ją omijało, bo nie miałaby jak wrócić do domu. Czasem musiala u nas nocować. Teraz jest dorosła, ma swoje dziecko, dwie duże działki pod łodzią (w różnych lokalizacjach), a mieszka w dwupokojowym mieszkanku prawie w centrum Łodzi. I nie chce nawet myśleć o domu. Z tego powodu i ja zrezygnowałam z domu pod Łodzią. Kupiłam mieszkanie w mieście, jak będę mieć kasę to dokupię domek pod miastem, ale wyprowadzę się tam najwcześniej jak córka będzie dorosła i będzie mogła sama zamieszkać np. w naszym mieszkaniu.
    • inguszetia_2006 Re: Życie za miastem 02.04.17, 20:00
      Witam
      Nie, nie wygłupiaj się z tym domem. 2,5 km do stacji? Za daleko. Pomyślałaś, co to będzie, jak samochód ci się zepsuje, a naprawa potrwa "tylko" 3 dni? Szkoda dziecka i was też szkoda. A jak wygląda ta droga na stację? Przez wieś, czy przez las? Tak czy siak - sprawa dla wytrwałych i ludzi, którzy nie lubią spać. Ile trzeba rano wcześniej wstać? Dom nie jest wart takich poświęceń.
      Liczy się komfort życia codziennego, a nie komfort weekendu.
      Pzdr.
      Ing
      • volta2 Re: Życie za miastem 03.04.17, 11:31
        w sumie mogłaby jeździć rowerem do tej stacji.

        rok temu w japonii dojeżdżałam do osaki od koleżanki z domu właśnie podmiejskim pociągiem. parking(park dna ride) dla rowerów i motorynek był powierzchniowo większy od tego dla samochodów. jak pada i zima to wtedy tylko auta używać. czyli klasycznie jak na dużym osiedlu w mieście. mój na co dzień jeździ hulajnogą a dopiero zima ze śniegiem (czyli parę razy w roku) i duże opady deszczu nas mobilizują do wsiadania w auto.
        • triss_merigold6 Re: Życie za miastem 03.04.17, 11:37
          Odrażający pomysł. Nastolatka chciałaby iść do szkoły ładnie ubrana, umówić się po szkole z koleżankami, a nie jechać drogą gruntową przez kałuże czy błoto, potem dźwigać rower + plecak do pociągu i docierać zasyfiona i zmęczona do szkoły.
          • sasanka4321 Re: Życie za miastem 03.04.17, 11:52
            "Ladnie ubrana" w przypadku wiekszosci nastolatek to jeansy, conversy, bluza i cross-body-bag. Idealny stroj do jezdzenia rowerem. No i nastolatka ktora jest bardzo zmeczona po przejechaniu rowerem 2 km i wlozeniu tego roweru do pociagu ma problem, ale zupelnie inny...
            • jehanette Re: Życie za miastem 03.04.17, 12:17
              Lubię jeździć rowerem, ale kluczem do "lubię" jest wybór. W mieście mam taki wybór. Jak mi się chce, to jadę bez względu na pogodę. Jak pogoda mnie odstrasza, albo mam okres, albo muszę dojechać w nietypowe miejsce, albo się nie wyspałam, to wybieram komunikację miejską. Jak jeździłam rowerem do stacji pociągu, nie miałam tego komfortu, bo to była jedyna opcja, to albo piechotą.
              W dżinsach czy konwersach przemoczonych silną ulewą niefajnie się siedzi na lekcjach czy w pracy, sprawdzone!
            • iwoniaw Re: Życie za miastem 03.04.17, 14:31
              Ja nawet jeżdżę rowerem po mieście, ale powiedzmy sobie szczerze - co innego przejechać 2 km asfaltowaną drogą rowerową i mieć przed większością instytucji stojak na rowery, a co innego robić te 2 km po nieutwardzonej leśnej drodze, szczególnie w/po deszczu. Oczywiście, że to nie jest jakoś bardzo obciążające fizycznie, ale jak człowiek (i rower) po takiej przejażdżce wyglądają?
          • volta2 Re: Życie za miastem 03.04.17, 17:04
            ładnie ubrana powiadasz? wtedy można wyciągnąć samochód. normalne nastolatki nie wyglądają jak ubrane do biura triss, za naszych czasów też tak nikt się nie ubierał,

            a przejechanie 2,5 km rowerem w spokojnym tempie nie powinno nikogo zabić. i nie ma potrzeby go nigdzie targać jeśli jak pod osaką będą tam parkingi rowerowe. wróci z pociągu, odepnie rower i pojedzie te 10 min do domu.

            przy mojej stacji metra stoi średnio po 100 rowerów codziennie od 8 rano. nie wiem skąd są ludzie przjeżdżający, ale widać im się opłaci to czasowo. a parknigu dla rowerów nawet nie ma (są przypięte do barierek przy schodach bo stojaków jes 5 sztuk)
            • dyzurny_troll_forum Re: Życie za miastem 03.04.17, 17:23
              volta2 napisała:

              > i nie ma potrzeby go nigdzie targać jeśli jak pod osaką będą tam parkingi rowerowe.

              Tu na razie nie jest bosko, ale będzie Władywostok!
              • isa1001 Re: Życie za miastem 03.04.17, 17:53
                Tu na razie jest ściernisko, ale będzie San Francisco.
                A tam, gdzie to kretowisko będzie stał mój bank! smile
              • isa1001 Re: Życie za miastem 03.04.17, 17:55
                dyzurny_troll_forum napisała:

                > volta2 napisała:
                >
                > > i nie ma potrzeby go nigdzie targać jeśli jak pod osaką będą tam parkingi
                > rowerowe.
                >
                > Tu na razie nie jest bosko, ale będzie Władywostok!

                Tu na razie dziobią ptaki, ale będzie Nagasaki!

                ---
                https://emotikona.pl/gify/pic/piesek-jezyk.gif
      • jehanette Re: Życie za miastem 03.04.17, 12:14
        inguszetia_2006 napisała:


        > Liczy się komfort życia codziennego, a nie komfort weekendu.
        > Pzdr.
        > Ing


        Komfort weekendu też często jest taki sobie, gdy trzeba nadrabiać to, co w tygodniu leżało odłogiem big_grin
    • paloma_blauwinder Re: Życie za miastem 02.04.17, 20:03
      Nie rób tego. Wasze życie będzie upływać w środkach komunikacji.
    • butch_cassidy Re: Życie za miastem 02.04.17, 20:23
      eowina123 napisał(a):

      Ja i cała rodzina całe życie w blokac
      > h, więc teraz ta przeprowadzka dla mnie naprawdę jak marzenie.

      Dla mnie też była jak marzenie. Spełnione smile
      I nie żałowałam, ani przez pół minuty.

      A nie masz babć w mieście, żeby w razie czego córka mogła przenocować?

      Już tak mam, że robię, co sama uważam za słuszne. Już się nasłuchałam, jak to moje dziecko będzie musiało mieć TV, kiedy pójdzie do szkoły, jak będzie musiało mieć smartfon zaraz w szkole, jak to będzie żałować dowożenia i jak to je przepiszę do szkoły koło domu, jak nie będzie mieć towarzystwa, itd... itd... Jak dotąd żadne z tych proroctw się nie spełniło. Oczywiście liczę się z tym, że jako nastolatka będzie mieć swoje życie i trzeba jej będzie je ułatwić, z drugiej jednak strony nie jestem pewna, czy nie będzie, jak z innymi tymi wizjami - czyli może jednak nie będzie przez to nieszczęśliwa, jak część osób wróży wink

      No i jakie to imprezy zalicza się w wieku tych 17-18 lat, w szkole. Bo jeśli takie dzikie z alkoholem ją w tym wieku ominą, to ja nie wiem, czy to jest takie złe. Na studiach nadrobi najwyżej tongue_out

      Poza tym wychodzę z założenia, że życie ma się najpewniej jedno, ja jestem starsza, córka młodsza. Dorośnie, urządzi się, gdzie chce. A przez takie przekładanie na później, bo dzieci, bo praca, bo to, bo tamto to nie jeden już swoich marzeń nie zrealizował wcale.

      I co teraz, jak Ci prawie wszyscy napisali, jaką to złą decyzję pojęłaś?
      • triss_merigold6 Re: Życie za miastem 02.04.17, 20:47
        W wieku 17-18 lat chodzi się np. na osiemnastki, które nie trwają do 22 tylko dłużej.
        • butch_cassidy Re: Życie za miastem 02.04.17, 20:52
          Ale jak często jest osiemnastka? Niech będzie, że co 2 tygodnie (szczerze wątpię, ale już tam), to nie można się umówić, że się podjedzie (u przyjaciółki to niestety na telefon, raczej córka decyduje o której), niekoniecznie o 22, albo właśnie przenocować u babci? Względnie ten rok wcześniej mieszkanie naszykować właśnie m.in. na takie okazje. Zanim się je przygotuje do codziennego funkcjonowania i odpowiednio wyposaży, żeby na studia było, to wystarczy takiej okołopełnoletniej nastolatce karimata i czajnik elektryczny, byle pod dachem.
          • triss_merigold6 Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:01
            Cudowna miejscówa, żeby wychodząc z imprezy zgarnąć kilka osób i dopiero tam się bawić konkretnie.
            W środku nocy jeździć po nastolatka kawał drogi - uciążliwe.
            Wbijać się babci na chatę o 2. nad ranem - krępujące.
            Nie chodzi tylko o imprezy, dziewczyna nie będzie mogła się nawet normalnie do teatru umówić na przedstawienie od 19, czy do kina czy na koncert wieczorem, bo odwożenie i przywożenie to już cała logistyka.
            Jak napisałam wyżej, miałabym bardzo duże pretensje i żal do rodziców, gdyby mi zafundowali taką komunikacyjną smycz, nastolatki chcą mieć rówieśników i atrakcje w pobliżu a nie jakąś kawę na tarasie i sarenki za płotem na co dzień.
            • butch_cassidy Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:06
              Rozumiem Twój punkt widzenia, ale jednocześnie nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego dorośli ludzie w zdecydowanej większości podporządkowują np. 20 lat swojego życia tym kilku latom nastolęctwa dzieci. Ostatecznie mniejszym dzieciom lepiej w domu z ogrodem niż w bloku, starsze się usamodzielniają mniej lub bardziej. Mówimy o jakichś ok. 4 potencjalnie trudnych latach. Nie ogarniam, czemu podporządkowuje się temu znakomitą część własnego życia. No chyba, że to tylko doskonały pretekst, aby zachować status quo. Oczywiście rozmawiamy teraz o osobach, które deklarują, że "marzą o domu za miastem, ale..."
              • butch_cassidy Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:08
                Co do tego wożenia, to może ja patrzę z perspektywy osoby, która lubi prowadzić, to też może mieć znaczenie smile
              • inguszetia_2006 Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:21
                Witam
                Butch... 4 lata to jest dużo. Z ludzkiej perspektywy. Ty patrzysz z perspektywy żółwia długowiecznegobig_grin Tak nie można. Nie wolno gubić w życiu czterech lat. Taka jest moja opinia i się z nią, o dziwo, zgadzam;-P
                Pzdr.
                Ing
                • butch_cassidy Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:25
                  Jak gubić? Przesadzasz wink
                  No ale odwróćmy sytuację: Załóżmy, że chcesz wybudować ten swój wymarzony dom koło 30-tki, ale nie, bo dzieci... Mają być pełnoletnie, no dobra, to budujesz (albo i nie, bo już ci się jakby wszystkiego nieco mniej chce) około 50. To ile lat "gubisz"? Bo mnie wychodzi, że 20 tongue_out

                  • inguszetia_2006 Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:36
                    Witam
                    Nie, nie, nie. W marzeniach nigdy nie gubisz, żyjesz tylko w swojej głowie, bez uszczerbku na ciele. Nawet jesteś na plusie, bo masz życie realne i "wirtualne", czyli żyjesz dwa razywink A 4 lata bycia kierowcą rodziny i wstawanie o 5 to jest faktyczna strata czasu, na sen, na odpoczynek etc. A tak w ogóle, nie bądź taka hej do przodu, bo ci z tyłu zabrakniewink
                    Pzdr.
                    Ing
                    • butch_cassidy Re: Życie za miastem 03.04.17, 06:25
                      Jakiej 5? Moja rodzina wstaje o 7. (ja trochę wcześniej, żeby ich wyszykować smile, ale mogę odespać jak wyjdą, w razie potrzeby) W mieście dzieci wstają dużo później?

                      No super, czyli jeśli chciałaś być architektem, a jesteś sklepową, to ekstra - możesz marzyć o byciu architektem, sprzedając cebulę, i masz dwa życia, realne i w marzeniach. Bomba! big_grin big_grin big_grin

                      >A tak w ogóle, nie bądź taka hej do przodu, bo ci z tyłu zabraknie
                      A dziękuję za dobrą, mertytoryczną radę. Zatem idę planować przeprowadzkę, żeby mi go jednak nie brakło i żeby przejść na właściwą stronę mocy big_grin big_grin big_grin


                      • feniks_z_popiolu Re: Życie za miastem 03.04.17, 06:32
                        Butch, czyli Ty szykujesz, wyprawiasz rodzinę a sama zostajesz w domu?
                        • butch_cassidy Re: Życie za miastem 03.04.17, 07:17
                          feniks_z_popiolu napisał:

                          > Butch, czyli Ty szykujesz, wyprawiasz rodzinę a sama zostajesz w domu?
                          Tak.
                          • triss_merigold6 Re: Życie za miastem 03.04.17, 08:09
                            Not o nie porównuj sytuacji swojej rodziny z rodziną w której dorośli pracują poza domem i też musieliby dojeżdżać. Przy jakichkolwiek zajęciach dodatkowych dziecka kończących się po 17, rodzic jest koncertowo udupiony do wieczora, bo musi albo czekać na dziecko albo jechać do domu i przyjeżdżać jeszcze raz.
                            Biedna nastolatka nawet sama do fryzjera czy dentysty nie pójdzie.
                            • chocolate-cakes Re: Życie za miastem 03.04.17, 08:24
                              Cóż, muszę przyznać rację. Moja nastolatka, mieszkająca od 9,5 roku pod miastem, co prawda sama dojedzie do szkoły, wróci, może w sobotę jechać sama do fryzjera, kina, teatru itp, bo od przystanku mamy kilka minut pieszo i autobus do miasta jedzie pół godziny do samego centrum, czasem czterdzieści minut, ale bywa tak że autobus się spóźnia, albo w jakimś przedziale czasowym jedzie raz na godzinę, po 22.00 już nie jedzie. To wszystko nie wygląda tak różowo. Pracę i szkołę mamy w centrum, ja pracuję prawie obok szkoły córki, syn też skończył to liceum. Praktycznie 70% dojazdów jest razem samochodem, zaczynamy i kończymy tak samo i to jest ogromny plus bo nieraz już o 15.15 jesteśmy z powrotem w domu. Nam się to wszystko układa naprawdę nieźle, ale tak nie jest w każdym przypadku i dla mnie 2,5 km od stacji to jest bardzo daleko.
                            • butch_cassidy Re: Życie za miastem 03.04.17, 08:39
                              Wiem, że każdy ma inną sytuację, tudzież mniejsze lub większe szanse na jej zmianę, ale to nie oznacza, że dla każdego dom za miastem jest złym rozwiązaniem. A do takich wniosków można nieopatrznie dojść czytając podobne watki.
                              • dyzurny_troll_forum Re: Życie za miastem 03.04.17, 11:37
                                butch_cassidy napisała:

                                > Wiem, że każdy ma inną sytuację, tudzież mniejsze lub większe szanse na jej zmi
                                > anę, ale to nie oznacza, że dla każdego dom za miastem jest złym rozwiązaniem.

                                Wiesz mam kumpla, mieszka gdzieś w okolicy puszczy białowieskiej, pracuje zdalnie z domu i w biurze w Wawie musi bywać raz na tydzień, raz na dwa tygodnie. W życiu, ale to w życiu bym go nie podał jako przykład za posiadaniem domu na Podlasiu, bo przecież tam tak tanio jest....
                          • dyzurny_troll_forum Re: Życie za miastem 03.04.17, 11:34
                            butch_cassidy napisała:

                            > feniks_z_popiolu napisał:
                            >
                            > > Butch, czyli Ty szykujesz, wyprawiasz rodzinę a sama zostajesz w domu?
                            > Tak.

                            Buhahahahahah uhahhahahaha phihiihihihi
                            Tak, to jest argument za posiadaniem domu przez wszystkich innych!
                      • volta2 Re: Życie za miastem 03.04.17, 11:41
                        moje dziecko wstaje wtedy, gdy koledzy z konstancina ładują się do samochodów.

                        już pominę, że nigdy nie mogą po szkole zajrzeć, bo matka ma tak ustawiony dzień że może tylko raz ok. 16 pod tą szkołą być. nie późńiej i nie wcześniej. albo wraca z pracy albo załatwia coś na mieście i to coś akurat kończy tak, by być pod szkołą.

                        a jaki był problem żeby podjechać na żoliborz odebrać dzieci z teatru. ona tylko do metra... bo tu ma blisko

                        tak wygląda w praktyce to bycie szoferem.

                        i to nie jest kwestia 4 lat tylko np. 2x4 bo mało kto ma jedno dziecko.
                        • jehanette Re: Życie za miastem 03.04.17, 12:25
                          A jeszcze jak się te grafiki dzieci nakładają ze sobą, to dopiero logistyka codzienna jest cudowna!
              • joa66 Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:35
                Nie wiem jak inni, ale ja się nie zdecydowałam ze względu na siebie też. Fajnie byłoby miec domek i ogródek itd, ale jednak pracuję w mieście, 'rozrywam się" w mieście. Czyli w takim idealnym swiecie dom, kominek, jabłonka w ogrodzie i hamak. W realu w moim przypadku oznaczałoby to dodatkowe 1,5 h dziennie w drodze (minimum) do "raju".
              • paniusia.aniusia Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:09
                Akurat mam wątpliwości co do tego czy dom na odludziu to cos fajnego dla jakiegokolwiek, nawet małego dziecka.
                • butch_cassidy Re: Życie za miastem 03.04.17, 06:21
                  paniusia.aniusia napisała:

                  > Akurat mam wątpliwości co do tego czy dom na odludziu to cos fajnego dla jakieg
                  > okolwiek, nawet małego dziecka.
                  >

                  No ja akurat mam takie dziecko któremu jest fajnie.

                  Ktoś napisał, że to kwestia 10 lat. To córka już teraz musiałaby wyrażać sprzeciw (ma 8), a jest b. zadowolona. Co daje dziecku ogród? Trampolina, basen, itp. na rower nie musi daleko jeździć (i nie wśród aut), obserwowanie przyrody (wygrała konkurs na fotografowanie zwierząt), robienie zabawek z "kijka i kamienia" wink nieobsiusianych przez psy, budowanie leśnych domków, chodzenie boso po trawie, zabawa na powietrzu praktycznie przez cały dzień, itd. O czystym powietrzu i eko jedzeniu z własnego ogródka nie wspominam, bo to dla dziecka, z jego własnej perspektywy, mniej istotne. 8-latka to fakt, że już i pod blikiem sama wyjdzie na podwórko, ale 4-latka już nie, w domu może, wystarczy zerkać...
                  Dla nas to jednak są pewne plusy tongue_out
                  • beverly1985 Re: Życie za miastem 03.04.17, 08:11
                    Jak pisalam znam osoby, ktore jako dzieci mialy porownanie- mieszkanie w bloku na duzym osiedlu a w domu na obrzezach. I jak sie okazalo wcale nie docenialy wlasnego ogrodka z trampolina, kocykiem, trawa itd.- woleli wspolny plac zabaw z mnostwem znajomych.

                    Zreszta to nie dom jest tu problemem a glusza, odleglosc od przystanku, brak rozrywek, brak kolegow. Dom moze byc fajny, ale wsrod innych ludzi, z dobra komunikacja. Albo weekendowy.
                    • triss_merigold6 Re: Życie za miastem 03.04.17, 08:17
                      Dokładnie. Dom jest super - na Saskiej Kępie, Mokotowie, Żoliborzu, jeszcze ujdzie w Wawrze czy Aninie przy kolejce. Ale odległość 2,5 km przez las/pole do najbliższego przystanku i zawodna komunikacja to udupienie całej rodziny. Wszystkie minusy zadupia i żadnych plusów prawdziwej głuszy.
                      • elf1977 Re: Życie za miastem 03.04.17, 19:55
                        Zamieniłam Ursynów na Anin (przy kolejce), dojeżdżam komunikacją na Ochotę do pracy, jestem bardzo zadowolona. Jeżeli nie będę zmuszona, do bloku nie wrócę.
                        Lubię ciszę i spokój, w pół godziny mogę w być w centrum - to mi wystarczy.
                    • chocolate-cakes Re: Życie za miastem 03.04.17, 08:32
                      Dokładnie. Problemem jest naprawdę wielkie zadupie.
              • beverly1985 Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:30
                Po pierwsze nie 4 lata, a 8-10.
                Po drugie kto powiedzial, ze w domu z ogrodem dzieciom jest lepiej? Znam kilka osob, ktore wyprowadzily sie z bloku do domu w dziecinstwie i wspominaja to jak najgorzej- bo w bloku zawsze mieli koloegow na pacu zabaw, a w domu tylko rodzenstwo.
              • koronka2012 Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:49
                butch_cassidy napisała:

                Ostatecznie mniejszym dzieciom l
                > epiej w domu z ogrodem niż w bloku, starsze się usamodzielniają mniej lub bardz
                > iej.

                A właściwie dlaczego niby miałoby im być lepiej niż w bloku? maluchy korzystają z ogrodu, ale i tak fajniej spędza się czas na podwórkowym placu zabaw, gdzie kwitnie życie towarzyskie, a dzieciarni jest masa.

                Co daje starszym dzieciom ogródek? z tego co widzę u znajomych - nic, bo w zasadzie z niego nie korzystają. Co miałyby tam niby robić bez towarzystwa? Pół biedy, jeśli sąsiedzi maja dzieci w podobnym wieku - ale jeśli sąsiadów/dzieci brak?

                Zamieszkałam w domu jak córka miala 11 lat i mimo że to było miasto, to i tak wtedy nasza uliczka była jeszcze gruntowa i nieoświetlona i choć do przejścia było może ze 200-300 metrów - to i tak skutecznie odstręczało to dziatwę od wizyt, bo żadna frajda iść po kostki w błocie po ciemku. Od jesieni do wiosny jej pozaszkolne kontakty z rówieśnikami były mizerne.
              • jehanette Re: Życie za miastem 03.04.17, 12:22
                butch_cassidy napisała:

                > Rozumiem Twój punkt widzenia, ale jednocześnie nie jestem w stanie zrozumieć, d
                > laczego dorośli ludzie w zdecydowanej większości podporządkowują np. 20 lat swo
                > jego życia tym kilku latom nastolęctwa dzieci. Ostatecznie mniejszym dzieciom l
                > epiej w domu z ogrodem niż w bloku, starsze się usamodzielniają mniej lub bardz
                > iej. Mówimy o jakichś ok. 4 potencjalnie trudnych latach. Nie ogarniam, czemu p
                > odporządkowuje się temu znakomitą część własnego życia. No chyba, że to tylko d
                > oskonały pretekst, aby zachować status quo. Oczywiście rozmawiamy teraz o osoba
                > ch, które deklarują, że "marzą o domu za miastem, ale..."

                Z pierspektywy osoby dorosłej, która tych kilka lat jako nastolatka i wczesna studentka przeżyła udupiona w domu pod lasem - uważam, że to są bardzo ważne lata. To nie jest kwestia chlania na imprezach, to też kina, teatry, sport, różnorakie aktywności społeczno-kulturalno-rekreacyjne, które poszerzają horyzonty, dają wiedzę, otrzaskanie w świecie. Budowanie własnej niezależności, które jest baardzo okrojone, kiedy każdy wypad do kina czy na pokaz slajdów podróżniczych musisz uzgadniać z rodzicami. Przeżyłam to, żałuję bo tych lat nikt mi nie wróci, nie chcę żeby moje dziecko było tak ograniczone.
          • valtho Re: Życie za miastem 03.04.17, 12:54
            W kwestii osiemnastek sie nie wypowiadam, bo mam 11 latka i 12 latkę, ale mój najbliższy weekend wyglada nieciekawie:
            piątek dzieci kończą w centrum o 15, 18.30 urodziny koleżanki dziecka nr 1 na Domaniewskiej. 3 h czekania w mieście, bo do domu nie ma sensu. Na szczęście po urodzinach nocuje, więc nie musze czekać.
            Sobota 11.30 odebrać od kolezanki i zawieźć na tenis i basen (zajecia jedno po drugim obok siebie), po basenie dziecko nr 2 ma urodziny kolegi na drugim końcu miasta i wraca na noc, więc poczekam 2-3h.
            Niedziela dziecko nr 2 ma basen do 14 (nie daleko od domu na szczęście), ale po basenie 16-19 urodziny kolegi na drugim końcu miasta.
            Czekam co dziecko nr 1 wymyśli jeszcze, bo ma tylko 1 imprezę smile.
            To przykład bardziej ekstremalnego weekendu, ale weekend bez urodzin albo wizyty kolegi lub u kolegi właściwie się nie zdarza.
            Oczywiście, gdybym mieszkała w mieście też musiałabym czasami dowieźć, ale w granicach 10 min max, a nie co najmniej 30.
            Do last za płotem jak uda sie pójść raz dziennie na 30 min spacer z psem, to mamy wielki sukces. Nie wspomnę o kosztach jeżdżenia do miasta i z powrotem. Odradzam!!!!
            • agni71 Re: Życie za miastem 03.04.17, 13:27
              A u mnie zgoła inaczej. Dzieci chodzą do szkoły lokalnej, zajęcia dodatkowe również mają na miejscu. Czasem trzeba kogoś dowieźc na imprezę, ale nie co tydzień. Do bardziej odległych lokalizacji często umawiamy się z innym i rodzicami - jeden zawozi, inny przywozi. Na weekendy z zasady nie planujemy żadnych zajęć dodatkowych, ponieważ chcemy mieć je wolne na wyjazdy.
          • banksia Re: Życie za miastem 03.04.17, 16:49
            “wystarczy takiej okołopełnoletniej nastolatce karimata i czajnik elektryczny, byle pod dachem.”
            w takim ukladzie do czajnika i karimaty dorzucilabym jeszcze pare opakowan gumek i paczke postinoru. mowie z wlasnego doswiadczenia – tez kiedys bylam nastolatka. I mialam przez krotki czas klucz do niewykonczonego mieszkania wink
            aha, to zadna ironia ani zlosliwosc, a raczej trzezwy oglad sytuacji. w tym wieku lepiej sie bzykac bez konsekwencji smile
      • turzyca Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:58
        >No i jakie to imprezy zalicza się w wieku tych 17-18 lat, w szkole. Bo jeśli takie dzikie z alkoholem ją w tym wieku ominą, to ja nie wiem, czy to jest takie złe. Na studiach nadrobi najwyżej

        A to do poznych godzin nocnych moga byc tylko dzikie z alkoholem? Bo my siedzielismy i gadalismy, gadalismy, gadalismy, a do tego zaleznie od charakteru imprezy gralismy na gitarach i spiewalismy smetne piosenki, tanczylismy, lalismy wosk, pletlismy wianki z koniczyny...
        Za banalnym slowem impreza kryja sie tysiace filozoficznych rozkmin, moze naiwnych z punktu widzenia doroslego, ale waznych do uksztaltowania swiadomosci, postaw, zawiazania przyjazni, przepoczwarzenia burzy hormonow w rosnacym ciele w sensownego doroslego.


        Tyle ze ja mialam klase rozproszona na 60 km, wiec w sumie od poczatku wiadomo bylo, ze ktos u kogos nocuje, a dosc szybko imprezy zaczely sie robic do pierwszych porannych autobusow, zeby ci zza miasta mieli jak wrocic sie przespac. Moze dlatego bylismy tak zintegrowani?
        • riki_i Re: Życie za miastem 02.04.17, 23:31
          turzyca napisała:

          > > imprezy

          > A to do poznych godzin nocnych moga byc tylko dzikie z alkoholem? Bo my siedzie
          > lismy i gadalismy, gadalismy, gadalismy, a do tego zaleznie od charakteru impre
          > zy gralismy na gitarach i spiewalismy smetne piosenki, tanczylismy, lalismy wos
          > k, pletlismy wianki z koniczyny...

          No sorry, ale wyjechałaś tu z jakimiś głębokimi latami 80-tymi... czasy się zmieniają co dekadę i to dość radykalnie
          • turzyca Re: Życie za miastem 03.04.17, 07:45
            >No sorry, ale wyjechałaś tu z jakimiś głębokimi latami 80-tymi... czasy się zmieniają co dekadę i to dość radykalnie

            A to był XXI wiek. Może czasy się zmieniają, ale nastoletni ból istnienia pozostaje niezmienny.


            Inna kwestia jak dane środowisko na niego reaguje, czy się z nim mierzy, czy próbuje go zapić, ale środowisko dziecku można do pewnego stopnia wygrać.
    • escott Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:15
      Moja matka miała genialny pomysł przeniesienia się do domu pod miastem, kiedy szłam do liceum; to był koszmar, beznadziejna komunikacja (teraz, naście lat później, dopiero się poprawiła, ale teraz to ja zdążyłam zwiać aż się kurzyło z domu, który znienawidziłam), wszystko utrudnione, zero realnej samodzielności, absolutne zero korzyści przy wiecznych późnych powrotach, problem z każdym głupim kinem, teatrem, z każdym "skoczyłabym do domu w celu x", każda wizyta znajomych to wielkie przedsięwzięcie, i zupełne zero atrakcji: pół roku obrzydliwej polskiej pogody niepozwalającej na żadne korzystanie z tej wspaniałej przyrody, pół roku nużących spacerów po wiecznie tym samym skrawku lasku, który serdecznie znienawidziłam również. Została mi głęboka niechęć do samej koncepcji mieszkania poza centrum.
      • anamatopeja Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:39
        Pytanie ile lat ma córka autorki. Bo zmienianie 16 latce centrum miasta na dom pod lasem dla nastolatki może być trudne do zaakceptowania. Jeśli dziecko małe to akceptuje jako normalny stan taki jaki ma.
    • lilly_about Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:36
      Nawet się nie zastanawiaj. Ja tak mieszkam prawie od dwóch lat. Do miasta 5 km, można i rowerem. Cisza i spokój: bezcenne. No ale jak ktoś nie wyszedł nigdy poza 60 metrów przy głównej ulicy, to ci mądrze nie doradzi.
      • heet_joe Re: Życie za miastem 02.04.17, 21:48
        I rowerem w październiku o 17 córka odwiedza koleżanki? Nie wierzę....Ja sama osobiście zrezygnowałam z tego pomysłu. Też mam działkę.pond lasem kupioną pod budowę domu. Ze względu na syna zrezygnowaliśmy. Jeżeli będziemy budować dom to obok teściów. Nie chciałam tego, ale bliskość szkoły, kolegów syna, komunikacji mnie przekonała. Kiedy masz dzieci musisz myśleć również o tym, jak twoje decyzje wpłyną na ich życie. Ot życie.
      • beverly1985 Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:33
        Autorka nie ma 5 km do miasta. Ma 2.5 km+ 30 minut pociagiem do Lodzi. To jest naprawde daleko.
        • berdebul Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:55
          Daleko to ma do Warszawy, a chyba nie tam pracuje i nie tam posyła dzieciaki do szkoły. Za kilka lat dziecko zrobi prawo jazdy, lub przeniesie sie na stałe do miasta, nie dramatyzujmy.
      • koronka2012 Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:59
        lilly_about napisała:

        > Nawet się nie zastanawiaj. Ja tak mieszkam prawie od dwóch lat. Do miasta 5 km,
        > można i rowerem. Cisza i spokój: bezcenne. No ale jak ktoś nie wyszedł nigdy p
        > oza 60 metrów przy głównej ulicy, to ci mądrze nie doradzi.

        Cóż, wśród znajomych mam już 3 pary które po kilku zaledwie latach wiejskich uroków w podskokach wróciły do miasta - ze względu na dzieci właśnie. To tak a' propos doświadczeń.

        Nie chodzi nawet o czas dojazdów, który w przypadku Warszawy jest ogromnym minusem, ale o konieczność ciągłego dostosowywania planów.

        Nie możesz zostać dłużej w pracy, czegoś załatwić, bo dzieci trzeba odebrać ze szkoły, same nie dojadą (a w mieście spokojnie by do domu dotarły) - i vice wersa. Zmęczona po pracy matka/ojciec czekają jak gwizdki w samochodzie, bo dzieci mają karate/angielski itd. Rodzic chory zostaje w domu - ale dziecko trzeba odwieźć do szkoły itd.
    • waiting_for Re: Życie za miastem 02.04.17, 22:59
      Wychowałam się w domu pod Warszawą, w jednym z miasteczek-satelit.
      Do podstawowki mialam daleko, wszyscy byli z blokowiska wokół szkoły, ja jedyna miałam ponad kilometr. Dramat.
      Szczescie, ze mieszkalam tuż przy stacji kolejowej - do LO dojezdzalam juz do stolicy. Niby dojazd był bardzo dobry, ale i tak było to upierdliwe, przetracilam mnostwo czasu w komunikacji miejskiej i bardzo mnie to ograniczalo towarzysko. Jak juz wrocisz ze szkoly, cos zjesz, odrobisz lekcje to pozostajesz w tym domu jak w klatce.
      Swoim dzieciom tego nie zrobie.

      Jak długo dzieciom przydaje sie taki las? Jak zaczynaja szkołe podstawową to juz ważni stają się rowiesnicy, odwiedziny, bieganie po osiedlu, zajecia dodatkowe.
      Szkoda zycia na siedzenie w aucie.
      • perspektywa13 Re: Życie za miastem 03.04.17, 09:17
        Nie czytałam wczesniejszych postów wiec pewnie nic nowego nie wniose😊ja całe dzieciństwo i młodość mieszkałam pod miastem.Fajnie kontakt z przyrodą itepe,ale teraz z perspektywy czasu widzę jak było ciężko. Gdy widzę mojego syna,który do szkoły ma rzut beretem,a ja miałam 15 km,wiec albo komunikacja albo rodzic.I z tego co obserwuje wśród znajomych,za miasto najczęściej wyprowadzaja się właśnie Ci,co mieszkali w mieście.
        • mail-na-gazecie Re: Życie za miastem 03.04.17, 11:10
          >I z tego co obserwuje wśród znajomych,za miasto najczęściej wyprowadzaja się właśnie Ci,co mieszkali w mieście.

          I potem chcą wracać. Moja kuzynka (mieszczuch od urodzenia) tak ma, tylko nikt nie chce odkupić od niej domu.
          • agni71 Re: Życie za miastem 03.04.17, 11:41
            Kwestia wyboru lokalizacji. Bo mozna mieszkać pod miastem, a mieć blisko szkołę, komunikację, sklepy. Perspektywa wiecznego dowozu dzieci do szkół faktycznie zniechęcająca.
            • triss_merigold6 Re: Życie za miastem 03.04.17, 12:36
              Można. Ale to nie ten przypadek.
      • jehanette Re: Życie za miastem 03.04.17, 12:28
        waiting_for napisała:

        > Wychowałam się w domu pod Warszawą, w jednym z miasteczek-satelit.
        > Do podstawowki mialam daleko, wszyscy byli z blokowiska wokół szkoły, ja jedyna
        > miałam ponad kilometr. Dramat.
        > Szczescie, ze mieszkalam tuż przy stacji kolejowej - do LO dojezdzalam juz do s
        > tolicy. Niby dojazd był bardzo dobry, ale i tak było to upierdliwe, przetracila
        > m mnostwo czasu w komunikacji miejskiej i bardzo mnie to ograniczalo towarzysko
        > . Jak juz wrocisz ze szkoly, cos zjesz, odrobisz lekcje to pozostajesz w tym do
        > mu jak w klatce.
        > Swoim dzieciom tego nie zrobie.
        >
        > Jak długo dzieciom przydaje sie taki las? Jak zaczynaja szkołe podstawową to ju
        > z ważni stają się rowiesnicy, odwiedziny, bieganie po osiedlu, zajecia dodatkow
        > e.
        > Szkoda zycia na siedzenie w aucie.
        >

        Mam dokładne te same doświadczenia i przemyślenia.
        • triss_merigold6 Re: Życie za miastem 03.04.17, 12:35
          Całe życie mieszkam w mieście, w dzielnicy z genialnym dojazdem i przychylam się do powyższych opinii.
          Las jest bardzo piękny i cenny rekreacyjnie albo jako miejsce zamieszkania - takie Pszczeliny czy Zatwarnica czy Lutowiska są w lesie, ze wszystkim zaletami i wadami głuszy. Człowiek wie, że mieszka w lesie, pracuje w lesie, a dowóz dzieci busem organizuje gmina.
          W wypadku pomysłu autorki mamy wszystkie wady zadupia i żadnych zalet dużych i bezludnych obszarów z dziką przyrodą.
Pełna wersja