dusia_dusia
25.04.17, 08:32
Po dłuższych wahaniach zdecydowałam się napisać w nadziei, że uzyskam jakieś porady matek dzieci i młodzieży z dysleksją. Tu jest większy ruch, więc tu piszę, mimo że pewnie tematycznie pasowałoby do innego forum.
Do rzeczy. Starsza córka w IV klasie podstawówki została wysłana do PPP, na podstawie sugestii pani od polskiego, podejrzewającej dysortografię. Rzeczywiście, wyszła jej dysortografia i dysgrafia, chodziła na odpowiednie zajęcia, miała odpowiednie ułatwienia w szkole i wydłużony czas na sprawdzianie szóstoklasisty. Przy tym wszystkim problemów z czytaniem, z polskim i w ogóle ze nauką w podstawówce córka nie miała: średnia powyżej 5, była dwukrotną laureatką Świetlika itp. Do tego bardzo uzdolniona plastycznie, muzycznie, językowo, z dużą wyobraźnią.
Bez trudu, z dużym zapasem punktów dostała się do klasy dwujęzycznej w dobrym gimnazjum. I tu się zaczęły problemy... Średnia na półrocze spadła do 4 z groszami, przy czym ewidentnie gorzej jest z matematyką i przedmiotami przyrodniczymi. Matematyka - przede wszystkim kwestia błędów obliczeniowych, mylenia znaków. Materiał córka rozumie, na sprawdzianach robi głupie błędy i łapie tróje. Przy czym widzę, że z liczeniem ma pewien problem, musi pomagać sobie na palcach (w I gimnazjum!), zupełnie nie potrafi rozwiązywać równań po kolei, liniowo, raczej robi to intuicyjnie, no i kończy się tak a nie inaczej. W naukach przyrodniczych problemem jest uczenie się na pamięć dużej ilości słabo powiązanych ze sobą faktów - też, jak czytałam, specyficzna trudność dyslektyków.
W związku z tymi nowymi problemami byłam w innej PPP (rejonowej dla gimnazjum) na ponownej diagnozie, gdzie wyszło, że córka ma wszystkie typy inteligencji bardzo wysoko rozwinięte, z wyjątkiem spostrzegawczości, która jest sporo poniżej średniej. Chodzi teraz na specjalne zajęcia, ale problem jak na razie wciąż jest, choć trochę mniej nasilony.
I teraz najważniejsze, czyli pytanie, co robić. Czy drążyć dalej i pójść na diagnozę do jakiejś poradni wyspecjalizowanej właśnie w dysleksji, czy odpuścić i po prostu zaakceptować sytuację, że w pewnych dziedzinach córka będzie słabsza. W sumie przecież te tróje z fizyki, chemii czy geografii nie mają aż takiego znaczenia (o matmę jakoś zadbamy w III klasie), bo córka ewidentnie jest humanistką o uzdolnieniach polonistycznych (ma mocną piątkę, dużo czyta i pisze), zwłaszcza że już się z tym faktem pogodziła (co nie było łatwe, bo ma mocno nadszarpniętą samoocenę z powodu toksycznych koleżanek z podstawówki). Z jednej strony widzę, że te tróje nie odzwierciedlają jej potencjału intelektualnego, rozumienia, włożonej pracy (dużo się uczy), z drugiej jednak - ile można ciągać dziecko po specjalistach, budząc w nim poczucie, że jest jakieś inne (w domyśle - gorsze)? No i, najważniejsze - w życiu już nie będzie taryfy ulgowej, nawet na sprawdzianie dostanie tylko więcej czasu. A matematyce dokładność obliczeń to jednak ważna sprawa...
Będę wdzięczna za podzielenie się swoimi opiniami i doświadczeniem.