Parę lat temu z wielkim smutkiem pożegnaliśmy naszą kotkę
(link:
forum.gazeta.pl/forum/w,88104,148282919,148282919,Puska_.html)
zwierzę wyjątkowe - łagodne i miłe. Po tej stracie, wdzięcząc się do wszystkich napotkanych kotów

mówiliśmy do siebie, że to zapewne skończy się znowu jakimś kotem w domu.
I oto niespodziewanie "z pomocą" nam przyszedł 8 miesięczny kocurek młodych, tzn. naszego syna i od niedawna synowej. Stwora tego wzięliśmy do domu czasowo, bo młodzi pojechali w podróż poślubną. No niestety, - nieposłuszny, narwany młodzian! Biega po domu jak oszalały, wspina się po żaluzjach, wskakuje na szafę wybijając się z drukarki itd itp. Głaskany natomiast, mruczy jak traktor, by za chwilę "poczęstować" ząbkami jak szpilki i takimiż samymi pazurami.
"Ratują" go dwie rzeczy: Jest bardzo porządny w kwestii potrzeb fizjologicznych i jest wyjątkowo ładny. Ale i tak, wizja kota w domu oddaliła się w niebyt