mildenhurst
03.06.17, 18:59
Trochę nagadałyśmy z koleżanką do kolegi na temat jego żony. Młode małżeństwo, on po studiach, pierwsza jego praca i 1,5 roczne dziecko. Sam nam opowiadał jak tam u niego wygląda życie rodzinne. Wyraziłyśmy z koleżanką swoje zdania, że: dziwne jest to, że żona nie wychodzi na żadne spacery z dzieckiem, że nic w domu nie robi, że nie pójdzie do pracy, że uwiązała się tego biednego męża jak rzep. Tak sobie gadałyśmy między sobą w jego obecności i częściowym udziale. Na dobrą sprawę, dzieli nas z tym chłopakiem prawie pokolenie. I tak gadałyśmy z koleżanką, że w obecnych czasach młoda kobieta raczej z domu ucieka niż się w nim rygluje. Takie to były raczej przemyślenia, refleksje, obserwacje, nasze własne również doświadczenia. I stało się: żona zadzwoniła do kolegi (któryś raz w ciągu dnia), a on, że nie będzie zajeżdżać do żadnego sklepu, że on po pracy ma weekend i jak chce to niech sama leci po szczypior i śmietanę. Sfeminizowałyśmy faceta!!!