Dodaj do ulubionych

Zabija nas codzienność...

20.07.17, 16:52
Zagubiłam się.
Nie wiem od czego zacząć.
Nie oczekuje od Was rad, no bo co można poradzić kobiecie, która sama nie wie czego chce tak do końca.
Chyba chcę sie tylko wygadać, bo w realu to za bardzo nie mam nawet komu - nie chcę mówić publicznie jak jest, bo zaraz zaczną się korowody ciotek dobrych rad no i w zasadzie to troche mi wstyd, że nie potrafię sobie poradzić, jakoś tego rozwiązać sensownie. Tak uważam to za porażkę.
Cóż.
2 dni temu była kulminacja. Miałam bardzo zły dzień. Od 8 miesięcy wstaje do dziecka noc w noc po 6-7 razy. Jestem niewyspana. Mam zły humor, wszystko mnie drażni, wystarczy nie tak położony kubek a ja jestem ugotowana.
To była chwila. Wygarnęłam mu, by w końcu się dzieckiem zajął, że ja nie daje sobie rady już. Poszłam z butla nakarmić małego. Przyszedł do sypialni. Zaczął podniesionym tonem "Chciałas tego dziecka! Myślałaś, że to będzie co, taki raj słodki? Że niańke będziesz miała? Marchewki dzieciakowi byś sama utarła, a nie wszystko masz gotowe! Przepracowałaś w życiu 8 miesięcy i co, taka zmęczona? do roboty byś się wzięła w końcu a nie cały czas na moim utrzymaniu!" Wysyczałam tylko, by wyszedł. A później się rozwyłam.
Po 2 godzinach, kiedy się uspokoiłam, i nasz starszy syn poszedł pod prysznic (by nic nie usłyszał), przyszłam do niego, usiadłam i przekazałam informacje, że chyba czas to wszystko kończyć. Dalsze rozmowy już chyba nie mają sensu, bo ile można gadać. Nic się nie zmienia. Do końca tego roku mamy czas na przygotowanie się do tego wszystkiego. Mamy pewne zobowiązanie, więc i tak jeszcze musimy ze sobą wytrzymać. W tym czasie przygotujemy starsze dziecko, podzielimy majątek, ustalimy co i jak. On tylko patrzył mi w oczy. Wyszłam. Spał na kanapie. Jak zawsze z resztą, gdy się pokłócimy.

Brakuje mi go. W nocy przez sen szukam jego ciała, by poczuć.

Co ja zrobiłam... o rozwodzie myślałam już dużo wczesniej, ale nigdy tak realnie... namacalnie.

Boli bardzo, tym bardziej, ze z tym pracowaniem, to nie tak - poznalismy się, ja byłam bardzo młoda - 21 lat. Zaraz zaszłam w ciążę. Studiowałam zaocznie. Utrzymywałam się z korepetycji. Taka mnie poznał i taką mnie wziął. Korków udzielałam prawie do końca ciąży, jeżdżąc komunikacją miejską po Wawie, po wszystkich dzielnicach. Trafiały się też jakies dorywcze prace biurowe. Jak się tylko ogarnęłam z dzieckiem to wróciłam do korków - to mogłam robić bezkosztowo (odpadała opieka nad dzieckiem). Jakieś 400-600zł/mc z tego było. Wróciłam na studia po roku - tam wystarałam się o stypendium naukowe + korki cały czas. Jakiś 1000/mc był. Mały miał problemy. Nie mówił. Mąż sam ustalił, że dopóki nie zacznie mówić, to będzie w domu. I był. Nie mówił do 3 r.ż. Logopedzi, terapie, diagnozy, wszystko ja. On nie był z dziećmi ani razu u żadnego lekarza. Nigdy. Później ja poszłam do pracy utrzymywać rodzinę. Z pracy właśnie po tych 8 miesiącach musiałam zrezygnować z pewnych względów, ale zaraz znalazłam inną, na 3/4 etatu, w godzinach takich, że mąż mógł iść do pracy na popołudnia i tak też żyliśmy przez rok. No ale on tego nie liczy jako pracy - ani moich korepetycji ani tych 3/4 etatu. Zdecydowaliśmy sie na drugie dziecko. Bardzo chciałam je mieć. On nie protestował. Sam z resztą stwierdził, że albo teraz albo juz w ogóle, bo różnica między dziećmi to prawie 9 lat. Przy drugiem, jak i przy pierwszym z resztą nie pomaga prawie w cale. Nie wstaje w nocy, nie karmi, nie przewija, czasami jedynie, jak poproszę wyraźnie. Sam z siebie nie. Bo przeciez on pracuje a ja jestem na macierzyńskim i mi za to płacą w końcu! On zmęczony po pracy. Ma prawo do odpoczynku. A ja dziecka sama chciałam przecież, więc o co mi chodzi.

A ja już nie mam sił...
Nie mamy w ogóle pomocy z zewnątrz. Żadnej. Jesteśmy zdani sami na siebie. Nie ma nas kto odciążyć, wziąc dzieci na pare godzin. Jesteśmy oboje zmęczeni.
Nie wiem, co mam zrobić. W sprawach ogólnych jesteśmy zgodni - sposób wychowania dzieci, diety, poglądy polityczne i społeczne, to wszystko ok. Zabija nas codzienność. On pochodzi z tradycyjnej polskiej na max rodziny. Ja chciałabym związku partnerskiego. On niby też, ale jednak naleciałości i wychowanie robią swoje. Niby bawi się z dziećmi, zajmuje jak mnie nie ma (jak wychodze na zakupy) no ale to za mało... . Ja oczywiście też nie jestem bez winy bo np. nie prowadze auta, więc trzeba mnie zawozić - choć komunikacją miejśką posługuje się sprawnie, to nie wszędzie da się dojechać.
Nie szukam rad, chciałam się wyżalić, wyrzucić, sama dzięki tej pisaninie przeanalizować.
Nie napisałam tu oczywiście wszystkiego bo tu książkę można by stworzyć.

Czy tak wygląda dorosłe życie samotnej rodziny? A może to ja jestem za bardzo wymagająca i wymyślam niewiadomo co. Może faktycznie wymagam za dużo od życia i jestem za leniwa.
Od stycznia wracam do pracy, miałam pracować w weekendy i jakiś dzień w tygodniu, by maly nie musiał być w żłobku za dużo. Ale teraz to chyba nie wiem...
Obserwuj wątek
    • alpepe Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 16:59
      W sprawach ogólnych jesteśmy zgodni - sposób wychowania dzieci, diety, poglądy polityczne i społeczne, to wszystko ok.

      No to o co ci chodzi? Przecież ty chciałaś te dzieci i sposób wychowania ci się podoba.
      • jednorazowka1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:03
        Źle się wyraziłam - chodziło mi bardziej o ideę, poglądy na metody wychowawcze, karanie, nagradzanie itp.
        • alpepe Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:30
          no to masz tu wdrożoną ideę. Patriarchat jest świetny, dla mężczyzny, ale zakłada, że mężczyzna nie piska, że musi utrzymywać swoją żonę. A ty masz hybrydę, jak się nie obrócisz, du.pa. z tyłu.
    • cosmetic.wipes Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:08
      Zrobiłaś sobie drugie dziecko z facetem, który nie interesował się pierwszym i jesteś zdziwiona, że sytuacja się powtarza?
    • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:08
      Nie jestescie partnerami, nie masz tyle wsparcia is meza ile oczekujesz. Nie rozumiem o co chodzi z ta samotna rodzina? Masz na mysli pomoc waszych rodzicow? To nie jest raczej standardem.
      Wiem ze nie prosilas o rady ale moze jednak powinnas pracowac na caly etat i wymagac od meza duzo wiecej zaangazowania, czyli 50-50
      • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:22
        Tiaaa i za chwilę okaże się, że pani ma na głowie pracę, niemowlaka, starszaka i dom.
        Wymagać to sobie można, tylko to nie działa. Trochę sprytu trzeba.
        • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:30
          pade napisała:

          > Tiaaa i za chwilę okaże się, że pani ma na głowie pracę, niemowlaka, starszaka
          > i dom.

          A jesli sie rozwiada to pani bedzie miala na glowie prace na caly etat plus dom i dzieci na caly etat. 50-50 w domu plus kazdy pracuje na caly etat jest dobrym wyjsciem, wlasnie dlatego zeby miec w reku najmocniejszy argument ' nie, kochanie, nie jest na twoim utrzymaniu, pracuje tak jak ty, wiec do dziecka wstajemy na zmiany, po rownie, cala reszta tez zajmujemy sie po rowno '
          Naprawde uwazasz ze facet da sie zaangazowac w cokolwiek a ona bedzie pracowac part time I na aerobic chodzic? Nie w tym przypadku
          • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:34
            Da się, tylko trzeba to zrobić umiejętnie.
            Nie ciosać kołków na głowie, tylko tak prowadzić dialog, żeby on się czuł dowartościowany, że utrzymuje rodzinę a żonę wielbił i na rękach nosił za to, że mu tak cudnie dom prowadzi i dzieci wychowuje.
            • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:47
              Szczerze, to dziwi mnie takie podjescie kobiet. Stsowanie tricks, sposobow, sprytu i moze jeszcze czarow. To do diaska dwoje doroslych ludzi jest i jesli sie umawia na zwiazek partnerski to jedno nie decyduje sie dorabiac na czesc etatu przez kilka lat bez naprawde powaznego powodu, zrzucajac utrzymanie rodziny w 90% na barkach drugiego jednoczesnie majac pretesnsje ze ta druga osoba nie angazuje sie w cala reszte w takim samym stopniu.
              • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:59
                Ale ona miała naprawdę ważny powód.
                No chyba, ze rehabilitacja dziecka nie jest dla Ciebie czymś istotnym.
                Poza tym doczytaj: "pan domu" ustalił, że póki dziecko nie zacznie mówić nie pójdzie do żłobka.
                A potem autorka utrzymywała rodzinę.
                To niesprawiedliwe co piszesz.
                Ktoś te "banalne" obowiązki domowe, okołodzieciowe musi robić, gdyby pracowała musiałaby komuś zapłacić za dowożenie na zajęcia albo chodzić po pracy, prywatnie.
                • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:00
                  ps poza tym ja nie piszę o manipulowaniu facetem, tylko o spojrzeniu na sprawę z innej perspektywy i o przekazanie takiej perspektywy mężowi
                  • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:13
                    pade napisała:

                    > ps poza tym ja nie piszę o manipulowaniu facetem, tylko o spojrzeniu na sprawę
                    > z innej perspektywy i o przekazanie takiej perspektywy mężowi
                    >
                    Czyli jakiej? Kochanie, wstan do dziecka, idz do pracy, n.a. zakupy, po pracy zajmij sie dzieckiem, a ja skocze n.a. fitness
                    • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:50
                      Po co wyszydzasz?
                    • fil.lo Re: Zabija nas codzienność... 22.07.17, 22:09
                      leyre1 napisał(a):

                      > Czyli jakiej? Kochanie, wstan do dziecka, idz do pracy, n.a. zakupy, po pracy z
                      > ajmij sie dzieckiem, a ja skocze n.a. fitness

                      A gdyby raz na jakiś czas tak rzeczywiście wyglądał ich dzień, to co w tym dziwnego? Człowiek, który nie ma żadnej odskoczni od "siedzenia w domu" z dziećmi może być nieźle sfrustrowany. Mąż ma przynajmniej płodozmian - w pracy odcina się od domu, w domu od pracy. Byłam w domu przez 1,5 roku i myślałam, że sfiksuję. A mam męża, który wiele rozumie i na ten przysłowiowy fitness chodziłam bez problemu. Aha. Pracował i wstawał w nocy. Raczej nie czuł się pokrzywdzony, wspieraliśmy się nawzajem w trudnych chwilach, o to chyba chodzi w małżeństwie przecież.
                • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:11
                  pade napisała:

                  > Ale ona miała naprawdę ważny powód.
                  > No chyba, ze rehabilitacja dziecka nie jest dla Ciebie czymś istotnym.

                  ??? Dziecko nie mowilo do 3-go roku zycia co tez nie jest jakims ewenementem ani powodem do rehabilitacj, lepiej by mu zrobil na rozwoj mowy zlobek niz izlolacja.
                  Teraz dziecko ma juz 9 lat i do szkoly chodzi a autorka ma niemowle, ale juz planuje prace 2-3 dni w tygodniu zeby dziecko za duzo w zlobku nie bylo. Well...

                  > Poza tym doczytaj: "pan domu" ustalił, że póki dziecko nie zacznie mówić nie pó
                  > jdzie do żłobka.
                  >
                  A pani to niby co, prawa glosu nie ma? One chciala partnerstwa ale w praktyce tego nie egzekwuje ani wczensiej ani teraz, ani w przyszlosci
                  • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:50
                    "Teraz dziecko ma juz 9 lat i do szkoly chodzi a autorka ma niemowle, ale juz planuje prace 2-3 dni w tygodniu zeby dziecko za duzo w zlobku nie bylo. Well..."
                    Może tam, gdzie mieszka żłobek jest bardzo drogi? Nie wiem. Dla mnie matka, która chce pracować na część etatu, żeby mieć większy kontakt z dzieckiem jest dobrą matką.
                    "A pani to niby co, prawa glosu nie ma? One chciala partnerstwa ale w praktyce tego nie egzekwuje ani wczensiej ani teraz, ani w przyszlosci"
                    A to prawda.
                    • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 22:13
                      A ojciec nie powinien chciec pracowac na czesc etatu zeby miec wiekszy kontakt z dzieckiem? Dlaczego tylko matka?
                  • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 22:25
                    KRETYN z Ciebie do kwadratu. Opóźniony rozwój mowy to poważne schorzenie i JEST MEGA POWODEM do rehabilitacji. PUKNIJ SIĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                    • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 22:31
                      Kretynka to jestes ty, a zanim wystukasz bzdure ktora ci sie wyklula w tym co nazywasz mozgiem to sie kilka razy zastanow ale lepiej milcz. Zapoznaj sie tez z netykieta i nie wrzeszcz bo to prostackie.
                      A do twojej wiadomosci to autorka mieszka za granica wiec dziecko moglo pozniej zaczac mowic chocby ze wzgledu na dwujezycznosc, a do 3-go roku zycia to jeszcze zadne zaburzenie.
                      • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 22:40
                        Paś się. Nie wiadomo od kiedy autorka mieszka za granicą ale ty wiesz lepiej. Może to Twoje alter ego.
                    • ginger.ale Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 22:36
                      To najma, stuku puku nie pomoże.
                      • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 22:39
                        A, zapomniałam,że to ten pajac.
                    • kalina_lin Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 22:47
                      Proste opóźnienie rozwoju mowy dotyczy około 10% chłopców i nie jest żadnym schorzeniem.
                      Inna sytuacja jest, gdy brak mowy towarzyszy innym zaburzeniom rozwojowym. Wtedy rehabilitacja jest potrzebna.
                      • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 22:51
                        Wg najnowszej wiedzy - rozdzielanie mowy chłopców i dziewczynek jest krzywdzące. Norma jest jedna.
                        • black_magic_women Re: Zabija nas codzienność... 23.07.17, 17:55
                          zuleyka.z.talgaru napisała:

                          > Wg najnowszej wiedzy - rozdzielanie mowy chłopców i dziewczynek jest krzywdzące
                          > . Norma jest jedna.

                          Słyszałam kiedyś w radiu opinię psychologa, że przeprowadzono badania i okazało się, że do dziewczynek mówi się... więcej, więc i one więcej/szybciej mówią. A, że mówią, to utrwala się stereotyp o zapóźnieniu chłopców i koło się zamyka.
                      • jednorazowka1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 23:14
                        U nas były i inne zaburzenia - mieliśmy cały szereg zajęć i pracę w domu w związku z tym. Dziecko do dziś ma problemy, choć już w minimalnym stopniu. Ale przez pewien czas było gorąco. Ono bało się ludzi, chowało się, w ogóle nie mówiło np. cały dzień nic, do nikogo. Stąd moje "siedzenie" w domu. Po prostu nie nadawało sie do żadnej placówki.
                        • bergamotka77 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 23:26
                          Do placowek chodzą i dzieci z zaburzeniami. Mało tego, mają tam różne zajęcia terapeutyczne. Nie wiem czy siedzenie w domu X lat mu pomogło.
                          • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 23:45
                            Ja np. wolę obserwować zajęcia terapeutyczne mojego dziecka i nie zgodziłabym się na terapię małego dziecka bez mojej obecności.
                        • edelstein Re: Zabija nas codzienność... 24.07.17, 19:45
                          Nadawalo sie,od tego sa placowki specjalne i integracyjne.
                    • edelstein Re: Zabija nas codzienność... 24.07.17, 19:43
                      Do 3roku zycia to nic opoznionego tylko norma.
                  • mum2004 Re: Zabija nas codzienność... 21.07.17, 13:19
                    Z tym mówieniem to tez się zdziwiłam. Przecież do pracy większość kobiet wraca po roku - no to wiadome że dziecko nie mówi. .. Zresztą 3 lata to też norma. Hmmmmm.
                • edelstein Re: Zabija nas codzienność... 24.07.17, 19:40
                  Jaka rehabilitacja?Terapie,lekarzy,diagnozy to 90%znanych mi matek obskakuje pracujac jednoczesnie.Pomijam juz ze brak mowy do 3roku zycia jest normalny.
                  • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 24.07.17, 21:24
                    Nie, brak mowy do 3rż nie jest normalny. Zapytaj specjalistów. Neurologa np.
                    Tia, ja też obskakuję pracując - nic fajnego. I jeśli ma się inną możliwość to warto z niej skorzystać zamiast się zajeżdżać na amen.
                    • edelstein Re: Zabija nas codzienność... 24.07.17, 21:28
                      Jest normalny, pytalam specjalistow, dzieci maja czas do 3roku zycia wlasnie by zaczac mowic.Moj syn tez zaczal mowic tuz przed 3urodzinami.
                      • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 24.07.17, 21:37
                        Zależy co rozumiesz przez pojęcie "mówić".
                    • ichi51e Re: Zabija nas codzienność... 24.07.17, 21:54
                      Czy wiekszosc mowi przed 3 rokiem zycia? Owszem. Czy sa dzieci ktore mimo ze sa zupelnie zdrowe z roznych powodow zaczynaja mowic pozniej? Odpowiedz na to pytanie rowniez brzmi tak. ORM moze byc spowodowane tez czynnikami zewnetrznymi np niedostateczna stymulacja
                      • ichi51e Re: Zabija nas codzienność... 24.07.17, 22:04
                        A jesli to dziecko balo sie ludzi i nic nie mowilo do nikogo ze strachu to raczej tez matka do niego nie nawijala. Sory mam taki dziecko ono nie mowi ty tez nie gadasz bo ile mozna do sciany? I tak rozmowa sie ogranicza. Tak jak nie jestem zwolennikiem pkola z perspektywy uwazam ze jednak jesli komus zalezy na orzyspieszaniu rozwoju mowy to nalezy dac dziecko miedzy ludzi. Wystarczy ze sa dwie osoby ekstra to one juz gadaja do siebie - a dzieciak slucha i widzi ze jest komunikacja. Jak ma matke telepatke to moze nie gadac i do 4 roku zycia
                      • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 25.07.17, 19:40
                        Ale orm sie leczy a nie zaklina ze wszystko jest ok.
                        • ichi51e Re: Zabija nas codzienność... 25.07.17, 21:32
                          Ale skad wiadomo ze nie bylo leczone? Wynikow nie masz od razu
                          • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 25.07.17, 21:37
                            Ale przecież autorka pisała, że do logopedy z dzieckiem chodziła a edel się sadziła, że brak mowy to super cacy.
                            Nic do autorki wątku nie mam.
                            Wiem ile energii i wysiłku kosztuje rehabilitacja dziecka i wnerwia mnie taka postawa jak edel.
                    • 3-mamuska Re: Zabija nas codzienność... 25.07.17, 20:35
                      zuleyka.z.talgaru napisała:

                      > Nie, brak mowy do 3rż nie jest normalny. Zapytaj specjalistów. Neurologa np.
                      > Tia, ja też obskakuję pracując - nic fajnego. I jeśli ma się inną możliwość to
                      > warto z niej skorzystać zamiast się zajeżdżać na amen.

                      Brak mowy jest normalny , brak komunikacji to cos nienormalnego.
                      Dziekco jak i my nie komunikujemy sie tylko mowa.
                      Zeby było zaburzenie musi byc cos wiecej niz brak mowy.
                      Przede wszystkim brak rozumienia mowy.
                      • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 25.07.17, 21:18
                        Dopóki nie napiszesz swojej definicji mowy - to nie dojdziemy do porozumienia. Są jasne wytyczne ile mniej więcej dziecko w danym wieku powinno mówić słów (nie muszą być w poprawnej polszczyźnie) - jeśli nie mieści się w tej normie - należy wdrożyć leczenie.
                        • ichi51e Re: Zabija nas codzienność... 25.07.17, 21:31
                          Zulejka zrozum ze to zlozony problem. Dziecko moze nie mowic a porozumiewac sie albo nic nie mowic bo jest gluche jak pien nawet dzwieku nie wydac albo moze mowic calymi zdaniami tyle ze bez sensu bo to echolalie wylacznie. Czy papuga mowi - no mowi. Czy porozumiewa sie - nie.
                          Owszem jak dziecko nie wydaje dzwieku to jest nienormalne ale sa dzieci ktore mowia malo albo tylko w specjalnych okolicznosciach i sama nie wiesz czy dziecko w koncu mowi czy nie mowi. faktycznie wiekszym wskaznikiem jest czy rozumie co sie do niego mowi
                          • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 25.07.17, 21:40
                            No więc dwulatek powinien rozumieć już generalnie wszystko co się do niego mówi czyli mowa bierna powinna być cacy.

                            Twierdzenie,że brak mowy do 3rż jest normalne to twierdzenie niezgodne z prawdą. Nie, nie jest normalne.

                            • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 25.07.17, 21:41
                              Aha, żeby nie polazły w absurd - nie mam na myśli słownictwa branżowego, filozoficznego itp. itd.
                            • ichi51e Re: Zabija nas codzienność... 25.07.17, 21:52
                              Normalne to zle slowo. Zdarza sie i nie znaczy ze dziecko bedzie nieme.
                              • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 25.07.17, 21:57
                                Ok, ale należy postawić diagnozę i leczyć.
    • anorektycznazdzira Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:16
      1. nie jesteś "niewyspana" tylko ZARŻNIĘTA. Niewyspanym to się jest w niedzielę po imprezce sobotniej. Wstawanie 6-7 razy w noc w noc miesiącami do dziecka to jest masakra, wiem, bo wstawałam tongue_out
      2.Facet niekumaty i pieprzy od rzeczy. Albo uda się porozmawiać normalnie, albo czarno to widzę. Może jakiś terapeuta, ktoś z poradni pomocy rodzinie- bo sami nie dacie rady, nie na takim etapie, to oczywiste. Spróbujcie.
      • ola_dom Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:21
        anorektycznazdzira napisała:

        > 1. nie jesteś "niewyspana" tylko ZARŻNIĘTA. Niewyspanym to się jest w niedzielę
        > po imprezce sobotniej. Wstawanie 6-7 razy w noc w noc miesiącami do dziecka to
        > jest masakra, wiem, bo wstawałam tongue_out

        To jest regularna tortura - deprywacja snu ma bardzo konkretne i długotrwałe skutki, czasem nie do usunięcia.
        A może zaproponować mężowi zamianę ról - Ty chodzisz się zmęczyć do pracy, a mąż odpoczywa w domu z dzieckiem?
        • zlababa35 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:35
          Mąż nie wstanie, założymy się? I z połowy z tego, co trzeba, nie zrobi, skoro jest jaki jest.
          • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:43
            Nie sądzę. Autorka jest po prostu wykończona, stąd czarnowidztwo.
            Czyli po pierwsze primo trzeba coś zrobić z tym wybudzaniem. Mój młody tak się wybudzał. Matkobosko co myśmy wyczyniali, wózek przywiązany do nogi, bujanie całą noc, jazda maluchem z dzieckiem w środku po wertepach, spacer po kocich łbach. Jak już traciłam rozum z niewyspania poszłam do neurolog na wizytę. Dała czopek nasenny. Kazała schować wózek, tak, żeby go nie było widać, położyć w łóżeczku, podać czopek i absolutnie nie bujać. No i cud się stał! Młody zaczął przesypiać noce jak ta lalasmile
          • ola_dom Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 20:43
            zlababa35 napisała:

            > Mąż nie wstanie, założymy się? I z połowy z tego, co trzeba, nie zrobi, skoro jest jaki jest. >

            Raczej nie mam co do tego wątpliwości.
            Chodziło mi o to, że forumki wsiadły na autorkę jak na burą sukę, że sama tego chciała, że przecież pisze, że się jej podoba taki model rodzinny - a dziewczyna jest na skraju wyczerpania, bliska oświrowania z samego tylko braku snu - nie mówiąc o całej reszcie, która na niej wisi.
            No to jeszcze jej po forumowemu dołożyć, a czemu nie?
            No trochę mnie zatkało, przyznam uncertain
            • zlababa35 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 22:05
              Ech, byłam bliska ześwirowania z braku snu przez jakieś 1,5 roku.
              Po 8 m-cu życia córki dostałam zwolnienie od kardiologa i skierowanie na elektrostymulację przedsionków - tętno zaczęło wariować, codziennie miałam kilka napadów kołatania - tętno było wówczas na poziomie średnio 220.
              Współczuję autorce. Jest tak, jakby była sama.
              Ja byłam sama. Przy problemowym jakkolwiek, a zwłaszcza zdrowotnie, dziecku, to taki rodzaj życia rodzinnego można se o kant du... rozbić. Tak to widzę z perspektywy lat.
    • ichi51e Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:18
      Was nie zabija codziennosc tylko ze masz meza buca i chama co sobie niewolnice znalazl
      • ola_dom Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:19
        ichi51e napisała:

        > Was nie zabija codziennosc tylko ze masz meza buca i chama co sobie niewolnice znalazl

        ...i kilka "koleżanek" na forum, które od razu wykazały się niebywałym zrozumieniem...
        • jola-kotka Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 19:25
          Ale co tutaj rozumiec ,ichi ma racje i tyle,zastanawiam sie tylko jak z kims takim mozna pakowac sie w kolejne dziecko. Co tu mozna wiecej napisac oprocz tego ze facet jest do odstrzalu?
          • semihora Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 21:36
            No dobrze. Zastrzeli go i co dalej?
            • ichi51e Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 23:29
              Jakos rozwodki sobie radza - nawet te z chorymi dziecmi.
    • princesswhitewolf Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:19
      >Od 8 miesięcy wstaje do dziecka noc w noc po 6-7 razy.

      dlaczego dziecko sie tak czesto budzi w nocy skoro ma juz 8 miesiecy?
      • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:21
        bo to małe dziecko
      • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:21
        Ojp
        • alpepe Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:32
          ale ona może mieć rację, dziecko może należałoby je przebadać, albo dać butlę na noc, bo dziecko jest nienajedzone i dlatego się wybudza.
          • milva24 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:40
            No ale z tego co pisała to karmi butlą przecież...
            • princesswhitewolf Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:51
              no ale 8 miesieczne dziecko nie karmi sie 6-7 razy w nocy... Poza tym 8 miesieczne dziecko juz jada posilki normalnie ( moze jeszcze papkowate) i nie wymaga tym bardziej karmienia co 2-3 godziny matkobosko...
              • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:52
                princesswhitewolf napisała:

                > no ale 8 miesieczne dziecko nie karmi sie 6-7 razy w nocy... Poza tym 8 miesiec
                > zne dziecko juz jada posilki normalnie ( moze jeszcze papkowate) i nie wymaga
                > tym bardziej karmienia co 2-3 godziny matkobosko...

                Ale dzieci budza sie nie tylko dlatego ze sa glodne
                • princesswhitewolf Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:53
                  oczywiscie ze nie. Ja odpowiadam jednak milvi w kontekscie butli w powyzszej wypowiedzi.

              • milva24 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:04
                Alpepe napisała, żeby autorka dała butlę na noc. Dlatego odpowiedziałam jej, że według słów autorki dziecko jest karmione butlą.
                • alpepe Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:09
                  Może za mało kalorycznie. Ja karmiłam tylko naturalnie i moje dzieci w tym wieku już się nie budziły na karmienie, ale niektóre matki, dopóki nie dosypały kaszy do mleka, nie miały spokoju.
                  • lauren6 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:17
                    Albo niedojada w ciągu dnia i odbija sobie nocą, albo brakuje mu bliskości matki, albo jest uczulone np. na MM, albo... Ja bym się skupiła na wyeliminowaniu tylu budzeń w ciągu nocy. Moje się budziło co 2,5 - 3,5 h i wspominam ten okres jako horror. Nie wyobrażam sobie wybudzania co 1-1,5 h.
          • princesswhitewolf Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:49
            dokladnie alpepe. Calkiem niedawno mialam male dziecko i choc do 4 miesiecy budzenie sie 6-7 razy w nocy jest w miare jeszcze normalne to jednak w wieku 8 miesiecy to jednak naprawde czesto chyba ze sa to dni "intensywnego zabkowania", ale to sa wyjatkowe dni a nie non stop. Bywaja takowe "wyjatki" z czestym budzeniem bo tak maja ale najczesciej jest jakas przyczyna parenting.pl/budzenie
            • julek_i_ja Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 20:47
              Moje budzily sie do 20 razy w nocy w drugim polroczu, kompletnie zdrowe, i znam calkiem duzo takich dzieci jak autorki. Niektore dzieci tak maja i nie jest to nic nadzwyczajnego. To, ze Twoje tak nie mialo, nie znaczy ze to od razu patologia, dziecko po prostu musi sie nauczyc nie wybudzac po kazdym cyklu snu, i niektorym przychodzi to latwiej niz innym.
          • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:51
            alpepe napisała:

            > ale ona może mieć rację, dziecko może należałoby je przebadać, albo dać butlę n
            > a noc, bo dziecko jest nienajedzone i dlatego się wybudza.
            >

            Dziecko ma dopiero 8 m-cy I nie jest to to takie dziwne ze tyle razy sie wybudza. Wiekszosc niemowlat pewnie obudzi sie 2-3razy a mniejszosc 6-7 albo wcale.
            • princesswhitewolf Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:55
              Nie jest to dziwo, ale dlatego ja tez mowie ze warto poszukac czy nie jest przyczyna w tej czestotliwosci bo jest wysoka jak na ten wiek.To mniej wiecej pobudka co godzine przeciez. To juz dziecko prawie chodzace a nie noworodek.

              Zdarza sie ale warto sprawdzic czy taki ma urok osobisty czy jest przyczyna
              • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:01
                princesswhitewolf napisała:

                >To juz dziecko prawie chodzace

                A co ma do tego chodzenie? Poza tym niewiele dzieci samodzielnie chodzi w wieku 8m-cy wiele dopiero siada pewnie, a chodzenie to w wiekszosci dopiero za 8 m-ci. Bywaja wyjatki, ktore chodzic zaczynaja w wieku 10 m-cy.
                To jednak has znaczenia dla snu, bo ten moze byc rozny, bywa ze dziecko zdrowe i syte wybudza sie bardzo czesto
      • milva24 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:42
        Już 8 miesięcy? Ciesz się, że miałaś dobrze śpiące dziecko bo zapewniam, że to nie reguła.
        • princesswhitewolf Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:52
          nie mialam dobrze spiacego dzieciaka ale pamietam 8 miesiecyle 6-7 razy w nocy t o bardzo duzo w tym wieku. Dzieci budza sie juz wtedy rzadziej 3-4 razy max i to te "budzace sie". 6-7 to jakies ekstremum jak noworodek niemal
          • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:56
            Jak widzisz nie wszystkie budza sie 3-4 razy
            • princesswhitewolf Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:58
              a o czym mowilam wyzej?

              Istnieje jednak pewna srednia czestotliwosc dla wieku. Wszystkie ekstrema warto sprawdzic, chyba ze ktos lubi te pobudki i nie obchodzi go czy sie budzi czy nie. Ale autorka watku sugeruje cos innego.
              • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:01
                Nie istnieje zadna srednia, bo kazde dziecko jest inne
                • princesswhitewolf Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:12
                  nudzisz jak zwykle. Rzepa znowu przyczepilas.

                  Jesli dziecko rosnie i nie budzi sie coraz rzadziej to wskazanie jest wizyty u lekarza. www.babycentre.co.uk/a558179/toddler-sleep-concerns-wakes-at-night
                  • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:14
                    princesswhitewolf napisała:

                    > nudzisz jak zwykle. Rzepa znowu przyczepilas.
                    >
                    Kolejny watek w ktorym robisz za ekspertke i go sie udowdnia ze nie masz racji wiec zaraz wpadniesz w szal
                    • lauren6 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:21
                      Tak, dziecko ma AŻ 8 miesięcy. Nadal ma prawo nie przesypiać całej nocy, budzić się kilka razy, ale nie co godzinę. Przeciętny noworodek powinien być karmiony co 3h + jedna dłuższa przerwa nocna 5-6h. Wcześniaki częściej, co 2,5h. Jeśli dziecko domaga się butli częściej to zdecydowanie jest z nim coś nie tak. Jeżeli nie potrafi przespać dłużej niż tą 1-1,5h to trzeba natychmiast iść do pediatry je diagnozować, bo taki tryb snu nie jest dobry ani dla rodziców, ani dla samego dziecka, które nieprzerwalnego snu potrzebuje.
                      • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:26
                        lauren6 napisała:

                        > Tak, dziecko ma AŻ 8 miesięcy. Nadal ma prawo nie przesypiać całej nocy, budzić
                        > się kilka razy, ale nie co godzinę. Przeciętny noworodek powinien być karmiony
                        > co 3h + jedna dłuższa przerwa nocna 5-6h.

                        Nie ma zadnych odgornych okresow czasowych w jakich dziecko ma prawo albo nie sie budzic. Kazde dziecko jest inne a powodem pobudek wcale nie musi byc glod. Dzieci zabkuja, kazde inaczej to znosi, maja rozne potrzeby np bliskosci itp. Owszem, wiekszosc dzieci nie bedzie budzic sie 6-7 razy w nocy ale jakies wykatki owszem, zupelnie zdrowe zreszta
                        • lauren6 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 21:59
                          > Dzieci zabkuja, kazde inaczej to znosi, maja rozne potrzeby np bliskosci itp.

                          To trzeba znaleźć przyczynę i ją wyeliminować. Jeśli to ząbki to pogadać z pediatrą o środkach przeciwbólowych. Potrzeba bliskosci: zaczać spać z dzieckiem.
                          Trzeba poszukać rozwiązania tego problemu, bo brak snu jest zły i dla dziecka, i dla matki.
                    • princesswhitewolf Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:21
                      szal... oj ty masz wyobraznie. Ja naprawde nie zyje trolami z netu. Zaraz znikam zreszta.

                      nie jestem ekspertka. Jestem matka ktora radzi by isc do lekarza bo moze mozna pomoc tej kobiecie i jest przyczyna jak link powyzszy wskazuje. Ty zas nic nie poradzisz bo masz zwyczajnie temat gdzies i wpadasz tu tylko w celach trolowania by poprawic sobie nastroj i poglaskac swoje kompleksy

                      I juz nie nudz psychofanko bo zaczne lazic za toba tez. Zegnam trolisko
          • milva24 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:01
            Moje na zęby budziło się miesiącami co godzinę. Czapek przeciwbólowy czasem pomagał ale przecież nie mogłam jej dawać co dzień. Dlatego bywały tygodnie, że całe noce "wisiała na piersi". Zdaniem pediatry dziąsła tak sobie malowała. A potem były lęki nocne, pobudki i niemożność zaśnięcia przez klika godzin, później złe sny a teraz przychodzi się do mnie poprzytulać w nocy bo mnie kocha, i co poradzisz? A jeszcze mam drugie, młodsze, które też się czasem budzi.
            • milva24 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:02
              Przepraszam za błędy ale telefon wie lepiej co chcę napisać...
            • princesswhitewolf Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:03
              mowilam o tym ze jak zabkuja to sprawa wyglada inaczej i jest to czesciej. Trauma po zabkowaniu tylnych tez u nas byla
            • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:04
              Dokladnie milva, a kazde dziecko jest inne I powody pobudek rozne, sa takie ktore spia cale noce i takie ktore niestety nie. Corka zabkownaie przechodzila fatalnie a syn bez problemow.
        • heca7 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:01
          Ja bym chyba umarła. Nie wiem czy to da się jakoś szybko ograniczyć? 6-7 razy? To ile trwa sen pomiędzy? Każdy by wyglądał jak zombie.
          Moja trójka po 5 miesiącu w ogóle przestawala się budzić. Średni jadł z piersi do 9m. Pozostałe do pół roku. Nie dam więc konkretnych rad. Pamiętam tylko jak się cieszylam z pierwszej całej nocy.
          • milva24 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:06
            Fajnie miałaś. Ja byłam tak wykończona, że przez pierwsze dwa lata po urodzeniu w ogóle o drugim nie chciałam słyszeć.
            • nutella_fan Re: Zabija nas codzienność... 21.07.17, 07:53
              Miałam identycznie. Syn budził się w nocy i nie przesypiał całej nicy do, uwaga, 2 lat. Byłam jak cień człowieka. Za to teraz (18 lat) nie dobudzisz go wystrzałem armaty wink
      • zosia_1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 21:49
        Moje się budziło do 3,5 roku, lekarze patrzyli dziwnie, jak szukałam pomocy. Jeszcze jak się budził po 3-4 razy w nocy to strasznie ryczał pół godziny do godziny i tak codziennie, a rano wstawaliśmy oboje do pracy. Koszmar, kto tak nie miał, nie zrozumie. Pierwsze dziecko tak nie miało
    • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:20
      Zanim Ci tu dokopią doradzę:
      - Nie tłum w sobie bo potem wybuchasz, przez co nie jesteś traktowana poważnie
      - Pogadanki są nieskuteczne, gadanie, tłumaczenie itd. itp. większość facetów wpuszcza jednym uchem, wypuszcza drugim
      - Skuteczne są krótkie, konkretne komunikaty
      - Nie daj sobie wmówić, że jesteś nierobem, mało zarabiałaś - sama jesteś sobie winna. Absolutnie nie, choć ematki będą starały Ci się to wmówić, tak, jak Twój mąż. Wychowywałaś dzieci, zajmowałaś się sama domem, dorabiałaś. To jest full, więcej od Ciebie wymagać nikt nie ma prawa. Ba, potrzebujesz pomocy.
      - Potrzebujesz pomocy albo przewartościowywania priorytetów. Zrób sobie listę czego absolutnie nie możesz odpuścić, co możesz robić rzadziej, albo po łebkach. Odpuść wszystko co nie jest niezbędne.
      - Zadbaj o sen, wypoczynek. Zostawiaj męża z dziećmi nie tylko wtedy, gdy chcesz iść na zakupy. Jesli obawiasz się reakcji mów, że idziesz na zakupy a idź na spacer albo aerobic. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Gdy małe śpi Ty też śpij, albo sobie poczytaj.
      - Rozpędziłaś się i wzięłaś za dużo na swoje barki. Mąż Cię nie rozumie bo on ma jedno zadanie, Ty kilkaset.
      - Pamiętaj: NIE WOLNO Ci myśleć, że jesteś nierobem i NIE WOLNO Ci pozwalać mężowi by tak Cię traktował.
      - Jak zrobisz to, co powyżej, zacznij delegować obowiązki. Pojedynczo i powoli. Mąż się nie zorientuje, a Ty będziesz miała mniej robotywink
      Trzymaj się mocnosmile
      • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:45
        ps. jak się wyśpisz, przeczytaj sobie "Instrukcję obsługi faceta" K. Miller
    • hermenegilda_zenia Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:22
      Jakby mąż mi yebnal taki tekst, to natychmiast podjęłabym pieniądze z bankomatu i wyjechała SAMA zostawiajac dzieci z panem na tydzień. Młodsze dziecko jest butelkowe, nie zginie z głodu bez mamy. Nie miałabym skrupułów zeby pan na własnej skórze przekonał sie, jakie to miodzio. Zakładam, ze jako ojciec krzywdy własnym dzieciom nie zrobi. Miałabym w dudzie jego ewentualne fochy, bo to, co opisujesz to albo przejrzy na oczy albo i tak nie ma co ratować.
      • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:24
        Terapia szokowa to dobry pomysł. Jeśli to co podpowiedziałam wyżej nie zadziała. Tylko proponowałabym zacząć od całego dnia, np. soboty. Nie funduje się dzieciom takich atrakcji - mama znika na tydzień.
      • 3-mamuska Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:48
        hermenegilda_zenia napisała:

        > Jakby mąż mi yebnal taki tekst, to natychmiast podjęłabym pieniądze z bankomatu
        > i wyjechała SAMA zostawiajac dzieci z panem na tydzień. Młodsze dziecko jest b
        > utelkowe, nie zginie z głodu bez mamy. Nie miałabym skrupułów zeby pan na własn
        > ej skórze przekonał sie, jakie to miodzio. Zakładam, ze jako ojciec krzywdy wła
        > snym dzieciom nie zrobi. Miałabym w dudzie jego ewentualne fochy, bo to, co opi
        > sujesz to albo przejrzy na oczy albo i tak nie ma co ratować.



        Tak a pani po tygodniu przywiozłaby tygodnika wypłatę?

        Widziecie tylko stronę babki, a tak naprawde facet miał racje, dziecko to nie bajka budzi sie w nocy. Trzeba to przetrwać, przeorganizować zycie, odpuścić co sie da.
        On zarabia i nie wazne co było wcześniej.
        Wazne ze teraz ciężar utrzymania jest na jego barkach, a to nie łatwe i stresujące zadanie.
        Tak samo jak zajmowanie sie domem/dziećmi, wiec zamiast ze soba walczyć należy współpracować.
        Tera jestes zmęczona a co jak zostaniesz sama i z alimentami ? Wtedy bedzie cud miód? Wątpię.

        Tak naprawde rozwód z doopy, o głupotę i złe ustawione kubki i brak wyrażenia potrzeby pomocy.
        Nich zgadnę chcesz byc idealna matka idealna gospodynią a sobie nie radzisz i uważasz ze to wina meza.
        Dziecko urodziłaś chciałaś wiec kto ma sie zając babcie???
        Nie chce byc wredna ale wiedziałaś co to znaczy miec dziecko, gdy decydowałas sie an drugie.
        I sorry ale starsze juz nie takie małe , a jak sobie radziły kobiety z 4-5 dzieci? Myślisz ze będąc samotna matka bedzie ci lżej? Wiec ci powiem nie bedzie.
        Zamist zrobic maz wraca z pracy dajesz mu dziekco i mowisz ide spac na godzine bo umieram, idz w weekend do parku bo ja musze sie przespać bo jestem nieprzytomna.
        To męczysz sie az potem wybuchasz.
        Co chciała mu udowodnić tym rozwodem?
        Rozwiedź sie i bedziesz wtedy dopiero płakac ze nie dajesz rady...
        • hermenegilda_zenia Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 19:23
          Dziecko ma dwoje rodziców i potrzebuje kontaktu z oboma, a pani robi de facto za samotna matkę, cierpi na permanentne niewyspanie i przemęczenie zajmując sie dziećmi 24 godziny na dobe, a pan wielki lord chce mieć święty spokój w domu po 8 godzinach pracy. Pewnie nawet w weekend nie odciąży jej w nocy, bo to ona sobie palcem te dzieci zrobiła to teraz niech ma. Jak słyszę te teksty, to mam ochotę komuś coś pourywać. Typowy Polak "feminista", żona niech rodzi dzieci, zajmuje sie nimi, domem i jako ze jest równouprawnienie jeszcze do roboty niech idzie, bo taki z niej darmozjad.
        • minor.revisions Re: Zabija nas codzienność... 21.07.17, 08:03
          > Nie chce byc wredna ale wiedziałaś co to znaczy miec dziecko, gdy decydowałas sie an drugie.

          No ale jesteś wredna koncertowo, pani ani nie jest wuatropylna ani nie przedziurawiła gumy, na to dziecko się zdecydowali OBOJE i OBOJE wiedzieli co to oznacza. Tyle że pan usiłuje utrzymać stan, w którym wszystkie konsekwencje ponosi pani.
          • berdebul Re: Zabija nas codzienność... 21.07.17, 12:15
            Przy pierwszym dziecku też nic nie robił, przez 9 (!) lat, skąd pomysł, że przy drugim będzie zaangażowanym ojcem? Wiedziała z kim robi sobie to dziecko.
    • agata.aaronson Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:46
      Smutna sytuacja.

      Uderza mnie w Twoim poście sporo zdan, które mogą świadczyc ze postrzegasz siebie jako niemającą na nic wpływu, bierną, typu: Taka mnie poznał i taką mnie wziął czy Mąż sam ustalił. Można odnieść wrażenie, że oddałaś zadanie dbania o rodzine mężowi, a sama skupiłaś sie na domu i wychowaniu dzieci - i teraz masz pretensje, że maż ci w tym wychowaniu nie pomaga. Rozumiem oczywiscie, dlaczego czujesz sie sfrustrowana, ale punkt widzenia męża może byc własnie taki: ty jemu nie pomagasz w pracy i zarabianiu na życie (albo minimalnie), to czemu on ma pomagać tobie.

      Pomyslcie o terapii, ktoś trzeci powinien pomóc wam zrozumieć czego od siebie oczekujecie, bo chyba konkretnie jesteście pogubieni. I nie straszcie dziecka rozwodem, póki nie złożycie papierów - dziecko i tak wiec co sie dzieje, "przygotowywanie" go brzmi jak tortura.

      Ściskam.
      • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:54
        "Rozumiem oczywiscie, dlaczego czujesz sie sfrustrowana, ale punkt widzenia męża może byc własnie taki: ty jemu nie pomagasz w pracy i zarabianiu na życie (albo minimalnie), to czemu on ma pomagać tobie."
        Słucham???
        Czemu ma pomagać?? Bo mieszka, korzysta, zjada to, co autorka przygotowuje? Bo ona zajmuje się również JEGO dziećmi??
        Nie rozumiesz, że małżeństwo nie polega na tym, ze każdego dnia ludzie się rozliczają 50/50 tylko na zrozumieniu i współpracy? Mąż sobie sam dziecka nie urodzi, więc musi mieć świadomość, że żona będzie najpierw chodzić w ciąży 9 miesięcy a potem rok "siedzieć" w domu i zajmować się maluchem, a on w tym czasie będzie utrzymywał rodzinę.
        Jeśli nie miał takiej świadomości to sam jest sobie winien.
        • agata.aaronson Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:59
          Nie ekscytuj się, tylko czytaj uwaznie jeśli się odnosisz. MNIE tłumaczyć nie musisz tego co napisałaś. Piszę jednorazówce1 jak może wyglądać sytuacja z punktu widzenia jej męża, i doradzam wspólną terapię, bo jak widać rozmowy, kłótnie ani płacze nie trafiają - ona nie rozumie jego, a on jej.
          • pade Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:05
            Autorka opisała punkt widzenia męża, tylko innymi słowami, więc nie bardzo rozumiem po co to powtarzasz. Twoje słowa zabrzmiały dla mnie jak próba zrozumienia takiego sposobu myślenia, stąd moje oburzenie.
    • zuzi.1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 17:48
      Idz do pracy, mamy do zlobka a poten kurs prawa jazzy jako priorytet, a potem zacznij stawiac mezowi wymsgania co do podzialu obowiazkow 50/50, czesc argumentow juz mu odpadnie, gdy dalej nie bedzie chcial obrabiac swojej czesci obowiazkow I dalej wszystko z laski, to adios, niech sie ktos inny z nim meczy.
    • paloma_blauwinder Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:01
      Zabija cię nie codzienność tylko przemoc psychiczna ze strony męża.
      • 1234wxyz Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:15
        Oraz własna głupota: laska bez pracy, zalezna finansowo od faceta, porywa sie na jedno dziecko, pozniej drugie, pozwala sobie wchodzic na glowe, sluzy panu i wladcy a na koncu uznaje ze to CODZIENNOSC ich zabija. Jak żyje nie widziałam żeby ktoś taką patologie nazywal codziennoscia.

        Tekst: "Taką mnie poznał i taką mnie wziął" wygrał wszystko. Wziął to ma, spoko.
    • princesswhitewolf Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:22
      >. Zdecydowaliśmy sie na drugie dziecko.

      czyli maz tez sie decydowal i powinien dzielic sie obowiazkami.

      Nie martw sie jeszcze pare miesiecy i bedzie lepiej. Ok 2 roku zycia rozwaz zlobek i pojscie na pelen etat do pracy
      • jola-kotka Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 19:27
        Albo trzecie dziecko
        • claudel6 Re: Zabija nas codzienność... 21.07.17, 15:20
          big_grin
    • jednorazowka1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:28
      Ojej, nie spodziewałam się aż takiego odzewu.
      Dziekuję za wszystkie komentarze - te miłe i te trzeźwiące - za te zwłaszcza.
      Odpowiem hurtowo - mały spi jak spi. Urodził się bardzo duży, ponad 4.6 kg wiecznie głodny, nie dałam rady wykarmić piersią (starszego karmiłam 1,5 roku, tego ledwo 3 miesiące), nie wiem - może z okresu noworodkowego przyzwyczaił się do tego częstego wstawania - był juz okres, że budził się ok. 3-4 razy na noc i było super, a póxniej zaczęły się ząbki - teraz ma 3 i chyba ida następne. Daje mu przeciwbólowe ale coś słabo działają chyba.

      Co do finansów - teraz, do końca roku dostaje pieniądze, ok. 40% tego co zarabia mąż, Więc to nie jest tak, że całkowite utrzymanie jest tylko na jego barkach. Do tego jeszcze benefity na dzieci ( nie mieszkamy w PL)

      Mąż zajmuje się samochodem, opłącaniem rachunków, jakies naprawy, robimy wspólnie zakupy tygodniowe, póxniej ja w tyg. coś tam dokupuje tylko. Ja całą resztą, dzwonieniem, umawianiem wizyt wszelkich, dowiadywaniem się, kontakt ze skzołą itp. On w ogóle nie dzwoni - nie lubi, nie chce tego robić, ma problem z kontaktem z obcymi ludźmi. Ja robię za taką domową sekretarkę właściwie.
      • leyre1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:37
        jednorazowka1 napisał(a):

        był juz okres, że budził się ok. 3-4 razy na noc i by
        > ło super, a póxniej zaczęły się ząbki - teraz ma 3 i chyba ida następne.

        Czyli zeby, w koncu wyjda i bedzie spac lepiej, najgorsza to przetrwac

        Jesli maz nie lubi umawiac wizyt itp to rob to ty a on niech robi cos czego ty nie lubisz.
      • bergamotka77 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 19:23
        Przesadzasz. Małe dzieci nie sypiaja a w nocy, taka ich natura, budzą się - ja nie spałam w ogóle pół roku przy starszym a potem się budził kilka razy w nocy nadal co najmniej do roku. Parlas na drugie dziecko i teraz narzekasz, wszystkie mamy to przechodzą... Wiele kobiet wychowuje dzieci bez pomocy babci czy męża w ciągu dnia bo pracuje a w nocy musi spać gdy wstaje do pracy. Dziecko będzie już ponad roczne w styczniu więc dlaczego nie możesz wrócić do pracy na cały etat? Poza tym młody nie mówił do 3 lat? To jeszcze norma, mój też mowil po swojemu mając prawie 3 lata i dopiero w przedszkolu się rozgadal. Dlaczego trzymacie te dzieci w domu latami zamiast poslac do placówki? Różnica wieku duża więc nie masz tak źle. Masz chyba depresję i stąd te żale do całego świata. Mąż w sumie stwierdził fakty, przecież Cię nie obraził.
    • tarantinka Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:31
      Wymagasz za dużo w tym sensie, że chciałabyś żeby mąż się zmienił. Jesteście długo razem i znasz go lepiej niż my. Pewnie ma mnóstwo pozytywnych cech, które jesteś w stanie wymienić i napisać ten sam post akcentując jaki jest kochany i wspierający. Kochasz męża i to się przebija przez ten żal, poczucie niesprawiedliwości. Założę się, że on tez kocha i pewnie nawet żałuje tych słów z wieczora. Jesteś niewyspana a on zmęczony po pracy. Wraca do domu i widzi umęczona żonę. To jest mega dołujące, bo chcemy żeby nasi najbliżsi byli szczęśliwi. Zakładam, ze mąż wie co to znaczy opieka nad dzieckiem, wie ile razy wstajesz itp. Ja bym przestała liczyć, ze mąż mi pomoże. Zastanów się co można usprawnić i przedstaw to mężowi konkretnie. Zaczęłabym od tego ze mąż wstaje do dziecka wtedy kiedy nie idzie rano do pracy. Druga rzecz: jedno popołudnie masz mieć dla siebie, czy najmierniejszy nianke czy mąż się zajmie ustalcie razem. Jeśli nie wyrabiasz ze sprzątaniem, raz w tygodniu również płatna pomoc. Od takich warunków bym zaczęła.







      • jednorazowka1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:46
        Dziękuję Ci za ten post Tarantinka - chyba najlepiej oddaje naszą sytuację...
    • undoo Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 18:57
      Macie tylko dwoje dzieci i to z duza roznica wieku, wiele rodzin nie ma zadnej pomocy z zewnatrz i sobie radza. To nie tu jest problem, moim zdaniem. Problemem jest to, ze twoj maz chcialby miec ciasteczko i chcialby je zjesc, czyli owszem pochodzi z tradycyjnej rodziny, co sie przeklada na wizje meza/ojca/mezczyzny, ktory idzie do pracy, a po pracy kapcie i gazetka, a zona/matka/kobieta ma isc do pracy i zarobic, a po pracy ma opedzic caly dom i rodzine, pewnie jeszcze dorabiajac wieczorami.

      Dalas sie wrobic. A on probuje odpowiedzialnosc z decyzje o dziecku przerzucic na Ciebie. B wygodnie z jego strony.
    • mamagapka Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 20:16
      Idźcie na trapię małżeńską.
      • nutella_fan Re: Zabija nas codzienność... 21.07.17, 09:51
        Kto wtedy zajmie się dziećmi?
    • kobieta_z_polnocy Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 21:24
      Ja cię naprawdę rozumiem, ale twoja opowieść wcale nie jest taka czarno biala. Wypunktuję, bo sporo tego jest:

      1. Reakcja męża byla bardzo niegrzeczna. Ale tylko ty sama wiesz, czy to byl przejaw czegoś poważnego, czy jedynie "ulanie się" emocji - w końcu tobie też się ulalo.
      2. Rozumiem, ze jesteś niewyspana i to bardzo źle na ciebie wplywa. Drugie polrocze życia to często bardzo trudny okres jeśli chodzi o spanie - przechodzilam to dwukrotnie. Rzeczywiście tutaj mąż powinien sie wlaczyc do pomocy, chocby w weekend.
      3. Ale z drugiej strony - twoje starsze dziecko ma już 9 lat. Tak naprawdę na co dzień pozostaje ci jedynie opieka nad niemowlakiem. Ja wiem, że to jest męczące, ale... Miliony rodzin ma dzieci z mniejszą różnicą wieku i jakoś sobie dają radę. Niektórzy nawet mogliby powiedzieć, że masz komfortową sytuację jak na matkę dwójki dzieci. Nie tłumaczy to zachowania męża - podkreślam - ale brzmi troche jak irytujace rozczulanie sie nad soba, podczas gdy obiektywnie wcale nie powinno ci byc AZ tak ciezko.

      4. Wspominasz prace, czyli glownie korepetycje udzielane do konca ciazy. Tak, to jest niby praca, ale znow - to takie bardziej dorabianie sie niz praca dajaca utrzymanie. Niby potem pracowalas, ale niecaly rok (jesli dobrze zrozumialam), potem na niecaly etat... Jakos malo tego na przestrzeni tych wszystkich lat, nawet jak sie wezmie pod uwage urlop macierzynski. I znow - takie byly wasze wspolne ustalenia, wiec nie daj sie wpedzic w poczucie winy z tego powodu - ale nie mozesz udawac, ze sie w zyciu napracowalas zawodowo.

      Podsumowujac: chce wierzyc, ze przez was oboje przebija glownie zmeczenie - to ciezki okres w zyciu dziecka, ale powinien minac juz za kilka miesiecy. Ale te zmeczenie jednoczesnie nie moze byc wymowka - ani dla niego, ani dla ciebie. Naprawde z opisu nie wyglada na to, ze powinno ci byc az tak ciezko - ze nie jest super latwo nie podlega dyskusji, to przyzna kazdy rodzic niemowlaka - ale az tak ciezko?

      Kiedy planujesz powrót do pracy na caly etat?
      • chocolate-cakes Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 21:53
        Toż jej dziecko ma dopiero 8 miesięcy.
      • jednorazowka1 Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 23:24
        Dzieki za Twój post - To prawda, że nie mam jakiejś oszałamiającej kariery zawodowej. Dodam tylko, że podczas naszego małżeństwa robiłam jeszcze 3 letnie studia zaoczne - pierwszy semestr w ciąży, później rok przerwy (tak chciał mąż, stwierdził, że nie jest w stanie zajmowac się niemowlakiem co drugi weekend od piątku do niedzieli włącznie od 8 rano do 8 wieczór). Późniejsze pół etatu było spowodowane tym, że musiałam odbierac dziecko ze szkoły, by nie wydawać pieniędzy na opiekę.
        • kobieta_z_polnocy Re: Zabija nas codzienność... 21.07.17, 13:15
          Rozumiem i nie pisze tego, zeby w jakikolwiek sposob umniejszyc twoj wysilek wlozony w prowadzenie domu i opieke nad dziecmi. Ale tak ciagle piszesz, ze "maz chcial - maz nie chcial". Czy ty sie temu tak bezwolnie poddawalas? Nie mialas innego pomyslu na siebie czy moze po prostu tak ci bylo wygodniej?

          Jeszcze raz: nie bronie meza. Ale chce ci pokazac, ze ciezko jest zrozumiec, czego tak naprawde konkretnie chcesz. Bo pisanie o "pomocy przy dziecku" jest bardzo ogolne, a wzmianki o "zmeczeniu", choc zrozumiale, tez mozna obalic stwierdzeniem, ze "nie ty pierwsza, nie ostatnia masz 8miesiecznego malucha w domu". Jakie masz wobec niego oczekiwania i wobec siebie? Zakladajac oczywiscie, ze tak naprawde nie chcesz tego rozwodu.
    • zuleyka.z.talgaru Re: Zabija nas codzienność... 20.07.17, 22:33
      A nie chcesz się poddać temu tradycyjnemu modelowi? Za chwilę dziecko nr 2 podrośnie, oddasz do przedszkola i będziesz miała czas na wszystko i na wypoczynek. A mężulek niech na Ciebie zarabia big_grin big_grin big_grin
    • mikams75 Re: Zabija nas codzienność... 21.07.17, 00:31
      wiem jak wykanczajace jest nocne wstawanie do dziecka a do tego praca zawodowa i nawet jak pogonilam meza do dziecka to mi to niewiele dalo bo jeszcze czesciowo karmilam piersia a po drugie i tak mnie budzil placz dziecka. Odsypialam w weekendy - jak rano dziecko wstawalo, to przejmowal je tatus, najlepiej jak wyszedl z dzieckiem na spacer a ja spalam do poludnia. I zaczelam rozprawiac sie z nocnymi pobudkami dziecka. Musisz znalezc przyczyne. U mnie to bylo kolo zamkniete - dziecko w dzien nie jadlo za bardzo, wiec w nocy bylo glodne i nadrabialo piersia/butelka. A jak sie w nocy objadlo to w dzien apetytu na nic nie bylo. Zaczelam likwidowac nocne jedzenie, owszem to byly zyrwane noce ale dziecko ostatcznie odzwyczailo sie od nocnych butelek i nawet jak mu zle bylo samemu w lozeczku to spalo z nami, ale to bylo juz malo klopotliwe i wszyscy zasypiali w moment dalej. Nie mowie, ze bylo pieknie i bez pobudek, ale bylo lepiej.
      W kazdym razie czas notorycznych pobudek i wiecznego niedospania wspominam okropnie a moja nerwowosc tez mysle, ze sie odbijala na dziecku.
    • nutella_fan Re: Zabija nas codzienność... 21.07.17, 07:33
      A jak kwestie finansowe? Jeżeli pieniądze nie są problemem możecie raz czy dwa w tygodniu wziąć opiekunkę do dzieci na 2-3 godz i wyskoczyć gdzieś sami. My też jesteśmy sami z dwójką dzieci w "obcym mieście" i tak czasem robimy. Wiem że bez pomocy rodziny jest ciężko.
    • wilan.an Re: Zabija nas codzienność... 21.07.17, 12:07
      Kochasz go? On o tym wie?
      Jeżeli tak, to coś da się zrobić.
      Lubisz go?
      • alpepe Re: Zabija nas codzienność... 21.07.17, 12:16
        co się da zrobić? Da się zaharować z miłości, marna sprawa.
        • wilan.an Re: Zabija nas codzienność... 21.07.17, 12:43
          Skąd taki pomysł? Nawet przez myśl mi nie przeszło, pisząc te pytania. Po prostu uważam że trzeba sobie czasami takie podstawowe kwestie wyjaśnić.

          Nie sądzę żeby odpowiedź twierdzaca miała być równoznaczna z " to zacisnij zęby i sie poswiecaj".
          Sądzę, że jeżeli kocha to jest o co walczyć, co oczywiscie zakłada dobrą wolę dwóch stron.
          Tak na marginesie, jak się o siebie nie dba, nie szanuje to bardzo trudno jest zmusić do tego innych. Opis tego konfliktu wg mnie daje szansę na rozwiązanie, niektóre są takie ze juz czytając mam ochotę krzyczeć UCIEKAAAAAJ!!
    • zetkaad Re: Zabija nas codzienność... 22.07.17, 21:38
      wszyscy się czasem kłócą, a jak się kłócą to starają się dowalić tak, żeby bolało. Możliwe, że Twój mąż tak naprawdę Cię docenia i jest z tego co robisz dumny. W życiu są różne okresy gorsze i lepsze. nie zawsze trzeba wszystko rzucać, bo ma się gorszy okres.
      Kiedyś to ja pracowałam, a mąż został na tacierzyńskim. gdy wracałam do domu to wyobrażałam sobie, że to oaza spokoju, że czeka na mnie gorący obiad i uśmiechnięte dziecko, piękny porządek, czyściutkie pranie i zadowolony mąż, a przecież często tak nie było, więc się wściekałam. Teraz jest na odwrót wink
      Kiedyś się wyśpisz
    • sylwadomowa Re: Zabija nas codzienność... 23.07.17, 09:27
      Was, jak wiele polskich małżeństw, zabija Wymóg Dwuetatowości Kobiet.
      Jest to nasza narodowa przypadłość polegająca na tym, że panowie często bronią się rękami i nogami przed sprawiedliwym podziałem obowiązków w rodzinie i kombinują, jakby tu sprawić, by mogli, wzorem ojców, pracować jedynie zawodowo i nie zawracać sobie głowy całą resztą - a jednocześnie, tu już wbrew obyczajom pradziadów - nie ponosić całkowitej odpowiedzialności za byt rodziny. Odpowiedzią na chęć tak wygodnego ustawienia się w życiu jest współczesny polski Wymóg Dwuetatowości Kobiet, niezwykle wygodna dla mężczyzn kombinacja "równościowych poglądów" z elementami patriarchatu. Czyli: mamy równo pracować zawodowo, ale dom i dzieci to sprawa kobiety. Rzecz jest zawsze do wmówienia jako najsłuszniejsza ze słusznych, gdyż kobiety w Polsce zarabiają mniej, dzięki czemu pan dorzuca do gry element "kto ma kasę, ten ma władzę" - i uzależnia wkład w ogarnianie rodziny już nie tylko od stopnia zapracowania rodziców, lecz także od ich zarobków: Kto zarabia mniej, ma pracować w domu więcej (choćby i pracę zawodową miał cięższą). Zawsze da się jakoś wykręcić kota ogonem i wyjść na swoje.
      Rozwiązania?
      Nie wiem. Jak ma się nieuczciwego towarzysza życia, który tylko kombinuje, jakby sobie zrobić dobrze, choćby i kosztem "zajeżdżenia" najbliżeszj osoby - to chyba to jest tyrania, a nie miłość. Czyli rozwód. Ew. jakieś sado-maso. Czyli nie wiem, bo się nie znam.
      • blackauri Re: Zabija nas codzienność... 24.07.17, 19:27
        Wytlumaczcie mi wielką tajemnicę niewyspana ch matek: czy wielkim przestępstwem jest po sprawdzeniu czy dziecko nie jest glodne/ mokre etc wyjście do drugiego pokoju założenie stoperow/ słuchawek i spanie?
        • ichi51e Re: Zabija nas codzienność... 24.07.17, 19:34
          Niby nie jest gorzej ale glupio jak rano wstaniesz i sie okazuje ze dziecko sie zaksztusilo od lez albo zadusilo pielucha albo ze mu sie lapa zaplatala w szczebelki albo ze sie ulalo i w mokrym lezal w takim mnie hardkorowym przypadku. sek polega na tym ze natura to wymyslila tak ze dziecko spi snem polifazowym i matka powinna z nim tak spac razem - czyli drzemki kiedy ono drzemie i wtedy wszyscy sa zadowoleni. Tyle ze w tym celu trzeba normalne zycie odpuscic - za to czlowiek wyspany wink
          • ichi51e Re: Zabija nas codzienność... 24.07.17, 19:34
            Zakrztusilo oczywiscie
        • hermenegilda_zenia Re: Zabija nas codzienność... 24.07.17, 21:58
          To nie przestępstwo tylko debilstwo i bezduszność
        • evee1 Re: Zabija nas codzienność... 26.07.17, 08:33
          Jak Ci dziecko nie daje spac bvo jest stare i samo lazi po domu, to nie poradzisz. Ja mialam straszny hardcore, bo do 4 r.z. mielismy ogromne problemy ze spaniem, bo syn mial egzeme, ktora nie dawala jemu (i nam) spac. On sie wysypial, bo we dnie nadrabial czterogodzinna drzemka, a my chodzilismy do pracy przypominajac zombies. A potem zamienil sie w nocnego wedrowniczka i gdzies do 10 r.z. nie przespalam porzadnie zadnej nocy, bo ciagle jakies kolana wbijaly mi sie plecy. Tak poza tym to zupelnie normalny facet z niego wyrosl wink.
          • truscaveczka Re: Zabija nas codzienność... 26.07.17, 10:00
            O matko, mój ma 7 i ja już z nadzieją patrzę, że te kolana to jednak zaczną spać u siebie przez całą noc... wink
            A ty mi tu, że 10?!
    • joaaa83 Re: Zabija nas codzienność... 26.07.17, 09:28
      Po co gadasz o rozwodzie, jak ja już widzę ze sposobu w jaki piszesz, że on by wyszedł, a Ty załamka totalna. Mąż pewnie też to wie doskonale, więc odbiera to jako straszenie. Nie tędy droga moim zdaniem.
      Pierwsza, priorytetowa sprawa to walka o sen w nocy. Dzieci są różne, ciężko coś radzić, ale tak się nie da funkcjonować. A w dzień dziecko śpi? Radziłaś się pediatry? Pobudka co 6-7h oznacza, że budzi się co 1,5h godziny. Nigdy nie przesypia więcej jednym ciągiem?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka