Gdy byłam małą dziewczynką, taką 12-letnią gdzieś, i dowiedziałam się o Hitlerze, II wojnie światowej, obozach koncentracyjnych, nazistach, to strasznie mnie nurtowało pytanie - jak do tego doszło. Jak jeden człowiek mógł skupić taką ogromną siłę i rzesze ludzi, którzy za nim szli, wiedząc, że to co robi jest złe. Jak jeden zły człowiek może zmienić cały świat? Przecież to niemożliwe, żeby wszyscy wokół niego też byli źli. Ktoś z dorosłych mi wtedy tłumaczył, że ludzie często nie wiedzieli co się dzieje dookoła, nie było mediów, telewizji, radio mieli nieliczni, nie było wolnej prasy, a propaganda robiła ludziom wodę z mózgu. Wiele faktów wyszło na jaw po wojnie, a ludzi często wzdychali - gdyby wtedy ktoś wiedział jak to się skończy...
Jak to możliwe, że prawie 100 lat później, w epoce takich technologii, znajomości historii, dostępu do wiedzy i mediów, gdzie zobaczyć, wygooglać, sprawdzić i zweryfikować można wszystko - ludzie popełniają tak bardzo podobne błędy. Nie chodzi mi o skalę porównania Kaczyńskiego do Hitlera - bo to nie ten kaliber, ale o samo zjawisko DYKTATORA.
Jak jeden człowiek może zgromadzić wokół siebie tylu ludzi, którzy ślepo wypełniają jego wolę - bezprawną i brutalną. Przecież mnóstwo z nich to wykształceni, inteligentni ludzie, z kręgosłupem moralnym, życzliwych i rodzinnych, ceniących wolność, spokój i poczucie bezpieczeństwa. Co się musi w ich głowach zadziać, jaki proces zachodzi, że nagle wszystkie zasady są im obojętne, a liczy się tylko narzucone zdanie JEDNEGO człowieka, który sobie coś uroił, ubzdurał, i za cenę wywrócenia do głowy nogami całego państwa, pod pretekstem takim czy owakim, niszczy wszystko dookoła. Jak jeden radykalny człowiek - nawet nie jakoś bardzo charyzmatyczny - mową nienawiści, straszeniem i krzykami doprowadza do tego, że słuchają go tłumy? No bo rozumiem, gdyby porywał tłumy mądrością, miłością, ciepłem - ale wtedy nie byłby dyktatorem, byłaby raczej jak Jezus
Czy ktoś umie wytłumaczyć ten proces rodzenia się dyktatury?
Dlaczego do niej dochodzi? Czego ludziom brakuje? Dlaczego nie są w stanie zdusić jej w zarodku? Tylko czekają, najpierw dają przyzwolenie, potem nie reagują, granice się przesuwają, aż w końcu jest za późno. O co tu chodzi?