whitney85
26.08.17, 19:30
Czy macie takie obserwacje, że ojcom jest wiele łatwiej niż matkom w analogicznej sytuacji?
Ja raz byłam na szczepieniach. Córka była noworodkiem a ja świeżą matką. Musiałam w jednym gabinecie rozebrać dziecko całkowicie do ważenia, dokonać opłaty i podać książeczkę, ogarnąć rzeczy i pieluche - panie mi nie pozwoliły wrzucić pieluchy do kosza ani ubrać małej bo zaraz będzie szczepienie obok. I wiem, nic takiego ale ja wtedy część rzeczy w zębach niosłam do tej drugiej sali. Na następnym szczepieniu był mąż, panie te same. Przejęły małą od początku do końca, rozbieranie, ubieranie itd, nawet pielucha wylądowała w ich koszu.
Obecnie mam troje dzieci i tak wyszło, że okresowo jestem z nimi sama. Daję radę bo muszę ale nie jest lekko. Na pomoc bliskich nie mogę liczyć. Mój mąż, znajdując się w podobnej sytuacji, na pewno byłby zaproszony do swojej rodziny i opieka nad dziećmi rozlozylaby się na kilka osób. Natomiast ja jeżdżę z nimi sama nawet do supermarketów, ponieważ nie mam innej opcji (a ja nienawidzę po supermarketach chodzić nawet sama). Sam fotelik zajmuje mi 3/4 wózka sklepowego plus pilnowanie pozostałej dwójki to jest dla mnie niezle wyzwanie. Na myjni ostatnio też było ciekawie, zresztą przykładów niedogodności związanych z wiecznym ogonkiem można mnożyć. A jak mąż był ostatnio na chwilę i przypadkiem mała zasnela mu na rękach to toasty wznoszono że super tata. Że ja ogarniam wszystko sama przez większość czasu nie uczyniło mnie super mamą w oczach nikogo. I nie chodzi mi o ordery i pokłony ale o zwykle ludzkie poklepanie po plecach, że masz ciężko ale fajnie dajesz radę lub pytanie od czasu do czasu, czy można mi w czymś pomóc.
Po ostatnim okresie na prawdę współczuję samotnym matkom.