beataj1
21.09.17, 14:59
Kiedyś już pisałam że moim guilty pleasure jest oglądanie rodziny Kardashian. I teraz z okazji 10 lecia show lecą wszystkie sezony jeszcze raz. W pigułce.
I oczywiście zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo to jest wyreżyserowane to i tak czasem aż ciarki idą jak zycie może być pokręcone (bądź jak można pokręcić życie dla oglądalności i kasy).
Konkretnie chodzi mi o całkowicie powalony związek Kourtney ze Scotem.
Klasyczny, wręcz książkowy przykład współuzależnienia. Kobieta ma kasy po kokardę, pełne wsparcie rodziny, wszelkie możliwe narzędzia począwszy od najdroższych terapeutów, kołczów i innych a i tak potrzebowała prawie 10 lat i 3 dzieci by jakoś tam wyplątać się z zaburzonego związku.
I te jej zapewnienia, że kolejny wyskok jest już ostatnim, i że nie wybaczy a tymczasem wiadomo, że po drodze będzie jeszcze 2 dzieci. I to takich w sumie zaplanowanych przez nią - facet nie był za bardzo szczęśliwy z ich pojawienia. W sumie ten tak dokładnie sfilmowany w HD przypadek może być doskonałym przykładem na to, że odejść z chorego związku jest niesamowicie trudno (i dla sprawiedliwości - ta babka też jest dziwna i ma swoje jazdy).
I generalnie - niesamowicie się to ogląda - tu się laska chajta, niby największa miłość na świecie - małęństwo przetrwało 80 dni. Druga ślub - wielka miłość, sportowiec itd - parę lat potem musi się opiekować mężusiem bo przeszedł wylew w burdelu po naszprycowaniu jakimiś narkotykami.
Ojciec rodziny - jedyny w sumie w miarę rozsądnie myślący - po latach staje się matką bo zawsze marzył o byciu kobietą.
Miła mała dziewczynka po latach ma zoperowane chyba wszystko i przed skończoną 18 ma już chyba ze 3 domy na które sama sobie zarobiła.
Itd itd.
Oglądanie tych programów ze świadomością co się potem wydarzyło jest ciekawym doświadczeniem - oczywiście przy całej świadomości poziomu wykreowania tego programu pod publiczkę.