Mąż wpadł na pomysł by 2 razy w tygodniu chodzić na siłownię z synem siostry. Młody niemal pełnoletni, niezbyt rozgarnięty. Rodzice Młodego dawno temu się rozstali (ale jak najbardziej ma dobry kontakt z ojcem) i mój mąż wymyślił sobie (to jego teoria, nie moja), że Młody w związku z tym ma deficyty i że on mu tego ojca będzie w jakiejś częsci zastępować.
Drażni mnie to bardzo ponieważ gdyż ze mną właściwie czasu nie spędza - siedzi na d...ie przed komputerem cały wieczór (albo biega dla odmiany) i niby jest ale jakby go nie było. Ogólnie z wolnym czasem u nas baaaardzo krucho. No i wychodzi na to, że na wyjścia z tym dzieciakiem czas i ochotę ma, a żeby sensownie czas ze mną spędzić to już nie za bardzo. Żeby nie było mamy swoje dziecko

Powiedziałam mu dzisiaj wprost, że takie regularne wyjścia z Młodym nie podobają mi się. I co ematki, czepiam się czy się nie czepiam?