Ematki, pomocy, proszę.
Mam taką pracę, że multum czasu spędzam przed kompem, przy biurku, no ale w pewnym momencie następuje godzina w i trzeba ruszyć w teren obrobić część (jak ja nazwać..) polową

Praca w terenie to za każdym razem w kurzu, spiekocie, albo dla odmiany jak będzie teraz- na zimnie i w błocie po kolana.
Ubranko, butki mam, ale do czorta co jeść w pracy?
Czeka mnie 5-6 dni pracy terenowej po 8-10 godzin + 45-60 minut dojazd w każdą stronę.
Do dyspozycji będzie toi toi i barak-biuro- męska szatnia. Superancko, nie

Nie znoszę kanapek. O podgrzaniu czegokolwiek mogę zapomnieć, brak warunków. Co brać do jedzenia. W tym baraku-szatni-biurze może uda mi się przysiąść na monet, na 100% położyć rzeczy. Poza tym koniec atrakcji. Popierdzielanie po błotku do upojenia. Na samą pracę nie narzekam, lubię ją i sensowną kasę daje. Takie atrakcje błotkowe to co jakiś czas tylko, więc rozpaczy nie ma, ale jeść trzeba tym bardziej, że zimno

5-6 dni to niby nie dużo i gdyby to było lato, wiosna nie martwiłabym się, na owocach i sałatce bym przetrzymała. Ale pogoda jaka jest, każdy widzi.
Drobie bravo co z jedzeniem zrobić? Termos z herbatą wezmę (dlatego kilkanaście dni temu pytałam o sprawdzone termosy) ale co poza tym? Zacisnąć zęby i wytrwać na znienawidzonych kanapkach? A może doradzicie coś innego?
Jak wy byście to zorganizowały posiłkowo, co zabrały z domu na te w sumie 10-11 godzin?
Pomocy drogie bravo