Wlasnie jestem po kilkudniowej wizycie tesciow i jak zwykle nie obylo sie bez kilku zgrzytow w kwestii wychowywania naszych dzieci. Jest coraz lepiej, no ale zawsze jakis przytyk musi byc. Jednym z nich bylo czesanie naszej 7letniej corki. W soboty chodza do pl szkoly, wiec babcia ochoczo wziela sie za czesanie wlosow wnuczki, a ona jak to ona wlosow czesac nienawidzi, bez krzykow, stekania i uciekania z glowa sie nie obedzie, no gimnastyka jest. Babcia zaczyna-no ale tak nie mozna isc z takimi rozczochranymi wlosami, co powiedza kolezanki, ze masz taka brzydka fryzure, beda sie smiac itd itp. Corka potrafi sie obronic i mowi jej -one tak nie mowia! Dzis rano ta sama sytuacja, dala sobie zrobic warkocza tylko z jednej strony, drugi z soboty pozostal

Tesc dzis do mnie ze tak nie moze byc, jakby tak to w Pl bylo, to by ludzie na wsi mowili, ze rodzice dziecka nie potrafia wychowywac, ze pozwalaja chodzic w nieuczesanych wlosach, itd itp. Ja na to, ze mam w glebokim powazaniu co ludzie na wsi by powiedzieli, nie obchodzi mnie opinie postronnych ludzi, ktorzy oceniaja innych na podstawie wygladu, najwazniejsze ze mam dziecko szczesliwe, ktore nie toczy wojny z matka o czesanie wlosow (ja za dziecka z moja matka). Tesciowa sie nie odzywa, co znaczy, ze trzyma strone tescia, ktory mi odpowiada, ze tak nie powinnam mowic. Wiem, ze teraz beda gadac, ze pozwalam dziecku chodzic niechlujnie. Tak! Jak ja uczesze rano w poniedzialek, to potrafi do piatku chodzic w tej fryzurze. Czy macie jakies rady na takie teksty tesciow, zeby raz na zawsze dali mi spokoj i przestali gadac dziecku, ze ktos sie bedzie z niego smial, bo ma brzydka fryzure i nie tylko??!