Dodaj do ulubionych

a dzieci u ojca...?

29.10.17, 12:17
Może jestem trochę skrzywiona ale...
Gdyby mnie mój szanowny małżonek wymienił na nowszy model, to dałabym mu odejść bez problemu ale z dziećmi.
To ja wolałabym być tym wyluzowanym weekendowym rodzicem. I od alimentów również bym się nie migala.
On miałby zaraz pomoc swojej rodziny i zapewne swojej nowej kobiety.
Ja w analogicznej sytuacji nie miałabym na kogo liczyć. Tak jak pani z wątku obok musiałabym pracować na więcej niż etat by się utrzymać jakoś a dodatkowo resztę czasu poświęcać tylko dzieciom. Nie byłoby przestrzeni dla mnie, szansy na odpoczynek, na poznanie kogoś, na własne sprawy.
Czy nasze społeczeństwo jest w ogóle w stanie coś takiego zrozumieć, czy byłabym uznana za człowieka bez uczuć?
Ja mam stosunkowo małe dzieci, może gdy są starsze to jest jednak ciut łatwiej i można mieć mimo wszystko kawałek swojego życia?
Tak się tylko hipotetycznie zastanawiam bo jak sobie teraz miałabym wyobrazić, że zostaje z moimi dziećmi sama to wiem, że nie podałam.
Obserwuj wątek
    • ichi51e Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:20
      Moja przyjaciolka tak zrobila. Dzieki temu skonczyla studia. Poznala kolejnego faveta ktory zostal jej mezem maja dwojke dzieci.
      • sanrio Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:14
        a co z tymi dziećmi, które porzuciła?
        • jola-kotka Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:41
          Wychowywal je ojciec smile
        • mum2004 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 16:32
          Dlaczego porzuciła? To ojcowie po rozwodzie też porzucają dzieci jak zostaną z matką?
          • annajustyna Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 10:52
            Tak.
            • memphis90 Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 18:56
              To co- mają je przeciąć na pół, żeby każdy miał tyle samo dziecka?
        • araceli Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 16:45
          sanrio napisała:
          > a co z tymi dziećmi, które porzuciła?

          Drugi post i autorka wątku ma odpowiedź: dzieci zostają z matką - ok, dzieci zostają z ojcem - matka porzuciła dzieci.
          • jola-kotka Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 22:39
            Hehe
        • ichi51e Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 14:00
          No nic. Normalnie znaczy sie - dziecko spedza z nimi czas kiedy chce i moze (obecnie studiuje wiec wiadomo ze czasu ma mniej) Nie wiem czy porzucila nigdy tak na to nikt chyba nie patrzyl - miala 20+ maz mial dobra prace kandydatke na kolejna mame i opieke w postaci swojej rodziny. Ona byla sama bez wyksztalcenia z rodzina porozrzucana po swiecie. Z dzieckiem to by chyba w kartonie mieszkali
          • ichi51e Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 14:05
            Do tego dziecko mialo Aspergera.
    • juuuu7 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:21
      Myslisz, ze Twoj maz podjalby sie opieki nad dziecmi?
      • whitney85 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:24
        Tak, on wie, że miałby duże wsparcie u swoich rodziców.
    • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:23
      >to dałabym mu odejść bez problemu ale z dziećmi.
      To ja wolałabym być tym wyluzowanym weekendowym rodzicem.


      nie tesknilabys za dziecmi na codzien? Wystarczylyby ci tylko kontakty w weekend?

      >Czy nasze społeczeństwo jest w ogóle w stanie coś takiego zrozumieć, czy byłabym uznana za człowieka bez uczuć?

      tu w UK nie jest tak ze zawsze opieke sprawuje kobieta. Czesto jest to wlasnie ojciec. A czasami maja podzielona opieke na pol. Spoleczenstwo nie uwaza to za cos dziwnego.

      • whitney85 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:27
        Wiem, że w UK jest inaczej. U nas jednak wciąż panują przekonania, że matka jest, no nie wiem, biologicznie przystosowana do poświęcenia siebie dzieciom i chyba zabiera jej się prawo do zajmowania się sobą jeśli tylko ma to jakiś wpływ na wychowanie dzieci
        • kandyzowana3x Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:39
          Chyba nie do konca. Ostatnio wlasnie omawialam ten temat z angielskimi znajomymi w pracy. War to dodac , ze jestem jedyna cudzoziemka w biurze. Ogolny poglad byl taki, ze male dzieci z definicji w 98% przypadkach zostaja przy musza byc na prawde bardzo wazne powody by opieka zostala przyznana ojcu. O wysokosci alimentow nie wspomne, bo to smieszne sumy
          • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:50
            no ale ty mowisz o sytuacjach gdy jest spor. I tak, masz racje ze w UK w sytuacjach spornych matka o ile nie jest patolka czy psychicznie czy fizycznie powaznie chora to... wygrywa.

            Nie zawsze jednak jest ten spor. I wiele zwiazkow dogaduje sie w kwestii opieki bez czolgania po sadach czy agencji zajmujacej sie tu tym. I dlatego jest wiele opieki dzielonej a takze samotnych ojcow. To nie jest tak ze Angielki z marszu wszystkie tak pragna byc jedynymi opiekunamismile)) one sa wygodne czesto he he
      • quesuerte Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:29
        Ja wlasnie tesknilabym. My juz nawet sie umowilismy, ze "w razie czego" bedziemy sprawowac opieke naprzemienna, co tydzien zmiana. Zadne z nas nie byloby w stanie byc rodzicem weekendowym.
      • nowi-jka Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 12:53
        sporo fajnych momentów wynika przy okazji, bo zatrzymalismy si eprzypadkiem bo dzieci wieczorem zamiast isc spac miały fajny humor, bo zadały pytanie które sprowokowału super dyskusje.... nie da sie tego przezyc na 3,2,1 start. Od teraz przez 2 godziny, 2 dni przeżywamy fajne chwile i fajne rozmowy. Zwłaszcza u małych dzieci. tego si enie da sprowokować na rozkaz. Szkoda byłoby mi tego wszystkiego nie przezyc na poczet swietego spokoju
    • aka-tka Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:27
      Kochana, ja tez proponowałam chociażby opieke naprzemienna.
      Gdy mówiłam ze oddam mu dzieci to zaraz presja społeczna, jaka matka jestem, jakbym tak mogła.
      No mogłabym, ale i tak nie mogę bo komu oddam? Skoro ojciec nie weźmie? To robie co mogę żeby dzieci miały dobrze. Przecież nie wyrzucę
      • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:28
        mysle ze duzo zalezy od tego jaki jest ojciec. Jesli nie jest powaznie zaburzony to dobrze by dziecko widywalo jak najwiecej ojca. No ale musi chciec...
      • whitney85 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:31
        No jak tatuś nie chce to nie poradzisz, ja myślę że mój by wziął. Poza tym jakby nie wziął i się rzadko spotykał to i z czasem siła uczuć mogła opasc.
        Tak się w końcu często dzieje.
        Matka nie przestaje kochać nawet jak dzień w dzień z nimi się nie widzi.
    • tt-tka Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:27
      whitney85 napisała:

      > Może jestem trochę skrzywiona ale...
      > Gdyby mnie mój szanowny małżonek wymienił na nowszy model, to dałabym mu odejść
      > bez problemu ale z dziećmi.
      > To ja wolałabym być tym wyluzowanym weekendowym rodzicem.

      Tylko jeden szkopul - maz musialby sie na taki uklad zgodzic. Malo ktory chce.
      Rowniez nowa kobieta eksa niekoniecznie zgodzi sie na pelnoetatowe zajmowanie sie nie swoimi dziecmi.
      • leyre1 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:33
        No wlasnie, matka musi a ojciec moze chciec albo nie chciec
        • makurokurosek Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:43
          "No wlasnie, matka musi a ojciec moze chciec albo nie chciec"

          Matka też nie musi. Jeżeli ani ojciec ani matka nie mają ochoty na opiekę nad dzieckiem, dziecko trafia do domu dziecka. zdecydowanie wiele matek z tej opcji powinno skorzystać skupić się na szukaniu swojego szczęścia byle tylko nie wiązało się to z rodzeniem kolejnych dzieci.
          • ichi51e Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 17:35
            Nie. Przypadki ze rodzice oddaja sobie dziecko do dd bo nie maja sie ochoty zajmowac sa bardzo rzadkie. Przewaznie nie zajmuja sie maja w d ale nie oddadza bo kochaja.
            • ichi51e Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 17:36
              Do tego wtedy oboje placa alimenty
      • whitney85 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:35
        Podgatunek uncertain
        Naprzemienna opieka też jest ok ale trochę chaosu wprowadza i trzeba chyba mieszkać obok siebie.
        • little_fish Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:47
          No właśnie, trochę mnie to zastanowiło - ojciec MUSI się zgodzić. A matka nie musi? Oczywiście nigdy nie zrobilabym tego swoim dzieciom, ale ciekawe co sąd zrobiłby w wypadku, gdy matka na rozprawie powiedziałaby, ze zgadza się na rozwód, pod warunkiem że ojciec bierze dzieci. A ojciec na to, że on nie chce. A matka też nie chce.... Co wtedy? Dom dziecka?
          • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:53
            Musieli by się zrzec praw do dzieci chyba.
            Generalnie trzeba by te dzieci zostawić z ojcem a domu i odejśc. Wtedy "ktoś" się nimi zajmie, albo pomagając ojcu albo zabierając do siebie np (dziadkowie). Rozmawiałam ostatnio z miłym staruszkiem 70letnim, okazuje się że z żoną wychowują 5 letnią dziewczynkę. Syn ogólnie łotr i narkoman, związał się z dziewczyną którą sobie całkiem podporządkował, na zabawy i używki wyprzedali majątek jaki dostali, wyjechali za granicę, dziecko porzucili. Dziadkowie 4 lata walczyli w sądzie żeby dostać opiekę bo inaczej by dziecko poszło do rodziny zastępczej lub DD.
        • leyre1 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:53
          whitney85 napisała:

          > Podgatunek uncertain
          > Naprzemienna opieka też jest ok ale trochę chaosu wprowadza i trzeba chyba mies
          > zkać obok siebie.

          Wcale nie trzeba. W watku obok napisalam jak to dziala u mojej kolezanki. Mieszkaja w innych dzielnicach, nie jest to walking distance
          • whitney85 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:51
            Tak, dopiero odkryłam że się trochę powtórzyłam z wątkiem.
    • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:42
      Moja znajoma tak zamierzała, ale ojciec nie był zainteresowany. Chciał tylko przez dzieci ciągle mieć nad nią kontrolę. Po rozwodzie wziął dzieci do siebie 1 raz i po 2 godzinach wkurzony odwiózł jej z powrotem z pretensjami że je źle wychowała bo go nie słuchają! A poza tym on musi pracować więc nie ma czasu dziecmi się zajmowąć. (tak jakby ona nie musiała pracować).
      Więc wiedząc, że facet o te dzieci ani trochę nie zadba tylko by je wrzaskiem tresował i zostawiał przypadkowym osobom, nie miała za bardzo wyjścia i została z dziećmi.
    • zlababa35 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:42
      Myślę, że kalkulacji, o której piszesz, może dokonać jedynie osoba, która wie, że dzieciom będzie z ojcem lepiej. A co, jeśli wszystko obmyślisz, i wychodzi Ci, że będzie jednak gorzej?
    • jagienka75 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:44
      tak naprawdę, to mało ktory tatus tego chce.
      a jak juz znajdzie sobie kolejna kobiete, to ona niekoniecznie chce nianczyc dzieci pana z jego poprzedniego zwiazku.
      w koncu z nim chce byc. jego dzieci jej do szczesacia nie sa potrzebne.
      • jem.gluten.i.cukier Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:54
        Ja się cieszę, że pasierbowie sa z nami, a nie w trybie weekendowym.
        • miniulowa Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:06
          "Ja się cieszę, że pasierbowie sa z nami, a nie w trybie weekendowym. "

          Ja też. Mieliśmy system weekendowy przez chwilę i to była rzeźnia. Teraz jest zdecydowanie lepiej.
          • jagienka75 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:16
            no to obie jestesciwe wyjatkami od reguly. wiekszosc pan raczej nie ma zamiaru brać udziału w wychowywaniu cudzych dzieci, nie mówiąc już o dzieleniu się z nimi czymkolwiek.
            • jem.gluten.i.cukier Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 16:06
              Po prostu dużo łatwiej jest stworzyć relację z dziećmi, z którymi się mieszka i tworzy rodzinę niż z weekendowymi gośćmi.
            • miniulowa Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 20:56
              "no to obie jestesciwe wyjatkami od reguly. "
              Nieprawda. Znam wiele kobiet, które wolałyby mieć dzieci męża na stałe niż co dwa weekendy, a czasem kiedy mamusia łaskawie pozwoli.
              Wbrew pozorom łatwiej poukładać sobie wszystko kiedy dzieci są cały czas niż kiedy są od czasu do czasu i na krótko. Kiedy dzieci są cały czas, stajecie się rodziną, po prostu. Kiedy są rzadko, są obcymi ludźmi zaburzajacymi rytm życia, wprowadzającymi napięcie, chaos. Ciężko wtedy mieć dobre relacje, bo w sumie nie wiadomo jak się zachować. Najczęściej jest uprzejmy chłód i oczekiwanie na koniec wizyty, żeby wszystko wróciło do normy.
              Poza tym, jeśli dzieci są od przypadku do przypadku, ex jest stroną wiecznie obecną, jego/jej osoba jest czynnikiem destabilizujących. No, chyba, że facet ma wywalone na dzieci... Ale takiego człowieka omija się szerokim łukiem.
              • tt-tka Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 21:27
                miniulowa napisała:

                > Znam wiele kobiet, które wolałyby mieć dzieci męża na stałe niż co d
                > wa weekendy, a czasem kiedy mamusia łaskawie pozwoli.
                > Wbrew pozorom łatwiej poukładać sobie wszystko kiedy dzieci są cały czas niż ki
                > edy są od czasu do czasu i na krótko.

                Ale pani wiazaca sie z rozwiedzionym panem zwykle - najczesciej ! - nie chce ukladac sobie codziennosci z jego dziecmi z poprzedniego zwiazku. Nawet jesli ma jak najlepsze checi i zamiary i w pelni aprobuje fakt, ze pan znaczna czesc czasu spedza z dziecmi lub przeznacza na sprawy dzieci (zakup butow, odwozka na zimowisko itp) oraz radosnie gosci pasierbow, to nie znaczy, ze gotowa jest swoj czas i sily przeznaczyc na to samo i to w pelnym wymiarze. Zdarza sie oczywiscie, ale jednak nieczesto.
                • jem.gluten.i.cukier Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 21:56
                  Nie znam statystyk, ale wydaje mi się, że ułożenie codzienności jest zdecydowanie łatwiejsze niż goszczenie weekendowe. A już na pewno jest emocjonalnie łatwiejsze.
                  • tt-tka Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 22:12
                    Statystyk to i ja nie znam, nawet nie wiem, czy byly robione. Obserwacje wsrod znajomych to jeszcze nie dane, to tylko spostrzezenia smile
                    Ulozenie codziennosci jest o wiele bardziej czasochlonne i pracochlonne, a nie kazda (wsrod moich - malo ktora) sie na to pisze. One wiaza sie z panem majacym dzieci, a nie z panem i jego dziecmi - tzn zakladaja, ze dzieci pana obciaza (finansowo, czasowo, pracowo) pana, a nie ja. Czym innym jest ugoscic weekendowo, czym innym gotowac na co dzien. Prac, prasowac, sluchac ciagu pytan czy klotni, czy pretensji, troszczyc sie w chorobie itp.
                    Panie licza sie z wypadkami losowymi (matka dzieci umarta/w szpitalu, dluzszy wyjazd czy cus) ale zasadniczo wiaza sie z panem bywajacym u dzieci/przyprowadzajacym dzieci, a nie z dziecmi w ich wspolnym domostwie.
                    • jem.gluten.i.cukier Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 22:37
                      Z mojego punktu widzenia dużo bardziej czasochłonne i pracochłonne jest przyjmowanie gości na dwa weekendy w miesiącu wink Przy czym zakładam, że codzienność nie polega na tym, że macocha jest darmową nianią i gosposią tylko tworzymy rodzinę i wspólnie zajmujemy się takimi sprawami jak gotowanie, pranie, zakupy, pomoc w lekcjach, opieka przy chorobie, rozwiązywanie problemów itp. Co nie oznacza, że nie mam ochoty wystawić towarzystwa na balkon jak się kłócą nieraz smile
                      Ale wolę codzienność z "naszymi" dziećmi niż weekendy z cudzymi - bo takie weekendowe to w sumie cudze. Poza tym choć potrafią mnie oczywiście wkurzyć, to po dwóch tygodniach już tęsknię.
                      • tt-tka Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 22:46
                        jem.gluten.i.cukier napisał(a):
                        zakładam, że codzienność ni
                        > e polega na tym, że macocha jest darmową nianią i gosposią tylko tworzymy rodzi
                        > nę i wspólnie zajmujemy się takimi sprawami jak gotowanie, pranie, zakupy, pomo
                        > c w lekcjach, opieka przy chorobie, rozwiązywanie problemów itp.

                        Alez ja nie kwestionuje, ze i to sie zdarza. Tylko osobiscie w realu nie spotkalam. Te, ktore zwiazaly sie z dzieciatymi mezczyznami zdecydowanie wola (lub tak deklaruja) role weekendowej cioci niz obecnej na co dzien erzac-matki (to okreslenie jednej z nich, nie moje!).
                        • miniulowa Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 12:23
                          "Te, ktore zwiazaly sie z dzieciatymi mezczyznami zdecydowanie wola (lub tak deklaruja) role weekendowej cioci niz obecnej na co dzien erzac-matki "

                          A to już raczej wynika z tego, kim panie się czują i na jakiej podstawie.
                          Będąc weekendową nie byłam "ciocią", będąc codzienną nie jestem "erzacem matki".
                          No, ale ja mam normalnego męża, który potrafił wszystko ułożyć.
                      • miniulowa Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 12:28
                        Jem.gluten, podpisuję się pod każdym słowem 😀
                  • miniulowa Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 22:13
                    "Nie znam statystyk, ale wydaje mi się, że ułożenie codzienności jest zdecydowanie łatwiejsze niż goszczenie weekendowe."

                    Oczywiście, że tak i już napisałam dlaczego.
                    To jest logiczne.
                    Teorie o tym, "co nowe panie wolą" tworzone są przez osoby, które nie były w związku tego typu typu. Co ciekawe, takie treści głoszone są często przez osoby, które są głównymi opiekunami dzieci po rozwodzie.
                    • tt-tka Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 22:19
                      A nie, to nie ja smile, tzn nie jestem po rozwodzie, glownym opiekunem nieswoich dzieci bywalam krotkookresowo i niechetnie, a referuje, co panie wola opierajac sie na ich zwierzeniach czy rozmowach z nimi. Niczego nie tworze.
    • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:46
      Aha, znajoma wychowywała syna do wieku ok 12 lat, później przekazała go ojcu (inny kraj). Zrobiłąby to wcześniej ale ojciec niebardzo był chętny wcześniej, później założył rodzinę, miał stabilną sytuację, a ona postawiła sprawę jasno że też potrzebuje mieć czas na siebie i karierę więc nie ma zmiłuj syn przechodzi pod jego opiekę.
      • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 12:48
        ps. znajoma inna niż z poprzedniego wpisusmile
        • edelstein Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:20
          OJP 12lat mialo dziecko matke po czym je oddala do innego kraju,bo kariera.Straszne.Nie chcialabym takiej znajomej, ba nie chcialabym by wogole gdzies w moich kregach egzystowala.Obrzydliwe babsko
          • kropkacom Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:29
            Ojcowie mogą oddawać do woli?
            • edelstein Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:34
              Gdzies to napisalam? Ale odpowiem,nie nie moga, ale stanowczo mniejsza tragedia dla dziecka gdy jest male i ojciec/matka zniknie niz gdy po 12latach zostanie oddane.
              • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:39
                Ale jakie "oddane"? Dziecko miała przez lata ojca na odlegość ale zaangażowanego (ferie, wakacje, skype, odwiedziny u ojca z matką, dobre alimenty). Syn starszy- to zamiana i teraz na odległość będzie matka na podobnej zasadzie, z dzwonieniem, zainteresowaniem, odwiedzaniem. Nie każdemu synowi potrzebne trzymanie się tylko maminej spódnicy do 30tki.
                • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:01
                  I realnie - znajoma zyskała tyle czasu do dyspozycji, że od razu znalazła pracę w której zarabia 200% więcej niż zarabiała mając w domu dziecko do zaopiekowania. Ex w międzyczasie zadbał o swoje dochody, ona z nim nie jest więc nie może liczyć na jego zarobki, podpięcie się w przyszłości pod jego emeryturę, itd. A nie ma ochoty robić kariery przez podczepienie się pod pensję jakichś kolejnych facetów.
                  Realia są takie, że osoba bez dzieci w domu zawodowo może o wiele więcej. Nie każda matka się ogląda "mam dzieci to się nie wysilam bo się mną zajmą na starość" .
                  • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:04
                    A tu akurat podział - ja wychowuję jak mały i potrzebuje opieki domowej a ty jak rolę mężczyzny trzeba pokazać, akurat uważam za dobre rozwiązanie w przypadku dalekiego miejsca zamieszkania rodziców. Oczywiście za zgodą dziecka.
              • kropkacom Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:39
                Ale to oddanie to tylko słowo. Oddane rodzicowi zresztą, czy nie? Optymalna sytuacja dla dziecka/dzieci to pełna zgodna rodzina.
              • leyre1 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:40
                edelstein napisała:

                stanowczo mniejsza tragedia dla dziecka gdy jest male i ojciec/matka zniknie niz gdy po 12latach zostanie
                > oddane.

                Mniejsza tragedia?
                To dziecko zna ojca, jest przez niego kochane, jezdzilo tam na wakacje. Ojciec ma takie same prawa do dziecka jak matka, a dziecko tak samo potrzebuje matki jak i ojca. Z powodu okolicznosci matka wychowywala do 12-tego roku zycia, teraz ojca kolej zwlaszcza ze dorastajacy chlopak ojca potrzebuje.
                • edelstein Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:31
                  Moj wpis nie dotyczyl tej sytuacji
            • araceli Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:40
              kropkacom napisała:
              > Ojcowie mogą oddawać do woli?

              Ojciec jej dziecka akurat 'oddał' i to według niej jest ok wink
              • edelstein Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:32
                Pudlo.A teraz wskaz gdzie napisalam,ze oddanie przez ojca jest ok? Cytat.
                • araceli Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 16:24
                  edelstein napisała:
                  > Pudlo.

                  Sama pisałaś, że kazałaś się ojcu swojego dziecka usunąć z waszego życia i on na to poszedł. Alimenty to nie obecność.
                  • edelstein Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:11
                    Pudlo.Msmy staly kontakt😂
                    • asmarabis Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:20

                      Ojciec-widmo o którym nue słyszano nA forum i nawet z swoim dzieckiem nie został jak Edel musiała pojechać do na pogrzeb do polski ....
                      Dobrze sue wpisuje w aktualny temat Halloween ....
                    • bergamotka77 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:31
                      Może macie kontakt ale czy eks zajmuje się waszym dzieckiem regularnie?
                      • edelstein Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 23:12
                        Berga na serio myslisz,ze na forum gdzie panoszy sie asma bede opowiadac o moim zyciu prywatnym😂
                        • asmarabis Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 00:23
                          Czyli jak zwykle miałam racje.
                          Jestem geniuszem
          • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:31
            Znajoma jest dziwna, to fakt, a przede wszystkim już miała dość wychowywania i uznała że dorastający syn musi mieć męski wzorzec a nie mamusię na okrągło. Dlatego nikt nie załamuje rąk bo dziecku u ojca będzie tak samo dobrze albo lepiej, jego nową rodzinę zna, wakacje spędzał u ojca.
            • danaide Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:59
              Trochę nietypowe, ale przecież w wielu społecznościach chłopcami kobiety zajmowały się do ok. 7 roku życia, potem obowiązki przejmowali mężczyźni. Choć raczej nie wiązało się to z literalnym oddaniem dziecka ojcu, wspólnota nadal była razem. Tak się chowało mężczyzn.
    • escott Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:02
      Ja doskonale rozumiem. Widzę to jak normalny wybór, wszystkie trzy opcje do rozważenia, wszystkie realne, osobiście na pewno nie chciałabym zostać głównym rodziciem z tatą raz na dwa tygodnie i nie wyraziłabym zgody na taki układ, zawsze poraża mnie w takich dyskusjach procent głosów "nie zmusisz ojca do opieki"/"on by nie chciał" - dla mnie taki ojciec dzieci to byłaby upiorna sytuacja, w którą mogłabym się wpakować tylko na skutek jakiegoś zupełnie koszmarnego nieporozumienia, przypadku, błędu, nie wiem czego. Dużo gorzej rozumiem, dlaczego tyle kobiet tak ochoczo bierze na siebie 9/10 obowiązków rodzicielskich, często nawet uciekając się do manipulacji, byleby tylko mieć dzieci tylko dla siebie.
      • danaide Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:13
        W moim przypadku to było koszmarne nieporozumienie, przypadek, błąd, powiedzmy, że ja wiem co.
        Zostanie z dzieckiem stało się początkiem wyplątywania z całej serii koszmarnych nieporozumień, przypadków i błędów jakimi obarczone było całe moje życiewink
        • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:28
          W przypadku moich znajomych to też podobnie, 1 wpadka i presja rodziny na ślub facet od zawsze lekko świrowaty,
          2 negatywny skrypt rodzinny-ślepota na cechy faceta które powinny go przekreślać na starcie,
          Dobrą wzajemną opiekę po rozwodzie mają jedni, którzy pobrali się z miłości ale później facet dał się złowić innej pani w pracy i z nią zaciążył. Rozwód, odejście z domu, ale za jedno i drugie dziecko brał odpowiedzialność. Faktem jest też że ta koleżanka jest dla mnie przykładem wybitnie zgodnej osoby, która negocjuje do oporu, utrzymuje relacje i dużo rzeczy też akceptuje dając innym szanse.
      • bergamotka77 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:29
        A ja tego nie rozumiem. Nie po to chciałam mieć dzieci żeby się ich pozbywać w razie W. I wiem co mówię bo byłam słomiana wdowa sama z dziećmi przez kilka miesięcy nie raz gdy mąż pracował za granicą więc wiem jak wygląda potencjalnie samodzielna opieka nad nimi. Moja znajoma tak zrobiła tj. po rozwodzie dwie córki oddała eksowi i to byla fatalna decyzja. Córki traktuja ja jak znajoma a nie matkę, wpadają gdy mają interes, ona ma długi alimentacyjne, z ich ojcem walczy od 15 lat o podział domu a dziewczyny mają zwichrowana psychikę. Ona sobie zostawiła najmłodsze dziecko z innego taty. Generalnie wszyscy na tym ucierpieli i wszyscy pokaleczeni lacznie z jej bylym, którego tez znam od lat- wrak człowieka emocjonalny. Ona poznaje sobie nowych panów i jestem zajęta "układaniemukładaniem życia ". Starsza córka nie zdala matury czy tez jej nie dopuszczono, generalnie bagno sobie stworzyli i dzieciom po rozwodzie. A była to taka kochająca się para, ze trudno mi uwierzyć jak potoczyły się ich losy jako rodziny sad Nigdy bym tak nie zrobiła bo jestem b.związana z moimi dziećmi i one ze mna. Mam problem by się z nimi na 2 tygodnie rozstać w wakacje. Ja uważam, ze mama i jej obecność obok jest najważniejsza dla dzieci, chyba ze jest chora psychicznie (w tym na depresje na przykład ), ma nałogi albo brakuje jej instynktu bo chłód emocjonalny tez jest straszny. Rzadko który facet umie się zająć dziećmi zwłaszcza małymi tak jak matka, aczkolwiek tacy sa np. mój brat.
    • moni_kaw Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:12
      No jakie to nowoczesne i światowe, i w ogóle studia skoczyć to jest coś, sukces jakiś a nie tam dzieci wychowywać ; no cóż tak.sie właśnie kończy kiedy mentalne dzieci mają dzieci;
      • jem.gluten.i.cukier Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:53
        Przypuszczam, że o facecie, który spędza z dziećmi dwa weekendy i dodatkowo dwa popołudnia w tygodniu, a do tego solidnie płaci alimenty to byś zlego slowa nie powiedziała.
        • moni_kaw Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:02
          Mam prawo? Czy obowiązuje jedna jedyna wersja poprawnych poglądów?
          • jem.gluten.i.cukier Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:29
            Masz prawo uważać dowolne rzeczy, a ja mam prawo uważać, że jesteś durna.
            • moni_kaw Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:33
              Ale mnie mało obchodzi co ty na mój temat uważasz
          • cosmetic.wipes Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:48
            Masz pełne prawo być idiotką, tylko po co się tym chwalisz na forum publicznym?
            • moni_kaw Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:50
              Wyjdź z pieskiem, przewietrzysz się to będziesz spokojniejsza
              • cosmetic.wipes Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:39
                A ty przywiąż swojego niuniusia do kaloryfera, przynajmniej go nic oprócz pluskiew nie pogryzie big_grin
      • bi_scotti Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:30
        moni_kaw napisał(a):

        > No jakie to nowoczesne

        Nowoczesne? Dziecko zostajace po rozwodzie/rozsataniu rodzicow z ojcem to nowoczesne? You must be kidding! W deszczowe wieczory przypomnij sobie chocby "Anne Kernine" ... eh, tak to jest jak sie przesypia lekcej literatury i hostorii uncertain Life.
        • triss_merigold6 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:34
          Tam dziecko nie tyle zostało z ojcem, co matka uciekła z kochankiem i nie miała wstępu ani na salony, ani do domu Karenina. W dodatku chłopcu powiedziano, że matka zmarła.
          • bi_scotti Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 00:05
            A watek z Kareninem konwersujacym z jego divorce lawyer pamietasz? Kwestia "z kim bedzie dziecko/dzieci?" byla oczywista ze wzgledow socjalnych tudziez finansowo-prawnych. Verdana pewnie by wiedziala kiedy sie zmienila praktyka sadownicza z "ojciec by default" na "matka by default". Cheers.
            • tt-tka Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 00:43
              bi_scotti napisała:
              Verdana pewnie by wiedziala kiedy sie zmienila praktyka sadownicz
              > a z "ojciec by default" na "matka by default". Cheers.
              >

              Ja tez wiem smile
              W Rosji po rewolucji 1917 roku, a na przyklad we Francji po rewolcie roku 1968, konkretnie to chyba w 1972.
              Najpierw trzeba bylo zmienic prawo (ktore zyjacego ojca faworyzowalo jako glownego lub jedynego prawnego opiekuna), a dopiero potem, czesto z oporami, zmienialo sie orzecznictwo.
              • ichi51e Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 17:49
                Na calym swiecie dzieci byly wlasnoscia ojca - wyjatkiem sa spoleczenstwa matrirchalne (ile ich jest?) w Japonii chyba tylko byl/jest system rejestrow rodzinnych (i np bylo norma ze maz byl adoptowany przez rodzine zony po slubie) ale tamtejszy system w ogole jest specyficzny - np po rozwodzie dziecku zmienia sie nazwisko jesli zostaje z matka.
        • moni_kaw Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:49
          Że niby z woli matki dzieci zostały tam z ojcem? Może przez problemy językowe nie rozumiałas co czytasz
      • whitney85 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:57
        Nie robię sobie dzieci sama więc nie będę brać całej odpowiedzialności za nie sama.
        Ja na samodzielne macierzyństwo z góry bym się nie skazywala, chyba że zarabialabym wielokrotnie lepiej niż teraz i stać by mnie było na pomoc.
      • ichi51e Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 17:46
        Moze moga zgodnie oddac do adpocji? Jakie nowoczesne? Dzieci zawsze w wiekszosc kultur byly wlasnoscia ojca i jego rodziny.
    • edelstein Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:23
      Nigdy w zyciu nie oddalabym mojego syna,pomijam moja smierc i ciezka chorobe.Kochsm go nad zycie i eolslsbym zrec suchy chleb niz dziecko widywac weekendowo
      • moni_kaw Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:26
        Chyba zaraz piekło zamarznie ale musze się z Tobą zgodzić
        • ophelia78 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:31
          Ja rowniez.
          Po moim trupie. Doslownie.
      • asmarabis Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:58
        edelstein napisała:

        > Nigdy w zyciu nie oddalabym mojego syna,pomijam moja smierc i ciezka chorobe.Ko
        > chsm go nad zycie i eolslsbym zrec suchy chleb niz dziecko widywac weekendowo
        >

        Inna sprawa to pisanie sobie na forum a inna realne mozliwosci bycia rodzicem weekendowym ktorych nasza Edel nie ma chyba
      • jola-kotka Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:00
        A tutaj to mnie wzruszylas,twarda Edel pokazala druga twarz,ale ja zawsze wiedzialam,ze ty dobra dziewczyna jestes. Oczywiscie nigdy nie watpilam w twoja milosc do bliskich nie w tym sensie to pisze.
        • asmarabis Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:22
          A coz miala Edel napisac skoro ojca dziecka nie ma w jej zyciu???
          Ja nie rozumiem twojego wpisu
          • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:24
            Podświadomość? Boi się że ojciec się zjawi i zechce być w jakimś stopniu ojcem dla dziecka więc broni przed nawet wyobrażeniem tego.
            • edelstein Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:35
              No to sie dowiedzialam,ze ojciec mojego dziecka musi sie zjawic😂 pudlo, ojciec mojego dziecka jest obecny
              • asmarabis Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:40
                Nigdy w to nie uwierze, NIGDY PRZENIGDY nie pojawil sie w zadnym watku i wpisie od wielu wielu lat (no oprocz tych pradawnych wpisow o zrzucaniu go ze schodow czy tam jego kochanki itp)

                Skoro o kims nie pisze sie na forum ematka to znaczy ze nie istnieje- proste jak budowa cepa
                • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:10
                  no ale ona musi sie z wszystkie spowiadac?

                  Ja bardzo rzadko pisze o prywatnych szczegolach i tylko ogolnikowo. A to ze utrzymuje kontakty z bylymi facetami to po co o tym pisac?
                  • asmarabis Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:27
                    O ludzie ja tylko stwierdzam fakt
                    Kojarze akurat ze pisalas o swoim facecie kilka razy
                    Edel pisze w kolko tylko o oebecnym partnerze nawet zakladala o nim watki
                    Zwykle z bylymi i dziecmi sa jakies problemy no i musi byc duzo obecny sila rzeczy w jej zyciu wiec super temat zeby opisac nana forum a nawet jakby sie sielankowo ukladalo to Edel akurat lubi sie chwalic wiec tym bardziej by pisala
                    a tu milczenie jak grob

                    No chyba ze ja przeoczylam a wy regularznie widzicie takie wpisy, to sorry
          • jola-kotka Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:29
            Nie rozumiesz bo nie byl do ciebie,Edel zrozumie. I mnie nie interesuje czy ojciec dziecka jest czy go nie ma nie mam o tym pojecia ,nie moja sprawa. I nie ma to zwiazku z tym co napisalam.
            • asmarabis Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:33
              TO ty chyba nie zrozumialas jej wpisu, skoro jest podyktowany jesj osobista sytyacja to dlaczego wyciagac takie daleko idace wnioski
              • jola-kotka Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 20:43
                Ja zrozumialam gorace wyznanie milosci matki do dziecka ,tylko tyle wiecej tam nie ma,reszta to wasze domysly.
      • bi_scotti Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:40
        edelstein napisała:

        > Nigdy w zyciu nie oddalabym mojego syna,pomijam moja smierc i ciezka chorobe.Ko
        > chsm go nad zycie i eolslsbym zrec suchy chleb niz dziecko widywac weekendowo

        Edel, z calym szacunkiem ale milosc do dziecka to m.in. uczciwe, jak najbardziej neutralne przeanalizowanie co dla tego dziecka jest faktycznie najlepszym rozwiazaniem. The best interest of the child! Znakomita wiekszosc kobiet, niestety (!!!) stawia znak rownosci pomiedzy dobrem dziecka a ich opieka nad tym dzieckiem jak rowniez ich wlasnym "kochaniem tego dziecka ponad zycie". To nie o to chodzi zeby kochac ponad zycie tylko o to zeby zaoferowac dziecku jak najlepsze zycie po rozstaniu rodzicow. A do takiej analizy potrzebne jest uczciwe wypunktowanie plusow i minusow kazdej decyzji. Kazda rodzina jest inna, sytuacje sie zmieniaja. Nie mozna zakladac a priori, ze dla Twojego syna, Twojego ukochanego dziecka (!!!) najlepszym rozwiazaniem zawsze (!!!) byloby pozostanie z Toba. Dla Ciebie pewnie tak, bo Ty sobie nie wyobrazasz zycia bez swojego syna. Ale jesli ta milosc naprawde jest tak silna to musi tez byc uczciwa i gotowa na uczciwa decyzje in the best interest of the child. Nawet jesli ow best interest mialby znaczyc pozostanie dziecka z ojcem. Life.
        • miniulowa Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 20:34
          Bi_scotti, masz 200% racji.
          Czasem z miłości do dziecka trzeba podjąć trudną i bolesną dla siebie decyzję.
          Jak dla mnie stwierdzenie "ja bym nigdy, bo JA bym umarła" nie jest miłością do dziecka, ale do siebie samej, nie jest dbałością o dziecko i jego dobro, ale o siebie i własne dobro.
          • edelstein Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 23:14
            No coz,kiepska to milosc jak sie oddaje z powodu kariery.No ale takie szmaty istnialy i beda istniec.
            • asmarabis Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 00:25
              Ale jak facet zostawi dziecko tak jak w twoim przypadku to nie jest szmata ????
              Zasada jakby nue europejska ale z Indii albo maroka
            • jola-kotka Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 08:09
              Oddaje sie edel do domu dziecka a ojciec tez rodzic,nazywanie takich kobiet szmatami jest szkodliwe spolecznie, propaguje juz i tak wpojona opinie kobietom,ze jak to ona jest matka odwiedzajaco a nie tatus jest zla,okropna bez serca a tak wcale czesto nie jest.
              • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 08:40
                > bez serca a tak wcale czesto nie jest.

                bo jest kochajaca i dbajaca, ze dzieciak wyladowal w domu dziecka?

                nie pojmuje twojej logiki
              • edelstein Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 09:23
                Zarowno facet jak i kobieta zostawiajaca wlasne dziecko dla kariery jest dla mnie szmata.
                • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 09:27
                  oczywiscie. Poza tym chodzenie do pracy jak najbardziej da sie pogodzic z macierzynstwem/"tacierzynstwem". Dziecko tez musi chodzic do szkoly i na zajecia sportowe.
        • edelstein Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 13:55
          Dla mojego syna zawsze jest najlepiej byc ze mna.No, ale ja jestem dobra matka.Ty zdaje sie wielokrotnie dzieci zostawialas mezowi,czyz nie?
          • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 16:05
            kto znowu? <wytrzeszcz>
      • aaa-aaa-pl Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 16:40
        Ja też.Umarłabym z tęsknoty.Dla mnie to nie byłoby życie, tylko wegetacja.
      • paniusia.aniusia Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 20:25
        Zgadzam się absolutnie. Nie wyobrażam sobie siebie jako rodzica "2 godziny co drugi tydzień i miesiąc wakacji ".
      • ichi51e Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 20:09
        Nigdy nie uwazalam dziecka ze dziecko jest moje mimo ze dziecku zdecydowanie jestem osoba najblizsza i na razie oddzielenie go ode mnie byloby trauma. Do dziecka prawa zawsze mielismy oboje i tym bym sie w dalszej sytuacji kierowala. Zycie rozne sytuacje pisze czasem nie ma wyjscia (chocby czasowego) najwazniejsze sie dogadac.
    • leni6 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:37
      Absolutnie bym dobrowolnie dzieci nie oddała, chociaż wiem że byłoby bardzo ciężko i czasu na wlasne sprawy nie miałabym wcale. Na wsparcie teściów myślę że mogłabym liczyć nawet po rozwodzie.
    • jem.gluten.i.cukier Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:52
      Nie wyobrażam sobie, że mogłabym być rodzicem weekendowym, nie wystarczałoby mi to. Nie wyobrażam sobie też, że moja córka miałaby mieć weekendowego ojca, zresztą on tez takim ojcem nigdy nie chciał być. Wiem, że w razie rozstania robilibyśmy wszystko, żebyśmy oboje byli maksymalnie zaangażowani. Reszta to byłyby szczegóły do ustalenia wynikające z tego, jaką kto ma sytuację z pracą itp.
      • mama.nygusa Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:01
        Znam.matka zostawila 2 corki w wieku przedskolnym, tata je wychowuje poki co z rodzicami, ma duze wsparcie swojej matki.
        Matce dziewczynek znudzilo sie zycie na wsi, bez duzych sklepow itp.wrocila tak skad pochodzila do duzego miasta.Nie wiem czy je odwiedza.
        • leyre1 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:12
          A skad wiesz ze jej sie zycie na wsi znudzilo?
          Takie komentarze to wlasnie to spoleczne potepianie kobiety bo smiala zostawic dzieci z ojcem
          • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:22
            Właśnie. Może mąż rączkami się zamachiwał na żonę a teściowie jego stronę brali? A sama goła i wesoła nie miała gdzie i do czego dzieci zabrać więc odeszła bez nich, bo zamachiwał się na nią a na dzieci nie? Nikt nie siedzi ludziom pod łóżkiem by wiedzieć jakie były prawdziwe powody.

            • makurokurosek Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:43
              To trzeba być zwykłą..... aby dzieci z przemocowcem zostawiać
              • simply_z Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 23:57
                i jeszcze wierzyć w to, że na nie się nie zamachiwał..
    • makurokurosek Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 13:58
      Przy rozważaniach o opiece nad dziećmi po rozwodzie warto zastanowić się nad powodami powiększenia rodziny, zazwyczaj są dwa wpadka lub ciśnienie kobiety na powiększenie rodziny. O ile w tym pierwszym przypadku rozumiem, że nie zawsze kobieta odnajduje się w roli matki i nie zawsze powstaje więź dziecko-matka, o tyle w tym drugim przypadku traktowanie dziecka jako balastu przeszkadzającemu w drodze do szczęścia jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe.

      "Czy nasze społeczeństwo jest w ogóle w stanie coś takiego zrozumieć, czy byłabym uznana za człowieka bez uczuć?"
      W swoim życiu spotkałam wystarczająco dużo ludzi, zarówno kobiet jak i mężczyzn, którzy nigdy rodzicami nie powinni zostać. Czy są bez uczuć ? Raczej nie, raczej po prostu niedojrzali do tego aby zrozumieć i zaakceptować inny rodzaj miłości w którym to nie oni i ich potrzeby są na pierwszym miejscu, żyjący wizją szczęścia które nie istnieje.
      Wystarczy spojrzeć na forum jak wiele kobiet kojarzy szczęście i spełnienie z mężczyzną. Nawet w tym wątku zakładasz, że kobieta po rozwodzie będzie szczęśliwa tylko wtedy gdy będzie miała czas na znalezienie kolejnego faceta.
      • leni6 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:06
        W większości znanych mi przypadków dzieci urodzonych w małżeństwie to mężczyzna deklarował wieksza chęć posiadania dzieci.
        • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:18
          A tak, też wielokrotnie się z tym spotkałam (zwierzenia znajomych). Wielu panów ma parcie na dziecko albo i kilkoro dzieci, co wcale nie znaczy, że po urodzeniu mają także parcie na zajmowanie się dzieckiem. Raczej lubią zasiać i patrzeć jak im to dobro rośnie, taki kogut w stadku, tylko że do codziennego upierdliwego plewienia grządek już chęci brak i chętnie to scedują na kogoś innegowink.

          Już nie wspominam o takich kwiatkach, jak małżeństwo w kryzysie okołorozwodowym a mąż na rozwiązanie ich problemów proponujący zrobić czwarte dziecko wink , niewątpliwie by do rozwodu nie doszło wtedy, bo kobieta by się zagrzebała w domu w pieluchach w sytuacji zależności od finansów męża. Dziecko to dla niektórych skuteczny model by upupić żonę (lub kobieta męża też w ten sposób) której się w związku nie podoba.
          • makurokurosek Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:29
            "A tak, też wielokrotnie się z tym spotkałam (zwierzenia znajomych). Wielu panów ma parcie na dziecko albo i kilkoro dzieci, co wcale nie znaczy, że po urodzeniu mają także parcie na zajmowanie się dzieckiem"

            Nawet jeżeli parcie miał pan, to pani świadomie na dziecko się zdecydowała, traktowanie go później jak niechciany balast który stoi na drodze do szczęścia świadczy o niedojrzałości pani, która sama nie wie czego chce a swoje szczecie uzależnia od mężczyzny
            • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:15
              Ale co ty wymyślasz? Mówię, że spotkałam się kilkakrotnie z tym, że mąż bardziej chciał dziecka niż żona. Tylko później to żona musiała codzienną opiekę podjąć i jako matka z roli się wywiązuje a pan się okazał lewy i niewydolny jako ojciec.
              • makurokurosek Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:21
                Wcześniej zapewne pan nie był leniwy i w obowiązkach domowych brał udział.
                • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:47
                  A to nie wiesz, że dzieci to dużo więcej intensywnych obowiązków? A nie tylko wyjęcie 2 talerzy ze zmywarki?
                  • makurokurosek Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 18:24
                    Nie wiedziałam , że wspólne mieszkanie to wyjęcie dwóch talerzyków . Jak ktoś strzela sobie dziecko na początku związku , to nic dziwnego , że później jest zaskoczony lenistwem partnera . I wybacz ale do poznania lenistwa , niechlujstwa czy pedantyzmu nie trzeba długich lat
                    • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 18:28
                      Nie ogarniasz prostej rzeczy, że nie trzeba być leniem, niechlujem, ani pedantem by nie mieć ochoty na zajmowani się dzień w dzień masą dodatkowych upierdliwych drobiazgów potrzebnych przy marudzących małych dzieciach i np pracę uczynić zasłoną i wymówką by zostawić to komu innemu na głowie.
                      • makurokurosek Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 23:25
                        Nie ogarniasz prostej rzeczy, że dziecko to nie tobołek który odstawiasz do szafy gdy jest ci niepotrzebny. Jeszcze raz napiszę rozumiem, że kobieta która zaliczyła wpadkę może nie czuć więzi z dzieckiem, ale kobieta która całkowicie świadomie zdecydowała się na potomstwo, a później traktuje dziecko jak balast który jej przeszkadza w poszukiwaniu szczęścia jest zwyczajnie nieodpowiedzialną i niedojrzałą osobą pozbawioną choćby minimum uczuć. Tak egoistka udająca księżniczkę, która bez faceta a właściwie służby, nie jest w stanie się spełnić. I nie ma wytłumaczenia, że facet bardziej naciskał na dziecko, kobieta nie jest głupią cizią, że nie wie z czym się wiąże macierzyństwo, i wypraszam sobie sprowadzanie wszystkich kobiet do roli tępej strzały która jak widzi c...ja to jej rozum odbiera. To, że ty masz problem z samooceną i potrzebujesz do tego faceta dla którego nawet mimo braku instynktu macierzyńskiego zaciążysz byle go tylko zatrzymać nie oznacza, że to jest norma.
                        • bergamotka77 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 23:48
                          Zgadzam się. Dla mnie matka przerzucajaca dzieci jak zbędny mebel do ojca tylko po by szukać nowego chłopa czy robić karierę jest bezwartosciowa i nie mam dla niej szacunku. Jako facet nie zwiazalabym się z taka wywloka. Moje dzieci to część mnie i jeśli zostałabym z nimi sama każdy facet musiałby mieć to na uwadze.
                • danaide Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:53
                  Wcześniej to pryszcz. Nie ma dziecka, każde żyje na swoim, razem pomieszkują, Ty trochę ogarniasz, on trochę pogotuje, wszystko pięknie się kula. A tu po porodzie dziecka pan szczelafoha, boś wylazła z wanny i jej nie wypłukała, a Ty co prawda wylazłaś z wanny, ale łazienkę opuściłaś w podskokach, bo dziecko płakało, a nie żeby zwolnić ją panu, zresztą nawet gdyby to co? A to tylko początek litanii problemów mieszkaniowych...

                  Z mojego (post factum) doświadczenia wynika, że z małorobotnymi dzieci lepiej nie mieć.

                  • makurokurosek Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 23:30
                    Podejście do związku rodem z filmów dla nastolatków. Cóż , zawsze uważałam że małżeństwo , a już tym bardziej rodzicielstwo nie jest przeznaczone dla małolatów próbujących bawić się w dorosłość.
          • 89mumin Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 18:29
            Uff, bo już myślałam, że tylko ja dziwnych mężczyzn z parciem na rozmnażanie spotykam...
      • jem.gluten.i.cukier Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:28
        Może to kwestia środowiska. W moim dzieci to raczej decyzja pary niż wpadka.
      • hermenegilda_zenia Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:48
        Wiesz makurokurosek znam akurat pare, gdzie to pan cisnął na powiększenie rodziny i urabiał żonę pare lat , a jak wreszcie urobił to był "zdziwiony" ze małe dziecko jest takie wymagające i wyczerpujące fizycznie, wiec to na nią spadło gros obowiązków związanych z faktem, ze dziecko już było na świecie. Wiec ta twoja teoria to pudło
        • makurokurosek Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 16:10
          Chcesz powiedzieć , że pani była równie głupia i ślepa że nie wiedziała z czym się wiąże macierzyństwo?
          • olikol Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:17
            Że nie wiedziała że wiąże się z byciem matką i ojcem dla dziecka? Bo tatuś swoją rolę ograniczył do zapłodnienia?
            • makurokurosek Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:23
              raczej, że dziecko to nie tobołek który można schować do szafy gdy jest niepotrzebny. Zawsze rozbraja mnie tłumaczenie, nieodpowiedzialności i niedojrzałości , niedojrzałością partnera. Pan był głupi ale i pani mądrością nie grzeszy skoro jako dojrzała osoba nie wie, że dziecko to odpowiedzialność
      • whitney85 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 16:13
        Ej nie że od razu kolejnego faceta ale przestrzeń dla siebie. Dzieci mam, kocham, mam też świadomość, że wychowuje je dla świata. Kiedyś odejdą z domu by żyć swoim życiem. Nie uważam, że muszę poświęcić im 100% siebie. W końcu co, moje życie się nie liczy bo zostałam matką?
        • makurokurosek Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 16:56
          Po pierwsze dzieci wymagają stałej opieki przez pierwsze kilka lat , z każdym rokiem stają się coraz bardziej samodzielne . Obydwie jednak wiemy , że tobie nie chodzi o czas na przeczytanie książki czy wyskok na fitnes , czas dla siebie czyli bez zobowiązań , ale dzieci to zobowiązania i warto to uwzględnić decydując się .
      • joaaa83 Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 09:45
        Przy rozważaniach o opiece nad dziećmi po rozwodzie warto zastanowić się nad powodami powiększenia rodziny, zazwyczaj są dwa wpadka lub ciśnienie kobiety na powiększenie rodziny. - ALE BZDURA.
        Swoich własnych doświadczeń nie przekładaj na ogół społeczeństwa. Z moich obserwacji otoczenia powiedziałabym, że jest dokładnie odwrotnie - to facetom spieszy się do dzieci lub chcą kolejne.
        • makurokurosek Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 10:07
          Jakoś nie zauważyłam u facetów 30+ parcia na dziecko, za to prawie wszystkie kobiety które znam/znałam w tym wieku parcie miały/mają.
          Kobieta która decyduje się na dziecko bo mąż chce, jest zwyczajnie głupia, nieodpowiedzialna i niezdolna do miłości skoro dziecko traktuje tak przedmiotowo.
          • jem.gluten.i.cukier Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 10:29
            Podobnie jak facet decydujący się, bo kobieta chce.
          • bergamotka77 Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 12:30
            makurokurosek napisała:

            > Jakoś nie zauważyłam u facetów 30+ parcia na dziecko, za to prawie wszystkie ko
            > biety które znam/znałam w tym wieku parcie miały/mają.
            > Kobieta która decyduje się na dziecko bo mąż chce, jest zwyczajnie głupia, nieo
            > dpowiedzialna i niezdolna do miłości skoro dziecko traktuje tak przedmiotowo.

            Zgadzam się. Dziecko powinno się chcieć mieć samej bez względu na presję społeczną /partnera /rodziny. Nigdy nie lubiłam zwrotu "urodziła MU dziecko ". Dziecko/-ci spełniło moja potrzebę również i urodzilam je bo chciałam i sprawiły mi największą radość na świecie, choć nie zawsze było łatwo. Ale byłam tego świadoma, że dziecko to nie zabawka i w razie czego oddam mężowi na wychowanie jak deklarują niektóre kobiety tutaj. Moim zdaniem to nieodpowiedzialność i nieliczenie się z uczuciami tych małych ludzi. I zaznaczam, ze byłam młodą matką więc jak widać wiek z dojrzałościa do macierzyństwa nie zawsze ma wiele wspólnego.
    • sasanka4321 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 14:05
      Coz, ja to wlasnie obserwuje u mojego ciotecznego brata. Pani zona odmowila oddania dziecka ojcu pod opieke - po jej trupie. Odmowila opieki naprzemiennej - po jej trupie. Opcja dziecko u ojca przez dwa weekend w miesiacu tez jej nie odpowiada, bo nie zgadza sie, zeby dziecko nocowalo u ojca. A sama sie opiekowac nie daje rady. Rodziny nie ma tutaj w ogole. Przyjaciol tez wlasciwie nie ma. Zyczylaby sobie, zeby ojciec dziecka zostal jej babysitterem na najblizszych kilkanascie lat, i pomoca domowa. Ma jej i dziecku wniesc ciezkie zakupy na trzecie pietro co tydzien. Pomalowac sciany. Zreperowac komputer. Przyjezdzac zaopiekowac sie dzieckiem, kiedy ona zadzwoni i sobie tego zazyczy, bo chce wyjsc do fryzjera, do kolezanki, do lekarza, odpoczac, wyspac sie, whatever... No tak sie nie da. W kazdym razie ja nie wierze, ze sie da. I nawet nie wierze, ze taki uklad dla dziecka bylby dobry i zdrowy. Coz, poobserwuje...
      • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:49
        >A sama sie opiekowac nie daje rady.

        a jak to sie objawia? a moze raczej to typowa meska interpretacja faktow by sobie costam zracjonalizowac?

        >Opcja dziecko u ojca przez dwa weekend w miesiacu tez jej nie odpowiada, bo nie zgadza sie, zeby dziecko nocowalo u ojca

        jesli jest male to ZUPELNIE sie nie dziwie.

        >Ma jej i dziecku wniesc ciezkie zakupy na trzecie pietro co tydzien. Pomalowac sciany. Zreperowac komputer. Przyjezdzac zaopiekowac sie dzieckiem, kiedy ona zadzwoni i sobie tego zazyczy, bo chce wyjsc do fryzjera, do kolezanki, do lekarza, odpoczac, wyspac sie, whatever... No tak sie nie da

        Bo?
        czemu sie nie da? Da sie jak najbardziej. I znam 1001 takich przypadkow. Kwestia jakie ow brat cioteczny ma nastawienie. Czy przyjacielskie czy jest to typ wrednego dziada ktory nie chce w niczym pomoc i nie chce by dziecko mialo jakies pozytywne rozumienie jak rodzice funkcjonuja.
        To on chce stawiac szlaban i mocna linie.

        > I nawet nie wierze, ze taki uklad dla dziecka bylby dobry i zdrowy.

        niezdrowe bo tata cos zreperuje u mamy. ha ha... Ze co prosze?? Moj byly" tesc" od 40 lat costam czasem reperuje u mojej bylej "tesciowej" i jakos z tego powodu dzieci nie zachorowaly.
        • miniulowa Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 20:45
          "Bo?
          czemu sie nie da?"

          Bo nie po to się człowiek rozwodzi żeby być na pierdnięcie ex (obojętnie męża czy żony).
          Ty zapieprzałabyś do exa zrobić mu pranie, posprzątać, ugotować, cokolwiek? Jakoś nie sądzę.
          Baba robi sobie z dziecka narzędzie do trzymania exa na smyczy. Wiem, że to częste. Ex mojego męża też próbowała. Odbiła się od ściany, bo żaden normalny człowiek nie pozwoli się tak traktować.
          • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 08:49
            da sie tylko trzeba nie zionac nienawiscia. I nie chodzi o "zapieprzanie" ale pomoc w domu w ktorym mieszka dziecko. Nie wspominajac ze ex nie musi byc wrogiem nr 1 ale moze byc przyjacielem i "czescia rodziny". Naprawde to jest mozliwe co obserwuje na codzien.

            >opoki kobiety beda myslaly o wlasnych dzieciach w kategoriach opcji "do dania/do oddania", beda mialy wokol siebie mezczyzn, ktorzy "brac dawanych dzieci" moga nie chciec.

            Gdyby tam mieszkalo moje dziecko to z pewnoscia bylabym bardzo zaangazowana. Moze nie by myc naczynia czy pranie bo od tego jest pralka ale bylam z moim ex w szpitalu i korona z glowy mi nie spadla.
            • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 08:52
              >Baba robi sobie z dziecka narzędzie do trzymania exa na smyczy. Wiem, że to częste. Ex mojego męża też próbowała. Odbiła się od ściany, bo żaden normalny człowiek nie pozwoli się tak traktować.

              piszesz tak jakby traktowany byl podle i z gory. Pomoc w wierceniu wkretu w sciane w pokoju dziecka nie jest zadna ujma na honorze. Ale ja zdaje sobie sprawe, ze nowe zony sa bardzo zaborcze i najchetniej by ojciec jak najmniej bywal u dziecka i jak najmniej mial kontakt z ex. Wszystko oparte o nienawisc zazdrosc i zaborczosc i brak wyobrazenia ze moze byc inaczej.
              • leyre1 Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 09:30
                Wychowywanie czy raczej wspolwychowywanis dziecka z ex to jedno a pomoc ex to co innego. Wszystko zalezy od konkretnych sytuacji, jednak oczekiwania ze po rozstaniu bedzie jak przed i ex bedzie dostepny na kazde zawolanie o kazdej porze jest przesada. O Ile pokoj dziecka moze pomalowac to sypialnie mamy niekoniecznie itp.
                • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 12:56
                  >po rozstaniu bedzie jak przed i ex bedzie dostepny na kazde zawolanie o kazdej porze jest przesada.

                  nikt nie mowi o zrobieniu z exa jakiegos swojego budowlanca na etacie bo to by bylo beszczelne wykorzystywanie. Chodzi o drobna pomoc od czasu do czasu. Sporadyczna i glownie zwiazana z czyms dla dziecka. Uwazam za chore ze mozna sie zwrocic do sasiada czy kolegi o pomoc a z ex ma sie uklady takie , ze nie wbije gwozdzia.
                  • annajustyna Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 13:04
                    Znam pare, ze eks-zona dokladnie tak mysli i robi.
              • miniulowa Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 12:33
                Oddziel, z łaski swojej, dziecko od matki. Ojciec ma obowiązek zajmować się DZIECKIEM a nie jego mamusią. Mamusia jest dorosła i sama może sobie zakupy nosić, a do pomalowania SWOJEGO pokoju wynająć kogoś.
                • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 12:53
                  miniulowa, nigdzie nie pisalam o malowaniu sypialni mamy czy w ogole o czyms tak zaawansowanym jak malowanie. Ale wbicie wkreta by powiesic obrazek w pokoju dziecka czy pomoc w naglym wypadku czyli np woda sie leje czy cos, to moze. Przyjaciel pomoze, sasiad pomoze, dlaczego ojciec dziecka mialby nie pomoc.

                  Bylam w zwiazku z rozwiedzionym facetem. Wykopywalam go wrecz z domu by widywal sie z dziecmi i urzadzalam karczemna awanture jak nie chcial pomagac w drobnych sprawach ich matce ( ktora zostawil zreszta na dlugo zanim go poznalam i wiele mi naklamal co czas pozniej pokazal), skoro i tak musial odbierac z jej domu dzieci. Zreszta bylam u niej pare razy z nim potem i calkiem dobrze sie dogadywalysmy. Da sie. Trzeba nie byc zazdrosnica po prostu i umiec sie dzielic.
      • cauliflowerpl Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 15:56
        Ja u znajomej. Póki co jest opieka naprzemienna, tydzień tu, tydzień tam. Żeby matka podczas przypadających jej tygodni mogła pracować, do opieki nad dziećmi sprowadziła babcię, bo z pracy wychodzi zbyt późno, żeby dzieci odebrać ze szkoły a na nianię jej nie stać.
        Ale uparcie będzie walczyć o wyłączną opiekę, łudząc się, że alimenty płacone przez ojca sprawią, że dzień się wydłuży do 48 godzin.
        • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 16:08
          a ojciec nie pracuje czy jak ze dzieci ze szkoly o wlasciwej godzinie odbiera?
          • cauliflowerpl Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 08:04
            Ojciec ma dwoje rodzicow emerytow mieszkajacych dwa bloki dalej. Niestety dziewczyna nie moze liczyc na ich pomoc bo miedzy malzonkami jest solidny konflikt.
            • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 08:42
              czyli ojciec tez sam nie odbiera. Jesli ktos odbieranie przez dziadkow zalicza do " nie radzenia sobie" ( bo tak wynika z twojego poprzedniego wpisu, to i on sobie " nie radzi".
              Mysle ze tam ten konflikt jest glowna przyczyna problemow bo ludzie naprawde moga wspolpracowac.
              • cauliflowerpl Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 09:40
                No wlasnie o tym pisze. Problem w tym, ze ona chce opieke wylaczna. Z ojcem w weekendy i alimentami, a nie wspolpraca.
                • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 10:00
                  dzielenie sie opieka nie bedzie dzialac zbyt dobrze jesli nie zaczna miec w miare przyjaznych kontaktow
                  • leyre1 Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 10:06
                    Nie musza sie przyjaznic, musza chciec wspolpracowac a ona traktuje dziecko jak swoja wlasnosc. Ojciec jednak zawsze moze wniesc do sadu o poszerzenie jego udzialu.
                    • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 10:27
                      >musza chciec wspolpracowac

                      to nazywam " w miare przyjaznymi kontaktami".
                      • leyre1 Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 10:35
                        princesswhitewolf napisała:

                        > >musza chciec wspolpracowac
                        >
                        > to nazywam " w miare przyjaznymi kontaktami".

                        No chyba ze tak
                  • cauliflowerpl Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 10:12
                    Piszesz rzeczy oczywiste.
                    • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 10:51
                      daj mi pofrazesowac no...
    • koronka2012 Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 17:07
      whitney85 napisała:


      > Czy nasze społeczeństwo jest w ogóle w stanie coś takiego zrozumieć, czy byłaby
      > m uznana za człowieka bez uczuć?

      Dokładnie tak by to wyglądało w praktyce. Znam układ, gdzie dzieci formalnie zostały z ojcem, bo u nas dzieci formalnie mogą mieć tylko jedno miejsce zamieszkania, i choć w praktyce chodziło o opiekę naprzemienną, to tego typu setup był fatalnie postrzegany - w szczególności w sądzie przy okazji ustaleń dotyczących alimentów.
    • kota_marcowa Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 20:52
      Ja pracuję więcej i zarabiam więcej. Utrzymałabym siebie i dziecko bez problemu, ale żeby funkcjonować musiałabym zatrudnić nianię, a to dodatkowe koszty, z alimentami starczyłoby nam na wszystko.
      Opcja ekonomiczniejsza byłaby mąż zostaje z dzieckiem ( ma stałe godziny pracy i żłobek wystarczy, a dodatkowo jest jego rodzina do opieki) a ja płacę alimenty, ale to opcja wykluczona, nie byłabym w stanie rozstać się z synkiem. Kocham go nad życie i nie potrafiłabym go porzucić. Ewentualnie mogłaby wejść w życie opieka naprzemienna, na to mogłabym się zgodzić.
      • kota_marcowa Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 21:03
        Dodam jeszcze, mój mąż jest matką doskonałą, syna kocha nad życie i zajmuje się nim od urodzenia nie gorzej, o ile nawet nie lepiej niż ja, a mimo to, na stałe bym dziecka nie oddała. Chyba najbardziej optymalna by była opieka naprzemienna.
        • jagodka_mare Re: a dzieci u ojca...? 29.10.17, 22:59
          Myślę że w moim przypadku najlepsza opcja byłaby taka żeby zamieszkać blisko siebie. I ja biorę na siebie ogarnięcie codziennych spraw a ojciec może dzieci widywać popołudniami i weekendy. Nie wyobrażam sobie oddać mu dzieci i widywać tylko w weekendy. I głównie dlatego że mąż nie interesuje się sprawami typu zdrowie dzieci, terapia, szkoła i przedszkole, czy np cokolwiek zjadly. Neguje astmę i potrzebę leczenia czy konieczność terapii Wwr. Ja robię swoje. Uważam że dzieci nie bylyby dobrze zaopiekowane i to by byla dla nich walka o przetrwanie.
          • bi_scotti Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 00:14
            Nie razi Was poslugiwanie sie okropnym okresleniem "oddac dzieci"? Jakby to byla ksiazka z biblioteki albo pozyczony parasol. A przede wszystkim jakby to matka miala wladze kogokolwiek komukolwiek oddac! Dzieciom nalezy sie opieka, troska, czas i milosc obojga rodzicow ale tez zaden rodzic nie ma monopolu na "dawanie/oddawanie" ich w jakichkolwiek okolicznosciach. Jakby nie patrzec, dziecko TEZ czlowiek, eh ... Dopoki kobiety beda myslaly o wlasnych dzieciach w kategoriach opcji "do dania/do oddania", beda mialy wokol siebie mezczyzn, ktorzy "brac dawanych dzieci" moga nie chciec. Kwestie opieki nad dziecmi po rozstaniu rodzicow uczciwie mozna rozwazac tylko i wylacznie z perspektywy dobra dziecka (best interest of the child!) a nie tego, ze matka by nie przezyla rozlaki albo, ze moglaby je lub nie nie mogla "oddac". Myslciez tak bardziej o tych swoich dzieciach a nie o sobie. Cheers.
            • princesswhitewolf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 08:44
              >opoki kobiety beda myslaly o wlasnych dzieciach w kategoriach opcji "do dania/do oddania", beda mialy wokol siebie mezczyzn, ktorzy "brac dawanych dzieci" moga nie chciec.

              nie sadze by zwrot jezykowy " oddac/dac" zmienil cokolwiek w stosunku mezczyzn do dziecismile))
            • asia_i_p Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 09:14
              Jeżeli matkę brak codziennego kontaktu z dzieckiem rozwala do tego poziomu, że nie jest w stanie normalnie funkcjonować, a ojca nie, to w najlepszym interesie dziecka jest zostać z matką i mieć dwoje normalnie funkcjonujących rodziców. Przy tym dla tego konkretnego dziecka nie liczy się, ile procent tej rozwałki tkwi w uwarunkowaniu kulturowym, a ile w biologicznym, liczy się, że matka przestaje zapewniać bezpieczeństwo emocjonalne.

              Nie można poświęcać konkretnego dziecka dla żadnej idei, nieważne, czy to idea rodziny, idea matki doskonałej czy idea równości płci. To ma zadziałać dla tych trojga ludzi, niedoskonałych, uwarunkowanych kulturowo, nie można tych kulturowych kontekstów odciąć nożem i odrzucić, bo są nieetyczne. Są nieetyczne. I są, więc ze względu na psychikę dziecka z nimi też trzeba się liczyć - moment, kiedy z powodu rozwodu dziecka wali się świat, to nie jest moment na rozszerzanie pojęć eksa ani walkę z własnymi przesądami. W tym momencie poglądy są tak samo elementem zastanym jak stan zdrowia, stan finansowy, itd.
    • ashraf Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 16:18
      Nie wiem co mysli spoleczenstwo, dla mnie nie ma problemu - z kims dziecko musi przeciez zostac, jak oboje rodzice sa normalni, to co za roznica czy z ojcem czy z matka? Problem lezy chyba w slabym zaangazowaniu niektorych panow w rodzicielstwo, niektorzy "nie sa w stanie" zajac sie wlasnym dzieckiem przez weekend bez stu telefonow do zony, takiemu nie zostawilabym nawet krolika, nie mowiac o dziecku. Pytanie, czy z takimi panami powinno sie miec dzieci - ale to pewnie wychodzi dopiero po fakcie. U mnie bylaby niewatpliwie wojna, bo ani ja, ani maz nie wyobrazamy sobie mieszkac z dala od dziecka, nie ogladac go na codzien, nie miec bliskiego kontaktu. Nie wiem jaki bylby rezultat, na wszelki wypadek staramy sie zyc w zgodzie i nie dopuscic do taiej sytuacji.
    • kaszub-ska Re: a dzieci u ojca...? 30.10.17, 20:39
      A co z tęsknotą? Naprawdę nie tęskniłabyś za własnymi dziećmi?
      Nie wyobrażam sobie nie mieć z córkami codziennego kontaktu, nie przytulić. Nawet przy okazji ich wyjazdów beze mnie, dzwoniłam codziennie, czasami po kilka razy. I szczerze tęskniłam. Ulgę odczuwałam przez 1-2 dni. Nie wyobrażam sobie nie być na bieżąco z życiem swoich dzieci. Tęskniłabym po prostu, bo je uwielbiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka