bei
30.10.17, 12:30
‚„To nie kadr z "Wilka z Wall Street". Takie rzeczy dzieją się w Warszawie.
Wszyscy się gapili. Cieszyli. Nagrywali. Tak się bawi w polskich "boiler roomach". To call-center, które mają jedno zadanie: wcisnąć klientowi ryzykowną inwestycję. Najpewniej taką, na której straci. To miejsca, które każdego dnia starają się odtwarzać sceny z "Wilka z Wall Street". Dla zabawy. Tylko że robią to w Warszawie, w biznesowych dzielnicach. I nie jest to wcale film. Dotarliśmy do nagrania, które pokazuje, co dzieje się w takich spółkach. I ujawnia patologię rosnącą przez lata.
- Ja pi..lę, człowieku, nie wierzę - krzyczy jeden z młodych chłopaków. - Dajesz, dajesz - motywuje inny. Reszta się śmieje, niektórzy biją brawo. Jedna z dziewczyn aż piszczy. W sumie kilkadziesiąt osób ciśnie się w wąskim przejściu. Ubrani w eleganckie garnitury, w dopasowane garsonki. Wypełniają hol biura niemal do pełna. Wszyscy chcą mieć miejsce z przodu.
Środkiem przeciska się zupełnie naga dziewczyna. Ma tylko ciemne okulary na nosie i czarne botki na nogach. Idzie dziarskim krokiem. Wystawia nawet środkowy palec do gapiów. Mam wrażenie, że ją to bawi.
Wszyscy nagrywają. Kilkunastosekundowy film podbija pracowniczą grupę w mediach społecznościowych. Jest hitem na firmowym WhatsApp. Chwilę wcześniej dziewczyna siedziała przy biurku. Pracowała jak każdy. I przyjęła wyzwanie. Ponoć za 10 tys. zł przemaszerowała przez szpaler kolegów i koleżanek z pracy.”
Drogie emamy, jaka musiałaby być nagroda, by przespacerować się bez ubrania pośród szpaleru pracowników.
Ciekawe, czy było łatwiej bo współpracownicy wyluzowani, czy odważyłaby się przejść przez halę produkcyjną , albo przez walcownię w stoczni, albo przez hale warsztatów tkackich, już o szkole nie wspomnę.