No nie rozumiem. Zapraszam na obiad albo kolacje a towarzystwo tarabani sie a to z salatka a to z ciastem.Bez konsultacji,zapytania czy cos przyniesc.Ot, taka fantazja. Jakby ,kulson ,kiedykolwiek glodni z proszonej imprezy wyszli. Ale nie,zazwyczaj przyniesione stoja nieruszone bo moje smakuje jednak lepiej.
Przoduje oczywiscie tesciowa,a jak;.) Potrafi przyniesc surowe sznycle do usmazenia!? albo tort z kremem maslowo-margarynowym ( nikt tego nie lubi i nie je,poza nia i tesciem)
I teraz , tadam, gwozdz programu; zaprosilam na swiateczny obiad cala bliska rodzine meza. Co robi tesciowa? Oznajmia, ze ona przygotuje na ten moj obiad ges.Trzymajta mnie