Co sądzicie, jak widziałybyście ten problem jako matki?
Rzecz dotyczy znajomej, "hardej" dziewczynki ponad 10-letniej (klasa V, tzw. młodszak), na którą wydarła się nauczycielka pilnująca pozostających po lekcjach i otrzymała odpowiedź, że "krzyczy jak idiotka". Wg pani mieli siedzieć cicho i odrabiać lekcje, dziewczynka nie chciała, pani na nią zaczęła krzyczeć, że przeszkadza. A panią znam na gruncie towarzyskim i jest ogólnie bardzo krzykliwa, ma nieprzyjemną intonację głosu. Dziewczynka została zaprowadzona do dyrekcji, matka ściągnięta z pracy, wiadomo, zrobiło się zamieszanie.
I z jednej strony - chamstwo.
Z drugiej - jeśli pani rozmawia z dziećmi jeszcze bardziej "stanowczo" niż ze znajomymi, to je po prostu terroryzuje (nie jest to szkoła mojej córki, więc nie wiem, jak jest na lekcjach, wiem, jak jest na gruncie prywatnym).
I tak, nudzi mi się właśnie, jakoś nie mam nic lepszego do roboty

.