Dodaj do ulubionych

Martwię się ...

21.01.18, 21:34
Cały czas się o cos martwię
Mam działalność , na chwile obecną dobrze prosperuje ale martwię się jak bedzie dalej .
A to o dzieci, ze jak im się ułoży w życiu ? Czy dadzą sobie radę , czy znajdą pracę ?
A to , ze moja emerytura nie starczy nawet na lekarstwa ?
I tak w koło Macieju ...
W rodzinie jak jakiś problem to tez analizuję go ciągle , ech ...
Czy to normalne ?
Czy tez dostrzegacie, ze przyszłość jest w tych czasach niepewna ?
A moze mi się jakas , kurdę, nerwica przyplątała
Obserwuj wątek
    • iks.de.00 Re: Martwię się ... 21.01.18, 21:45
      Zawsze tak miałaś? Współczuję. Zastanowiłabym się, na ile martwienie się ma moc poprawy/pozytywnego zakończenia sprawy, o którą się martwię, jaki ma na to realny wpływ, poza autodestrukcją nerwową zamartwiacza się.
    • verdana Re: Martwię się ... 21.01.18, 21:45
      Nie wiem, czy to normalne, ale mam tak samo.
    • liliawodna222 Re: Martwię się ... 21.01.18, 21:47
      Moim zdaniem to zaburzenia nerwicowe.
      • marysia460 Re: Martwię się ... 21.01.18, 21:59
        liliawodna222 napisał(a):

        > Moim zdaniem to zaburzenia nerwicowe.


        Bo ?
        • sanrio Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:16
          bo to prawda, takie zamartwianie się wszystkim nie jest normalne. Poczytaj o zespole lękowym uogólnionym.
    • manala Re: Martwię się ... 21.01.18, 21:48
      Łączę się w bólu. Nie wiem czy to normalne ale już podjęłam decyzję, że jak będę miała 1000zł emerytury to żyć mi się odechce. Mam tylko nadzieję, że dzieci dadzą sobie jakoś radę.
      Czasami miewam wyrzuty sumienia, że je sprowadziłam na ten świat bo życie, kurcze to trudna sprawa jest.
      A przecież nawet nie mam prawdziwych problemów...
    • a.va Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:04
      Też tak mam. I żadnego pomysłu, co z tym zrobić, a umęczona jestem już tym bardzo.
    • leann32 Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:09
      Dorzuce ci kolejne zmartwienie. Ludzie zyjacy w notorycznym stresie i zamartwiajacy sie wszyatkim w okol sa bardziej narazeni na nowotwory. W bliskiej rodzinie mam trzy takie osoby i kazda wlasnie sie wszystkim zamartwiala od pie...po sprawy powazne.
      Wrzuc na luz dla wlasnego zdrowia.
      • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:17
        Wrzuc na luz dla wlasnego zdrowia.

        Bo to takie łatwe, nie? Z wtorku na środę ciach! i gotowe.

        A zamartwiać się tylko w ramach nerwicy wolno? Bo to mi raczej nie przejdzie.
        • princess_yo_yo Re: Martwię się ... 22.01.18, 12:24
          rozumiem ze masz problem I zadne metody nie skutkuja w twoim przypadku - medytacja, techiniki zeby nauczyc sie 'bycia tu i teraz', techniki behavioralne, analityczne, pisanie dziennika, rozszerzanie 'pola widzenia' itd, nic plus twoja chec zmiany sposobu myslenia I podejscia do rzeczywistoci nie dziala... ale w polaczeniu z twoja dosc widoczna obecnoscia w tego typu watkach podejsciem do tego ze zmiana jest mozliwa, wydaje sie ze sytuacja w ktorej jestes jednak ci odpowiada. a dlaczego to juz pytanie do ciebie ktore pewnie ci wszyscy drazniacy psycholodzy I psychiatrzy zadawali I dlatego tez byli tacy 'nieefektywni'
      • aj.riszka Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:17
        O to to! Martwiac sie o "zycie" zapominamy, ze sami sobie w ten sposob to zycie "odbieramy"... niestety.
        P.s. a co Ty zodiakalna Panna, ze tak analizujesz smile ?
        • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:21
          aj.riszka napisała:

          > O to to! Martwiac sie o "zycie" zapominamy, ze sami sobie w ten sposob to zycie
          > "odbieramy"... niestety.

          Oj, jak ja lubię takie wymądrzanki.
          • aj.riszka Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:41
            Ja nie wymadrzam sie. Sama z tym walcze, prawie kazdego dnia. I nie zawsze mi sie udaje nad tym zapanowac - taki charakter umartwiajacy sie "od zawsze" (i tak, rozbieram na czesci pierwsze prawie wszystko, co mnie otacza - taka ze mnie Panna).
            • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:48
              aj.riszka napisała:

              > Ja nie wymadrzam sie. Sama z tym walcze, prawie kazdego dnia. I nie zawsze mi s
              > ie udaje nad tym zapanowac - taki charakter umartwiajacy sie "od zawsze"

              a, to co innego
    • sanrio Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:15
      zmartwię cię wink ale kiedy takie uporczywe, nękające zmartwienia przestały mi dać normalnie funkcjonować, poszłam do psychiatry i okazało się, że mam nerwicę lękową. Przeszło po farmakologii.
      • marysia460 Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:25
        sanrio napisała:

        > zmartwię cię wink ale kiedy takie uporczywe, nękające zmartwienia przestały mi da
        > ć normalnie funkcjonować, poszłam do psychiatry i okazało się, że mam nerwicę l
        > ękową. Przeszło po farmakologii.
        >

        Też się nad tym zastanawiam bo mnie już to bardzo męczy , mam problemy ze spaniem i ogólnie kicha, zabiera całą radość
      • verdana Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:27
        Czym innym jest nerwica lękowa, która nie pozwala normalnie funkcjonować, a czym innym martwienie się, ale funkcjonowanie zupełnie dobrze pomimo tego . Tak jak nie każdy gorszy nastrój jest depresją, tak nie każde zamartwianie sie jest nerwicą. Czasem to charakter. Z charakterem nie wygrasz.
        • marysia460 Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:11
          verdana napisała:

          > Czym innym jest nerwica lękowa, która nie pozwala normalnie funkcjonować, a czy
          > m innym martwienie się, ale funkcjonowanie zupełnie dobrze pomimo tego .


          Dokładnie tak ,
          Ja funkcjonuję normalnie ale czasami dopadnie mnie takie pesymistyczne , natrętne myślenia i zamartwianie się , ze az boli

          • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:14

            > Dokładnie tak ,
            > Ja funkcjonuję normalnie

            To się zdecyduj, bo na początku wątku nie byłaś pewna. tongue_out
            • marysia460 Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:30
              taki-sobie-nick napisała:

              >
              > > Dokładnie tak ,
              > > Ja funkcjonuję normalnie
              >
              > To się zdecyduj, bo na początku wątku nie byłaś pewna. tongue_out

              Normalnie , w sensie, ze nie leżę całymi dniami w łożku martwiąc się , pracuję, żyję normalnie ale zamartwiam się i dlatego ciężkie to życie
              I
              • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:37

                > Normalnie , w sensie, ze nie leżę całymi dniami w łożku martwiąc się , pracuję,
                > żyję normalnie ale zamartwiam się i dlatego ciężkie to życie
                > I

                No i tak właśnie może wyglądać nerwica! Według ciebie koniecznie trzeba w łóżku leżeć, żeby mieć problemy?
        • sanrio Re: Martwię się ... 22.01.18, 12:05
          mylisz się verdano. Ja nigdy nie mialam skłonności do zamartwiania się, tzn nigdy przed chorobą. Wywołała ją trauma, którą przeszłam. I, mimo, że w miarę normalnie funkcjonowałam, nikt nie przypuszczał, że coś się dzieje, to mnie niszczyło od środka. bardzo szkodliwe jest takie bagatelizowanie i pisanie, że nie, to na pewno nie nerwica.
          • verdana Re: Martwię się ... 22.01.18, 14:31
            Ale trauma i coś, co niszczy od środka to co innego niż martwienie sie bez potrzeby. Jeśli ma sie taki charakter, to trzeba wybierać - czy chce się brać leki i mieć fajniejsze życie, czy jednak to martwienie się jest lepszą opcją od leków. Przy normalnym funkcjonowaniu wybór zależy od konkretnej osoby.
            • sanrio Re: Martwię się ... 24.01.18, 21:18
              nie rozumiesz.
              Przeżyta trauma -> choroba nerwica lękowa -> wywołane przez nią zamartwianie się -> wieczne zamartwianie się powoduje niszczenie od środka, człowiek myśli, że jest psychiczny -> mimo to normalnie funkcjonuje (na zewnątrz).
              Zamartwianie się w przypadku moim i sądzę, również autorki, to nie kwestia charakteru. Czasem choroba przychodzi również bez wcześniejszego zapalnika. Nikt nie proponuje leków, ponieważ ma się skłonności do wyolbrzymiania małych problemików.
        • zlababa35 Re: Martwię się ... 22.01.18, 22:21
          Hm, swego czasu okazało się, że mam cudowny charakter po antydepresantach big_grin big_grin big_grin.
      • isa_bella1 Re: Martwię się ... 22.01.18, 12:08
        Co bralas nanerwicę lękową?
        • sanrio Re: Martwię się ... 22.01.18, 12:40
          początkowo Coaxil, ale z forum dowiedziałam się, że to badziew hehe, a potem Trittico - pomogło mi się wyciszyć, uspokoić głowę, myśli, dobrze spać, zasypiać bez kołowrotka natręctw, nie budzić się w środku nocy bo przypomniało mi się coś, czym się już dawno nie zamartwiałam. Sukcesywnie, po ponad roku terapii zaczęłam schodzić z dawki, jednocześnie pielęgnując w sobie niepoddawanie się złym i dołującym myślom. Nie wróciło do tej pory, minęło ponad 8 lat.
          • nutella_fan Re: Martwię się ... 25.01.18, 12:25
            Zazdroszczę.
            • marysia460 Re: Martwię się ... 26.01.18, 21:20
              nutella_fan napisała:

              > Zazdroszczę.

              Czego ? Jeśli można wiedzieć ?
    • jola-kotka Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:29
      Nie jest to normalne
    • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:31
      A to , ze moja emerytura nie starczy nawet na lekarstwa ?

      To ile kosztują te twoje lekarstwa?
      • lellapolella Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:40
        Jeśli nadal się będzie tak zamartwiać, to pewnie fortunęwink Bardzo Ci współczuję, jak mnie nachodzą takie rozkminy, zawsze myślę o tych, którzy mają gorzej - wiem, że to mało szlachetne ale zdecydowanie pomaga.
        • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:45
          lellapolella napisała:

          > Jeśli nadal się będzie tak zamartwiać, to pewnie fortunęwink Bardzo Ci współczuj
          > ę, jak mnie nachodzą takie rozkminy

          Dziubuś, u mnie to nie są żadne analizy (swoją drogą dlaczego używacie słów z gwary więziennej?), tylko nerwica.


          Taka od dziecka, co nawet jak się ją leczy (w zeszłym roku mogłam obejść ćwierćwiecze leczenia, ale jakoś się nie paliłam), to nie mija.


          To, że Kowalskiemu jest gorzej, to na moje problemy nie rzutuje.

          Z autorką rzecz się ma zapewne inaczej.

          • lellapolella Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:23
            I tak się składa, że ta część mojej odpowiedzi była skierowana do autorkiwink
            BTW. zdecydowanie mniej drażni mnie użycie gwary niż zwracanie się do kogoś w dyskusji per "Dziubuś".
            • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:41
              lellapolella napisała:

              > I tak się składa, że ta część mojej odpowiedzi była skierowana do autorkiwink

              OK


              > BTW. zdecydowanie mniej drażni mnie użycie gwary niż zwracanie się do kogoś w d
              > yskusji per "Dziubuś".

              Dobra, mogę się oddziubusiować, ale przy niechęci do gwary obstaję.
              • lellapolella Re: Martwię się ... 22.01.18, 00:13
                taki-sobie-nick napisała:


                > Dobra, mogę się oddziubusiować, ale przy niechęci do gwary obstaję.

                Dzięki. Co do gwary - OK.

      • simply_z Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:40
        w pewnym wieku to każdy bierze jakieś leki, pewnie o to chodziło.
        • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:46
          simply_z napisała:

          > w pewnym wieku to każdy bierze jakieś leki, pewnie o to chodziło.

          Ona pewnie uważa, że emeryci to biorą całe tony. tongue_out W pewnym wieku wcale niekoniecznie, znam takie osoby i zastanawiam się, jaki jest ich odsetek.
        • marysia460 Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:01
          Dzięki Bogu nie biorę jeszcze leków na stałe , ale kto wie co będzie na starsze lata ?
          znam starsze osoby ktore biorą garściami

          Dokładnie wiem, ze to nie jest normalne, mam taki charakter to fakt , ale ostatnio wkręcam się juz na maksa
          • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:07
            marysia460 napisała:

            > Dzięki Bogu nie biorę jeszcze leków na stałe , ale kto wie co będzie na starsze
            > lata ?
            > znam starsze osoby ktore biorą garściami

            Ach, ta wizja. Zwłaszcza te garście. tongue_out Zapisz się do lekarza, tylko szybko, bo mamy trzymiesięczne kolejki, a kto wie, co będzie dzięki rezydentom (patrz casus szpitala w Choroszczy).
      • zlababa35 Re: Martwię się ... 22.01.18, 22:23
        Pfff, niejeden raz widzę w aptece taki obrazek, że emeryt kupuje leki, ileś recept, głównie na receptę i płaci jakieś 600-700 zł... Jeżeli to miesięczny zestaw, to pozostają mi modlitwy o zdrowie na starość albo o znoszenie dolegliwości z godnością.
    • b.bujak Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:43
      powinnaś się zacząć martwić co będzie, jak Ci się pojawią prawdziwe powody do zmartwień (nie życzę...)

      carpe diem
      • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 21.01.18, 22:47
        b.bujak napisała:

        > powinnaś się zacząć martwić

        Puknij się, nie podbijaj jej bębenka, może faktycznie zacząć się martwić dodatkowo na ten temat.
        • korag100 Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:29
          To ja leczylam się na nerwicę lekowa, teraz już nie choć zdarzają mi się ataki paniki (jak jadę sama samochodem ). Bardzo rzadko ale jednak. Za to zamartwianie się przesadnie nieadekwatne do sytuacji mi zostało. Problem, który mogę rozwiązać dopiero po weekendzie albo dopiero za kilka dni się dowiem czy to problem (taki przyklad) doprowadza mnie do stanu takiego leku ogólnego ze płacze. Sytuacja z dziś. Syn lat prawie 14 poszedł z kolegami Na dwór. Nie wziął telefonu. Nie umawialismy się o której wróci ale byłam przekonana że telefon zabrał. Trzy godziny później zadzwoniłam i zobaczyłam że telefon w domu. Zaczęłam go szukać płacząc i mieć najgorsze wizje.
        • mamusia1999 Re: Martwię się ... 22.01.18, 00:41
          Paradoksalnie tak się nie dzieje. Potwierdza to przyklad mokej przyjsciolki z lekiem przed chorobami: swiwtnie sobie radzi z dwoma faktycznymi acz niebagatelnymi chorobami. A osoby z fobią na temacie raka nie są "trudniejszymi" pacjentami onkologii
    • ewcia1980 Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:29
      Nie chcę cię martwić ale to nie jest normalne.
      Wiem bo mam tak samo.
      I niestety bez lekarza i leków się nie obeszło.
      Także działaj bo może (ale nie musi oczywiście) być gorzej.

      Trzymaj się.
      pozdrawiam
    • butch_cassidy Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:33
      marysia460 napisała:


      > A moze mi się jakas , kurdę, nerwica przyplątała
      Być może. Choć to by mógł ocenić fachowiec.

      Nie, nie uważam, żeby taka postawa była normalna, zdrowa, ani przyjemna.
      Oczywiście, że człowiekowi może się przydarzyć milion strasznych rzeczy (i to wszystko razy liczba najbliższych)... Ale rozmyślać o tym? Zamartwiać się? Po co?
      • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:36
        Po co
        > ?

        "Po co" jest tu pytaniem co najmniej głupim. Jeśli u kogoś to występuje, to raczej nie jest to działanie świadome, a zwłaszcza celowe.

        To trochę jak zapytać "Po co nie masz nogi?"
        • butch_cassidy Re: Martwię się ... 21.01.18, 23:44
          Rozumiem, że jesteś w podobnej sytuacji jak autorka? To może wyjaśnisz mi, po co? Zamiast się naigrywać. Bo ja tego nie rozumiem. Lata temu miałam trochę takie skłonności i zaczęłam pracować, żeby się ich pozbyć. Bo szkoda mi życia na takie podejście. Powtórzę: Po co trwać w takim nastawieniu? Po co zamęczać siebie? I często otoczenie? Napisz. Nawet jeśli uważasz to za głupie.

          Porównanie do niemania nogi nie wydaje mi się trafione. Bo na to człowiek nie ma wpływu. Na nastawienie do świata ma. Powyżej z resztą są odpowiedzi to potwierdzające. Odezwały się panie, które z pomocą lekarza zwalczyły coś takiego.

          Nie rozumiem Twojej zaczepności w tym wątku...
          • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 22.01.18, 00:23
            Rozumiem, że jesteś w podobnej sytuacji jak autorka? To może wyjaśnisz mi, po co?

            No właśnie nie mogę. Pesymizm nie jest "po coś". Można nad nim pracować, żeby przekuć go w nastawienie REALISTYCZNE, ale niestety różne zjawiska zewnętrzne wpędzają mnie z powrotem w pesymizm.

            U ciebie lata temu pojawiły się takie problemy, przepracowałaś. U mnie to charakter. Ciężka praca nad sobą zostaje zniwelowana przez np. negatywne zmiany społeczne.

            Porównanie do braku nogi U CIEBIE nie jest trafione, U MNIE jest. Ludzie są różni.
          • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 22.01.18, 00:24
            Lata temu miałam trochę taki
            > e skłonności

            A ja mam silnie pesymistyczne skłonności, odkąd pamiętam, a nie "lata temu", więc jesteśmy dwoma różnymi przypadkami.
            • butch_cassidy Re: Martwię się ... 22.01.18, 08:50
              Jeśli zrobiłaś, co w Twojej mocy, żeby to zmienić, to kurczę przykro, że się nie udało... Napisałabym, że współczuję bardzo, ale nie chcę, żeby to zabrzmiało po ematkowemu wink

              Jednak przy okazji napiszę jedną rzecz. Bo ok, jestem w stanie uwierzyć (choć z trudem smile ), że czasem się nie da. Tak konstrukcja i koniec. Z drugiej strony są jednak osoby (nie Ty, nie bierz tego personalnie), które twierdzą, że się nie da, a po prostu nic w tym kierunku nie robią - psychiatrzy są dla wariatów, poppsychologia durna, jakiekolwiek ćwiczenia uciążliwe, więc się ich nie robi, a jak się nie robi to nie przynoszą skutku i z czystym sumieniem można je uznać za nieefektywne i bezsensowne...

              Znam taką osobę, ona taka jest, i nic na to nie może poradzić. Biedna! To jest koszmar. A potem dziwi się, że nie budzi współczucia... No nie budzi, bo sama sobie funduje taki los. Wiec kiedy próbuje się wypłakiwać, ile to strasznych rzeczy na nią czyha, to może budzić wyłącznie rozdrażnienie.
              • pade Re: Martwię się ... 22.01.18, 11:30
                Potwierdzam.
                Na zamartwianie się są metody, skuteczne metody. Tylko wymagają chęci. Bez tego nie zadziałają.
              • taki-sobie-nick Re: Martwię się ... 22.01.18, 21:46
                butch_cassidy napisała:

                > Jeśli zrobiłaś, co w Twojej mocy, żeby to zmienić, to kurczę przykro, że się ni
                > e udało... Napisałabym, że współczuję bardzo, ale nie chcę, żeby to zabrzmiało
                > po ematkowemu wink

                >
                > Jednak przy okazji napiszę jedną rzecz. Bo ok, jestem w stanie uwierzyć (choć z
                > trudem smile ), że czasem się nie da. Tak konstrukcja i koniec. Z drugiej strony
                > są jednak osoby (nie Ty, nie bierz tego personalnie), które twierdzą, że się ni
                > e da, a po prostu nic w tym kierunku nie robią - psychiatrzy są dla wariatów, p
                > oppsychologia durna, jakiekolwiek ćwiczenia uciążliwe

                Poppsychologia durna.



                Z lekarzami mam kontakt od lat i nie tyle uważam, że są "dla wariatów", co po prostu oceniam ich jako lekarzy i ludzi.

                Moja aktualna jest dosyć tępa, co w tym zawodzie wydaje mi się wyjątkiem, i poza typowo psychologicznym gadaniem i przepisywaniem leków niewiele potrafi.

                Chodzę do niej, ponieważ inni z danej przychodni są jeszcze gorsi, z wyjątkiem dwóch, których nie znam; do jednego jestem obecnie zapisana.


                Jeden z tych gorszych jest cholernie ideologiczny i wszystkich by wysłyłał na jakieś terapie, a bezdomni to dla niego w 100% alkoholicy.

                Nawet nie alkoholicy, którzy potrzebują terapii, tylko ludzie, którzy piją.

                Mam wrażenie, że u niego to typowa wyższość osobnika uspołecznionego nad bezdomnym.


                Natomiast durni są (to niestety nie założenie, tylko wnioski z kontaktów z nimi) psycholodzy. Durni i rutyniarscy.

                A swoją drogą, uwierz, że są nieuleczalne nerwice, u mnie to kwestia neuronów.

                Fakt też, że uleczyć się nie da, tylko osłabić, zniechęca mnie sam w sobie. I ten fałsz w opisie - "rokowania nie są najlepsze", co znaczy właśnie coś takiego, jak u mnie.

                Nie ma też grup wsparcia ani klubów dla nas W CAŁEJ WARSZAWIE, co nas jako Warszawę kompromituje.

                Są jeszcze inne szczegóły, ale na nich nie będę na ematce pisać, bo na głowę nie upadłam. tongue_out
    • mamusia1999 Re: Martwię się ... 22.01.18, 00:31
      To conajmniej uciążliwe przyzwyczajenie, nieprawdaż? Nasz instynkt samozachowawczy miews takie wykwity, wyostrza nasze widzenie zagrożeń.
      A czy "normalne"? Jeśli przekroczy granice wytrzymałości to nie. Są techniki pozwalające zatrzymac takie kino w głowie, tylko trzeba miec cierpliwość. Np. kazda powracajacą mysl zatrzymywac bardzo konkretnie, tupnąć, walnąć reka w stół i piwiedziec (ew. nawet ny głos) : nue daję sie zwariować i już.
    • pampelune Re: Martwię się ... 22.01.18, 11:58
      > Cały czas się o cos martwię

      Hej. Pewnie moja wypowiedź zniknie w gąszczu wielu innych, ale odpowiem, bo mam podobne doświadczenie i uważam, że sobie poradziłam z martwieniem. Jeszcze powiedzmy 2-3 lata temu martwiłam się na zapas w kółko, a teraz tego prawie nie robię i w dodatku nie chce mi się wierzyć, że kiedyś tak było.
      Mój sposób jest następujący: zaczęłam kolekcjonować sytuacje, w których martwiłam się co to zaraz złego będzie (jedziemy na weekend i może być zimno, nie byłam dawno u dentysty i mam na pewno mnóstwo nowych dziur w zębach, zbyt późno się za coś zabieram i to już nie wyjdzie, zwolnią mnie z pracy, wyjdzie na jaw że jestem niekompetentna...) i moje obawy się nie sprawdziły. Okazało się, że jest tego dosyć dużo, a czasem też trochę się sprawdzało i nie było to wcale takie straszne (na wyjeździe trochę zimno, ale i tak fajnie), więc po jakimś czasie tego kolekcjonowania zaczęłam myśleć: E, będę się martwić, a potem się okaże, że na darmo, nie chce mi się.
      No i tak mi już zostało. Mam nadzieję że pomogłam big_grin
    • isa_bella1 Re: Martwię się ... 22.01.18, 12:12
      A moze poczytaj sobie jakies pozytywne ksiazki. Np. fajna jest Pelnia życia Agnieszki Maciąg.
    • hedna Re: Martwię się ... 22.01.18, 12:32
      Znam to doskonale.Żyję w stresie od dawna,ciągłe zamartwianie... To się nazywa nerwica. U mnie wiele kumuluje się w około spraw zdrowotnych. Teraz też mam zmartwienie z żołądkiem i ani spać,ani jeść,ani coś z sensem zrobić sad
    • babcia.stefa Re: Martwię się ... 22.01.18, 13:37
      Niestety, żyjemy w niepewnych czasach i należy sobie powiedzieć wprost: lepiej już było. Ale należy przynajmniej próbować znajdować pozytywy. Też mam skłonności do martwienia się na zapas, ale staram się z tym walczyć.

      Praca: Nikt nie ma już takiej pracy, która dawałaby jakąkolwiek pewność, na etacie także. Cóż, jak masz DG (ale taką prawdziwą, z pracą dla wielu klientów, a nie wypchnięcie na śmieciówkę na samozatrudnieniu), to jesteś i tak w dobrej sytuacji, bo etatowiec, jak ma pecha, zostanie całkiem bez niczego, a przy DG odpadnięcie jednego klienta nie jest katastrofą. Wytłumacz sobie, że w razie problemów jesteś w stanie sobie lepiej poradzić niż koleś, który pracował 15 lat w jednej firmie i nagle dostał wypowiedzenie.

      Emerytura: Zasadniczo nie masz na to wpływu, jedyne co możesz, to oszczędzać choć trochę. Znajdź sobie jakiś sposób na oszczędzanie, choć symboliczny i konsekwentnie realizuj. Wytłumacz sobie, że robisz co możesz, na zasadniczy problem nie poradzisz, a do czasu Twojej emerytury wszystko może się zmienić jeszcze 15 razy.
    • princesswhitewolf Re: Martwię się ... 22.01.18, 13:50
      Zle. Powinnas zaczac sie martwic o swoje prawnuki juz.
      • marysia460 Re: Martwię się ... 22.01.18, 18:35
        Wydaje mi się , ze długotrwały stres spowodował u mnie , że uprawiam czarnowidztwo
        Ciężka sytuacja w rodzinie .
        Brat , bardzo mi bliska osoba , wlasnie jest w trakcie rozwodu , półtora roku po ślubie.
        Rodzice przezywają to ogromnie
        Ja cierpię patrząc na nich i na niego.
        Mial takie plany a tu rozpadło mu się wszystko , tak mi go żal
        I znow martwię się czy ułoży sobie jeszcze życie , ma 34 lata , wiec nie jest juz "małolatem", poza tym takie przeżycie pozostawiają ślady .


        • butch_cassidy Re: Martwię się ... 22.01.18, 20:20
          marysia460 napisała:

          > Wydaje mi się , ze długotrwały stres spowodował u mnie , że uprawiam czarnowidz
          > two

          To bardzo możliwe. Jednak ja bym na Twoim miejscu przynajmniej spróbowała to zmienić. Zamęczasz się zupełnie niepotrzebnie.
        • zlababa35 Re: Martwię się ... 22.01.18, 22:31
          34 lata? Kobieto, toż to młodziutki świeżynek jest big_grin big_grin big_grin. Jeśli mu zależy na nowym związku, to życie przed nim, serio, śmiało może startować do babki z 8 - 10 lat młodszej nawet i znajdzie chętne. A Ty zamiast uprawiać czarnowidztwo, wspieraj chłopaka. Rozwód z niedopasowaną żoną lepszy niż np. pogrzeb ukochanej żony. Naprawdę.
    • hipinka Re: Martwię się ... 22.01.18, 21:06
      Miałam podobnie. Może nie zamartwialam sie o wszystko, ale często wpadałam w jakieś dziwne przygnębienie i do mej głowy napływały same negatywne myśli, a to martwiłam sie, a to roztrząsalam, a to dołowalam. Generalnie kiepsko. I przyszedł taki moment, ze postanowiłam to zmienić, bo cholernie źle mi z tym było. Wymyśliłam sobie takie ćwiczenie: za każdym razem, kiedy do głowy przychodziła mi jakaś niefajna myśl, zmuszałam sie za wszelka cenę do myślenia o czymś przyjemnym, pozytywnym. Na początku było dramatycznie, natrętne myśli ciagle wracały, ale z czasem było coraz łatwiej smile doszłam teraz do takiej wprawy, ze mam w głowie przełącznik smile ilekroć przychodzi mi coś negatywnego na myśl, robię pstryk. I czuje sie o niebo lepiej
      • marysia460 Re: Martwię się ... 22.01.18, 22:18
        Spróbuję 😊
    • zlababa35 Re: Martwię się ... 22.01.18, 22:28
      Mam w życiu wcale nie tak lekko. W ubiegłym roku, jakiś czas po tym, jak pojawiły mi się guzy na tarczycy, nauczyłam się odcinać od stresu - w ogóle jakoś tam eliminuję myśli wzbudzające lęki i niepokoje. Oczywiście dotyczy to spektrum sytuacji, na które nie mam wpływu lub mój wpływ jest niepełny. Jeśli mogę coś zaplanować, poprawić, przewidzieć skutki, to to robię.
      Nie jestem w stanie przewidzieć, czy dziecko znajdzie pracę, czy będzie studiować itp. Mogę tylko na dzień dzisiejszy stwarzać warunki do nauki, wrzucić w środowisko, które generalnie uczy się i wybiera do przyzwoitych liceów, dzielić się doświadczeniami ze swojego życia szkolnego i anegdotkami o pracy. Tyle. Na nic więcej nie mam wpływu.
      Nauczyłam się też śmiać z własnych niepowodzeń i porażek. Staram się je traktować jako coś, z czego mogę wyciągnąć wnioski. Nie wbijam się sama w poczucie winy.
      Taką postawę zaczęłam przyjmować, kiedy stresy, zmartwienia i niepowodzenia mnie przerosły. Chyba już było za dużo tych lęków i obaw.
      • zlababa35 Re: Martwię się ... 22.01.18, 22:39
        I jeszcze jeden sposób na lęki i nerwicę Ci sprzedam. Przygarnij potrzebujące zwierzę, najlepiej kota, bo to nie jest hałaśliwe, specjalnie wymagające ani irytujące stworzenie. Ale koniecznie właśnie takie potrzebujące, a nie szczeniaczka/kociaczka od koleżanki. Nawiązanie kontaktu ze zwierzakiem, który potrzebował domu, który zaczyna Ci ufać, przywiązuje się ogromnie np. do Twojego dziecka - to coś wspaniałego, pozytywnego, wewnętrznie podnoszącego na duchu. Mogę śmiało powiedzieć, że wzięcie kota było dla mnie ogromnym krokiem ku lepszemu.
        • marysia460 Re: Martwię się ... 23.01.18, 17:51
          Złababa35, dzięki , ze się tyle opisałaś , naprawdę pomogłaś , takie rady są pokrzepiające .

          Dziękuję wszystkim, jest mi jakoś milej , ze mnie rozumiecie i , ze nie jestem odosobniona w tej cholernej przypadłości .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka