biaga
11.10.04, 09:29
Taki watek przeczytalam na ktorejs grupie - 'Kocham byc mama'. I tak sobie
mysle, ze zazdroszcze takim dziewczynom. Mnie juz szlag trafia, czuje sie
jakby mi wyrosla trzecia reka albo ogon, albo nie przymierzajac garb. Jakie
cieple lapki, usmiechy? Ze to niby rekompensuje.
Nie prowadzilam nadmiernie rozrywkowego trybu zycia, wiek tez juz mam
wlasciwie balzakowski, normalne zycie, czasem do znajomych, do kina, jakis
wyjazd. A tu nagle dzien w dzien jedynym rozmowca jest 8-miesieczne dziecko.
Marzenie scietej glowy: usiasc na kanapie, zrobic sobie herbate i przez 2
godziny poczytac ksiazke... I nie wysluchiwac ciaglego meee meee bee bee yyy
yyy, wykapac sie kiedy sie jest brudnym a nie kiedy maz jest w domu i zabawia
dziecko, zyc jak czlowiek a nie jak maszynka do karmienia i przewijania.
Najgorsze jest wymyslanie zabaw, w ogole nie mam do tego talentu, a jak tego
nie robie to mam niszczace wyrzuty sumienia... Gdzie jest ta oslawiona radosc
z macierzynstwa sie pytam??? Ja czekam z utesknieniem na dzien kiedy moje
dziecko wreszcie zlapie kontakt werbalny i bede mogla mu wytlumaczyc
cokolwiek jak czlowiekowi. Czemu dziecko musi wyc za kazdym razem jak mu sie
zaklada czapke???
To nie depresja jesienna ani baby blues, ja cholera niestety wiedzialam od
poczatku, od wiekow, ze z dzieckiem bedzie wlasnie tak...