Stan, który praktycznie nie istnieje w moim życiu. Ale jak się zdarzy - to jest cudownie odświeżający.
Niedzielna kawa wypita w lato na tarasie gdy wszyscy jeszcze śpią, a ptaki zagłuszają dochodzące odgłosy z ulicy. Stan w na wpółśnie nad morzem na plaży na słońcu. Poranek z kawą (oczywiście) na stołeczku w kuchni ze wzrokiem zaczepionym o karmnik dla sikorek. I już, to wszystko. Zdarza się 3-4 razy do roku przez 10 minut

Ogrom obowiązków pozbawił mnie tej umiejętności. Jak nie zajmuje się domem, dziećmi, zwierzakami, treningiem, gotowaniem, praca - czuję się nieswojo. Ostatnio nawet sięgając po książkę mam wyrzuty sumienia. Nawet w weekendy nie dopuszczam do siebie możliwości zwykłego leżenia i leniuchowania.
Tak mnie ostatnio poruszyła najnowsza reklama IKEA. Chyba pora coś z tym zrobić