40 już puka do drzwi.Zatem mój mąż bardzo chce mi wyprawić wypaśną imprezę z tego tytułu.Wszystko byłoby fajnie,ale mam pewien problem.Otóż zaproszonymi są dwaj bracia męża z rodzinami, w tym pełnoletnie dzieciaki,które już są studentami i mają swoje drugie połówki,moja niepełnoletnia córka,jeden niepełnoletni bratanek (12lat),teściowa i moi rodzice.Wszystkiego razem 17 osób.Z mojej strony tylko mama i tata.Bo tak się złożyło,mamy bardzo małą rodzinę,a kuzynostwo z dużą różnicą wieku.Ale nieważne.Sam przebieg imprezy będzie taki,że jedziemy wszyscy do oddalonego od nas o 40 km większego miasta.Tam ok.13-14 zjemy lunch,potem czas wolny (miasto piękne ,zabytkowe,turystyczne) ok 18-19 kolacja,w wypaśnej restauracji do ok.22-23.No i potem mój mąż chciał abyśmy poszli do takiego fajnego dyskotekowego klubu.Dlatego też chcemy zaprosić drugie połówki bratanków i bratanicy męża aby było trochę młodzieży i się pobawić ,potańczyć. Mąż jeśli chodzi o tą potańcówkę miał na myśli właśnie bratanków z osobami towarzyszącymi,naszą córkę,siebie mnie i jego brata,bo drugi niepełnosprawny.No i teraz nie wiem jak delikatnie,aby nie urazić powiedzieć,nie wiem dać do zrozumienia, teściowej i moim rodzicom,że po kolacji ok.tej 23 my idziemy potańczyć na klubową dyskotekę,a oni z racji wieku tam nie pasują (60,70 lat). Być może sami się kapną i powiedzą,że OK,to wy młodzi idźcie się pobawić,a my już się położymy (Nocleg w hotelu + śniadanie na drugi dzień, zapewniamy my,organizatorzy dla wszystkich gości). Jednak może być różnie

.Mogą z tej restauracji po prostu pójść z nami.Tylko nie wyobrażam sobie mych rodziców i teściowej w takim klubie. I jak tu wybrnąć?