spanish_fly
22.05.18, 10:33
Wyobraźcie sobie, że znałyście kiedyś pewnego faceta, i wiecie o nim, że zdradzał żonę, zapłodnił kochankę i zapłacił jej za aborcję. Nie żadne plotki z trzeciej ręki - pośredniczyłyście w przekazaniu pieniędzy na ten cel, a kochankę odebrałyście od lekarza. Ten facet jest osobą publiczną, nie żadna wielka sława, ale jednak, i z czasem robi z siebie coraz większego świętoszka. W swoich publicznych wypowiedziach (twitter, fb) gorąco potępia już nawet nie samą aborcję - bo to z jego punktu widzenia oczywistość - ale też ludzie czy instytucje, które ośmielają się mieć w tej kwestii inne zdanie niż on.
Dałybyście radę się powstrzymać, żeby mu tej hipokryzji publicznie w twarz nie wypomnieć?