Mamy młodą kocinkę maine coon. Dotąd kicinka była kocim przedszkolakiem, w nocy spała w łóżku, w dzień na parapecie, w bidecie, w umywalce i gdzie tam jeszcze wlazła... właziła na meble, rozrabiała od 4 rano; ganiała zabawki, nakrętkami od butelek grała w hokeja. Jak wracaliśmy do domu, leciała do drzwi się przywitać. Za głaskaniem nie przapadała (ale tolerowała) ale już posiedzenie na kolankach odpadało... Taki mały wariat

Tydzień temu ją wysterylizowaliśmy. Rana ok, czyściutka, kicia chodzi w ubranku; 24 h poza zabiegu kot zaczął normalnie jeść i się załatwiać. Więc fizycznie wygląda, że wszystko ok. Ale coś jej się we łbie popzrewracało... Całymi dniami śpi, i to zazwyczaj w jednym miejscu. Pruje japę, żeby ją znieść ze schodów - jakby się bała zejść. Przestała zakopywać odchody (a przedtem drapała jakby chciała je sąsaidom na łeb zwalić...). Leży. Spi. Je. Poleguje. Śpi. Zdrzeminie się. Zje. Znow spi... Nie bawi się, nigdzie nie włazi... (a ostatnio po regale właziła na szafę ponad 2.5 m wysoką) Nawet na kolankach posiedzi

Zrobił się z niej kot podłogowy wiecznie drzemiący. Ale pogodny. No i ma ciąg na michę...

Na razie minął tydzien od zabiegu, rozumiem, że to jeszcze rekonwalescencja. Zmieni się jej czy już tak zostanie?