Witam po niedlugiej ograniczonej obecnosci.
Nie chcesz dlugawej wersji -mozesz przejsc do ostatniego akapitu. Wlasciwie ta 1/3 postu wystarczy.
Spotykalem sie prawie rok z pewna pania.
Pod wieloma wzgledami to fajna kobieta. Sympatyczna. Dobra matka, dobry czlowiek w ogole, sporo w zyciu przeszla (jej ojciec byl alkoholikiem + podobno mial tendencje do pedofilii - choc jej nie dotknal, maz ktory ja opuscil, dwojka dzieci z nim, pozniejszy facet z ktorym byla ja bil, gdy zaszla w ciaze z nim odszedl, ona poronila, samobojstwo brata, inne..). Fizycznie mi sie bardzo podoba. Na pewno atrakcyjniejsza jako kobieta niz ja jako facet. Niematerialistka.
No ale nie wyszlo.
Bardzo niestabilna psychicznie. Na pewno jest to choc czesciowo wynikiem jej przezyc z mlodosci. Wszystko jest swietnie po czym w ciagu paru godzin wszystko jest beznadziejne, spodowodowane przez jakas groteskowa bzdure, glupote, psinco zupelne. A potem np. dzien czy dwa dni pozniej znow wszystko jest super, bez konkretnego wlasciwie powodu, bo nic sie obiektywnie nie zmienilo. Zmienilo sie tylko cos w jej glowie. W wyniku potrafila pare razy w miesiacu mowic, ze koniec, nie mozemy razem byc - po to, by np. dzien czy dwa pozniej mowic, ze nie wie co w nia wstapilo, ze przeprasza mnie najmocniej i ze tak naprawde to nie wyobraza sobie zycia beze mnie. No dwie skrajnosci.
I tak w kolko.
Poniewaz ona ma dzieci (bardzo fajne), ja mam corke - uznalem po n-tej takiej akcji, ze to nie ma sensu i powiedzialem jej, ze ta znajomosc nie ma sensu.
Nie spotykamy sie od gdzies 4-6 tygodni.
Troche miotala sie z zeznaniami. W jej stylu. Pisala raz ze mnie kocha, ze nie wyobraza sobie zycia beze mnie (na co ja jej ze wiadomo przeciez, ze tylko teraz jej sie tak wydaje), poprzez ze nie chce zebysmy mieli jakikolwike kontakt, zadne "tylko znajomi" ani nic (na co ja przystalem - w sensie robmy tak jak uwaza dla niej bedzie najlepiej, bo ja jej zycze jak najlepiej, ja to uszanuje), poprzez pretensje (choc stosunkowo lagodne bo to takie pretensje troche do siebie, troche do mnie i ze poradzi sobie z tym bo z wszystkim z sobie radzi (na co ja cos w stylu: wiem, wiemy oboje ze bedzie dobrze- tak trzymaj!) - po 3 dni niepisania do mnie (to ja tez nie), po czym pisze "czemu sie do mnie nie odzywasz? jak zyjesz?" itd.
Teraz, dzis doslownie, napisala, ze brakuje jej seksu ze mna. I ze chce takiego bez zobowiazan. Ja czy jest trzezwa, czy zdaje sobie sprawe, ze tak po prosu 'sam sex' to moze nie byc takie proste, bo nie jestesmy dla siebie zupelnie obojetni itd. a ona ze przeciez jest dorosla i dobrze wie, czego chce. Tylko czy ja chce. No jest nawet starsza 2 lata ode mnie.
Nie ukrywam, mi tez tego brakuje- z czasem coraz bardziej. Seks byl fantastyczny. (nikogo nie mam)
Ja nie przypominam sobie, zebym mial taka sytuacje kiedys. Ale wiem, ze schemat sytuacyjny nie jest rzadkoscia i niektore z Was tak mialy (tzn. sorry- zazwyczaj "znacie kolezanke"

ktora tak miala

)
W kazdym razie -jakie macie doswiadczenia? Moze takie cos dzialac, funkcjonowac z powodzeniem? Ze tylko seks z ex i nikt nie ma zadnych dodatkowych oczekiwan?
Pojecia nie mam czy chodzi jej o to, zeby jednorazowo, czy nie tylko.
Gdyby ona chciala znalezc kogokolwiek do seksu, naprawde w jej przypadku byloby to wyjatkowo proste- jest atrakcyjna. Napisze co myslicie.