Siedzę sobie na plaży. Jakieś dziecko coś zmalowalo i ma dostać karę. I zaczyna się "kochana mamusiu, ale ja już nie beeeeeedeeeeeee! Ja nieeeeee chce eeeee karyyyyyy!" Nie, musisz dostać karę, bo zrobiłeś cośtam cośtam. "Proszeeeee nieeeeee, Proszeeeee nieeee". Nie, musisz mieć karę. "Ale jaaaaa nieeee chceeeeeee....." I tak przez pół godziny. Jako wspolplazowicz zdecydowanie wolałabym, żeby rzeczona mama po pierwszym ryku powiedziała "ok, to było ostatnie ostrzeżenie" albo posadzila na karne 5 minut na końcu (wówczas musiałabym znosić histeryczny bek max 5 minut) , a półgodzinne akcje wychowawcze uskuteczniala sobie w domu... Ba, zaczynam myśleć, że nawet klaps na tylek byłby mniej uciążliwy, a równie (nie)skuteczny. Dla mnie, rzecz jasna

, choć dla dziecka w tym wypadku chyba też. Póki co dziecko cierpi, ale inni plazowicze TEŻ cierpią, a żadne z nas nie sypalo pielachem!