mgla_jedwabna
09.10.18, 19:05
Czytam sobie kilkusetpostowy wątek "nienawidzę szkoły" i naszła mnie następującą refleksja":
Żeby organizować zbiorowy wyjazd dla dzieci szkolnych trzeba mieć licencję. Żeby pracować w szkole choćby jako "nadzorca przechowalni" (do czego sprowadza się praca większości świetliczanek; tym większy szacunek dla tych robiących coś konstruktywnego), trzeba się wykazać kwalifikacjami pedagogicznymi. Ale jeśli chodzi o darmową opiekę, to hulaj dusza, piekła nie ma. I pieczę nad waszym dzieckiem może sprawować babcia innego dziecka, która będzie wasze szarpać za włosy przy suszeniu, tata, który na tyłach autobusu pomaca, czy wszyscy na pewno majtki założyli, albo mamuśka, która wyjedzie siedmiolatkowi z tekstem "jak się będziesz tak guzdrał, to cię zostawimy i policja cię zabierze" (w domyśle: jak przestępcę).
Jednocześnie gdyby bezrobotna matka pomagająca przy dzieciakach od roku za darmo (czyli sprawdzona) wystąpiła z propozycją, że zatrudnią ją na ułamek etatu i będzie robić to samo odpłatnie, to okazałoby się, że nie ma kwalifikacji. Jednocześnie nikt nie miałby nic przeciwko, by robiła nadal to samo za darmo.
A wy - macie zaufanie do obcych ludzi, którzy jeżdżą z waszymi dziećmi na basen/wycieczki?