Ostatnio w klasie mojej córki pewne dzieci codziennie przynoszą słodycze - a to czekoladki, drażetki, mamby, lizaki. Moja córka jest nauczona że słodycze je w domu, po posiłku a potem myje zęby. Nigdy nie domaga się też dużych ilości - czasem zje kilka kostek czekolady, innego dnia lizaka, kolejnego jedno ciastko. Natomiast dzieci z klasy przynoszą tego coraz więcej. Wychowawczyni twierdzi że nie może rodzicom zabronić przynoszenia słodyczy. Dla mnie to jest chore, bo córka przez to nie zjada obiadów, a dzisiaj przyniosła całą garść czekoladek i mamb które dostała od innych w klasie bo już jej było niedobrze i nie dała rady tego zjeść

Jak to jest u was rozwiązane i jak ew. wymóc wprowadzenie jakichś zasad?