Jak wiadomo, w kulturze anglosaskiej istnieją tzw. Christmas songs. Są to piosenki nie mające wiele wspólnego z chrześcijaństwem (zresztą w sporej części pisane przez żydowskich autorów), a opisujące zimę, śnieg, przejażdżki saniami, siedzenie przy kominku i kupowanie prezentów.
Ostatnio ruch #MeToo dobrał się do tych piosenek, wskazując, że wiele z nich ilustruje niepoprawne stosunki męsko-damskie i społeczne. Na pierwszy ogień poszedł standard ”Baby, It’s Cold Outside”. Jest to dialog między mężczyzną, który namawia kobietę, żeby u niego została (w domyśle: na noc) i jego partnerką, która obawia się, co ludzie powiedzą, ale widać, że tak naprawdę jest chętna. Przez ostatnie 70 lat piosenkę śpiewało wiele sławnych duetów, ale w tym roku niektóre stacje radiowe wycofały ją pod naciskiem grup feministycznych, które twierdzą, że piosenka gloryfikuje ”date rape” i tabletki gwałtu (w którymś momencie piosenkarka pyta ”co jest w tym drinku?”).
Nota bene, najbardziej znane nagranie piosenki, w filmie ”Neptune's Daughter”, zawierało dwie wersje, w jednej z nich role były odwrócone. Pokazuje to, że producenci zdawali sobie doskonale sprawę, jak można manipulować przekazem.
A co sądzą ematki?