ladyinblack33
17.02.19, 12:38
Mam takie zapytanie czy byłyście w takiej sytuacji i jak postąpiłybyście na moim miejscu bo mnie to już wnerwia.
Otóż zacznę od tego, że nie jestem piękna. Wg poradników nt. męskiego ideału, jestem antyideałem większości 😂😂😂😂 No trudno. Pogodziłam się z tym faktem.
Oczywiście znalazł się taki, który najpierw pokochał moją osobowość i aktualnie twierdzi, że jestem ładna i mam wiele innych ładnych "rzeczy". No i to raczej typ przystojnego faceta, który pół życia uganiał się za tymi pięknymi, jak nie najpiękniejszymi z sukcesami ale stwierdził, że ma dość księżniczek. Cokolwiek to znaczy.
Niestety musiałam to napisać aby przejść do rzeczy.
No i tutaj zaczyna się coś co mnie wnerwia.
On ma kolegów, wielu. Typy ludzi dbający o wygląd, kondycję, inteligentni z dobrą pracą, przystojni z wianuszkiem kobiet. Wybierają zawsze te naj, naj.
Ogólnie mi to zwisa.
Mój facet z tymi kolegami - pracuje lub/i spotyka się towarzysko. Bardzo ich lubi. Siłą rzeczy bywają u nas czy my u nich, zdarzają się wypady bo lubimy spontaniczne wyjazdy itp.
Nie wiem co większość tych kolegów o mnie myśli, wiem tylko, że z większością po prostu gadam, żartuję i jest po prostu normalnie i nic do nich nie mam. Ani nie ma tu wielkiej sympatii raczej ani niechęci. A JEDEN MNIE TAK WNERWIA...
On po prostu traktuje mnie jak zbędny element krajobrazu. W ogóle na mnie nie patrzy, kiedy mówi do mnie, czy o mnie przy mnie. Jestem jak powietrze. Ignor kompletny. Mam wrażenie wręcz, że musi mnie tolerować choć najchętniej wyciąłby mnie z krajobrazu.
Ja mam wrażenie, że jestem za mało piękna żeby przy nim stać, być z nim razem z jego znajomymi w jednym miejscu itp
I precyzując, poza jego cześć rzuconym w eter bliżej nie wiem gdzie ale podobno do mnie w okolice, w ktorych stoję, nigdy nie rozmawialiśmy normalnie, poza jeszcze innymi grzecznisciowymi tekstami również rzuconymi gdzieś gdzie niby stoję.
Nic mu nie zrobiłam. Normalnie tak mnie już wnerwia, że ciężko mi wytrzymać i mieć np dobry humor podczas jakiś tam okolicznościowych spotkań. Chodzi mi o jakiś głupi szacunek do drugiego człowieka. Jesteś, to się uśmiechnę, zauważę, pogadam od tego się nie umiera.
Zdarzało mi się tak ( nie wiem czy wam tez?), że jakiś facet tak mnie ignorował bo byłam dla niego kompletnie nieatrakcyjna wizualnie więc po co będzie ze mną gadał dla, samego gadania. Zawsze mnie to wnerwiało przecież nie każda kobieta z którą się gada musi być kimś kto musi się podobać. Denerwowało mnie takie idiotyczne podejście, że gadać i widzieć trzeba tylko tych, ktorzy nam się podobają, którzy mogą nam coś dać, lub którzy są ważni dla ogółu.
Ogólnie wiadomo, że jak działo się to w pracy, to choć było przykro to jednak praca, to praca.
W życiu prywatnym nie musiało się z taką osobą spotykać czy zadawać jednak jeśli dla bliskiej Ci osoby to dobry, stary przyjaciel z którym chce się spotykać to już inaczej bo nijak tej osoby nie unikniesz.
Czasem zastanawiałam się, że może mnie nie lubi ale...jak można nie lubić kogoś kogo się nie widzi 🤔
Wnerwia mnie to już okrutnie i nie wiem już jak to rozegrać: ukrywać, udawać, ignorować, wybuchnąć.
Najpierw było mi przykro a teraz jestem tak zła, że......