Dobre kobiety, poradźcie co zrobić w takiej sytuacji: miesiąc temu zarezerwowałam jednodniowy pobyt w apartamencie w mieście X, bo mam bilety na koncert (za kolejne 2 miesiące). W warunkach rezerwacji nie było nic na temat przedpłaty, płatność na miejscu gotówką i nawet numeru karty kredytowej nie trzeba było podać. Wczoraj przyszedł do mnie mail z obiektu, napisany straszliwie pokaleczonym angielskim. W mailu było napisane, żeby w ciągu 24h wpłacić depozyt, bo inaczej rezerwacja przepadnie, i podany był nr konta. Naprawdę brzmiało to jak jakiś mail od naciągaczy z 3-go świata. Wysłałam to do Bookingu, ale odpowiedzi nie otrzymałam, a dziś przyszła informacja, że rezerwacja odwołana.
Jestem teraz w plecy podwójną sumę, bo musiałam zarezerwować inny hotel, już nie tak tani, i do tego 20 km od sali koncertowej, a poprzednio byłam w zasięgu dłuższego spaceru. Będę miała ze sobą dzieci i już się cieszę na perspektywę błądzenia po nocy po obcym mieście

A w dodatku zupełnie nie wiem, o co może chodzić, od lat rezerwuję przez Booking i nigdy nie było takich numerów! Mam też rezerwację na wakacje, bilety lotnicze kupione, i już się zaczęłam bać podobnej sytuacji... O co w tym może chodzić?