Sama nie wiem czego chce! I jest mi z tym źle, bo zazwyczaj wiem i do tego jestem przyzwyczajona
Ze trzy miesiace temu zepsuła mi sie waga kuchenna. Bateria wylała, poszło w środek i nie dało sie reanimować. Trudno, ja wg przepisów nie gotuje, wiec waże rzadko, ale czasem tak. W dodatku skoro mam sie odchudzać (a już zaczełam), to brak wagi odczuwam czesto. Wczoraj mi sie przelało, zaczełam szukać wagi w sklepach i znalazłam, tyle że łazienkowa. I tu leży problem pogrzebany. Mam dwie wagi łazienkowe, obie stare i obie działajace. Ta która znalazłam na sieci ma opcje pomiaru stopnia otłuszczenia ciała, czyli stosunkowo nowy krzyk mody w dziedzinie odchudzania przeprowadzanego samodzielnie. No i ja ja chce! A z drugiej strony, to mam dwie, a skoro mam dwie, to trzeciej nie chce kupować... Rozumiecie problem pierwszego świata? Wiem że body fat można też inaczej mierzyć. Najpierw wypróbowałam kalkulatory online. Wg trzech z nich mam atletyczna budowe ciała i 16-19% tłuszczu. Znaczy sie nie umiem obsługiwać miarki krawieckiej, bo tłuszczu mam wiecej

Wedle innego mam 26% (akceptowalne), ale tam utknełam na pomiarze "forehand", opisy pomiaru na sieci sa zbyt różne. Tak wiec ta metode wykluczyłam. Można sie mierzyć suwmiarka, ale to może być jeszcze trudniejsze, a nie wiem gdzie można dać sie zmierzyć suwmiarka specjalistyczna, a potrzebuje w miare nieskomplikowanego dostepu do pomiarów. No i zostaje ta nieszczesna waga. Co robi ematka na moim miejscu? Kupuje wage i sprawdza sobie tłuszczyk, czy szuka jeszcze innych sposobów? Odchudzać sie bez sprawdzania tłuszczu to ja już nie dam rady, chyba że po lobotomii

No nie zapomne i nie wybije sobie tego z głowy, przepadło!