Taki troche ciag dalszy dyskusji o toksycznych rodzicach ...
Siegnelam w ramach cwiczenia pamiecia w glab i stwierdzilam, ze pokolenie naszych rodzicow, to pokolenie ktore raczej nie mialo relacji ze swoimi rodzicami (oczywiscie generalizuje, pewnie sa tacy co mieli). Mowie to na przykladzie wlasnej matki, ktora relacji ze swoja matka raczej nie miala. Byl to raczej chow a nie wychowanie. Wnioskuje tak poreakji mojej matki na smierc babci, ktora zostala skwitowana krotkim "moze lepiej sie stalo, w sumie latwego zycia nie miala". Oczywiscie ciezko oceniac po samych slowach, moze gdzies tam w srodku przezywala jednak zalobe, ale nauczona przez lata, ze okazywanie uczuc na zewnatrz to oznak slabosci, tak po prostu sie zachowywala.
Potem w podobny sposob budowala relacje ze mna: w sumie jedyne czego ode mnie wymagano to dobre oceny w szkole. Poza tym moglam w domu i poza domem robic co chcialam. W domu panowalo przekonanie, ze dzieci raczej nie sa partnerami do rozmowy, wiec z rodzicami praktycznie wymienialam informacje, ale raczej rozmowa ciezko to nazwac. Bylam dzieckiem materialnie dosyc zadbanym i wlasciwie na tym sie konczyly obowiazki moich rodzicow.
Anegdotka: w III klasie liceum ktoregos dnia zaproponowali mi, ze mnie podrzuca do szkoly, bo i tak jada w tym kierunku rano do miasta. He, he wysadzili mnie przed drzwiami liceum - tyle ze nie mojego
No a pozniej o maly wlos przenioslabym te wszystkie schematy na swoje dzieci ... gdyby nie moj maz.
I wlasciwie tak caly lancuch zostal przerwany.
A wzielo mnie na takie przemyslenia, bo panie w watku obok argumentowaly, ze to wina naszych rodzicow, ze nie zbudowali relacji, bo przeciez jest tyle mozliwosci naprawy wlasnych bledow. No jak widac, jakos strasznie duzo tych mozliwosci chyba jednak nie ma.
Nawet ja nie wpadlam na to, ze w moich relacjach z synem cos jest nie tak, bo przeciez wychowana bylam w takim kokonie i skad mialam wiedziec jak byc powinno.
Po ksiazki psychologiczne nie siegalam, bo zeby po nie siegac, to musi ci przynajmniej cos dzwonic, ze jest problem. Porownac sie nie za bardzo mialam z kim. Poczytac w internecie tez nie za bardzo (moj syn urodzil sie kiedy internet w domu byl jeszcze liczony w minutach a jedna strona otwierala sie 5 minut

).
W sumie gdyby moj maz nie tupnal noga, to pewnie by na mnie to oswiecenie nie splynelo ...