Plotkarsko.
Mam starszą znajomą, jest już na emeryturze. Zadzwoniła czy nie wybrałabym się z nią do kina, namawiała, żeby iść na seans w sali dream w Heliosie, ale że "nasz" film w tej sali grali tylko w ciągu dnia, to odpadłam, bo czas miałam dopiero wieczorem.
Zdziwienie moje budzi fakt, że chce jej się dopłacać i bulić drożej za i tak drogi bilet, bo emeryturę ma bardzo niską, a rachunki spore. Szczerze - nieźle zarabiam, ale bilet do kina za 40 zeta uważam za chorą cenę, sama najczęściej chodzę w promocyjne dni za 15 zł i brak rozkładanej kanapy mi nie przeszkadza w seansie

.
Skąpiradło ze mnie?