miramar11
26.10.19, 13:43
Mojemu dziecku (małoletniemu) należy się zachowek po dziadku (moim ojcu). Termin wyznaczony żonie mojego ojca minął ponad 4 lata temu. Oczywiście moje polubowne wezwanie do zapłaty zostało olane, więc sprawa trafiła do sądu.
W tym tygodniu odbyła się pierwsza rozprawa w sądzie (po prawie 4 latach od złożenia wniosku). Z tej rozprawy w sumie nic nie wyniknęło gdyż sędzina zarządziła byśmy spróbowały dojść do ugody. Następna rozprawa będzie w styczniu.
I tak mojemu dziecku należy się 200 tys. Zachowku plus odsetki 56 tys. (liczone od wyznaczonego przeze mnie dnia zapłaty) lub 52 tys. (liczone od daty wpłynięcia wniosku do sądu). Czyli jakby nie patrzeć ponad 250 tys.
Żona ojca powiedziała, że ona nie ma z czego zapłacić tych 200 tys. (chyba nie wie, że odsetki też powinna płacić). Oznajmiła mi, że może mi dać tylko 120 tys., bo więcej nie ma.
Obecnie mieszka w domu odziedziczonym po moim ojcu . Do tego ma 2 własne mieszkania i jeszcze 2 odziedziczone po moim ojcu. Oznajmiła mi, że nie ma mowy by sprzedała choć 1 z mieszkań, nie weźmie żadnego kredytu hipotecznego, nie będzie ich wynajmować, bo nikt obcy nie będzie się kręcił po jej własności.
Sędzina zaleciła nam, byśmy spróbowały dojść do jakiejś ugody. Tak się zastanawiam jak to powinno więc wyglądać, bo ona swoich warunków zmienić nie chce. Ja z kolei muszę działać w interesie mojego dziecka.
1. Kto powinien dążyć do tej ugody (która ze stron)?
2. Na ile byście poszły na ugodę? O ile opuściły kwotę wyjściową, odsetki, czas spłaty itd.?
W sumie nie mam pojęcia jak się do tego ustosunkować, potrzebuję spojrzenia z boku osób nie związanych ze sprawą. Relacji rodzinnych między mną a żoną ojca nie ma żadnych.