Nie wiem czy też obserwujecie to zjawisko w swoim otoczeniu, ale facetom teraz totalnie odwala na punkcie "Jestem ojcem, to misja mojego życia i w związku z tym nie mam czasu na nic innego". Przyczynkiem do refleksji było spotkanie przedświąteczne paczki moich przyjaciół ze studiów. I wszystkie dziewczyny mogą przyjść choć mają po dwoje dzieci i pracę etatową, tymczasem koledzy, zwykle mający swoja DG, są tak pochłonięci byciem ojcem ze nie wykroją czasu

Jeden kolega rzucił robotę w korpo i nagrywa teraz każdy oddech swojej córeczki a drugi nie przyjdzie bo spotkanie jest w sobotę a on "weekendy spędza rodzinnie i ew. wieczorem jak położy dzieci spać to może gdzieś wyjść albo przyjdzie z nimi"...Naprawdę ostra przesada. Obaj panowie do dzieci przekonania nie mieli, gdy rodziłam swoje jako pierwsza z naszej paczki to patrzyli jak na raroga, ten ojciec roku to nawet dzieci nie chciał a dziś totalnie mu odbiło. Non stop zamieszcza w social media foty jak obwieszony bombelkami pracuje czy tam robi zakupy. Widujemy się w tym składzie dość rzadko, bo każdy zajęty choć w kontakcie jesteśmy i wiemy co u nas słychać. Obaj panowie zostali ojcami około 40-tki i obydwom odwaliło. A te ich kobiety to tez jakieś hetery. Serio raz na rok nie mogą im pozwolić wyjść na 2h pogadać z paczką przyjaciół ze studiów? Aaa, jeszcze jeden kolega też ma ten syndrom. Jako jedyny z pracy nie jedzie na wyjazd wigilijny, bo mu żona nie pozwala (mają troje dzieci) jedną noc spędzić poza domem. Jezu to nie faceci tylko jakieś pipy.