jest gadułą? Ale taką ogromną gadułą, wygłaszającą monologi godzinę, dwie, trzy? Taką, która łaskawie pozwoli Ci wtrącić zdanie, dwa, a potem stara się nie robić nawet przerwy na głębszy oddech?
Mam taką osobę w rodzinie i przyznaję się bez bicia, że już sobie nie radzę.
Kiedy wreszcie uda mi się coś powiedzieć to widzę kamienną twarz, zero zainteresowania, jakby ta osoba czekała znudzona, aż w końcu się zamknę a ona znów dojdzie do głosu.
Lubię tę osobę, czuję z nią więź, mimo wszystko, ale ostatnio jej nadawanie wywołuje we mnie wewnętrzną agresję. Stawianie granic, zdarta płyta, etc. nie działa. Pozostało mi unikanie kontaktu. I bardzo mi z tego powodu przykro