sortfort
07.01.20, 11:14
Co myslicie o zbiórkach na leczenie ciężko chorych osób? Którym pomóc może tylko lek za kilka milionów i leczenie na innym kontynencie lub mega drogiej klinice zagranicznej?
Społeczeństwo się mobilizuje i wpłaca.
Bardzo chciałabym uratować wszystkie osoby chore.
Ale gdy szanse obiektywnie są niewielkie na przeżycie?
Zaawansowany rak i terapia komórkami macierzystymi za 3 miliony która może coś da a może nie da; ciężka choroba genetyczna i lek który kosztuje 5 milionów a może nie zadziałać lub jedynie na chwilę poprawi komfort życia dziecka? Im młodsze dziecko tym większa rozpacz i chęć pomocy wszystkich. Na pomoc przewlekle chorym cierpiącym staruszkom już takiego parcia nie ma.
Chodzi mi o to, że jak ktoś wpłaci na ratowanie życia jednego, to nie wpłaci na ratowanie innego.. po prostu nikt nie ma nieograniczonych funduszy .
Tymczasem te terapie i leki kosztujące po kilka milionów na jedną osobę mogłyby pomóc kilkudziesięciu innym chorym.. Gigantyczna kasa zebrana, pieniędze wpłacone, pacjent przeżył 6 miesięcy dłużej...
Zastanawiam się, na ile to wszystko jest moralne,
czy te koszty leczeń nie są specjalnie windowane tak wysoko, że ktoś sobie robi giga biznes na -realnie-nieuleczalnych chorobach..
Przy takich gigantycznych kwotach lekarska etyka może dawno nie istnieć.
Składałam się kilkakrotnie na takie akcje. Co wpłacę na jedno dziecko, to pojawia się cała lista kolejnych równie chorych, z których każdy potrzebuje kilku milionów na wyleczenie... I te osoby sa faktycznie chore. I ich bliscy cierpią i błagają o uratowanie im życia.
Czasem wpłacając wręcz wiem, że tu praktycznie nie ma szans... wpłacam by dać rodzinie znak, że jestem z nimi w cierpieniu..
Ale też wiem, że wielu chorych, tych mniej przebojowych, mniej obrotnych, mniej medialnych - za ułamek tych kwot mogłoby być zdrowszym i żyć godnie.
Zna ktoś osobę kiedyś chorą, która po takiej terapii za kilka milionów odzyskała zdrowie na lata?