Dodaj do ulubionych

to ja o neurotypowych i nieupośledzonych

04.02.20, 20:16
Zajrzałam wczoraj do moich zestawień sprzed czterech lat. W połowie roku szkolnego pierwszoklasistów z zaleceniem wydłużenia czasu pisania sprawdzianów mieliśmy sześcioro. W tym roku mamy ich 16 po gimnazjum i 27 po SP (liczba klas w każdym przypadku ta sama).
Dostosowania maturalne - wtedy 4 osoby z przedłużonym czasem, w tym 17. Na podstawie zaświadczeń lekarzy, poza jednym przypadkiem - psychiatrów. Zaburzenia lękowo-depresyjne, czasem tylko lękowe, czasem tylko depresja. Nic zmyślonego, znam te dzieciaki od 3 lat, wiem, co się z nimi dzieje.
Wg naukowców bardziej zagrożone są młode osoby z wielkich miast i bardziej dziewczyny niż chłopcy.
Moim zdaniem najbardziej te dziewczyny, ktorym zależy.
Obserwuj wątek
    • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:19
      Aha.
      • stephanie.plum Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:28
        do ciekawego wniosku doszłaś...
        • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:38
          Zaznaczyłam że przyjęłam do wiadomości, bo ani pytania nie było, ani zachęty do rozwijania tematu big_grin
    • leni6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:32
      Jakie są "dostosowania maturalne" w przypadku zaburzeń leków depresyjnych ? To że liczby rosną może oświadczyć o tym że coraz więcej rodziców się o takiej możliwości.
      • milka_milka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:36
        Jakie potrzeba. Przedłużenie czasu pisania, odpowiedzi ustnej, oddzielna sala, dużo jest możliwości, jeśli trzeba i ma to pomoc choremu młodemu człowiekowi, to dobrze.
        • asia_i_p Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:03
          Może być nawet pisanie matury w domu, jeśli są warunki - mieliśmy w przypadku obniżonej odporności po leczeniu onkologicznym.
    • triss_merigold6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:39
      Na podstawie zaświadczeń lekarzy, poza jednym przypadkiem - psychiatrów.

      Wydłużenie czasu pisania egzaminu/matury to opłacalny konkret. Bardzo trudno jest załatwić takie zaświadczenie u lekarza na prywatnej wizycie, jak sądzisz?
      • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:45
        znam te dzieciaki od 3 lat, wiem, co się z nimi dzieje.
        • triss_merigold6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:47
          Znaczy, od 3 lat chodzą do średniej szkoły i im się pogarsza. Co szkoła z tym robi?
          • ichi51e Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:26
            No wlasnie ja tez sie chcialam zapytac czy ktorekolwiek z tych dzieci wczesnie zdiagnozowanych dogonili dzieci niezaburzone? Bo jak nie to ten system troche do d...
            • ichi51e Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:26
              *dogonilo
            • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:28
              Owszem, niektórym się poprawia. Chciałam jednak zauważyć, że szkoła to placówka lecznicza.
              • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:48
                Że szkoła to NIE placówka lecznicza.
            • angazetka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:30
              Intelektualnie przecież te dzieci są całkiem w normie.
              • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:48
                Większość znacznie powyżej normy.
                • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:49
                  Tzn. średniej wink
                  • angazetka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:52
                    Domyślam się, żyję otoczona takimi dorosłymi dziećmi z zaburzeniami wink
          • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:39
            triss_merigold6 napisała:

            > Znaczy, od 3 lat chodzą do średniej szkoły i im się pogarsza. Co szkoła z tym r
            > obi?

            Szkola chyba nie ma uprawnien do leczenia.
      • milka_milka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:45
        Trudno. Trzeba mieć historię choroby, tego nie wystawia się na gwizdek.
      • liberica1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:53
        Bardzo trudno. Nie wiesz Triss o czym piszesz więc sobie daruj. Żeby wystawić takie zaświadczenie, z którym KONIECZNIE musisz iść do poradni ped psychologicznej i ONA dopiero wystawia papiery, które LICZĄ się do szkoły musisz zrobić specjalistyczne badania psychologiczne u nas trwające całe 3 dni po kilka godzin. Wcześniej potrzebny był rezonans mózgu, eeg. Psychiatra wystawił zaświadczenie dopiero na podstawie badań psychologicznych tych trzydniowych u specjalisty. Z zaświadczeniem do poradni PP. Poradnia zrobiła swoje badania i podtrzymała opinie i zalecenia przedłużenia czasu. W szkole pedggog szkolny zapoznał się z opinią po czym musiała się zebrać rada pedagogiczna żeby ustalić czy dzieciakowi należy się wydłużony czas na egzaminach. Aha i do psychologa i psychiatry potrzebowałam opinii kilkustronicowej od wychowacy klasy nt funkcjonowania dzieciaka, pracy na lekcji itd, opinii od psychologa, u którego byliśmy, opinii od szkolnego pedagoga, opinii od nauczielki udzielającej korki. Całość trwała ok pół roku uwzględniając czas na wizyty prywatne. Jeżeli myślisz, że wystarczy pójść na wizytę i ot tak dostaniesz zaświadczenie to żyjesz w wyimaginowanym świecie Triss M. I tak wygląda każdorazowo sytaucja. Nie tylko u nas.
        • gaga-sie Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:38
          Nie ma konieczności uzyskania opinii poradni, dostosowanie warunków może być na podstawie samego zaświadczenia lekarskiego cke.gov.pl/images/_KOMUNIKATY/20190806%20E8%20EG%20Komunikat%20o%20dostosowaniach.pdf
      • vinca Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 01:23
        Nie jest to niemożliwe. Znam osobiście 2 mamy które załatwily to swoim zupełnie zdrowym acz niezbyt bystrym pociechom.
        • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:12
          Albo jedziesz rano do innego miasta, do poleconej/znajomej placówki i wieczorem wracasz z orzeczeniem. Może nie fizycznie, bo trzeba je jeszcze wypisać, ale wiesz, że przeciągu kilku dni kurier dostarczy.
          Zresztą te wszystkie kombinacje i po kilkanaście orzeczeń w jednej klasie sprawiły, że większość traktuje te "zaburzenia" jako pretekst do wydłużonego czasu pisania egzaminu i nic z tym nie robi, bo i nie ma takiej potrzeby. A pojedyńcze dzieci, które naprawdę potrzebują pomocy, giną w morzu oszustów.
          • ichi51e Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:38
            Aczkolwiek uwazam ze latwo zalatwic orzeczenie jesli sie wie co gadac i ma odpowiednie podkladki od lekarzy i prywatnego psychologa - to opcja rano pojechalam wieczorem mialam jest niemozliwa. Z prostej przyczyny ze musi sie zebrac komisja orzekajaca wiec cudow nie ma
            • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:07
              Znam osobiście taki przypadek - całodzienne testy i opinia jest. Oczywiście nie był to ani lekarz ani pacjent z przypadku. Ale fakt jest faktem, takie rzeczy mają miejsce i nie podejrzewam, że sprawa o której piszę jest jedną jedyną.
              Poza tym z rejonowej poradni znam przypadki - dysleksji nie ma, ale ma skłonność, może mieć, takie fajne dziecko, niech ma to pół godz. więcej. Opinia wydana. Dziecko na dwóch instrumentach gra, cud że nut nie myli.
              I nie wiem czy to o mnie dobrze świadczy, że o swoje dzieci nie dbam i opinii nie załatwiam.
              • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:22
                > I nie wiem czy to o mnie dobrze świadczy, że o swoje dzieci nie dbam i opinii n
                > ie załatwiam.

                Na pewno nie swiadczy dobrze taka podejrzliwosc i zazdrosc wobec innych.

                Ja nie mialam nigdy problemow z pisaniem, nigdy nie mialam za malo czasu i zawsze zbieralam piatki i szostki (lacznie z matura). Poniewaz szlo mi bardzo dobrze to nie przyszlo mi do glowy, zeby sledzic kolezanki z diagnozami i zazdrosci im, ze moga zrobic pare bledow wiecej odemnie.

                Skoro dawalam sobie swietnie rade to niby czemu mam jeczec, ze inny tez sobie moze poradzic z jakas tam pomoca. Ale ja nigdy nie bylam zazdrosna.

                • hanusinamama Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:29
                  Juz widze jak ci nie przeszkadza ze twoje dziecko musi pisać normalnie...a dziecko matki znanej lekarki i tatusia ordynatora ma załatwiony papierek na dłuższy czas. Oboje dzieci startuje na ten sam kierunek studiów...Juz widzę
                  Nikt nie mowi, ze kazdy dzieciak z takim papierem to cwaniak..ale sporo takich tez jest.
                  • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:46
                    hanusinamama napisała:

                    > Juz widze jak ci nie przeszkadza ze twoje dziecko musi pisać normalnie...a dzie
                    > cko matki znanej lekarki i tatusia ordynatora ma załatwiony papierek na dłuższy
                    > czas.

                    To co widzisz jest odbiciem wylacznie tego co ty masz w glowie, twojej postawy zyciowej i podejscia, nic ale to kompletnie nic nie mowie o mnie.
                • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:48
                  O czym ty ogóle piszesz? Jaka zazdrość? Gdybym tylko chciała, biorę namiar na panią i mam orzeczenie. Nic nie podejrzewam, nikogo nie śledzę.
                  Chyba mogę mieć zdanie, że skoro są klasy gdzie ponad połowa uczniów ma orzeczenia, to coś jest nie tak z systemem wydawania tych papierów?
                  • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:53
                    Ok, niech bedzie, masz taka opinie, ale skad sie bierze ta opinia? Czemy polowa klasy z orzeczeniami mialaby byc taka szokujaca?
                    • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:03
                      milamala napisała:

                      > Ok, niech bedzie, masz taka opinie, ale skad sie bierze ta opinia? Czemy polowa
                      > klasy z orzeczeniami mialaby byc taka szokujaca?

                      Może dlatego, że zna te dzieci, a także ich rodziców, w tym takich, którym się czasem szczerze pewne komentarze wymknęły? big_grin
                      • ichi51e Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:21
                        Dziecko moze byc bystre inteligentne i kumate i np miec utajonego zeza, niedosluch, slaba konwergencje czy astygmatyzm. Moze miec tragiczna grafomotoryke, nie slyszec roznic miedzy slowami (kasia kasza i kasa). nie wylapalas tego na starcie i dzieciak trafil na ambitna nauczycielke i wypracowal sobie jakie mechanizmy kompensacyjne - te wystarczaly na poczatku ale to potem wychodzi. To nie jest tak ze dyslektyk ma na twarzy wypisane „dslksx” od urodzenia. Malo matek zachwyconych ze dzieciak szybko stanal na nogi i nie raczkowal?
                        • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:26
                          ichi51e napisała:

                          cyt. te wystarczaly na poczatku ale to potem wychodzi. To nie je
                          > st tak ze dyslektyk ma na twarzy wypisane „dslksx” od urodzenia. Malo matek zac
                          > hwyconych ze dzieciak szybko stanal na nogi i nie raczkowal?

                          Mechanizmy kompensacyjne dzialaja, ale i tak wyjda np. w zaburzeniach psychicznych. Bo mechanizmy kompensacyjne kosztuja wiele energii zbyt wiele zeby ciagnac to cale zycie bez uszczerbku.
                          Tego rodzaju zaburzen nie widac dla postronnego, a postronny uwaza sam siebie za wlasciwego do wystawiania diagnozy.
                        • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:02
                          A mało to matek, które sadzają dziecko, wkładają w chodzik, nie chcą, żeby raczkowało, bo na podłodze to zimno i jeszcze się pobudzi?
                        • volta2 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 14:11
                          mój szybko stanął, mało raczkował i zachwycona tym w ogóle nie byłam

                          wiem z jakim problemem to się mogło wiązać i wyszło jak złoto
                      • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 20:45
                        Za orzeczeniem idą pieniądze. Przyznaje je komisja orzecznicza - pracownicy poradni, lekarz. Nie sądzę, żeby łatwo było wyłudzić.
                    • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:41
                      Opinia bierze się stąd, że założeniem orzeczeń była pomoc dzieciom, które tego potrzebują. Jeśli w klasach potrzebuje tego po kilkadziesiąt % uczniów, to taniej i uczciwiej byłby każdemu dać te pół godz. więcej. Jaki to problem? To tylko 30 min. Uczeń, który potrzebuje mniej czasu i tak wyjdzie, kiedy skończy.
                      Poza tym jak rozumiem, że jest skala ocen, ale nie - każdy musi mieć średnią 6.0, pod koniec roku zaczyna się wypraszanie na zasadzie - bo tylko z tego przedmiotu nie mam 6, a gdybym miał/a, to że wszystkiego będzie szóstka. I nakręca się spirala. Nie wierzę, że można być wybitnym i z muzyki, i z plastyki, i z matematyki, historii i każdego języka i jeszcze z w-fu. Mam problemy z ortografią, mam 4. Ale nie, byk na byku, ale co tam, papierek wymaże. Na takiej samej zasadzie powinny być papierki do szkoły baletowej - lekarz podpisze, że dziecko choruje na otyłość i nie powinni patrzeć na figurę. Czy do klasy sportowej. Albo na taksówkarza - no niestety, problemy ze wzrokiem są, ale przecież ja chcę i mam papierek, ze przecież to obiektywnie nie moja wina, więc dlaczego mam cierpieć.
                      A potem na forum zdziwko, że forumka mieszkanie komunalne skombinowała. A dlaczego nie, skoro to tylko kwestia papierka. To, że nie ma kasy na mieszkanie w centrum miasta nie ma znaczenia, przecież ona chce.
                      • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:12
                        Jak z daleka wiec nie spotkalam sie z wypraszaniem ocen.
                        Ale to znowu powraca to samo zrodlo problemu co brak dzieci na podworkach.
                        kto to robi, kto to kreuje. No wy rodzice. Choc zawsze jak slysze to ci inni. Z czego wynika, ze nikt tego nie robi tylko jacys nieokresleni "inni".
                        Przeciez kto tworzy taka kulture, takie oczekiwania, takie zachowania. Przeciez nasze pokolenie. Wiec bijmy sie przede wszystkim we wlasne piersi a nie szukajmy belki w oku blizniego.
                        Zawsze ci inni. Ja i moj dziubdzius jestesmy boscy.

                        Co mnie obchodzi, ze komus sie wymarze byki na papierku i poprawi jego ocene z powodu jego zaburzen.
                        Czemu was to tak boli??????
                        Dla mnie liczy sie to jaka ja dostane ocene. Co mnie ocena innych obchodzi.

                        Jakie zaswiadczenia na balet, do szkoly sportowej czy muzycznej?
                        To sa przeciez zajecia dodatkowe?
                        Nikt nie musi na nie chodzic ani znac sie na nich. A podstawowka jest egalitarna, dla wszystkich i wszyscy powinni miec indywidualna szanse.
                        Byl taki dowcip rysunkowy.
                        W szeregu ustawiono zwierzeta, rozne: jakies tam malpy, slonie, muchy czy zyrafy. Przemawiajacy robil im egzamin i dla kazdego mialo byc po rowno, tak samo, zeby bylo sprawiedliwie: kazdy mial skoczyc na drzewo.
                        Czy cos w tym stylu, dokladnie nie pamietam.

                        A teraz sie oburzacie, ze wreszcie rozne dzieci maja rozne testy dostosowane do swoich mozliwosci.
                        Dla roznych ludzi nie mozna zastosowac takich samoch kryteriow dla wszystkich, bo to nie ma nic wspolnego ze sprawiedliwoscia.
                        • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:28
                          Nie każdy musi skończyć podstawówkę z średnią 6.0.
                          Orzeczenia miały wyrównać szanse dzieci z zaburzeniami. Okazuje się, że takich dzieci jest wysyp pod koniec szkoły - no rozumiem, edukacja w naszych warunkach to faktycznie rollercoster. Dajmy więc każdemu te pół godz. więcej i już. Jeden wyjdzie 40 min. przed czasem tak czy siak, inny 20 (czyli 10 min. zyska), a inny wykorzysta czas na maxa.
                          Swoją drogą nie wiem w jakim świecie żyjesz, skoro pierwsze słyszysz o kupowaniu orzeczeń.
                          I tak jak piszesz - nigdy nie będzie tak, że wszyscy będą jednakowo zdolni. Rozkład normalny skądś się jednak wziął.
                          • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 16:47
                            W swiecie w ktorym orzeczen sie nie kupuje i nie etykietuje sie dziecka bez powodu w imie .. pol godziny dodatkowego niepotrzebnego czasu, bo jak dzieco jest zupelnie zdrowe i nic mu nie dolega, to dodatkowy czas jest mu po prostu zbedny. Brak w tym logiki.
                            • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 20:33
                              Nie brak logiki. Sama piszesz, że dzieci niezdiagnozowane są, więc akurat ten czas się przyda. A ta dwójka, która zostanie bez orzeczenia i jest niezaburzona, popatrzy w sufit i zrelaksuje się.
                      • aandzia43 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:35
                        Nie wierzę, że można być wybitnym i z muzyki, i z plastyki, i z mate
                        > matyki, historii i każdego języka i jeszcze z w-fu. Mam problemy z ortografią,
                        > mam 4. Ale nie, byk na byku, ale co tam, papierek wymaże. Na takiej samej zasad
                        > zie powinny być papierki do szkoły baletowej - lekarz podpisze, że dziecko chor
                        > uje na otyłość i nie powinni patrzeć na figurę. Czy do klasy sportowej. Albo na
                        > taksówkarza - no niestety, problemy ze wzrokiem są, ale przecież ja chcę i mam
                        > papierek, ze przecież to obiektywnie nie moja wina, więc dlaczego mam cierpieć

                        Sorry, bredzisz. "Papierki" są po to, by dzieciak w normie intelektualnej dobry z matmy a z dysortografią miał możliwość skończyć szkołę, zdać maturę i pójść na politechnikę zamiast skończyć edukację dużo wcześniej z łatką debila co nie może zapamiętać jak się pisze "który". Wszelkie "papierki" dotyczą szkół do poziomu matury, więc nie bój się, nie grozi ci chirurg czy kierowca z zaburzeniami motoryki.
                        • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:39
                          Skończyłby szkołę i dostał się na politechnikę. Wiesz ile traci pkt za ortografię? 2.
                          • aandzia43 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:53
                            Nie wiem ile się traci teraz, wiem że całkiem niedawno dzieci miały koszmarne zycie w szkole i mocno obniżane stopnie za błędy ortograficzne. Niejednego to uwaliło na samym początku drogi życiowej i nie pozwoliło rozwinąć się.
                  • ichi51e Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:55
                    No to nabadz jak cie to tak meczy. Zawsze je mozeszschowac do szuflady
              • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:02
                kropkaa napisała:


                > I nie wiem czy to o mnie dobrze świadczy, że o swoje dzieci nie dbam i opinii nie załatwiam.

                Dokładnie takie refleksje miałam, jak w ubiegłym roku szkolnym się dowiedziałam, kto (i ile to osób!) z klasy mego dziecka (kończyło gimnazjum, startowało w podwójnej rekrutacji) ma różne orzeczenia i specjalne warunki na egzaminach... Cud to doprawdy, jak piszesz, że w sportach wszelkich i kształceniu muzycznym (gra na instrumentach jak najbardziej, w tym zaliczanie obowiązkowych egzaminów oczywiście bez taryfy ulgowej, hehe) nie mają przy tym takich problemów big_grin
                Więc jak mi ktoś kolejny raz pitoli, że te wszystkie orzeczenia to takie uczciwe i konieczne dla wyrównania szans, poradnie nie wydają ich na życzenie, trzeba mieć poważne przesłanki itd., to śmiać mi się tylko chce i tyle. I nie, nie neguję istnienia dysfunkcji i uczniów, którzy się starają je pokonać - ani że jest im faktycznie trudniej. Natomiast to nie neurotypowym piszącym egzaminy bez zaświadczeń powinni dziękować za to, że są postrzegani jako oszuści i naciągacze systemu.
                • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:24
                  Zaburzenia moga miec rozne poziomy nasilenia. I ludzie sobie roznie z nimi radza w zaleznosci od poziomu i wlasnych osobniczych predyspozycji.
                  Jakbym powiedziala komukolwiek ze szkolnej lawki, ze mam ADD to reakcja bylaby taka sama. Brak wiary. Zabiliby mnie smiechem.
                  A mam.
                  Bo swietnie kompensowalam.
                  Z dzisiejszego punktu widzenia, nie potrzebowalabym zadnych dodatkowych wolnych, dluzszego czasu itp.
                  Potrzebne byloby mi leczenia farmakologiczne. Ale to jest kwestia indywidualny. Ktos inny z innym niewidocznym dla postronnego zaburzeniem moze potrzebuje innej formy pomocy.
                  Dlatego o tym decyduje lekarz/psycholog/psychiatra a nie przypadkowa pani z placu co sie dowiedziala od sasiadki swojej szwagierki.
                  • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:31
                    Ja rozmawiałam z rodzicami tych "zaburzonych" big_grin Oni sami często byli zdziwieni "dlaczego nie załatwiasz dla X. papierów, przecież by nie zaszkodziły" big_grin
                    • pade Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:54
                      To, co napisałaś świadczy tylko o tych rodzicach i "specjalistach", u których byli.
                      Nic nie mówi o dzieciach z dysfunkcjami.
                      I wypraszam sobie nazywanie dyslektyka zaburzonym.
                      • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:56
                        pade napisała:

                        > To, co napisałaś świadczy tylko o tych rodzicach i "specjalistach", u których b
                        > yli.
                        > Nic nie mówi o dzieciach z dysfunkcjami.

                        A co ja piszę w tym wątku już od x postów, hę?


                        > I wypraszam sobie nazywanie dyslektyka zaburzonym.
                        >

                        Albowiem gdyż? Chcesz powiedzieć, że mu wszystko w mózgu poprawnie funkcjonuje, tylko tak dla fanaberii udaje, że nie?
                    • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:16
                      iwoniaw napisała:

                      > Ja rozmawiałam z rodzicami tych "zaburzonych" big_grin Oni sami często byli zdziwien
                      > i "dlaczego nie załatwiasz dla X. papierów, przecież by nie zaszkodziły" big_grin

                      Moze ci sie nie chcieli przyznac , ze ich pociecha ma istotnie zaburzenie. Zaburzenie to nie jest cos czym sie mozna pochwalic. Dla niektorych jest to problem. Woli miec idealne dziecko w oczach sasiadow.
                      Woli powiedziec, ze jest taki sprytny, ze zalatwil, niz przyznac sie, ze dziecko ma istotnie problem.
                      Tego nie wiesz.
                      • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:19
                        I tak 26 dzieci z 30...
          • skumbrie Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 15:46
            Spoko, studia i życie dorosłego szybciutko weryfikuje wszelkie dys. Na szczęście.
        • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:35
          vinca napisała:

          > Nie jest to niemożliwe. Znam osobiście 2 mamy które załatwily to swoim zupełnie
          > zdrowym acz niezbyt bystrym pociechom.

          A jaka masz pewnosc, ze sa zupelnie zdrowe tylko niezbyt bystre?
          • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:51
            Jeśli zna osobiście, to oczywiście nie wie, tylko jest wredna i zazdrosna.
            • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:54
              kropkaa napisała:

              > Jeśli zna osobiście, to oczywiście nie wie, tylko jest wredna i zazdrosna.

              Az tak zna , ze siedzi w jej glowie?
              Raczej chyba mocno przecenia ta 'znajomosc".
              • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:53
                Ona nie wie, ale ty wiesz...
                • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:18
                  Ona nie wie i ja nie wiem. Ale ona twierdzi,ze wie, a ja , ze nie wiem . Taka roznica. Dosc istotna.
      • asia_i_p Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:10
        Od lat siedzę w komisjach maturalnych i odkąd siedzę, bawi mnie ta nagonka na "załatwiających sobie dłuższy czas pisania". Pod koniec pisania matury na sali są dwie - trzy osoby. I to też nie wyrywa im się prac z ręki, tylko one coś tam jeszcze sprawdzają, chcą mieć poczucie, że nie wyszły za wcześnie. Czasy maturalne są tak wyliczone, że to, co się umie, da się napisać bez problemu i jeszcze zostaje sporo czasu na próby rozgryzienia tego, co się nie umie. Większość z wydłużonym czasem i tak wychodzi przed czasem, bo dłużej się po prostu nie da skupić. Korzystają rzeczywiście z tego wydłużenia dysgraficy, bo mogą się postarać pisać wyraźniej, czasem jakiś uczeń z porażeniem dziecięcym.
        • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 11:08
          Asiu, dysgraficy nie mają wydłużenia czasu. A tym innym, którzy mają zaświadczenia o wydłużeniu, najbardziej - według mnie - pomaga zmniejszenie presji czasowej, bo to ona blokuje. Kiedy czują mniejsze napięcie, pracują szybciej i mieszczą się w czasie.
          Z drugiej strony zawsze sugeruję, żeby robić sobie w domu próby rozwiazywania zadań na czas, oswajać się z presją. Niektórym się chce i dobrze na tym wychodzą.
          • myfaith Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 11:52
            Nanga - dyslektycy ( a wiec np dysgraficy, dysortograficy) maja czas wydłużony pisania - w LO z tego co wiem również - przetestowane na moich dzieciach - w tym jeden mial pisanie egzaminu na komputerze.



            nangaparbat3 napisała:

            > Asiu, dysgraficy nie mają wydłużenia czasu. (...)
            >
            • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 20:37
              Absolutnie nie. Mają jedynie dostosowane do dysfunkcji kryteria oceniania.
              Dysgraficy mogą pisać na komputerze, ale w zwykłym czasie.
              Piszę o maturze.
              Jednocześnie osoby z dys. miewają w opiniach poradnianych zalecenie przedłuzenia czasu pisania sprawdzianów, kartkówek. I właśnie tym radzę ćwiczyć, bo na maturze zalecenie opinii już nie działa.
              • mari.sol Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 08.02.20, 12:14
                Zgadzam się z nangą. Maturzyści z wszelkimi dys mają jedynie dostosowane kryteria oceniania. Wyjątkiem jest głęboka dysgrafia i wtedy jest możliwość pisania na komputerze.
    • ms.piggy Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:41
      może to będzie wredne....ale juz się boję, jak trafię do takiego np. neuro lub kardio chirurga, z zaświadczeniem o potrzebie wydłużenia czas, albo pilota, albo nawet zwykłego urzędnika czy policjanta,a jak sama piszesz jest tendencja wzrostowa, więc mamy szanse, że takie osoby będą nas leczyć, będą nami rządzić ....fajna wizja
      • triss_merigold6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:46
        Odnośnie do pilota - w wypadku pilota masz przynajmniej duże prawdopodobieństwo, że jest zdrowy i stabilny (w przeciwieństwie do niektórych np. niemieckich depresyjnych pilotów).
        • ms.piggy Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:51
          myslisz, że w PL sa wszyscy zdrowi i stabilni? weź popatrz na SOP smile albo na cały....nie będę pisac dalej, bo mnie przymkną smile
          • triss_merigold6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:03
            SOP jest polityczną strukturą mundurową.
        • bi_scotti Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:22
          triss_merigold6 napisała:

          > Odnośnie do pilota - w wypadku pilota masz przynajmniej duże prawdopodobieństwo
          > , że jest zdrowy i stabilny (w przeciwieństwie do niektórych np. niemieckich de
          > presyjnych pilotów).

          Well, osobiscie znam pilota LOTu, ktory jest funkcjonujacym (ale nie sober!) alcoholic uncertain Ja znam jednego a ilu jest zatrudnionych i latajacych (na dalekich trasach!) to who knows. Pytanie co kto uwaza za bycie "zdrowym i stabilnym" ... hmm. Life.
      • sumire Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:57
        Jedna na cztery osoby. Do zapamiętania.
      • aandzia43 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:14
        ms.piggy napisała:

        > może to będzie wredne....ale juz się boję, jak trafię do takiego np. neuro lub
        > kardio chirurga, z zaświadczeniem o potrzebie wydłużenia czas, albo pilota, al
        > bo nawet zwykłego urzędnika czy policjanta,a jak sama piszesz jest tendencja
        > wzrostowa, więc mamy szanse, że takie osoby będą nas leczyć, będą nami rządzić
        > ....fajna wizja

        Rządzą nami sama widzisz jacy juz teraz i z neurotypowością czy nietypwością nie ma mają ich ograniczenia umysłowe nic wspólnego. Co do pilotów to możesz być spokojna, sito przy ich naborze ma tak małe oczka że nikt
        choć trochę niezborny psychoruchowo czy niestabilny nie przejdzie. Co do chirurgów też raczej spokój możemy zachować, bo sito póki co lebieg nie przepuszcza.
        • bi_scotti Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:25
          aandzia43 napisała:

          > Co do pilotów to możesz być
          > spokojna, sito przy ich naborze ma tak małe oczka że nikt
          > choć trochę niezborny psychoruchowo czy niestabilny nie przejdzie. Co do chirur
          > gów też raczej spokój możemy zachować, bo sito póki co lebieg nie przepuszcza.
          >
          >

          Napisalam wyzej co mysle o "stabilnosci" pilotow na podstawie tego, ktorego znam osobiscie. Nie wierze tez by nagle znikneli z PL surgeons (& other doctors) z full-blown choroba alkoholowa. To sito dziala na wstepie a potem sie mu oczka rozciagaja, rozciagaja, rozciagaja ... Sad but true. Life.
          • aandzia43 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 00:08
            Alkoholicy są wszędzie, wśród chirurgów i pilotów też. I też znałam pilota LOT-u wysokofunkcjonującego alkoholika. I ostro używających alkoholu pilotów w czasach gdy nie latało się w takim stopniu na przyrządach jak teraz tylko było się zdanym na własne zmysły, wiedzę, refleks i wyczucie. Nie wiem jak to działa, ale oni dokonywali niezłych wyczynów, w sensie w razie Niemca następowała maksymalna mobilizacja ciała i umysłu, intelektu i psychomotoryki, i lekkim twistem robili coś, co zwykłemu śmiertelnikowi się nie śniło. I tak dlugo, długo do wieku średniego. Może jak ktoś ma zdolności organizmu powyżej normy to i odporność na działanie substancji też ma powyżej normy? Religa też miał problem alkoholowy, a jakim był operatorem wszyscy wiemy. Przecież, abstrahując od pilotów i chirurgów, mózgi i ciała w różnym tempie lasują się u różnych nadużywających. Jeden żul ma neuropatie po kilku latach chlania, inny nigdy. Nie usprawiedliwiam nadużywania czegokolwiek u żadnej grupy zawodowej, żeby nie było, zwracam tylko uwagę na różnorodność w reagowaniu na te same substancje.
            • bi_scotti Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 01:51
              aandzia43 napisała:

              > zwracam tylko uw
              > agę na różnorodność w reagowaniu na te same substancje.
              >

              Sure, no contest. Niemniej taka sama obserwacja na temat roznorodnosc etc. etc. etc. nalezy sie tym, ktorzy np. na egzaminach pisemnych potrzebuja wiecej czasu bo maja problem z dyslexia czy dysgraphia, badz maja ADHD albo inne exceptionalities. Kazdy pisze swoja story smile Bo tak uczciwie to kogo mozna uznac za "neurotypowego" czy jeszcze wieksze wyzwanie: kto jest "normalny"?
              Staram sie nie wyciagac prywatnych historii forumek ale ta jest chyba publicly known: corka Verdany bedac osoba z dyslexia zyje z pisania texts, correct? To tylko taki "lokalny" przyklad smile A podobne mozna mnozyc bez konca gdy sie pomysli o tych "NIEneurotypowych" humans w naszym wlasnym otoczeniu.
              BTW, alcoholism (np. pilota czy lekarza) mozna leczyc. Poki co, z dyslexia mozna wylacznie nauczyc sie zyc ... Cheers.
              • aandzia43 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:24
                o tak uczciwie to kogo mozna uznac za "neu
                > rotypowego" czy jeszcze wieksze wyzwanie: kto jest "normalny"?
                > Staram sie nie wyciagac prywatnych historii forumek ale ta jest chyba publicly
                > known: corka Verdany bedac osoba z dyslexia zyje z pisania texts, correct? To t
                > ylko taki "lokalny" przyklad smile A podobne mozna mnozyc bez konca gdy sie pomysl
                > i o tych "NIEneurotypowych" humans w naszym wlasnym otoczeniu.

                Dysleksja to specyficzne trudności w nauce czytania i pisania, zespół trudności, różni ludzie z różnymi elementami tego procesu mają problemy. Córka Verdany akurat czytać nauczyła się błyskawicznie i bardzo wcześnie, ma natomiast dysortografię. W najmniejszym stopniu nie dziwi, że może żyć z pisania, bo dysortografia nie przeszkadza sprawnie posługiwać się słowem. W ogóle dysortografia, jak się już przebrnie przez szkołę, w niczym nie przeszkadza. No, nie da się pracować jako pani od polskiego.
                • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:58
                  Z tego co wiem, dysortografia to nie tylko pisanie róża w dowolnej kombinacji błędów.
      • angazetka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:21
        A teraz zaglądasz w kartę z przychodni swoich lekarzy i obsługujących cię urzędników?
      • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:55
        Oj tam, po prostu ma wydłużony czas operacji. Zamiast 30 minut, robi operację w 45 🤣
    • black.emma Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:42
      Co robisz dla tych, którzy tych zaburzeń jeszcze nie mają?
      • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 20:46
        Proszę ich rodziców, żeby rzadziej zaglądali do librusa, a częściej zwyczajnie rozmawiali.
        • black.emma Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:03
          A w klasie?
          PS. po co w takim razie piszecie w Librusie?
          • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:47
            Co "w klasie"? "W klasie" realizują podstawę, każdą godzinę na sprawy wychowawcze, oprócz pojedynczych lekcji wychowawczych, trzeba wyszarpnąć. I wtedy przydałyby się dwie osoby, prowadzące równolegle zajęcia. Robiłysmy tak z koleżanką w ubiegłym roku, trochę się udało. W tym - nie ma kiedy. Naprawdę.
            Ja zresztą uważam, żę od wszelkich warsztatów, treningów i lekcji wychowawczych ważniejsze jest takie przygotowanie nauczycieli przedmiotowców, by to oni, prowadząc codzienne lekcje, uczyli, samym swoim postępowaniem, komunikacji, asertywności, rozwiązywania konfliktów.
            • kurt.wallander Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:30
              nangaparbat3 napisała:


              > Ja zresztą uważam, żę od wszelkich warsztatów, treningów i lekcji wychowawczych
              > ważniejsze jest takie przygotowanie nauczycieli przedmiotowców, by to oni, pro
              > wadząc codzienne lekcje, uczyli, samym swoim postępowaniem, komunikacji, aserty
              > wności, rozwiązywania konfliktów.


              Zgadzam się z tym bardzo!
      • angazetka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:28
        Bo nauczyciel jest omnipotentny.
      • livia.kalina Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:58
        Jeszcze? A jak twoim zdaniem "nabywa się" spektrum autyzmu albo niepełnosprawność intelektualną?
        • double-facepalm Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 09:06
          Livia, litości, pytanie bylo np o depresję i nerwice lękowa.
        • triss_merigold6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 09:15
          Nanga nie uczy w szkole specjalnej, opis nie dotyczy upośledzonych umysłowo tylko nastolatków z depresjami, fobią szkolną, nerwicami.
          • black.emma Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:10
            Dokładnie tak. Piję do tego, że Nanga nie raz udowodniła, że nie uznaje prawa "neurotypowych" do spokojnej nauki i bezpieczeństwa.
            • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:25
              black.emma napisała:

              > Dokładnie tak. Piję do tego, że Nanga nie raz udowodniła, że nie uznaje prawa "
              > neurotypowych" do spokojnej nauki i bezpieczeństwa.


              Nie wie o co chodzi, wiec nie wtracam sie do sedna dyskusji, tylko zaintrygowal mnie ten brak prawa neurotypowych do spokojnej nauki i bezpieczenstwa. Nie maja? To chyba raczej wzglednie szczesliwa grupa dzieciakow, ktore moga sie rozwijac bez zaburzen.
    • kozica111 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:06
      Brak fizycznych stymulantów.Napięcie nie ma jak ulatywać.Kiedys z buta 5 km codziennie, pranie reczne, dzieci umyć, krowy wydoic a teraz...siedzą i mysla wink
      • milka_milka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:21
        Uważasz, że to śmieszne?
        • majenkir Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 00:56
          Moze i nie smieszne, ale kto wie czy nie ma w tym ziarenka prawdy.
      • princy-mincy Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:15
        Zgadzam się z tym. Widzę po mojej córce, jak marudna i jęcząca jest, gdy nie ma w danym dniu WF albo treningu albo innego rodzaju ruchu. Analizuje wszystko, wszystko jest nie tak, ona jest rozbita.
      • mama_kotula Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:52
        > Brak fizycznych stymulantów.Napięcie nie ma jak ulatywać.Kiedys z buta 5 km codziennie, pranie reczne, dzieci umyć, krowy wydoic a teraz...siedzą i mysla wink

        Trochę brutalne, ale coś w tym jest.
        Nawet nie do końca chodzi o to dojenie krowy i 5km z buta - chodzi o CIĄGŁY strumień informacji i bodźców, który te dzieci sobie fundują, bez chwli wytchnienia, zanurzenie w totalną papkę via telefon. One uważają, że ZAWSZE musza być dostępne, odpisywać na grupach, rozmawiać z jedną, drugą, czwartą i piątą koleżanką; jak mówię - bez chwili wytchnienia dla głowy, negatywne sytuacje sa non stop międlone i przetwarzane przez kilkanaście godzin na dobę, bo ktoś tam na grupie X napisał, że ktoś z grupy Y napisał, że w grupie Z i w czasach bez messengerka byłoby to ewentualnie obgadane następnego dnia w szkole, a teraz nope, trzeba cały czas w tym siedzieć.
        • asia_i_p Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 14:55
          No i chodzi o poczucie sensu tego, co się robi. Nie da się zastąpić wydojenia krowy karate czy tenisem, nie do końca w każdym razie, bo dojenie krowy to nie tylko ruch. Ja widzę, jakie dla mojego starszego dziecka jest ważne, jeśli zrobi coś, co rzeczywiście wnosi coś do życia rodziny, jaka jest z siebie wtedy zadowolona. I u młodszego też to już zaczynam widzieć.
          • mama_kotula Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 15:27
            > Ja widzę, jakie dla mojego starszego dziecka jest ważne, jeśli zrobi coś, co rzeczywiście wnosi coś do życia rodziny, jaka jest z siebie wtedy zadowolona. I u młodszego też to już zaczynam widzieć.

            Tak, dokładnie to. Plus dochodzi poczucie odpowiedzialności i wspólnoty, poczucie jakiejś sprawczości - a nie bycie ciągle przedmiotem czynności, przewożonym z zajęć na zajęcia i moderowanym.
    • mia_mia Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:10
      Patologia przy zaświadczeniach rozkwita. Za kilka lat tylko dzieci zaniedbane nie będą miały ułatwień.
      To wszystkim na rękę, szkoła ma lepsze wyniki, dziubdziusie też, wszyscy zadowoleni.
      • black.emma Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:14
        To tylko świadczy o polskich szkołach.
        • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:31
          Nie, to świadczy o autorce wypowiedzi.
          • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:42
            nangaparbat3 napisała:

            > Nie, to świadczy o autorce wypowiedzi.

            Dokladnie.
          • black.emma Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 14:01
            O szkołach. Skoro widać zapotrzebowanie to bardziej logicznie jest wydłużyć czas dla wszystkich a nie zmuszać ludzi do kombinowania.
        • mia_mia Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:33
          To nie szkoły wypisują zalecenia. Robią to poradnie, głównie prywatne.
          • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:40
            Nieprawda. Z poradni prywatnych mamy pojedyncze opinie. Znajdę chwilę, to policzę, ile. Ale na pewno to sporadyczne przypadki.
          • makurokurosek Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:56
            Opinie wystawiają głównie poradnie państwowe ,finansowane o ile się nie mylę od ucznia ,czyli im więcej zaburzonych tym więcej kasy dla poradni
            • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 07:16
              Poradnie robią bokami, bronią się przed dziećmi.
              • hanusinamama Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:37
                Zalezy które. U mnie jest kiepskiej sławy (potrafiły wypuszczac opienie dla chłopca z żenskimi koncówkami i chyba im sie dzieci myliły bo nauczyciele otwierali szeroko oczy "To jest o Kasi??!!"). Wiec wiekosc jedzie do drugiej, lepszej w innym miescie.
                • asia_i_p Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 14:58
                  To się niestety zdarza w wielu poradniach, że opinie są pisane metodą kopiuj wklej. Ostatnio porównałam zalecenia, jakie dostał mój siedmioletni siostrzeniec z afazją do tych, jakie dostał mój uczeń szesnastolatek z dysleksją. Praktycznie się nie różniły, ani treścią, ani sformułowaniami.
      • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:30
        To Twoje fantazje.
        • mia_mia Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:35
          Poważnie? Statystyki są prowadzone dla różnych krajów, jeśli nagle załamanie nastąpiło tylko w Polsce to trzeba zbadać zjawisko.
          • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:41
            Że trzeba badać, to powtarzam od 15 lat co najmniej. Ale jakoś badacze się nie kwapią, wiadomo, już król Salomon...
      • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:47
        "Patologia przy zaświadczeniach rozkwita...
        To wszystkim na rękę, szkoła ma lepsze wyniki, dziubdziusie też, wszyscy zadowoleni."

        Moda na snowflakei, czyli granie kartą ofiary losu, czyli wyciaganie benefitow na horom curkę, zatacza coraz szersze kręgi.
        • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:50
          Bzdury.
          • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:51
            Bo tobie nie pasuje do wizji...
            • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:06
              Bo ja rozmawiam z rodzicami tych chorych córek.
              • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:15
                Część jest chora a część udaje, bo na tym udawaniu można więcej ugrać społecznie, niż kiedykolwiek, więc ludzie się dostosowują do warunków.
                • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:22
                  "a część udaje"

                  Właściwie "udaje" to nie jest dobre słowo, bo to nie jest świadome, po prostu wchodzi w rolę ofiary, przyjmuje taki schemat zachowan, bo to przynosi korzyści.
                  • livia.kalina Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:02
                    A jakie konkretnie ty masz doświadczenie w tej kwestii, że tak bez wątpliwości definiujesz to zjawisko? Jesteś nauczycielem, pracownikiem ppp, rodzicem zdrowego dziecka z załatwionymi fałszywymi papierami etc?
                    • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:06
                      Jestem niezależną obserwatorką życia społecznego.
                      • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 07:25
                        Z czystej obserwacji obcej osoby nic nie widzisz. Większość tych dziewczyn, bo to jednak głównie dziewczyny, do perfekcji opanowała ukrywanie tego, co naprawdę czują, co się z nimi dzieje. Wyobraź sobie, że rozmawiasz z piękną dziewczyną, zapewnia Cię, że wszystko w porządku, ma nieruchomą twarz, a z oczu płyną łzy, ciurkiem, jak z kranu. Ta akurat wyszła na prostą. I naprawdę uważam, ze to w dużej mierze kwestia okresu rozwojowego, zresztą wiadomo, mózg się intensywnie przebudowuje, trzeba by tym dzieciom spokojnie i uważnie towarzyszyć, jakoś wyrwónać proporcje między wymaganiem a wspieraniem, rozmawiać poważnie i traktować poważnie, i zwyczajnie lubić. A jeszcze pamiętać, że to my jesteśmy dorośli i więcej wymagać od siebie.
                    • mia_mia Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:09
                      Cały mechanizm najlepiej było widać przy załatwianiu odroczeń. Nikt nie ukrywał, że idzie załatwić odroczenie, rodzic podejmował decyzję, a papiery to była formalność.
                      I ja się nawet wcale nie dziwię rodzicom, że wiedząc, że 1/3 czy pół klasy będzie pisać dłużej „kupują” dzieciom dodatkowy czas, jeśli stawka jest wysoka.
                      • triss_merigold6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:29
                        Wiesz, gdyby nie fakt, że mimo nacisków samorządu, jako rodzice dziecka z 2004 r. mieliśmy wybór, to sama załatwiłabym odroczenie, bo zdecydowanie NIE CHCIAŁAM posylać do I klasy sześciolatka z końca roku.
                        Poyebane pomysły reformatorskie zwyczajnie zmuszają ludzi do kombinowania i chodzenia po poradniach.
                      • asia_i_p Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 15:01
                        No znajomej się nie udała odroczyć. Dziecka z afazją, z końcówki roku (druga połowa grudnia). Pięknie pracuje, proszę pani, da sobie radę. Teraz ma jazdę dziecko, ona, nauczyciele dziecka i jakoś sobie muszą zbiorowo z tym radzić.
      • saszanasza Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:10
        mia_mia napisał(a):

        > Patologia przy zaświadczeniach rozkwita. Za kilka lat tylko dzieci zaniedbane n
        > ie będą miały ułatwień.
        > To wszystkim na rękę, szkoła ma lepsze wyniki, dziubdziusie też, wszyscy zadowo
        > leni.

        Ale swoją drogą, wiedząc jak jest dlaczego nie można wydłużyć tego czasu dla wszystkich. Po prostu.
        • mia_mia Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:00
          To jedyne dobre rozwiązanie.
        • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:04
          "dlaczego nie można wydłużyć tego czasu dla wszystkich."

          I małymi kroczkami, ze zwykłej szkoły zrobi się specjalna...
          • saszanasza Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:21
            1matka-polka napisała:

            > "dlaczego nie można wydłużyć tego czasu dla wszystkich."
            >
            > I małymi kroczkami, ze zwykłej szkoły zrobi się specjalna...
            >

            Nie...po prostu uważam, że skoro najważniejsza to wiedza i wyegzekwowanie wiedzy, to naprawdę można pójść na rękę tym młodym ludziom i zwiększyć limit czasu. Ja nigdy nie rozumiałam wymogu pisania kartkówek pod presją czasu, wtedy czlowiek normalnie nie myśli, bywa że się myli, gubi choć w warunkach mniej stresujących potrafi, a tu chyba chodzi o sprawdzenie co kto umie, a nie szybkości pisania czy myślenia.
            Jeżeli dla większości już uczniów ten czas jest z różnych powodów zbyt krótki, to pora go wydłużyć. Czasy się zmieniają, potrzeby uczniów również tak samo jak ich problemy i należy się do tego dostosować.
            • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:49
              "Ja nigdy nie rozumiałam wymogu pisania kartkówek pod presją czasu, wtedy czlowiek normalnie nie myśli, bywa że się myli, gubi choć w warunkach mniej stresujących potrafi,"

              Wydłużanie czasu, to jest niby pierdoła ale również kolejny, mały kroczek do równania w dół.
              A co z tymi osobami, ktoóre zawsze kończą przed czasem a im ten czas dłuższy, tym dłużej muszą czekać na resztę?
              Może wprowadzić grupy zaawansowania, tak było kiedy chodziłam do podstawowki w Niemczech, 2 grupy z matmy, 2 z fizyki, 2 z anglika... ale by był krzyk o segregację... No i kto by prowadził te zmultiplikowane klasy...
              • saszanasza Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 09:20
                1matka-polka napisała:

                > "Ja nigdy nie rozumiałam wymogu pisania kartkówek pod presją czasu, wtedy czlow
                > iek normalnie nie myśli, bywa że się myli, gubi choć w warunkach mniej stresują
                > cych potrafi,"
                >
                > Wydłużanie czasu, to jest niby pierdoła ale również kolejny, mały kroczek do ró
                > wnania w dół.
                > A co z tymi osobami, ktoóre zawsze kończą przed czasem a im ten czas dłuższy, t
                > ym dłużej muszą czekać na resztę?

                A skąd założenie, że osoby kończą przed czasem, dlatego bo bezbłędnie odpowiedziały na pytania. Może kończą przed czasem, bo nie potrafią zbyt wiele🤔
                Wydłużenie czasu nie stanowi równania w dół, bo w żadnym wypadku nie ogranicza możliwości intelektualnych (to nie ubytki w podstawie programowej).

                > Może wprowadzić grupy zaawansowania, tak było kiedy chodziłam do podstawowki w
                > Niemczech, 2 grupy z matmy, 2 z fizyki, 2 z anglika... ale by był krzyk o segre
                > gację... No i kto by prowadził te zmultiplikowane klasy...

                Takie grupy to powinno sie wprowadzić na każdym przedmiocie, nie na egzaminie, ale to niewykonalne (brakuje nauczycieli). Póki co chyba można dzielić grupy pod względem zaawansowania na angielskim, ale to też klasa musi liczyć ileś tam. Na nasze realia to jedynie koła zainteresowań dla dzieci chcących rozwijać sie z danego przedmiotu, ale i to nie przejdzie bo aktualnie znów brakuje nauczycieli, kasy i czasu.
                A równanie w dół mamy już teraz. Zabrali tym dzieciom rok nauki. Nawet jeśli (jak twierdzi mój 17 letni syn) w tej 3 klasie nic sie nie działo, to i owszem, działo sie to, że przez cały rok te dzieciaki powtarzały wiedzę niezbedna do napisania egzaminu (ćwiczyły, ćwiczyły, ćwiczyły). Teraz nie bedzie na to czasu więc niech chociaż dodadzą czas na egzaminie.
                >
                • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 09:58
                  "A skąd założenie, że osoby kończą przed czasem, dlatego bo bezbłędnie odpowiedziały na pytania"

                  Bo o takich osobach właśnie piszę. Ich potrzeby też nie są zaspakajane.
            • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:49
              "Ja nigdy nie rozumiałam wymogu pisania kartkówek pod presją czasu, wtedy czlowiek normalnie nie myśli, bywa że się myli, gubi choć w warunkach mniej stresujących potrafi,"

              Wydłużanie czasu, to jest niby pierdoła ale również kolejny, mały kroczek do równania w dół.
              A co z tymi osobami, ktoóre zawsze kończą przed czasem a im ten czas dłuższy, tym dłużej muszą czekać na resztę?
              Może wprowadzić grupy zaawansowania, tak było kiedy chodziłam do podstawowki w Niemczech, 2 grupy z matmy, 2 z fizyki, 2 z anglika... ale by był krzyk o segregację... No i kto by prowadził te zmultiplikowane klasy...
            • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:42
              cyt. > Jeżeli dla większości już uczniów ten czas jest z różnych powodów zbyt krótki,
              > to pora go wydłużyć. Czasy się zmieniają, potrzeby uczniów również tak samo jak
              > ich problemy i należy się do tego dostosować.

              Bardzo dobrze to ujelas. Dokladnie tak jest. Wzrasta nasza swiadomosc, wiemy, ze nalezy odchodzic od pruskiego modelu (w Polsce jak po grudzie) w kierunku indywidualizmu.
              Jesli dziecko jest zdrowe i bystre to zwyczajnie nie potrzebuje wiecej czasu. Bo zrobi wszystko jak nalezy we wlasciwym czasie. Jesli dziecko potrzbuje wiecej czasu to po to powinnismy indywidualnie podejsc do dziecka zeby go zdiagnozowac i dowiedziec sie gdzie tkwi problem, czy jest to jakies zaburzenie czy mniejszy iloraz inteligencji i ew. pomoc dostosowac do problemu.
              Te psioczace panie na to, ze co drugi ma diagnoze ciagle tkwia mentalnie pare epok wczesniej.
              Ludzie to jednostki a nie masa. I tak powinnismy traktowac kolejne pokolenie.
              • saszanasza Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:32
                milamala napisała:

                > cyt. > Jeżeli dla większości już uczniów ten czas jest z różnych powodów zb
                > yt krótki,
                > > to pora go wydłużyć. Czasy się zmieniają, potrzeby uczniów również tak sa
                > mo jak
                > > ich problemy i należy się do tego dostosować.
                >
                > Bardzo dobrze to ujelas. Dokladnie tak jest. Wzrasta nasza swiadomosc, wiemy, z
                > e nalezy odchodzic od pruskiego modelu (w Polsce jak po grudzie) w kierunku ind
                > ywidualizmu.
                > Jesli dziecko jest zdrowe i bystre to zwyczajnie nie potrzebuje wiecej czasu. B
                > o zrobi wszystko jak nalezy we wlasciwym czasie. Jesli dziecko potrzbuje wiecej
                > czasu to po to powinnismy indywidualnie podejsc do dziecka zeby go zdiagnozowa
                > c i dowiedziec sie gdzie tkwi problem, czy jest to jakies zaburzenie czy mniejs
                > zy iloraz inteligencji i ew. pomoc dostosowac do problemu.

                Problem w tym, że coraz więcej rodziców zdrowych dzieci występuje o orzeczenia, co moim zdaniem nie oznacza, że to zdrowe dziecko nagle robi sie „chore”, tylko oznacza, że obecna forma egzaminów jest niedostosowana do tegoż czasu.
                Obecna formuła egzaminów ósmoklasisty opiera się o zadania otwarte, których jest większość. Dodatkowo została zwiększona liczba pytań. Uważasz, że czas powinien pozostać bez zmian?
                Tu mas pięknie wszystko rozpisane. Uważam, że 30 minut więcej nie rozwiązuje problemu.

                www.flexi-english.pl/czym-egzamin-osmoklasisty-rozni-sie-od-egzaminu-gimnazjalisty/
                • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:42
                  saszanasza napisała:

                  obecna forma egzaminów jest niedostosowana do tegoż czasu.
                  > Obecna formuła egzaminów ósmoklasisty opiera się o zadania otwarte, których jes
                  > t większość. Dodatkowo została zwiększona liczba pytań. Uważasz, że czas powini
                  > en pozostać bez zmian?
                  > Tu mas pięknie wszystko rozpisane. Uważam, że 30 minut więcej nie rozwiązuje pr
                  > oblemu.
                  >
                  > www.flexi-english.pl/czym-egzamin-osmoklasisty-rozni-sie-od-egzaminu-gimnazjalisty/
                  >

                  A ja uważam, że skoro brak umiejętności wykonania jakiegoś zadania w określonym czasie nie jest przeciwwskazaniem do podjęcia kształcenia na kolejnym etapie, to w ogóle taka umiejętność nie powinna być sprawdzana na egzaminie, koniec kropka. Wszak ci wszyscy piszący z orzeczeniami dostają takie same zaświadczenia o zdanej maturze/innym egzaminie jak reszta. Zatem powinno się wydłużyć czas/zmienić pytania dla wszystkich - najwyżej by wówczas ci potrzebujący wykorzystywali max czasu, a inni nie.
                  • saszanasza Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:45
                    A to też fakt.
                • saszanasza Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:44
                  Jeszcze dodam kilka aspektów....
                  W ubiegłym roku pokolenie gimnazjalistów zyskiwało 1 dodatkowy rok (3 klasa gimnazjum) w ktorym tak naprawdę nie realizowało się podstawy programowej scricte, a przygotowywało pod egzaminy....młodzi ludzie ćwiczyli na lekcjach testy, szybkość etc.....
                  Ponieważ w likwidowanych gimnazjach wtedy jeszcze był „naddatek” nauczycieli, to zarówno gimnazjaliści jak i ósmoklasiści brali udział w dodatkowych lekcjach przygotowujących do tych egzaminów. Zwyczajnie miał kto je poprowadzić.

                  Obecni ósmoklasiści zostali pozbawieni 1 roku nauki (o ile 2 lata pewnie wystarczy na upchnięcie 3 lat podstawy programowej z gimnazjum), tak nie ma co marzyć o lekcjach powtórzeniowych i przygotowywaniu uczniów do egzaminów w trakcie lekcji.
                  Nie ma również co marzyć, o zajęciach pozalekcyjnych przygotowujących pod ten egzamin, bo nie ma już naddatku nauczycieli, tak więc już tegoroczni ósmoklasiści zostali pozbawieni możliwości przypomnienia sobie wiedzy i „wyćwiczenia” się pod przewidziany na egzamin czas.
                  Tym dzieciom czasu ledwie starczy na podstawę programową.
                  • kurt.wallander Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 15:38
                    saszanasza napisała:



                    > Nie ma również co marzyć, o zajęciach pozalekcyjnych przygotowujących pod ten e
                    > gzamin, bo nie ma już naddatku nauczycieli, tak więc już tegoroczni ósmoklasiśc
                    > i zostali pozbawieni możliwości przypomnienia sobie wiedzy i „wyćwiczenia” się
                    > pod przewidziany na egzamin czas.
                    > Tym dzieciom czasu ledwie starczy na podstawę programową.


                    Zgadzam sie w 100%. Starsze córki w gimnazjum nie dośc, ze miały w szkole dodatkowe zajęcia przygotowujące do egzaminu (chętnie chodziły na matematykę), to jeszcze miały czas, by w domu zrealizowac sobie plan powtórek.
                    Najmłodsza, w 8. klasie, wyrabia si,ę z biażącą nauką, odrabianiem lekcji, przygotowaniem do sprawdzianów, ale na ekstra pracę w ramach przygotowania do egzaminu juz ani czasu, a ni sił za bardzo nie ma. Mimo, że zrezygnowała z jednych (z dwóch) zajęć dodatkowych, na które chodziła. Może uda nam się coś powtórzyć w jednym tygodniu ferii (drugi jest wyjazdowy i przeznaczony na aktywny wypoczynek i oderwanie się od nauki).
                • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:50

                  cyt. > Problem w tym, że coraz więcej rodziców zdrowych dzieci występuje o orzeczenia,
                  > co moim zdaniem nie oznacza, że to zdrowe dziecko nagle robi sie „chore”, tylk
                  > o oznacza, że obecna forma egzaminów jest niedostosowana do tegoż czasu.

                  Nie sadze zeby dziecko zupelnie zdrowe dostalo orzeczenie. Mysle, ze nawet rodzic nie musialby sie o to starac, bo po co. Jak dziecko jest madre i zdrowe to po co mu orzeczenie?
                  Jesli jednak rodzic dostrzega symptomy to juz cos oznacza.
                  Postronni moga nie dostrzegac, ale to nic nie znaczy.
                  Czasem zaburzeniem jest mniej nasilone i moze byc dla innych niewidoczne.
                  Takim klasycznym przykladem jest ADD u dziewczynek. Te nie przeszkadzaja, nikt zatem ich nie bada. Mnostwo nawet przy tak wysokiej swiadomosci spolecznej nigdy nie dostanie diagnozy i leczenia, Bo nikt nie wie co maja w glowie.
                  • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 14:58
                    Sądzić możesz, jednak fakty są faktami.
                    • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 16:53
                      kropkaa napisała:

                      > Sądzić możesz, jednak fakty są faktami.

                      Fakty sa takie, ze ja mam ADHD a wlasciwie jej rodzaj ADD i dostalam diagnoze jako dorosla. Nigdy bym jej nie dostala jako dziecko. Nawet teraz gdybym byla dzieciem. Bo dziecko nie ma takiej swiadomosci jak dorosly, nie wie przeciez jaka jest norma, a skoro nic po nim nie widac, i nie ma problemow (bo swietnie kompensuje) to po co diagnoza.


                      • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 18:24
                        Ty chyba nie rozumiesz o czym mowa.
                        To, że masz ADD ma się nijak do faktu, że że względu na wydłużony czas pisania egzaminów rodzice załatwiają zdrowym dzieciom orzeczenia. Świadomość czy nieświadomość uczniów nie ma tu nic do rzeczy.
                  • saszanasza Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 15:28
                    milamala napisała:

                    >
                    > cyt. > Problem w tym, że coraz więcej rodziców zdrowych dzieci występuje o
                    > orzeczenia,
                    > > co moim zdaniem nie oznacza, że to zdrowe dziecko nagle robi sie „chore”
                    > , tylk
                    > > o oznacza, że obecna forma egzaminów jest niedostosowana do tegoż czasu.
                    >
                    > Nie sadze zeby dziecko zupelnie zdrowe dostalo orzeczenie. Mysle, ze nawet rodz
                    > ic nie musialby sie o to starac, bo po co. Jak dziecko jest madre i zdrowe to p
                    > o co mu orzeczenie?
                    > Jesli jednak rodzic dostrzega symptomy to juz cos oznacza.
                    > Postronni moga nie dostrzegac, ale to nic nie znaczy.
                    > Czasem zaburzeniem jest mniej nasilone i moze byc dla innych niewidoczne.
                    > Takim klasycznym przykladem jest ADD u dziewczynek. Te nie przeszkadzaja, nikt
                    > zatem ich nie bada. Mnostwo nawet przy tak wysokiej swiadomosci spolecznej nigd
                    > y nie dostanie diagnozy i leczenia, Bo nikt nie wie co maja w glowie.

                    No dobra...to jest sobie moja córka...średnia z ubiegłego roku 5,4, żadnych problemów z nauką, samodzielna, laureatka konkursów i....
                    Juz dwoje nauczycieli zasugerowało, żeby pójść do PPP poprosić o wydłużenie czasu, bo uważają, że córka się nie wyrabia na kartkówkach, chociaż....dostaje z nich 4,5 i 6.

                    No i pójść, czy nie. Ja żadnych dys nie zauważyłam, ale jeśli założyć, że córka ma jakieś deficyty o ktorych nie wiem, to uzyskanie takiego papierka świadczy jedynie o słuszności powiedzenia „szukaj, a znajdziesz”, wyjdzie na to, że trzeba mieć średnią z 6:0 żeby społeczenstwo uznało, że wszystko z dzieckiem jest ok.
                    • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 11:24
                      Widać uważają, że nie realizuje potencjału. Może w PPP nie wyszłyby żadne deficyty, tylko silna wrażliwość na stres.
        • asia_i_p Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:18
          Dlatego, że nawet ci z wydłużonym czasem przeważnie wychodzą przed czasem, i to tym podstawowym. Te czasy i tak są długie, na rozszerzonym angielskim jest 150 minut, ja na próbny mam dostępne 100 minut (2 lekcje + przerwa między nimi) i większość uczniów i tak oddaje mi przed czasem. Te czasy są już wydłużone w kosmos. Jak wydłużysz jeszcze trochę, to albo drugi przedmiot danego dnia będzie pisany wieczorem, albo będzie jeden egzamin na dzień i matury potrwają do połowy czerwca.
          • pade Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:05
            Dokładnie.
            Mój syn miał wydłużony czas na egzaminie gimnazjalnym. Wyszedł co najmniej 30 minut przed końcem (z każdego egzaminu). Na maturze już nie chciał mieć wydłużonego czasu.
            Ten cały wydłużony czas faktycznie pomaga, ale na sprawdzianach i kartkówkach, ale tego nie udało nam się wyegzekwować. Czasem pozwolono synowi pisać jeszcze po dzwonku, ale wtedy kompletnie nie potrafił się skupić. Nic dziwnego.
            • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:09
              pade napisała:

              > Dokładnie.
              > Mój syn miał wydłużony czas na egzaminie gimnazjalnym. Wyszedł co najmniej 30 m
              > inut przed końcem (z każdego egzaminu). Na maturze już nie chciał mieć wydłużon
              > ego czasu.
              > Ten cały wydłużony czas faktycznie pomaga, ale na sprawdzianach i kartkówkach,
              > ale tego nie udało nam się wyegzekwować. Czasem pozwolono synowi pisać jeszcze
              > po dzwonku, ale wtedy kompletnie nie potrafił się skupić. Nic dziwnego.
              >

              Ja się zastanawiam, jak w warunkach przeciętnej polskiej szkoły zapewnić ten wydłużony czas pisania sprawdzianów bez tworzenia osobnych klas dla uczniów z takimi dostosowaniami. Bo osobne klasy niewątpliwie zostałyby oprotestowane skutecznie - i to nie przez samorządy nie mające środków na tworzenie dodatkowych oddziałów, ale przez rodziców "dyskryminowanych" uczniów, takich jak Ty, która powyżej "wypraszasz sobie" nazywania zaburzenia zaburzeniem...
              • lily_evans11 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:19
                Iwonia, klasa samych dyslektykow bylaby trudna do prowadzenia. A samych adehadowcow na prxyklad to juz w ogole...
                BTW u nas babka od polskiego zbiera po dzwonku na przerwe prace klasowe, a po dzwonku zaprasza osoby z opiniami do wolnej sali obok. I dokanczaja, sprawdzaja przez te 5-15 minut. Na szczescie to ostatnie lekcje.
                • asia_i_p Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 14:47
                  Są klasy samych dyslektyków (+afatyków, często), to są klasy terapeutyczne. Ale ich jest za mało, no i potrzebne są raczej przy głebokiej dysleksji albo afazji.
              • pade Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:33
                Jak się chce, to można. Syn miał w zaleceniach odpowiedzi ustne. Polonistki, jedyne nauczycielki ( w sp i gimnazjum), które wiedziały co to jest dysleksja, pytały syna na konsultacjach, prace pisemne kazały pisać w domu i na komputerze.
                W liceum nie uznano opinii.
                Syn zdał rozszerzoną maturę z polskiego na 98%.
                I tak, nie podoba mi się nazywanie dyslektyka zaburzonym. Ma wydźwięk pejoratywny.
                • miss_fahrenheit Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:40
                  pade napisała:

                  > I tak, nie podoba mi się nazywanie dyslektyka zaburzonym. Ma wydźwięk pejoratyw
                  > ny.

                  Ale dysleksja jest zaburzeniem (nie chorobą właśnie, tylko zaburzeniem). Po prostu. Nic w tym negatywnego.
                  • pade Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 14:43
                    Inna nazwa to specyficzne trudności w nauce.
                    Na tym forum zaburzenie to epitet.
          • kurt.wallander Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 15:40
            asia_i_p napisała:

            > Dlatego, że nawet ci z wydłużonym czasem przeważnie wychodzą przed czasem, i to
            > tym podstawowym. Te czasy i tak są długie, na rozszerzonym angielskim jest 15
            > 0 minut, ja na próbny mam dostępne 100 minut (2 lekcje + przerwa między nimi)

            Piszesz o gimnazjalnym, tak?

            Teraz jest ósmoklasisty i ja mam infoirmację, ze na angielski jest 90 minut.
            • asia_i_p Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 16:57
              Piszę o maturze, bo od niej się zaczął wątek.
              • kurt.wallander Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 06.02.20, 10:37
                asia_i_p napisała:

                > Piszę o maturze, bo od niej się zaczął wątek.
                >
                A, OK, u mnie matura w przyszłym roku będzie na tapecie. Teraz żyję sprawdzianem ósmoklasisty.
                • saszanasza Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 06.02.20, 14:29
                  kurt.wallander napisała:

                  > asia_i_p napisała:
                  >
                  > > Piszę o maturze, bo od niej się zaczął wątek.
                  > >
                  > A, OK, u mnie matura w przyszłym roku będzie na tapecie. Teraz żyję sprawdziane
                  > m ósmoklasisty.

                  Ja to za dwa lata będę miała podwójne doładowanie, i maturę i egzamin ósmoklasisty😬😒
                  • kurt.wallander Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 21:49
                    saszanasza napisała:


                    > Ja to za dwa lata będę miała podwójne doładowanie, i maturę i egzamin ósmoklasi
                    > sty😬😒

                    Tez fajnie wink Ja mam trzeci rok z rzędu egzamin (2 x gimnazjalny, w tym roku ósmoklasisty). Następnie jedna matura, druga, i wtedy rok przerwy przed trzecią maturą.
    • angazetka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:15
      Jestem przerażona waszymi komentarzami. Psychiatrii dziecięcej państwowo praktycznie nie ma, dzieciaki są narażone na nowe zagrożenia, nowe stresy, a ematki sobie pokpiwają.
      A to jest problem. Gigantyczny. Systemowy. Głupio tego nie widzieć.
      • triss_merigold6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:23
        Oczywiście, że jest, ale to nie wina rodziców zaglądających do Librusa.
        • angazetka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:27
          A czy Nanga to sugeruje?
          Natomiast wy tu radosnie twierdzicie, że to jest efekt oszustwa.
          • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:36
            A wiesz, ja uważam, ze to jeden z problemów. Nie jedyny oczywiście, ale się dokłada. Dzieciaki są poddane nieustającej obserwacji.Część rodziców zamawia usługę powiadomień smsowych - zanim dziecko wróci do domu, już wiedzą, co dzisiaj było w szkole, jakie oceny dostało. Dzieci i nastolatki nie mają żadnego wpływu na to, czego, kiedy, w jakich okolicznościach dowiedzą się o nich rodzice. Dorosły chłopak nie przychodzi do szkoły na pierwszą lekcję, a mama już bombarduje go smsami. To nie może być obojętne.
            I oni się nie buntują, uważają to za normalne.
            Dlatego za jakiś czas zgodzą się na powszechną inwigilację - nie czują, że to nie jest w porządku. Co nie znaczy, że ich to nie zaburza.
            • hanusinamama Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:49
              Zgadzam sie. Jak dostałam odstep do Librusa to pierwsze co powiedziałam mezwoi ze to inwigilacja dziecka. Taka totalna. Ile razy dostało sie gorszą ocene ale znaim matka sie dowiedziała poprawiłam. Albo zapimniałam pracy domowej i na drugi dzien przynisłam...
            • asia_i_p Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:23
              Moje dziecko odbiera to jako ulgę - od informowania o jedynkach jest dziennik, ona się dzieli tym, co powiedziała koleżanka z klasy, co śmiesznego zrobił nauczyciel, no i oczywiście każdą piątką. smile A nie mogę się czepiać, że nie powiedziała, bo przecież sobie mogłam sprawdzić.
              • maniaczytania Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 14:41
                No więc właśnie - Librus to tylko narzędzie, jak je wykorzystują rodzice, to inna sprawa.
                • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 11:32
                  Nie każdy rodzic jest Asią sad
          • ana119 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:39
            Nanga nic nie sugeruje. Tendencja zwyżkowa jest zarówno w Niemczech jak i w Polsce. Dzieci są zaniedbywane emocjonalne w rodzinach z klasy średniej i wyższej - tną się, biorą psychotropy, coraz więcej prób samobójczych. A przyczyna to nie brak paska na świadectwie tylko brak porozumienia, kontaktu z rodzicami. Wystarczy wziąć udział w warsztatach dla rodziców żeby zrozumieć jak te relacje wyglądają na codzien
            • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:45
              Szczerze wątpię czy 20, 30 czy 50 lat temu ten kontakt był lepszy. Problem jest, ale nie wydaje mi się żeby tu była geneza.
              • ana119 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:48
                Brak dobrych relacji z rodzicami rekompensowało obcowanie z wujkami, ciotkami, kuzynami, znajomymi dziadków, sąsiadami
                • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:53
                  Polemizowałabym, bo weź takie przykładowo czasy PRLu gdzie masa ludności ze wsi jechała do miast za pracą, zwykle po prostu tam gdzie akurat się najwięcej budowało czy produkowało, często setki kilometrów od tejże wsi. Babcie i dziadkowie owszem, byli, "lato na wsi", te sprawy, ale czy aż takie wielkie obcowanie z nimi to bym nie powiedziała.
                  • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:05
                    Ale było "lato na wsi" - odcięcie się od codzienności, od szkoły, znajomych, prawdziwy reset. Ostatniego lata uświadomiłam sobie, ze oni nigdy tak na[rawdę nie wyjeżdżają - nawet na końcu świata mają te swoje telefony, ciągną za sobą wszystkie szkolne konflikty, plotki, niesnaski. O resecie nie ma mowy, wciąż to samo środowisko.
                    • ana119 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:09
                      Rozmawiałam ze znajomą mieszkająca w Niemczech i tam robią dzieciom wyjazdy szkolne mające na celu wyciszenie. Bez telefonów za to z konkretnymi planem detoksu. Nie uczą się a mają się zresetować, oczyścić, rozważać. Takich wyjazdów nie wyobrażam sobie u nas. Potrzebni są mądrzy pedagodzy
                  • ana119 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:05
                    I te osoby przesadzone do miasta często miały problem z alkoholem bo nie potrafili z tego miasta korzystać. Zrobiono badanie mieszkańców fabryki Ursus. Dzieci tych ludzi nie miały dobrego wzorca rodziny
                    • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:13
                      No właśnie, więc się nie zgadzam z teorią że wtedy to tak super te dzieci miały, i takie kontakty i tak im bylo latwo, a teraz to oalaboga. No nijak. Chociażby podejście do przemocy wobec dzieci kiedyś a teraz to jest przepaść.
                • tanebo2.0 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:25
                  Raczej grupa rówieśnicza. Zauważyłem że dziś już nie ma podwórkowych dzieci. A jak jedno da drugiemu kuksaniec to wtrącą się matki i koniec koleżeństwa...
                  • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:51
                    tanebo2.0 napisał:

                    > Raczej grupa rówieśnicza. Zauważyłem że dziś już nie ma podwórkowych dzieci. A
                    > jak jedno da drugiemu kuksaniec to wtrącą się matki i koniec koleżeństwa...

                    Co ty opowiadasz, sa dzieci podworkowe, cale chmary przelaza przez moj dom kazdego dnia. Matki wtracaja sie czesciej to fakt, ale tylko w ekstremalnych sytuacjach konczy sie kolezenstwo.
                    • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 09:40
                      milamala napisała:

                      > tanebo2.0 napisał:
                      >
                      > > Raczej grupa rówieśnicza. Zauważyłem że dziś już nie ma podwórkowych dzie
                      > ci. A
                      > > jak jedno da drugiemu kuksaniec to wtrącą się matki i koniec koleżeństwa.
                      > ..
                      >
                      > Co ty opowiadasz, sa dzieci podworkowe, cale chmary przelaza przez moj dom kazd
                      > ego dnia.

                      W Burkina Faso pewnie też są całe chmary, ale w wątku mowa o Polsce.
                      • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:01
                        "W Burkina Faso pewnie też są całe chmary, ale w wątku mowa o Polsce."

                        Dobre.
                        • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:46

                          > "W Burkina Faso pewnie też są całe chmary, ale w wątku mowa o Polsce."
                          >
                          > Dobre.

                          Dobre, to by bylo jakby dzieci w Polsce jakies ufoludki wychowywaly.
                          A tymczasem wychowuja je tak ja je wychowuje ci co narzekaja.
                      • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:45
                        > W Burkina Faso pewnie też są całe chmary, ale w wątku mowa o Polsce.

                        A kto te dzieci w Polsce wychowuje??? Ja? No wy. Ja wychowuje jak wychowuje i nie narzekam.
                        Moze to w was gderajacych rodzicach powinna nastapic zmiana.
                        • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:44
                          milamala napisała:


                          > Moze to w was gderajacych rodzicach powinna nastapic zmiana.

                          Dowcip polega na tym, ze ci, co gderają, albo dzieci nie mają w ogóle, albo ewentualnie w wieku przeciętnej ematki, a nie edziecka big_grin Stąd te kocopały.
                        • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:51
                          milamala napisała:

                          > > W Burkina Faso pewnie też są całe chmary, ale w wątku mowa o Polsce.
                          >
                          > A kto te dzieci w Polsce wychowuje??? Ja? No wy. Ja wychowuje jak wychowuje i n
                          > ie narzekam.
                          > Moze to w was gderajacych rodzicach powinna nastapic zmiana.

                          Może jednak powinnaś popracować trochę nad własną agresją i zrozumieniem własnych wypowiedzi?
                          Ktoś pisze, że nie ma dzieci na podwórku, ty twierdzi, że nieprawda bo u ciebie są, więc zwracam ci uwagę, że
                          u ciebie, to nie w Polsce, a mowa o tym co się dzieje w Polsce. Teraz jaśniej?
                          • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:58
                            Nie ma dzieci w Polsce???? Zadnych dzieci w Polsce nie macie?
                            Czy je we wlasnych domach zamykacie?
                            Szkoly pelne, a dzieci na podworkach brak.
                            To co z nimi sie dzieje? Znikaja magicznie?
                            Teraz jasniej?

                            • ichi51e Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:02
                              Dzieci sa w szkole potem wracaja do domu i sa zmeczone. Niektore maja zajecia popoludniowe. Co w tym takiego dziwnego?
                            • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:22
                              milamala napisała:

                              > Nie ma dzieci w Polsce???? Zadnych dzieci w Polsce nie macie?

                              Czego nie rozumiesz w zdaniu "nie ma dzieci na podwórku"?
                              • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:29

                                > Czego nie rozumiesz w zdaniu "nie ma dzieci na podwórku"?

                                Zjadacie te dzieci w Polsce?
                                Do kogo macie pretensje ze ich nie ma na podworku?
                                Do siebie tylko mozna miec. Wy ich nie wysylacie na podworko.
                                • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:33
                                  Kto ma pretensje kobieto? O jakim ty zjadaniu dzieci piszesz, co to za bzdury?

                                  Znasz znaczenie słowa "fakt"? Otóż ktoś stwierdza jakiś fakt, zjawisko. Zdarzenie mające miejsce w konkretnym kraju, w konkretnym czasie.
                                  Nie omawia przyczyn, nie bada zjawiska, nie narzeka na nie, ot po prostu stwierdza fakt. Np. "w Polsce w lipcu najczęściej padało". Na to przychodzi inna osoba i mówi, "co ty opowiadasz, przecież ciągle świeciło słońce, u nas w Burkina Faso wcale nie padało". No fajnie, tylko jakby nie zmienia to faktu istnienia opadów w Polsce.



                                  • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:21
                                    No to ja ci mowie fakt, ze w Polsce dzieci sa tylko ktos im w rozny sposob ogranicza wyjscia na podworko.
                                    Kto? Aniolki?
                                    • tanebo2.0 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 22:55
                                      A kto? Ja twierdzę że Zuckerberg. Dziś podwórko zastąpił twitter i facebook. I wcale nie jest lepiej...
                        • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 11:41
                          milamala napisała:

                          > > W Burkina Faso pewnie też są całe chmary, ale w wątku mowa o Polsce.
                          >
                          > A kto te dzieci w Polsce wychowuje??? Ja? No wy. Ja wychowuje jak wychowuje i n
                          > ie narzekam.
                          > Moze to w was gderajacych rodzicach powinna nastapic zmiana.

                          To jak z przepuszczaniem pieszych na pasach. Wszyscy tkwimy w tym samym systemie, nauczyciele są także rodzicami, a rodzice nie różnią się specjalnie od nauczycieli. Nawet jeśli indywidualnie robimy co się da i jesteśmy w porządku, tkwimy w tym po uszy.
              • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:51
                Cóż, na pewno rodzice nie przesiadywali w necie.
                • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:54
                  nangaparbat3 napisała:

                  > Cóż, na pewno rodzice nie przesiadywali w necie.

                  To fakt, ale mieli duzo wiecej zajec: stali w niekonczacych sie kolejkach, pranie czy zmywanie to nie bylo wlaczenia pstryczka elektryczka, matki praly pieluchy tetrowe calymi dniami itp.
                  • angazetka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:12
                    Czeeeekaj, ominęłaś jedno pokolenie big_grin
                    • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:29
                      angazetka napisała:

                      > Czeeeekaj, ominęłaś jedno pokolenie big_grin

                      Nie, nie ominelam, tylko ja pewnie jestem pokolenie starsza od ciebie.
              • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:48
                35wcieniu napisał(a):

                > Szczerze wątpię czy 20, 30 czy 50 lat temu ten kontakt był lepszy. Problem jest
                > , ale nie wydaje mi się żeby tu była geneza.

                Faktycznie, wcale nie byl lepszy a nawet jeszcze gorszy. Dzieci mialy podobne problemy tylko nikt je nie sluchal, teraz przynajmniej ktos ich slucha - psychiatra, psycholog, ktokolwiek.
                • angazetka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:11
                  Ile osób trafi do psychiatry czy psychologa?
                • sumire Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:15
                  No, zwłaszcza psychiatra w Polsce. Polecam wczorajszy artykuł na Onecie...
                  • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:30
                    Ale chyba jakos te dzieci trafiaja do tych Poradnii i ktos je tam slucha.
                    • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 07:33
                      Potem idą do psychoterapeuty. Ostatnio obserwujemy takie zjawisko: matka domaga się od terapeutki, by informowała ją, o czym rozmawia z jej córką. Terapeutka odmawia, matka znajduje inną. No i posyłanie dzieci do terapeutek/psycholożek koleżanek, znajomych, albo znajomych znajomych.
                      To nie jest pojedynczy przypadek, ale tendencja, mówię z pełną odpowiedzialnością.
                • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 07:30
                  Z tego, co mówią nauczycielki nauczania początkowego, miały jednak dużo wyższe kompetencje społeczne.
                  • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:58
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Z tego, co mówią nauczycielki nauczania początkowego, miały jednak dużo wyższe
                    > kompetencje społeczne.
                    >

                    Nauczycielki mające podstawy, by wypowiadać się z własnego doświadczenia o kompetencjach społecznych 7-latków sprzed 30 lat, to już podpadają pod kategorię "kiedyś to, panie, było...", więc nie przywiązywałabym się za bardzo do myśli, że są w jakimkolwiek stopniu obiektywne. Ja tam jakichś drastycznych braków w kompetencjach społecznych u małych dzieci en masse nie widzę (przykładając miarę do wieku oczywiście), a Ty jakie konkretnie masz na myśli?
                    • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 11:48
                      Brak zdolności do współpracy na przykład, nieudolność komunikacyjna, dążenie do skupienia na sobie uwagi i agresja, kiedy to się nie udaje. Niedawno odwiedziła mnie absolwentka, wspaniała dziewczyna, w szkole była wolontariuszką i pracowała z romskimi dziećmi, u nich w domu - sprawdzała się nadzwyczajnie. Skończyła psychologię, założyła własną firmę, prowadzą z koleżankami warsztaty, także u nas. Ale niedawno prowadziły warsztaty w SP - i się nie dawało. Z tego co mówiła, dzieci (to były właśnie te z nauczania początkowego) albo były wycofane (to raczej dziewczynki), albo agresywne, dochodziło do przepychanek, bicia się. Powiedziała: nigdy więcej.
                      Ona jest dobrze przeszkolona jako trenerka, ma doświadczenie i osobiste predyspozycje - wierz mi, że jej opowiadanie mną wstrząsnęło, bo jeśli ona sobie nie radzi, to kto?
                      • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 12:05
                        nangaparbat3 napisała:

                        niedawno prowadziły warsztaty w SP - i się nie dawało. Z tego co mówił
                        > a, dzieci (to były właśnie te z nauczania początkowego) albo były wycofane (to
                        > raczej dziewczynki), albo agresywne, dochodziło do przepychanek, bicia się. Pow
                        > iedziała: nigdy więcej.
                        > Ona jest dobrze przeszkolona jako trenerka, ma doświadczenie i osobiste predysp
                        > ozycje - wierz mi, że jej opowiadanie mną wstrząsnęło, bo jeśli ona sobie nie r
                        > adzi, to kto?
                        >

                        No to powiem Ci, że jestem szczerze zdumiona - ona mówiła o dzieciach 7-9 lat, w edukacji wczesnoszkolnej? I piszesz o "przeszkolonej trenerce z predyspozycjami" - że się "nie dawało" jej prowadzić zajęć w podstawówce? Brak umiejętności komunikacyjnych? Bicie się? To chyba właśnie te 30 lat temu, bo dziś to dzieci powiedziałabym, że właśnie nie są zdziczałe i wycofane, by się wstydzić odezwać do dorosłego, a o biciu się na oczach opiekunów to nie słyszałam nawet od nauczycielek pracujących w podstawówce non stop - raczej takie rzeczy (zaszczute i wycofane dzieci, pojedyncze przypadki bijących się bez względu na otoczenie chłopców) pamiętam z czasów, gdy sama byłam maluchem w podstawówce, więc nie wiem, o jakiej zmianie na gorsze mowa (bo pisałaś wyżej o tym, jak to doświadczone nauczycielki widzą taką zmianę). A dzieci w tym wieku akurat łatwo czymś zająć i zainteresować, tylko nie można do nich pitolić głupot, w które one nie wierzą, bo wtedy to wiadomo, że się nie będą angażować. (Przykładem klasycznym są tu wszelkie akcje z programów profilaktycznych - no ja nie wiem, jak można się dziwić, że dzieciaki mają w dudzie "pracę w grupach", gdzie mają np. z wrogiem i prześladowcą rozmawiać o przeciwdziałaniu przemocy i kolorować hasło "powiedz dorosłemu, gdy ci się dzieje krzywda", gdy właśnie sekundę temu zostały opierniczone za niewłaściwe zachowanie, gdy nieśmiało próbowały powiedzieć, że zamiast z Jasiem to by wolały być w parze z Grzesiem, a jak tak można... big_grin )
                        • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 12:17
                          "gdzie mają np. z wrogiem i prześladowcą rozmawiać o przeciwdziałaniu przemocy i kolorować hasło "powiedz dorosłemu, gdy ci się dzieje krzywda", gdy właśnie sekundę temu zostały opierniczone za niewłaściwe zachowanie, gdy nieśmiało próbowały powiedzieć, że zamiast z Jasiem to by wolały być w parze z Grzesiem, a jak tak można... big_grin )"

                          Proponuję warsztaty na temat, co to jest krzywda większa, mniejsza oraz nieuzasadniony ból dudy.
                          • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 12:19
                            1matka-polka napisała:

                            > Proponuję warsztaty na temat, co to jest krzywda większa, mniejsza oraz nieuzas
                            > adniony ból dudy.
                            >

                            Dla kogo i przez kogo prowadzone? big_grin
                            • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 12:25
                              Nie wiem kto ale kierowane do tych dzieci, co bardzo cierpią z powodu życia w grupie.
                        • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 20:49
                          Zawsze inna jest sytuacja nauczyciela, który ma władzę, inna osoby z zewnątrz przychodzącej coś poprowadzić. Na przykład - nie zna imion dzieci, nie dysponuje środkami przymusu (oceny, uwagi).
                          W każdym razie do tej dziewczyny mam pełne zaufanie, problemy polegały przede wszystkim na tym, ze dzieci były strasznie skłócone między sobą, tak trwale, odmawiały pracy w jednej grupie z innymi, jakiejkolwiek interakcji.
                          To się pokrywa z opinią znajomej nauczycielki naucz. poczatk., z ponad dwudziestoletnim stażem, chociaż jej relacja nie była aż tak dramatyczna.
                          Myślę, ze wiele zależy od środowiska
                      • triss_merigold6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 12:33
                        Może lepiej radzą sobie nauczycielki po prostu po pedagogice, które z dziećmi pracują na co dzień.
                • hanusinamama Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:52
                  Tylko ze wtedy nie było takiej presji na oceny. Rodzic nie zapełniał dziecku całego dnia zajeciami dodatkowymi, nie sprawdzał dzienniika 5 razy dziennie. Jak nie przeczytałam lektury i dostałam bombę, to nie była to tragedia na miare wycieku setek ton ropy naftowej. Poprostu nie poszłam tego dnia do kolezanki zanim nie przeczytałam. Byłam 5tkowa..ale nigdy nie miałam poczucia ze musze byc najlepsza, ze mam odniesc sukces.
                  • mama_kotula Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:00
                    > Jak nie przeczytałam lektury i dostałam bombę, to nie była to tragedia na miare wycieku setek ton ropy naftowej. Po prostu nie poszłam tego dnia do kolezanki zanim nie przeczytałam.

                    A teraz dziecko nie idzie do koleżanki, bo ma telefonik, więc się nie przejmie tak postawioną sprawą; poza tym z 16-latkiem to już tak trochę słabo sie szarpać. A jak zabierzesz telefonik, to obraza majestatu, że ją od świata odcinasz i w ogóle NIC NIE WIESZ.
    • maniaczytania Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:30
      Liczba dostosowań u tegorocznych pierwszoklasistów z podwójnego rocznika nie jest miarodajna. Tylko tyle napiszę.
      • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:38
        Też o tym myślałam, ciekawa jestem, co będzie za rok. To pierwszaki. Jednak na maturzystów podwójny rocznik działa tylko nieznacznie, zwiększonym tłokiem i wzmożoną nerwowością. A diagnozy - wszystkie - są co najmniej sprzed roku.
        • mia_mia Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:54
          Co będzie za rok to nic, co będzie za 5 czy 10 lat,
        • maniaczytania Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:24
          Do maturzystów się nie odnosiłam, bo zbyt małą mam wiedzę na ten temat, a i doświadczeń z obecnymi maturzystami też brak.
          Ale zgadzam się z tym, co Ty lub ktoś napisał wyżej - dzieci są za bardzo kontrolowane, a za mały mają taki zwyczajny fajny kontakt z rodzicami, żeby porobić razem coś głupiego, nie wiem, pośpiewać, potańczyć, poskakać, zrobić cokolwiek - byle w oderwaniu od szkoły i wspólnie.
          • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:56
            cyt. "żeby porobić
            > razem coś głupiego, nie wiem, pośpiewać, potańczyć, poskakać, zrobić cokolwiek
            > - byle w oderwaniu od szkoły i wspólnie."

            Mysmy takich rzeczy od rodzicow jeszcze mniej mieli. Owszem nie kontrolowali nas, ale tez nie intersowali sie naszymi uczuciami. Nie wiedzieli nawet ze nalezy.
            • maniaczytania Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:40
              Nie generalizowałabym.
              Faktem jest na pewno, że w pokoleniu 40-latków i młodszych jest coraz więcej fajnych zaangażowanych ojców, co widać nawet po zebraniach szkolnych.
              • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:47
                maniaczytania napisała:

                > Nie generalizowałabym.
                > Faktem jest na pewno, że w pokoleniu 40-latków i młodszych jest coraz więcej fa
                > jnych zaangażowanych ojców, co widać nawet po zebraniach szkolnych.

                Pewnie, ze nie mowie o wszystkich, ale w moim pokoleniu (obecnych 40latkow) wygladalo to tak, ze calymi dniami siedzielismy na podworku, a rodzicow prawie nie widywalismy. Wielu nawet tego nie chcialo, bo czesto taki kontakt ograniczal sie do bicia (ktore wtedy nazywano wychowaniem) ponizania i pijackich awantur. I nie mieszkalam w slumsach. To byl najbardziej typowy z typowych PRLblokowiec w duzym miescie. Tego doswiadczylo owczesne pokolenie.
                Fajnie teraz ogladac, ze sa duzo lepszymi rodzicami, staraja sie, zwlaszcza faceci, ktorzy sa prawdziwymi ojcami a nie takimi jak nasi ojcowie, nieobecni, albo obecnie tylko w celach wychowawczych (czytaj bicie).
                Swoja fajnosc rodzicielska wspomagaja mocno antydepresantami. Taki maly spadek po wlasnym dziecinstwie.
                • mondovi Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 00:48
                  Dodaj, że to było w Twoim środowisku/sąsiedztwie. Nie rozciągaj na pokolenie.
                  • kurt.wallander Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:27
                    mondovi napisała:

                    > Dodaj, że to było w Twoim środowisku/sąsiedztwie. Nie rozciągaj na pokolenie.
                    >

                    Ja jestem ok. 10 lat starsza (bliżej mi do 50 niż do 40) i tez mam dokładnie takie wspomnienia. Przebywało się duzo w grupie rówieśniczej, ale z rodzicami kontakt był minimalny.
                  • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:49
                    mondovi napisała:

                    > Dodaj, że to było w Twoim środowisku/sąsiedztwie. Nie rozciągaj na pokolenie.

                    Moje srodowisko bylo do bolu typowe, PRLowski blokowiec w wielkim miescie. Nie roznil sie niczym od tysiecy podobnych w calej Polsce.
                    Zycie w malych miasteczkach i na wsiach pewnie wygladalo inaczej, ale wiejskie dzieci nie otrzymywaly ani grama wiecej uwagi od miastowych, one zamiast sie bawic w wakacje musialy pracowac.
                • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 07:37
                  Wychowałam się podobnie jak Ty. I uważam, że te dnie spędzone na podwórku w towarzystwie innych dzieci są nie do przecenienia, właśnie tego dzisiejszym dzieciom brakuje. Rodzic to rodzic, bardzo ważny, ale trzeba też się nauczyć żyć z nierodzicami, bo to całkiem inna bajka.
                  • triss_merigold6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:39
                    Tak, ciepłe wspomnienia z tego okresu mają zwłaszcza dorosłe dzieci, które grały role kozłów ofiarnych i były prześladowane przez rówieśników, a ich rodzice uważali, że ganianie po brudnych podwórkach czy jakichs polach to szczyt szczęścia.
                    • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:53
                      "Tak, ciepłe wspomnienia z tego okresu mają zwłaszcza dorosłe dzieci, które grały role kozłów ofiarnych i były prześladowane przez rówieśników, a ich rodzice uważali, że ganianie po brudnych podwórkach czy jakichs polach to szczyt szczęścia."

                      Bylo to nadal 100x bardziej naturalne dla gatunku homosapiens, niż siedzenie przed kompem całymi dniami.
                      • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:54
                        Albo bycie wozonym z jednych płatnych zajęć na drugie.
                      • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:54

                        > Bylo to nadal 100x bardziej naturalne dla gatunku homosapiens, niż siedzenie pr
                        > zed kompem całymi dniami.

                        A zdajesz sobie sprawe, ze to ty jako matka jestes odpowiedzialna za to ,ze dziecko ci ssiedzi calymi dniami przed kompem?
                        • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:04
                          Moje nie siedzi. Ja rozmawiam o statystycznych dzieciakach, a ty o czym?
                          • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:16
                            No to nie wiem jak to sie dzieje, ze zadna matka sie nie przyzna, ze jej dziecko nad kompem przesiaduje, tylko narzeka na inne. No to o jakie dzieci chodzi? Zawsze te inne przesiaduja.

                            A ja tam nie wiem czy inne dzieci przesiaduja, nie przesiaduje z tymi dziecmi w domu i nie wiem co robia.

                            A skad ty wiesz? Skoro nie o twoje chodzi?
                            • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:36
                              Wiem z obserwacji oraz z badań naukowych.
                  • maniaczytania Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:49
                    To chyba jednak coś poszło nie tak, bo to właśnie to pokolenie spędzające dnie na podwórku z kolegami, robi teraz swoim dzieciom coś zupełnie innego i przesadza wg Ciebie z kontrolą.
                    • triss_merigold6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:57
                      No właśnie. Było tak super, że teraz rodzice dbający o dzieci wożą je, odprowadzają, szukają atrakcyjnych zajęć sportowych, artystycznych, informatycznych itp., zapisują na dobrze zorganizowane kolonie i obozy, filtrują towarzystwo rówieśnicze.
                      • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 09:03
                        A może nie chodzi o to, że rodzice to robią dlatego, że było "tak super," tylko robią to z innych względów? Np. chcą, żeby ich dziecko miało jak największe możliwości na rynku pracy... Poza tym, jak już pisałam, może to nie było super fajne ale nasze mózgi są lepiej dostosowane do takiego życia, niż do izolacji, dopaminy z internetu, braku ruchu i ciaglej kontroli rodzicielskiej.
                        • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 09:06
                          Dzieci jest coraz mniej, każde urodzone w okolicach 40 roku życia na wagę złota, jak ci zginie puszczone samopas, to będzie duża strata... A kolejnej szansy na rozmnożenie nie będzie, bo już ciężko w pewnym wieku, może to jest powodem nadmiernej troski?
                      • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:00
                        triss_merigold6 napisała:

                        > No właśnie. Było tak super, że teraz rodzice dbający o dzieci wożą je, odprowad
                        > zają, szukają atrakcyjnych zajęć sportowych, artystycznych, informatycznych itp
                        > ., zapisują na dobrze zorganizowane kolonie i obozy, filtrują towarzystwo rówie
                        > śnicze.

                        No tak, ale to chyba bardziej złożone zjawisko niż "kiedyś jednak nie było super".
                        Ludzie zazwyczaj "klonują" zachowania innych, pojawia się moda, trendy, jedni wożą to i ja będę woził,
                        nie ma dzieci na podwórku, to i ja nie wypuszczę, pojawiło się przekonanie, że "każdy może osiągnąć sukces,
                        wystarczy chcieć", z drugiej strony media codziennie straszą wypadkami, śmierciami, tragediami, pedofilami, a równocześnie wywierają presję na bycie "idealnym rodzicem", dzieci rodzą się coraz później i jest ich coraz mniej,
                        itd. itd.
                        Jeśli nawet kiedyś nie było super, bo nie ma czasów, gdy wszystko było super, mieliśmy zdecydowanie więcej swobody, wolności, więcej czasu dla siebie, znacznie bogatszy kontakt z rówieśnikami, i przede wszystkim nie było mediów społecznościowych, porównywania się do sztucznie wylansowanego życia innych, konkursów na ilość znajomych, liczbę lajków, cyberprzemocy, uzależnienia od internetu i telefonów.
                        • maniaczytania Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:27
                          nenia1 napisała:

                          > Jeśli nawet kiedyś nie było super, bo nie ma czasów, gdy wszystko było super, mieliśmy zdecydowanie więcej swobody, wolności, więcej czasu dla siebie, znacznie bogatszy kontakt z rówieśnikami, i przede wszystkim nie było mediów społecznościowych, porównywania się do sztucznie wylansowanego życia innych, konkursów na ilość znajomych, liczbę lajków, cyberprzemocy, uzależnienia od internetu i telefonów.


                          No ale co z tego, skoro nijak to się na dobre nie przekształciło w dorosłości, bo dzieciom obecnym to właśnie ci dorośli fundują te wszystkie atrakcje - nadmierną kontrolę, życie w wyścigu szczurów, nadmierną presję na wyniki, jednocześnie nie dając w sumie nic w zamian, a najmniej uwagi oraz rozmów.
                          • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:46
                            maniaczytania napisała:

                            > No ale co z tego, skoro nijak to się na dobre nie przekształciło w dorosłości,

                            a to zależy komu, sama uważam, że właśnie dlatego mam łatwość nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi,
                            i szerokie umiejętności społeczne, co bardzo pomaga mi np. przy prowadzeniu firmy, nie mówiąc
                            już o zamiłowaniu do ruchu, bo kiedyś dzieci ruszały się o wiele więcej, a o zbawiennym wpływie ruchu na zdrowie w tym psychiczne pisać nie trzeba, ale nade wszystko SAMODZIELNOŚĆ, przyjmuję młode osoby do pracy, mam młodych klientów i niestety co mocno ich odróżnia od reszty, to kompletne zagubienie w świecie, kompletny brak samodzielności.

                            > bo dzieciom obecnym to właśnie ci dorośli fundują te wszystkie atrakcje - nadmi
                            > erną kontrolę, życie w wyścigu szczurów, nadmierną presję na wyniki, jednocześn
                            > ie nie dając w sumie nic w zamian, a najmniej uwagi oraz rozmów.

                            Bo ludzie "klonują" zachowania, obserwują co robią inni, co umieszczają inni na fb (dziecko na nartach, dziecko na koniu, dziecko na wypasionych wakacjach, dziecko tańczy w balecie itd.), czytają co piszą na forach (jadę z dzieckiem na karate, na angielski, na basen), do tego przekaz medialny, parcie na sukces, presja na osiągnięcia, presja społeczna "dziecko z kluczem to patologia" itd. itd. Uwaga moim zdaniem jest, ale pytanie czy jest to uwaga skierowana na to co czuje dziecko, czy na to co robi (powinno robić) dziecko.

                      • wapaha Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 06.02.20, 09:20
                        triss_merigold6 napisała:

                        > No właśnie. Było tak super, że teraz rodzice dbający o dzieci wożą je, odprowad
                        > zają, szukają atrakcyjnych zajęć sportowych, artystycznych, informatycznych itp
                        > ., zapisują na dobrze zorganizowane kolonie i obozy, filtrują towarzystwo rówie
                        > śnicze.
                        Przecież to nie ma przełożenia
                        Wtedy były inne możliwości i inne są teraz..
                        Każdy dostosowuje się do czasów, w których żyje
                        No chyba że jest mormonem
                  • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 10:53
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Wychowałam się podobnie jak Ty. I uważam, że te dnie spędzone na podwórku w tow
                    > arzystwie innych dzieci są nie do przecenienia, właśnie tego dzisiejszym dzieci
                    > om brakuje. Rodzic to rodzic, bardzo ważny, ale trzeba też się nauczyć żyć z ni
                    > erodzicami,

                    To bylo super, dla dziecka super wspomnienia. Ale dzieci nie budowaly relacji z rodzicami, tylko z rowiesniami. A powinien byc jakis balans.
                    Mysle, ze nei problem tkwi w dzieciach tylko w narzekajacych rodzicach. Tez moglabym zamknac moja corke w czterech scianach, ze strachu o jej bezpieczenstwo. Z dusza na ramieniu, ale puszczam ja wolno, wlasnie zeby budowala te kontakty.
                • ichi51e Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 21:30
                  What? Zadnych pijackich awantur nie wspominam a wychowalam sie w sercu warszawskiego dzikiego zachodu uncertain Rodzice pracowali Duzo wolnosci bylo
          • majenkir Re: 05.02.20, 01:13
            maniaczytania napisała:
            > dzieci są za bardzo kontr
            > olowane, a za mały mają taki zwyczajny fajny kontakt z rodzicami, żeby porobić
            > razem coś głupiego, nie wiem, pośpiewać, potańczyć, poskakać, zrobić cokolwiek
            > - byle w oderwaniu od szkoły i wspólnie.


            Ze niby my kiedys to sobie tak wspolnie spiewalismy z rodzicami?? big_grinbig_grin
            Moi rodzice nie robili ze mna NIC. Inteligencka rodzina, zadna patologia. Tak samo u moich kolezanek/kolegow.
            Jedyne zainteresowanie ze strony rodzicow to byl wpie.rdol jak sie dwoje dostalo. Tak bylo.
            • maniaczytania Re: 05.02.20, 06:49
              Strasznie przykre macie wspomnienia, ale ja tego nie pisałam w odniesieniu do kiedyś, tylko do teraz.
            • triss_merigold6 Re: 05.02.20, 07:36
              Och, liczne wspomnienia dorosłych dzieci różnych prl-owskich inteligentow, opisują jak wyglądał ten kontakt z rodzicami, jeśli ci akurat mieli chwilę przerwy między balowaniem, a działaniem społecznym.
            • kropkaa Re: 05.02.20, 11:30
              Nie znam nikogo, kto sobie ot tak śpiewa między obiadem i kolacją. Bardziej mi się to z darciem pierza kojarzy, kto dziś jeszcze drze pierze?
              • maniaczytania Re: 05.02.20, 16:01
                Serio, nie znasz nikogo, kto sobie śpiewa tak po prostu dla przyjemności? Do piosenki z radia na przykład? Albo do gry z karaoke?
                • kropkaa Re: 05.02.20, 21:21
                  Rodzinnie tylko kolędy w Wigilię. Kiedyś faktycznie byłam na imieninach, gdzie rozdano śpiewniki i towarzystwo śpiewało, fajne to było, naprawdę. Ale tak, żeby sobie w tygodniu śpiewać rodzinnie, to nie znam.
            • daniela34 Re: 05.02.20, 23:11

              > Moi rodzice nie robili ze mna NIC. Inteligencka rodzina, zadna patologia. Tak s
              > amo u moich kolezanek/kolegow.
              > Jedyne zainteresowanie ze strony rodzicow to byl wpie.rdol jak sie dwoje dostal
              > o. Tak bylo.

              Nic? Zupełnie nic rodzice z dziećmi nie robili? Nie lepili bałwanów, nie ciągnęli na sankach, nie gotowali, nie piekli, nie czytali książek, nie szyli ubrań dla lalek? Nie chodzili po górach? Nie uczyli pływać, żeglować, jeździć na nartach (w zależności od tego jakie tam hobby sami uprawiali)? Nie biwakowali? Nie jeździli nad rzekę, nie chodzili na grzyby? Nie przygotowywali strojów/dekoracji na występy w szkole/przedszkolu, nie przychodzili na te występy? Zero, null?
              Jestem rocznik 1984, wychowywałam się na PRLowskim blokowisku, na którym mieszkali robotnicy i tzw.kadra inżynierska. I rodzice z dziećmi robili przynajmniej niektóre z tych rzeczy, jeśli nie wszystkie.
              • kurt.wallander Re: 06.02.20, 10:42
                daniela34 napisała:


                > Nic? Zupełnie nic rodzice z dziećmi nie robili? Nie lepili bałwanów, nie ciągnę
                > li na sankach, nie gotowali, nie piekli, nie czytali książek, nie szyli ubrań d
                > la lalek?

                Z tego, co wymieniasz pamiętam czytnie ksiązek i ciągnięcie na sankach. Dzieś tak do 5. roku życia.

                Nie chodzili po górach? Nie uczyli pływać, żeglować, jeździć na narta
                > ch (w zależności od tego jakie tam hobby sami uprawiali)? Nie biwakowali? Nie j
                > eździli nad rzekę, nie chodzili na grzyby? Nie przygotowywali strojów/dekoracji
                > na występy w szkole/przedszkolu, nie przychodzili na te występy? Zero, null?

                Weź mnie nie rozśmieszaj. Hobby w latach 70" - 80"?


                > Jestem rocznik 1984, wychowywałam się na PRLowskim blokowisku, na którym mieszk
                > ali robotnicy i tzw.kadra inżynierska. I rodzice z dziećmi robili przynajmniej
                > niektóre z tych rzeczy, jeśli nie wszystkie.

                Skoro jestes rocznik 80", to większośc twoich świadomych wspomnień dotyczy juz czasów post-prlowskich. W 1989 miałaś 5 lat!
                • 1matka-polka Re: 06.02.20, 10:52
                  "Weź mnie nie rozśmieszaj. Hobby w latach 70" - 80"?"

                  A co robili w wolnym czasie, tylko chlali?
                • nenia1 Re: 06.02.20, 12:35
                  kurt.wallander napisała:


                  > Weź mnie nie rozśmieszaj. Hobby w latach 70" - 80"?

                  A co jest w tym śmiesznego? Miałam całe klasery znaczków, z ptakami, dzikimi zwierzętami, serie z rasami psów, kotów, roślinami, odkrywcami, pisarzami itd. zbieraliśmy razem z tatą, i układając, oglądając siedziało się trochę nad tym, nie dość że były piękne to sporo się można było nauczyć, do dziś pamiętam z tego okresu nazwy ptaków czy roślin, mój tata zbierał dodatkowo monety i stare zegary, nie mówiąc już o wędrówkach po górach i kolekcjonowaniu pieczątek ze schronisk i odznak.
                  • kurt.wallander Re: 06.02.20, 13:51
                    nenia1 napisała:

                    > kurt.wallander napisała:
                    >
                    >
                    > > Weź mnie nie rozśmieszaj. Hobby w latach 70" - 80"?
                    >
                    > A co jest w tym śmiesznego? Miałam całe klasery znaczków, z ptakami,

                    JA tez miałam hobby, ale tu pisalismy o rodzicach zarażających swoim hobby dzieci. Fakt, mój ojciec też zbierał znaczki. Natomiast z pewnością sportów żadnych nie uprawiał w dorosłym życiu. To samo mama.
                    Może to zalezy od środowiska, natomiast w swoim otoczeniu nie pamiętam koleżanek i kolegów jeżdżących w ferie na narty, czy chodzących z rodzicami po górach.

                • daniela34 Re: 06.02.20, 13:44
                  kurt.wallander napisała:

                  > Weź mnie nie rozśmieszaj. Hobby w latach 70" - 80"?

                  No tak, hobby. U mnie w bloku w latach 80-tych 2 sąsiadów żeglowało - jeden zabierał synów (odpowiednio 9 I 10 lat starszego ode mnie), drugi córki (też starsze ode mnie). Kilku co najmniej jeździło na nartach. Na nartach również uczyły się jeździć w latach 80-tych moje 2 kuzynki, jedna 5 druga 10 lat starsza ode mnie. Uczyły się i jeździły- z rodzicami. Moi rodzice wyjeżdżali przed moim urodzeniem do zakładowego ośrodka wczasowego w zimie-na narty. I byli tam rodzice z dziećmi. Oprócz tego rodzinna dokumentacja fotograficzna wskazuje, że w latach 70-tych moi rodzice grali w siatkówkę (mama) i piłkę nożną (ojciec). Zakłady pracy organizowały kluby sportowe i rozmaite "sekcje hobbystyczne" i dla nich wyjazdy.
                • daniela34 Re: 06.02.20, 13:57
                  kurt.wallander napisała:


                  > Skoro jestes rocznik 80", to większośc twoich świadomych wspomnień dotyczy juz
                  > czasów post-prlowskich. W 1989 miałaś 5 lat!

                  Ale nadal to są wspomnienia sprzed 30 lat- to po pierwsze. A po drugie - sanki, bałwany, zabawy karnawałowe, narty, żagle to są też wspomnienia moich 2 kuzynek, starszych o 10 i 5 lat. Są też zdjęcia rodzinne - na występy szkolne i zabawy karnawałowe stroje szyła mojej mamie moja babcia. To były biedne stroje, z tego, co było dostępne. Ale były. Co więcej, moja mama wspomina, że na zabawy szkolne chodziła z rodzicami (szkoła robiła je dla rodziców i dzieci). Mój strój krakowski z dzieciństwa to strój odziedziczony po mamie (rocznik 1946).
                  Nie twierdzę, że w PRLu rodzice robili z dziećmi tyle samo ile teraz, ale nie uwierzę, że nikt nic absolutnie z dziećmi nie robił.
                  • triss_merigold6 Re: 06.02.20, 14:06
                    Mam identyczne wspomnienia, ze strojem krakowskim włącznie sprowadzanym dla mnie z podkrakowskiej wsi, ręcznie szytym na zamówienie, a starsza jestem od Ciebie o dekadę.
                    Rodzice mieli żeglujących znajomych, kolega ojca z synem trenował kolarstwo, inny był judoką i prowadził obozy dla młodzieży.
                • triss_merigold6 Re: 06.02.20, 14:01
                  To może ja uzupełnię informacje na temat zaangażowania rodziców w spędzanie czasu z dziećmi w ciut wcześniejszym okresie.
                  Rocznik 1974.
                  - tata miał abonament na poczcie i miałam całe klasery znaczków, godzinami oglądanych z lupą
                  - rodzinny wyjazd latem był obowiązkowy, na wczasy albo pod namiot ze znajomymi rodziców i ich dziećmi
                  - mama szyła nam przebrania na różne bale i występy przedszkolne
                  - chodzenie z dziećmi do kina było normą, nie tylko z maluchami, pamiętam jak z ojcem byłyśmy z siostrą na E.T. i na Gwiezdnych wojnach; z mamą chodziłam do teatru
                  - wczesną jesienią były jakieś rodzinne wyjazdy do lasu na grzyby, potem zbiorowe czyszczenie i suszenie
                  - w niedziele był spacer albo jakieś odwiedzanie się rodzinne
                  - chodzilysmy z mamą na lody do Hortexu na Placu Konstytucji i do kawiarni dla dzieci w Smyku (tej z "Karolci")
                  - ileś razy byłam z rodzicami w Tatrach, nad morzem, na Mazurach, zwiedzaliśmy tez np. Malbork, Wieliczkę, zamek Książ
                  - czytanie na głos pamiętam, mimo że czytać sama nauczyłam się wcześnie
                  - w związku z dennym poziomem nauczania historii w podstawówce, mama pomagała mi w przygotowaniu się do egzaminów do liceum (na ustne, w moim lo były)
                  To tak na szybko.
                  Prawdopodobnie dlatego teraz spędzanie czasu z dziećmi traktuję jako normę, a nie nadmierne opiekowanie się.
                  • daniela34 Re: 06.02.20, 14:22
                    triss_merigold6 napisała:

                    > To może ja uzupełnię informacje na temat zaangażowania rodziców w spędzanie cza
                    > su z dziećmi w ciut wcześniejszym okresie.
                    > Rocznik 1974.

                    Noż właśnie. Mniej więcej podobne wspomnienia ma moja kuzynka, Twoja rówieśnica.
                    Te ponad 50 lat PRLu to naprawdę nie była pustynia, na której nikt nie uprawiał żadnego hobby i nikt nie nawiązywał relacji z własnymi dziećmi.
                    • triss_merigold6 Re: 06.02.20, 14:25
                      Myśmy sporo jeździli do rodziny w całej Polsce i na wczasy do różnych resortowych ośrodków, czasem miały rewelacyjny jak na owe lata standard.
                      • daniela34 Re: 06.02.20, 14:43
                        W przypadku mojej rodziny to nawet nie były ośrodki resortowe, tylko po prostu domu wczasowe FWP. Lata 70-te i 80te. Były oczywiście kolonie dla dzieci, ale wyjeżdżało się też z rodzicami, ewentualnie ciociami/wujkami. Moi rodzice w "podróż poślubną" czyli tygodniowy wyjazd do Krynicy w styczniu 1980 r.
                        zabrali moja kuzynkę (i babcię smile, bo udało się dorwać 4 miejsca w ośrodku. Realia zwykłych pracowników średniego szczebla w zakładach państwowych. Żadna elita PRLu smile
              • szeptucha.z.malucha Re: 06.02.20, 10:52
                daniela34 napisała:

                >
                > > Moi rodzice nie robili ze mna NIC. Inteligencka rodzina, zadna patologia.
                > Tak s
                > > amo u moich kolezanek/kolegow.
                > > Jedyne zainteresowanie ze strony rodzicow to byl wpie.rdol jak sie dwoje
                > dostal
                > > o. Tak bylo.
                >
                > Nic? Zupełnie nic rodzice z dziećmi nie robili? Nie lepili bałwanów, nie ciągnę
                > li na sankach, nie gotowali, nie piekli, nie czytali książek, nie szyli ubrań d
                > la lalek
                Lepiłam bałwana z siostrą i bratem, nigdy z dorosłymi. Z kuchni byłam przeganiania, żeby się pod nogami nie pałętać. Książki tak do 5 r.ż. miałam przed snem, potem sama czytałam. Nikt mi nic nie szył.

                Nie chodzili po górach? Nie uczyli pływać, żeglować, jeździć na narta
                > ch (w zależności od tego jakie tam hobby sami uprawiali)? Nie biwakowali? Nie jeździli nad rzekę, nie chodzili na grzyby? Nie przygotowywali strojów/dekoracji
                > na występy w szkole/przedszkolu, nie przychodzili na te występy? Zero, null?

                Z powyższych: zero, null.
                Wszystko to załatwiałam w harcerstwie, czy innych stowarzyszeniach. Ze dwa razy wyjechałam z rodziną wujka na weekend nad jeziorem. Z rodziną odwiedzałam tylko dziadków.
                Na występy nikt nie przychodził. Od 1 klasy sama chodziłam do szkoły, na początek i koniec roku szkolnego też.

                > Jestem rocznik 1984, wychowywałam się na PRLowskim blokowisku, na którym mieszk
                > ali robotnicy i tzw.kadra inżynierska. I rodzice z dziećmi robili przynajmniej
                > niektóre z tych rzeczy, jeśli nie wszystkie.
                Jestem dekadę starsza.
                • nenia1 Re: 06.02.20, 12:53
                  szeptucha.z.malucha napisała:


                  > Lepiłam bałwana z siostrą i bratem, nigdy z dorosłymi. Z kuchni byłam przegania
                  > nia, żeby się pod nogami nie pałętać. Książki tak do 5 r.ż. miałam przed snem,
                  > potem sama czytałam. Nikt mi nic nie szył.

                  No tak, ale to przecież nie jest reguła, mnie tata ciągnął na sankach, uczył jeździł a potem jeździł
                  razem ze mną rowerem, w kuchni razem z mamą zawsze robiłam makaron, bo mieliśmy taką maszynkę
                  i była to dla mnie dobra zabawa, wyciskałam też z nią soki w sokowirówce i obserwowałam jak rośnie ciasto
                  albo pasztet przez szybkę w prodiżu. Wieczorem przed snem też zazwyczaj tata czytał, śpiewał albo opowiadał, czasem wujek, brat taty też coś opowiadał, ale o lubił takie dość mroczne historie o duchach, diabłach, co mi nie przeszkadzało a wprowadzało dreszczyk emocji

                  > Nie przygotowywali strojów/dek
                  > oracji
                  > > na występy w szkole/przedszkolu, nie przychodzili na te występy? Zero, n
                  > ull?
                  >
                  > Z powyższych: zero, null.

                  No to przykre, bo akurat zabaw z przebieraniem było bardzo dużo i dzieci były poprzebierane dziewczynki tradycyjnie za królewny, sama miałam piękny strój krakowski od babci, dzieci mi wyrywały cekiny jak stałam tyłem wink ale była też przebrana za kota, motyla, grzybka, śnieżkę, lalkę, wszystko szyła mi mama, chłopcy to najczęściej kowboj albo wódz indiański (pokłosie Winnetou).
                  Tata dużo lubił chodzić, więc sporo z nim chodziłam, również po górach, jeździliśmy na wczasy zakładowe, wszyscy się znali i ogólnie była taka łatwość nawiązywania kontaktów, mam sporo zdjęć z dzieciństwa, gdzie idę z ręce z jakimiś ciociami, pytam taty kto to, a on mi odpowiada, że jakieś panie, co obok w domku mieszkały smile

                  > Na występy nikt nie przychodził. Od 1 klasy sama chodziłam do szkoły, na począ
                  > tek i koniec roku szkolnego też.

                  No tak, ale to znowu nie reguła, bo jednak sporo rodziców było.

                  > Jestem dekadę starsza.

                  Czyli właściwie moja rówieśnica. I kończąc temat, na pewno teraz rodzice poświęcają tego czasu znacznie więcej, praktycznie zaniknął czas wolny jaki dzieci spędzały ze sobą codziennie na podwórku, więc w tym czasie dzieją się inne rzeczy, natomiast ja nie pamiętam, żeby dorośli wcale nie mieli czasu i wcale się dziećmi nie interesowali. Jeździć na nartach, pływać na łódce nauczyłam się od rodziców kolegi, sąsiada, byli bardziej usportowieni niż moi rodzice i zabierali mnie ze sobą, może dlatego, że mieli jedynaka a ja byłam towarzystwem dla niego, ale spędziłam z nimi np. świetne dwa tygodnie ma Mazurach pod namiotami pływając Omegą, pytanie czy teraz ktoś by wziął i ktoś by dał wyjechać z sąsiadami własnemu dziecku.
    • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:36
      "Zaburzenia lękowo-depresyjne, czasem tylko lękowe, czasem tylko depresja."

      Uzależnienie od internetu, brak życia w grupie rówieśniczej, brak ruchu, rosnaca liczba "słabych" dzieci, które kiedyś nie przeżyłyby porodu?
      • ana119 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:46
        Tak. Kiedy ich rodzice dorastali mieszkami w społecznościach które się znaly. Znalo się też przyjaciół dziadków, sąsiadów, kuzynów. Obecnie wnuki znają słabo dziadków. Nikt nie uczy dzieci życia w wielkiej "wiosce" jaka jest wielopokoleniowa rodzina. Gdzie te dzieci trenują umiejętności społeczne? Na zajęciach dodatkowych?
        • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:49
          Sam fakt przebywania w samotności - dziecko jedynak wraca do pustego domu, rodzice w pracy, reszty rodziny brak, już źle wpływa na ludzką psychikę.
          • majenkir Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 01:16
            1matka-polka napisała:
            > Sam fakt przebywania w samotności - dziecko jedynak wraca do pustego domu, rodz
            > ice w pracy, reszty rodziny brak, już źle wpływa na ludzką psychikę.


            CZy ja wiem? Ja uwielbialam byc sama w domu.
            • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:20
              "CZy ja wiem? Ja uwielbialam byc sama w domu."

              Czy piszesz o tych krótkich chwilach między powrotem dzieci i męża z pracy? Po co ci oni w takim razie?
              Człowiek to istota stadna, przebywanie w grupie reguluje poziom hormonów i neuroprzekaźników. Są badania na ten temat. U dzikich plemion depresja nie istnieje. 30 lat temu przeciętny obywatel USA miał 3 bliskich przyjaciół, dzisiaj zero... Kurzgesagt nakrezili filmik o tym.
              • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:31
                Depresji nie miałam i nie mam, lubię sama przebywać w domu.
              • majenkir Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 14:55
                Nie, napisalam, ze bedac dzieckiem uwielbialam byc sama w domu. I depresji od tego nie dostalam. Zreszta, moj dom nigdy tak naprawde nie byl pusty - zawsze byly psy/koty wink.
        • chococaffe Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:50
          Bez przesady. Nie znam nikogo kto żył w wielopokoleniowej rodzinie jako dziecko.
          • simply_z Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:51
            ale znało się sąsiadów..a teraz ..well.
          • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:53
            Ja znałam, kiedy mieszkałam w mieście - 20 lat temu i znam do tej pory ale pewnie dlatego że teraz mieszkam we wiosce.
          • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:54
            Ja znałam, kiedy mieszkałam w mieście - 20 lat temu i znam do tej pory ale pewnie dlatego że teraz mieszkam we wiosce.
          • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:56
            Ja jeszcze znałam. Często to wynikało z braku mieszkania, fakt. Poza tym chodziło się do podstawówki koło domu, potem bawiło na podwórku. Kiedy byłamdzieckiem, moje życie obfitowało w kontakty z innymi dziećmi, i te kontakty nie były ani animowane, ani monitorowane przez dorosłych. Uczyliśmy się dzięki temu żyć wśród ludzi.
            • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:59
              "te kontakty nie były ani animowane, ani monitorowane przez dorosłych“
              Plus nie było przepisów o nieustannym pilnowaniu dzieci do 12(?) roku życia, ani internetu, więc dzieci spędzały czas na dworze, w grupach.
              • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:00
                Tak.
            • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:59
              No i ile dorosłych będących w tamtym czasie dziećmi jest dzisiaj wrakami emocjonalnymi, z pełnym pakietem tabsów, psychiatrów i bogowie wiedzą czego jeszcze. Wcale bym nie powiedziała że wtedy wychowanie dzieci szło tak świetnie, a dzisiaj to olaboga.
              Powiedziałabym raczej że wtedy po prostu nikt dzieci nie diagnozował, rodziców zresztą też nie.
              • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:01
                Jednak statystyki są jakie są - liczba samobójstw i prób nieudanych systematycznie rośnie.
                • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:05
                  No właśnie! A o czym piszę?
                  • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:09
                    Piszesz, że to tylko kwestia diagnozy , której wcześniej nie było. Nie tylko.
                    • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:14
                      Gdzie, gdzie napisałam że tylko?
                      • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 07:39
                        Wcale bym nie powiedziała że wtedy wychowanie dzieci szło tak świetnie, a dzisiaj to olaboga.
                        Powiedziałabym raczej że wtedy po prostu nikt dzieci nie diagnozował, rodziców zresztą też nie.
              • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:02
                "No i ile dorosłych będących w tamtym czasie dziećmi jest dzisiaj wrakami emocjonalnymi, z pełnym pakietem tabsów, psychiatrów i bogowie wiedzą czego jeszcze."

                To będzie można porównać, kiedy dzisiejsze dzieci będą w wieku tych dorosłych...
              • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:58
                35wcieniu napisał(a):

                > No i ile dorosłych będących w tamtym czasie dziećmi jest dzisiaj wrakami emocjo
                > nalnymi, z pełnym pakietem tabsów, psychiatrów i bogowie wiedzą czego jeszcze.
                > Wcale bym nie powiedziała że wtedy wychowanie dzieci szło tak świetnie, a dzisi
                > aj to olaboga.
                > Powiedziałabym raczej że wtedy po prostu nikt dzieci nie diagnozował, rodziców
                > zresztą też nie.


                Swieta racja, dokladnie tak.
          • ana119 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:58
            Mówisz że nie znasz rodziny wielopokoleniowej? A rodzina była społecznie ogarnięta?
            • chococaffe Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:59
              ????
        • simply_z Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:50
          plus internet, potrzeba być non stop online, lajki, strajki i inne pierdoły-zabojcze dla niewyksztalconego jeszcze mózgu. Inwigilacja-librus? kiedyś rodzice dowiadywali się o ewentualnej 2 na wywiadówce, teraz wszystko leci do na maila i telefon rodzica..
          dzieciak nie odbiera telefonu-olaboga porwali itp..smutne czasy,
          • kropkacom Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 18:58
            Zamiast zaglądać do dziennika elektronicznego można najpierw zapytać dziecko: co w szkole? Jak to bywało kiedyś. Dalej, dorosły pokazuje dziecku, ze musi być on line non stop. Wydzwaniać do dzieciaka tez ne ma obowiązku. Reasumując, zamiast marudzić na teraźniejszość warto zrobić rachunek sumienia.
    • cosmetic.wipes Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:45
      I co dalej? Na studiach i w pracy też będą mieć klosz? Czy zderzą się ze ścianą?
      • bazia8 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:53
        Uwazasz, ze dzisiejsi dorosli nie zderzaja sie ze ścianą? Gratuluję dobrego samopoczucia.

        Dziwne tylko ten pozion spozycia alkoholu w naszym kraju, lekow przeciwbolowych i nasennych.

        Twoja wypowiedz przypomina glos w stylu
        Panie kiedys depresji nie bylo, ludzie jakos zyli.
        🤦‍♀️
      • angazetka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:54
        Mam takie niejasne podejrzenie, że lepiej, gdy zderzą się ze ścianą jako ludzie dorośli, ukształtowani, mający jakieś mechanizmy obronne i na przykład dobrze ustawione antydepresanty.
        • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:00
          angazetka napisała:

          > Mam takie niejasne podejrzenie, że lepiej, gdy zderzą się ze ścianą jako ludzie
          > dorośli, ukształtowani, mający jakieś mechanizmy obronne i na przykład dobrze
          > ustawione antydepresanty.

          Dokladnie
        • majenkir Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 01:20
          angazetka napisała:
          > Mam takie niejasne podejrzenie, że lepiej, gdy zderzą się ze ścianą jako ludzie
          > dorośli, ukształtowani, mający jakieś mechanizmy obronne i na przykład dobrze
          > ustawione antydepresanty.


          Nie, nie lepiej - dorosli maja twardsza sciane.
          I czemu piszesz o antydepresantach jak o jakiejs oczywistosci??
      • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:57
        Jak przetrwają, to dojrzeją. Płaty czołowe im się rozwiną, będą sobie lepiej radzić, po prostu.
        • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:02
          big_grin Dobre.
        • hanusinamama Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:53
          Nagle przestana poitrzbować wiecej czasu??/
          • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 21:01
            Tak. Będą odporniejsi na stres, dojrzalsi po prostu.
      • livia.kalina Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:05
        W tej chwili to walka, żeby do tej pracy chociaż dożyli.
      • waleria_s Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 01:28
        Jaki klosz? Do czasu studiów/pracy mogą przejść terapię, nabrać odporności, wykształcić mechanizmy radzenia sobie w trudnych sytuacjach, wreszcie- mieć dobrane leki i funkcjonować normalnie. Depresja nie jest wyrokiem, ale u nastolatków, gdy ta psychika się kształtuje, można ich potraktować nieco łagodniej, ułatwić trochę szkolne życie.
    • chococaffe Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:56
      IMHO - tak w skrócie, od dawna nie bylo pokolenia tak niepewnego przyszłosci, "właściwych" wyborów. Za "naszych" czasów, wszystko było prostsze, recepta na sukces zawodowy czy prywatny wydawała się prosta, a przynajmniej większość tych recept nie była masowo kwestionowana. Teraz wszystko przypomina raczej losowanie niż mądrzejszy lub głupszy, ale jednak wybór.
      • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 21:59
        I poprzeczkę mają wywindowaną jak do skoku o tyczce.
        • chococaffe Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:05
          Ja myślę, że w tym wieku wysoka poprzeczka jest naturalna - każdy chce dostać Nobla, Oscara, być milionerem itd. Tylko kiedyś te ścieżki były bardziej oczywiste. Nie znaczy, że wystarczyło chcieć, ale wiadomo bylo mniej więcej na jaką ścieżkę wejść, żeby rozpocząć swoją drogę. Teraz nie wiadomo nic.

          • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:14
            Nobel i Oscar czy milioner to marzenia, są OK. Ale rozliczanie z paska, zmuszanie do miliona zajęć dodatkowychs, nawet nie zmuszanie, ale takie wychowanie, że niektóre dziewczynki (i tylko dziewczynki, nie spotkałam takiego chłopca) mają po kilkanaście godzin zajęć dodatkowych tygodniowo, wymagania odnoszące się do szkoły, ale też dodatkowych umiejętności, a jeszcze wygląd, a jeszcze zaangażowanie w sprawy domowe (chociaż to akurat nie zawsze). I jeszcze powinni /y zarabiać.
            • chococaffe Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:17
              Oczekiwania rodziców były zawsze. Tylko kiedyś młodzież "wiedziała swoje" i robiła swoje. Teraz nie wie. "I może ci rodzice mają rację z tymi paskami"? I tak dalej.
              • chococaffe Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:21
                P.S. Nie ma co ukrywac, że kryzys 2007/2009 i dalej pokazał, że pewna formuła społeczna już się wyczerpała a nowej jeszcze nie ma.
              • mondovi Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 00:51
                Chyba teoretyzujesz.
      • pani07 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:00
        Strasznie smutny cały ten wątek. I w sumie wychodzi na to, że czas mojego dzieciństwa czy młodości był prostszy w wielu sprawach.
        I ta kontrola, to życie w świecie wirtualnym przez wielu młodych na dłuższą metę jest bardzo niszczący, gdy do tego dodać problemy z reala jeszcze.
      • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:10
        Od dawna? Nie powiedziałabym. Popatrz na tych, którzy szukali pierwszej pracy w czasie kryzysu lat 2000, na te masy, które kończyły studia i jechały na zmywak albo łapały się najgorszych robót za 2 zł za godzinę, na to jak wtedy bito na alarm że to stracone pokolenie, że samobojstwa, że w zasadzie nie da się tego rozwiązać.
        Nie twierdzę że teraz jest łatwiej, ale z tym że "od dawna nie było pokolenia tak niepewnego przyszłości" się nie zgodzę.
        • pani07 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:12
          Tyle że żyjemy w czasach, gdy nigdy wcześniej aż tak mocno wpływu na młodych nie miały socjal media.
          • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:17
            ... No to co? Potrzeba posiadania dachu nad głową jest niezależna od facebooka, a ja się odnosiłam (i zacytowałam) do fragmentu "od dawna nie bylo pokolenia tak niepewnego przyszłosci". No więc uważam że było, i owszem.
            • angazetka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:21
              Niepewnego przyszłości - kryzys klimatyczny, dzień dobry. Dodatkowy potężny stresor, dokładający poczucie niepewności. Marne szanse na emeryturę, bo się system zawali wcześniej. Zero stabilizacji.
              • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:29
                No i zgoda. Ale czy to pierwszy raz od dawna, rzeczywiście? Ja np. pamiętam rozmowy w robocie "nikt z nas emerytury nie dostanie bo przecież wszyscy jesteśmy tu na śmieciówkach."
                O walącym się systemie nie myśleliśmy, ale o tym że jesteśmy w totalnie ch*jowej sytuacji i owszem. Teksty "na twoje miejsce jest stu chętnych", rozmowy kwalifikacyjne gdzie wygrywał ten, który przebijał stawkę 4 zł za godzinę i zgadzał się na 3,5. Itd.
                • angazetka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:35
                  Tak, ale to jest jeden czynnik. Teraz jest ich od groma.
                  • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:42
                    Nijak się nie potrafię zgodzić ani policzyć tego w ten sposób. Jeden czynnik? Emigracja za jakąkolwiek pracą i jakąkolwiek kasą, setki rozbitych rodzin (o eurosierotach też coś łatwo zapomnieliśmy), bezrobocie albo harówa za grosze niewystarczające na nic, w efekcie mieszkanie na kupie, brak perspektyw jeżeli chodzi o założenie rodziny, studia, którymi można się było udławić, perspektywa braku emerytury, często brak ubezpieczenia...
                    Nie twierdzę że dzisiaj jest łatwiej, jest w wielu kwestiach inaczej (ale i w wielu nadal podobnie) ale z tym że ""od dawna nie bylo pokolenia tak niepewnego przyszłosci" się nie zgodzę nigdy w życiu.
                    Ale też pewnie kwestia subiektywna, kto gdzie kiedy był, czego doświadczył itd. więc wcale nie uważam że należy tu dojść do porozumienia. Ja to widzę tak.
                    • chococaffe Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:50
                      Ale cały czas porównujesz ludzi dorosłych do nastolatków w liceach. To jest inna perspektywa.
                • chococaffe Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:38
                  Ja np. pamiętam rozmowy w robocie Słowo kluczowe - "w robocie". Nie w szkole, nie kiedy masz kilkanascie lat i masz jeszcze prawo marzyć i planować.
                  • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:51
                    No ale ile na przykład znasz osób, które nie poszly na studia bo rodziny nie było stać? Ja masę. Teraz w takiej sytuacji się mówi "to pracuj w weekendy i popołudniami", wtedy się badało sytuację i wychodziło że ponieważ "na twoje miejsce jest stu chętnych, każdy z nich jest bardziej atrakcyjny bo dyspozycyjny" to nie masz tam czego szukać. Więc jak nie studia, a pracy nie ma, no to emigracja na zmywak i tyle z marzeń.
                    (Biorę pod uwagę że każdy ma inne obserwacje rozmaitych wycinków rzeczywistości więc nigdy się nie zgodzimy co do oceny kiedy było lepiej a kiedy gorzej. Ja uważam że może i istotnie dobrze nie jest, ale to nie pierwszy raz.)
                    • chococaffe Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:56
                      Ale kiedyś wierzyło się , że studia coś gwarantują, że wystarczy je skonczyć i źle nie będzie. I była to jedna z nielicznych dróg do wyboru. Dzisiejsi nastolatkowie w to już nie wierzą. Ich rodzice wierzyli. Czy mieli rację to inna sprawa, ale jak mieli naście lat to mieli w co wierzyć.
                      • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:03
                        No i tym bardziej mieli smuteczek jak wiedzieli że nie mogą na nie pójść i to nie ze względu na wyniki w nauce tylko na, nazwijmy to, czynniki zewnętrzne.
                        A dzisiejsi też nie wiem czy nie wierzą - wydaje mi się że większość dość precyzyjnie planuje studia i raczej się na nie decydują, mają też chyba większe możliwości - ale to odczucie bardzo subiektywne bo aż tylu nastolatków nie znam żeby robić z tego jakieś ogólne wnioski.
        • chococaffe Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:15
          Ale oni konczyli te studia z nadzieją/założeniem, że się uda, mieli plany. Potem mogli te plany sobie .... to inna historia. Ich ogromna frustracja wynikała m.in z tego, że w wieku nastoletnim "wiedzieli" co należy zrobić, dopiero potem okazało się, że "wiedzieć" to sobie można. Teraz już nastolatki nie wiedzą. W wieku, w którym zwykle wiedziało się "lepiej i najlepiej"
        • chococaffe Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:18
          off top - masz fantastyczną sygnaturkę big_grin
          • 35wcieniu Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:19
            Dziękuję, już 3 osoba ją chwali, aż mi smutno że nie jestem autorką. wink
            • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:24
              Mleko też ma bardzo dobry transport...
    • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:37
      A mnie sie wydaje, ze gra tu role tez coraz wieksza swiadomosc i rodzicow i samych dzieci. Ja jak siegam pamiecia z cala pewnoscia mialam od polowy podstawowki depresje, choc nie zw, bezposrednio ze szkola. Wtedy nawet dzieciaki z ktorymi byl problem nie otrzymywaly zadnej pomocy, a co dopiero dzieciak z ktorym problemu nie bylo. Moim zdaniem niekoniecznie wzrasta liczba dzieci z problemami, raczej wzrasta systematycznie liczba ludzi coraz bardziej swiadomych.
      • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 07:44
        Nie wiem. Ale w tej chwili mamy sześcioro z atakami tężyczki. Jeszcze parę lat temu nie miałam pojęcia, że coś takiego istnieje, potem pojawiła się jedna - na całą szkołę - dziewczynka. Teraz mamy sześcioro, to się nie da niezdiagnozować, ukryć. Jeśli przedtem nie widzieliśmy, to zwyczajnie nie było.
      • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:23
        milamala napisała:

        > A mnie sie wydaje, ze gra tu role tez coraz wieksza swiadomosc i rodzicow i sam
        > ych dzieci. Ja jak siegam pamiecia z cala pewnoscia mialam od polowy podstawowk
        > i depresje, choc nie zw, bezposrednio ze szkola. Wtedy nawet dzieciaki z ktorym
        > i byl problem nie otrzymywaly zadnej pomocy, a co dopiero dzieciak z ktorym pro
        > blemu nie bylo. Moim zdaniem niekoniecznie wzrasta liczba dzieci z problemami,
        > raczej wzrasta systematycznie liczba ludzi coraz bardziej swiadomych.

        Uważam identycznie. I też potrafiłabym wskazać w każdej klasie, do której w życiu chodziłam, przypadki, które dziś byłyby zdiagnozowane w tę czy inną stronę i miały różnego rodzaju dostosowania, a wtedy po prostu musiały sobie radzić bez - owszem, często z łatką głupszego, trudnego, mniej zdolnego, z obniżonym zachowaniem i innymi karami (też dziś nielegalnymi). Tacy to wszyscy byli "zdrowi i normalni".
    • liberica1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 22:38
      Po rozmowach z moimi znajomymi psychologami (5 dobrych znajomych) i 2 psychiatrów (bdb koleżanka oraz dobry kolega psychiatra młodzieży) obraz wygląda tak, że bardzo mocno wzrosła liczba w ostatnich dwóch latach zaburzeń lękowych wśród młodzieży i fobii szkolnej. Z około 3/4 sytuacji prym wiedzie szkoła. Ci młodzi ludzie słyszę często od tych wspaniałych nauczycielem, że są dnem i się do niczego nie nadają. Mnóstwo z tych uczniów to dzieciaki w klasach 7-8 sp i klas maturalnych. Być może w moim mieście tylko taka sytuacja. Bo rozmawialiśmy ogólnie bez żadnych wrażliwych oczywiście danych o nastolatkach z mojego miasta. Moje dziecko ma ADD i w związku z wizytami w poradni pęd psychologicznej też temat poruszałam. Pani psycholog i pedagog powiedziały wprost, że mają mnóstwo dzieciaków, którelych uczą konkretni nauczyciele bo ja różniez podzieliłam się swoimi własnymi wnioskami i spostrzeżeniami. Dzieciak mój wprost powiedzkal w poradni, że w ich szkole ten i ten nauczyciel (łącznie ok 5 sztuk) tak i tak traktuje uczniów. Po czym babki z poradnk powiedziały, że owszem wierzą bo mają uczniów właśnie którzy mówią o własnych lękach i sytaucjach wręcz depresyjnych, które generowane są przez sytaucję szkolne z tymi nauczycielami. Ponoć jest kilkoro dzieciaków z fobią i stanami lękowymi i te nazwiska się przejawiają.
      • szeptucha.z.malucha Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:02
        Czy system jest w stanie przeciwdziałać takiemu traktowaniu uczniów? Czy w poradni można sobie tylko pogadać i nic z tego nie wynika?
        • zetkaad Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 00:46
          Poradnia może tylko pogadać. Sytacja niestety dobrze mi znana😡
        • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 07:46
          Nie. dopóki dyrektor nie może zwolnić pracownika, może sobie gadać, wysyłać na warsztaty, prosić, tłumaczyć. Latami.
      • raczek47 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:40
        Moje spostrzeżenia są trochę inne-bardzo często fobie i lęki szkolne uczniów szkół średnich są wynikiem tego,że,wpychani przez rodziców do liceów i techników nie radzą sobie z nadmiarem materiału i wymaganiami.
        Poradziliby sobie w branżówkach ,ale rodzice nie wyobrażają sobie swojej córeczki czy synusia w "zawodówce ".Takie dzieciaki,słabsze intelektualnie, zmuszane do radzenia sobie z trudnym materiałem i nie radzące sobie z nim dają upust swoim lękom w postaci agresji w stosunku do nauczycieli,rówieśników, a także zamknięciem się w sobie i depresją.
        A w domach rodzice nie przyjmują tego do wiadomości, uważając że dziecko powinno być zadowolone, że chodzi do dobrej szkoły i ma szansę na dobre studia, karierę, pieniądze.Nikt dzieciaków-młodych dorosłych przecież, bo mówimy o szkole średniej, nie słucha.

      • hanusinamama Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:55
        I rodzic wymagajcy samych 5 i wysyłajacy na pierdyliarz zajec dodatkowych nie ma to wpływu?? wszyscy winni tylko nie my rodzice?
        Znajoma sie mnie pyta na ile dodatkowych zajec chodzi moja córka. Mowie ze 2 razy ma basen , raz angielski. Pani otworzyła oczy i buzie. "nie chcesz zeby osiągneła sukces?"...
        • zetkaad Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 12:34
          A jeśli rodzic nie wymaga 5 i nie jest nastawiony na sukces? Chce mieć tylko zdrowe dziecko.
          Ty umiesz sobie w ogole wyobrazić sytuację z którą się nie zetknełaś. Przypomnij sobie swoje zdziwienie na szkolne konkursy. Jak dotknęło cie to osobiście to juz inaczej śpiewałaś.
    • stephanie.plum Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:25
      może "w dzisiejszych czasach" trzeba po prostu zmienić normy, mając na uwadze te problemy, które jakoś chyba wloką się za naszą fajną w sumie cywilizacją?

      mam takie pytanie.
      czy jakiekolwiek dziecko, zgłoszone na badania w kierunku zaburzeń ze spektrum autyzmu, bądź problemów psychicznych (lęki, depresja itp) nie dostało diagnozy, że owszem, na te przypadłości cierpi?

      bo ja takiego przypadku nie znam.

      może faktycznie nie ma zdrowych, są tylko nie przebadani...
      • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 04.02.20, 23:41
        cyt. "> czy jakiekolwiek dziecko, zgłoszone na badania w kierunku zaburzeń ze spektrum
        > autyzmu, bądź problemów psychicznych (lęki, depresja itp) nie dostało diagnozy,
        > że owszem, na te przypadłości cierpi?"


        Nie wiem. Natomiast takie zaburzenia jak autyzm czy problemy psychiczne to sa powazne rzeczy i nikt nie wysyla dziecka na takie badania bez wyraznych wskazan. Smiem przypuszczac, ze nawet wiecej dzieci powinno trafic do lekarza z powodu takiej np. depresji, z ktora wiekszosc jak w ogole trafi do lekarza to zawsze mocno za pozno. Depresja nie objawa sie jak zlamanie nogi, szast prast i wiadomo, ze noga zlamana, zanim czlowiek sie zorientuje, ze ma depresje, to ma ja juz mocno zaawansowana.


        Mnie dorosla kiedys tam kiedys jedna pani "uzdrowila"twierdzac, ze nie mam depresji. Kolejna pani naprawila blad kolezanki, stwierdzila, ze diagnoza kolezanki byla nazbyt pozytywna, nieadekwatna do rzeczywistosci.

        Stad mniemam, ze jesli specjalista nie potwierdzi problemu o ktorym mowi pacjent, to raczej jest to kiepski specjalista i lepiej dalej szukac pomocy.

        cyt. > może faktycznie nie ma zdrowych, są tylko nie przebadani...

        Zdrowi sa, choc znacznej mniejszosci. Wiekszosc jest niezdiagnozowana. My po prostu takim niestabilnym psychicznie gatunkiem jestesmy. Wynik ewolucji.
        • stephanie.plum Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 00:16
          racja.
        • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 07:48
          Słuchałam rozmowy z autorem książki "Jej wysokość gęś". W okresie życia odpowiadającym naszemu dorastaniu,
          Natura wszystkim jednaka.gęsi robią się lękliwe, wycofane, niepewne siebie.
      • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 07:47
        Tak. Rzadko to się dzieje, ale się zdarza.
        • julita165 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 21:02
          Ja nie wiem cxy moj przypadek sie liczy ale zglosilam sie z synem do logopedy, a dokladnie do neurologopedy kiefy mial 2l i 3 mce i prawie nic nie mowil. Metoda postepowania to tak naprawde wykluczanie szeregu powodow, od autyzmu, przez uszkodzenia mozgu, wady sluchu po proste przerosniete wedzidelko aby ewentualnie stwierdzic tzw proste opoznienie mowy. W kazdym razie syn byl badany pod katem autyzmu i ta przyczyna zostala jednoznacznie wykluczona.
    • kryzys_wieku_sredniego Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 00:13
      Bo kiedyś nie diagnozowano normalnych.
      Ja rocznik '78, nie umiem skupić się na pytaniach testowych jeśli jest więcej niż 30 a czas to np 30 min. Przeliczam na dzień dobry i mi słabo i duszno ale działanie pod presją idzie mi znakomicie, wykonywanie kilku rzeczy na raz, natłok zadań i obowiązków ogarniam w pracy i domu. Do tego nie rozpoznaje twarzy jeśli to była przelotna znajomość i mam problemy z ortografią - w sensie, że nie mogę widzieć błędnie pisanych wyrazów bo zapamiętuje i nie wiem później jak się pisze, jestem wzrokowcem - nie wiem o co chodzi z tymi twarzami ;P. Lewo/ prawo, mam problem muszę sekundę pomyśleć.
      Na studiach, gdzie lubowali się w testach zwiewałam z kolokwium i chodziłam zaliczać ustnie, bądź pisemnie, ale wówczas było 5-8 pytań. I mam porównanie test na dwóję, zaraz, po odpowiedź ustna na 4-5, więc przestałam chodzić na te powalone testy.
      Teraz czasem w pracy mamy testy pierwsze, co robię to patrzę na ilość pytań i mimo, że to nie na czas to zawsze powyżej 20 pytań rzucam bluzgami.
      • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 00:19
        Nie chce sie bawic w diagnozowanie. Ale gdybym sie pobawila, to stawialbym na zaburzenia koncentracji.
        • kryzys_wieku_sredniego Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 00:28
          No nie wiem, bo na szkoleniach potrafię jak Donald Tusk na komisjach godzinami siedzieć i być w temacie ;P
          • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:04
            To tez typowe dla ADD, jesli sytuacja dostarcza nam dosc dopaminy to potrafimy sie skupic nawet na calkiem dlugo. Gorzej z tymi milionami codziennych, zwlaszcza tych, ktore trzeba wykonywac regularnie a to niestety nie poprawia przeplywow dopaminowych i klapa.
      • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 00:26
        kryzys_wieku_sredniego napisał(a):

        > Bo kiedyś nie diagnozowano normalnych.

        Kiedys diagnozowano tylko tych , ktorzy biegali z siekierami po ulicy.
        • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:12
          milamala napisała:

          > kryzys_wieku_sredniego napisał(a):
          >
          > > Bo kiedyś nie diagnozowano normalnych.
          >
          > Kiedys diagnozowano tylko tych , ktorzy biegali z siekierami po ulicy.

          Zgadza się - a już na pewno nie diagnozowano Jasia, bo pisał jak kura pazurem i ledwo na trójczynach leciał - ot, taka była Jasia uroda, w gorszych przypadkach zostawał co najwyżej "głupim Jasiem" i cóż, bywa. Dziś to nie do pomyślenia, żeby się nie zainteresować, dlaczego Jaś sobie nie radzi. Po prostu i rodzice i (tak tak) szkoła są znacznie bardziej świadomi różnych rzeczy, a dzieci są statystycznie o wiele bardziej zadbane i częściej ktoś w ogóle się interesuje tym, co myślą i czują oraz jakie mają problemy.
          • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:30
            iwoniaw napisała:


            > Zgadza się - a już na pewno nie diagnozowano Jasia, bo pisał jak kura pazurem i
            > ledwo na trójczynach leciał - ot, taka była Jasia uroda, w gorszych przypadkac
            > h zostawał co najwyżej "głupim Jasiem" i cóż, bywa. Dziś to nie do pomyślenia,
            > żeby się nie zainteresować, dlaczego Jaś sobie nie radzi. Po prostu i rodzice i
            > (tak tak) szkoła są znacznie bardziej świadomi różnych rzeczy, a dzieci są sta
            > tystycznie o wiele bardziej zadbane i częściej ktoś w ogóle się interesuje tym,
            > co myślą i czują oraz jakie mają problemy.

            To samo piszą niektórzy gdy mowa o wzroście chorób nowotworowych. Kiedyś nie diagnozowano, kiedyś
            się mało kto interesował. Problem w tym, że to "kiedyś" to nie 20, 30 lat temu. Wzrost zachorowań obserwuje się w ostatnich latach, przyrost jest z roku na rok. Skoczyć z 8 piętra można było i 30 lat temu, ale to w ostatnich latach rośnie ilość samobójstw wśród młodzieży, dzieci i niestety obniża się również wiek samobójców.
            • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:24
              cyt".Skoczyć z 8 piętra można było i 30 lat temu, ale to w ostatnich latach rośnie ilość samobójstw wśród młodzieży, dzieci i niestety obniża się również wiek samobójców"
              Tak sobie tylko pomyslalam, jak to bylo wtedy z odnotowywaniem takich przypadkow. Np. za czasow komunizmu to bardzo starano sie nic nie odnotowywac co mogloby zaszkodzic dobremu wizerunkowi. A samobojstwa dzieci i mlodziezy w kraju takiego dobrobytu jak PRL niewatpliwie by szkodzilo reputacji.
              • pade Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 13:41
                Możliwe.
                Ja chodziłam do ogromnej szkoły, tzw. tysiąclatki i przez 8 lat mojej edukacji nikt nie popełnił samobójstwa. W liceum też nie.
                • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 16:58
                  pade napisała:

                  > Możliwe.
                  > Ja chodziłam do ogromnej szkoły, tzw. tysiąclatki i przez 8 lat mojej edukacji
                  > nikt nie popełnił samobójstwa. W liceum też nie.

                  U mojego meza dwie osoby. u mojej siostry kolezanka z klasy w szkole sredniej probowala popelnic samobojstwo. Pamietam jak ja siostra w Szpitalu Psychiatrycznym odwiedzala. A moich szkolach tez nikt, ale jak patrze na dzieciaki w polskiej rodzinie, to tez nigdy nie slyszalam zeby u nich obecnie ktos samobojstwo popelnil. Takze to roznie bywa. Wlasne doswiadczenie nie zawsze jest odzwierciedleniem rzeczywistosci.
                  • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 18:31
                    milamala napisała:

                    > Takze to roznie bywa. Wlasne doswiadczenie nie zawsze jest odzwierciedle
                    > niem rzeczywistosci.

                    Powinnaś sobie to każdorazowo przypominać gdy dowodzisz, że twoje dzieciństwo = dzieciństwo innych dzieci.
                    • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 22:21
                      nenia1 napisała:

                      cyt. > Powinnaś sobie to każdorazowo przypominać gdy dowodzisz, że twoje dzieciństwo =
                      > dzieciństwo innych dzieci.

                      A ty powinnas sie wreszcie nauczyc czytac ze zrozumieniem.
                      • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 22:36
                        milamala napisała:

                        > A ty powinnas sie wreszcie nauczyc czytac ze zrozumieniem.

                        big_grin
                        Lekarzu, ulecz się sam.
                        • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 22:58
                          No ulecz sie ulecz, skorzystaj ze swojej rady.
              • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 14:01
                milamala napisała:

                > Tak sobie tylko pomyslalam, jak to bylo wtedy z odnotowywaniem takich przypadko
                > w. Np. za czasow komunizmu to bardzo starano sie nic nie odnotowywac co mogloby
                > zaszkodzic dobremu wizerunkowi. A samobojstwa dzieci i mlodziezy w kraju takie
                > go dobrobytu jak PRL niewatpliwie by szkodzilo reputacji.

                PRL-u nie ma od ponad 30 lat, a liczba samobójstw rośnie w ciągu ostatnich lat, dramatycznie skoczyła np. pomiędzy 2013 a 2014 , więc nie, nie ma tu prostego i trudnego równocześnie do sprawdzenia stanowiska, że PRL utajniał samobójstwa.
                • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 17:03
                  nenia1 napisała:

                  cyt. "a liczba samobójstw rośnie w ciągu ostatnich lat,
                  > dramatycznie skoczyła np. pomiędzy 2013 a 2014'

                  Jesli to tylko jeden rok, to moze to byc kwestia przypadku. Jeden rok lepszy, drugi gorszy.
                  Tendencja od lat nieznacznie wzrastajaca moze miec wiele powodow np. nowe media, internet, przebodzcowanie, uzywanie mediow do dreczenia kolezanek i kolegow itp.
                  Nie wiem, w sumie to ciekawe pytanie. Byc moze nasz rozwoj, skok jaki dokonal czlowiek dokonal sie nieco zbyt szybko, nasze umysly jeszcze nie zdarzyla ewoluowac i zaaklimatyzowac sie do nowosci.
                  • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 18:40
                    milamala napisała:

                    > nenia1 napisała:
                    >
                    > cyt. "a liczba samobójstw rośnie w ciągu ostatnich lat,
                    > > dramatycznie skoczyła np. pomiędzy 2013 a 2014'
                    >
                    > Jesli to tylko jeden rok, to moze to byc kwestia przypadku. Jeden rok lepszy, d
                    > rugi gorszy.

                    Nie to nie jest jeden rok, przecież piszę chyba dość wyraźnie, jest tendencja rosnąca i nie porównuję do czasów PRL-u. Rośnie również zjawisko agresji i przemocy wśród dzieci i młodzieży.
                    Przyczyny na pewno będą różne i nie będzie to tylko jeden powód. Niemniej, moim zdaniem, to pokazuje, że skala depresji wśród dzieci i młodzieży również rośnie, a nie wynika jedynie z przekonania, że kiedyś ukrywano, nie diagnozowano i się nie przejmowano a teraz odwrotnie, bo ta rosnąca tendencja jest wyraźna również w ciągu ostatnich 5 czy 10 lat, czyli w stosunkowo krótkim okresie czasu.
              • majenkir Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 15:04
                milamala napisała:
                > Tak sobie tylko pomyslalam, jak to bylo wtedy z odnotowywaniem takich przypadko
                > w. Np. za czasow komunizmu to bardzo starano sie nic nie odnotowywac co mogloby
                > zaszkodzic dobremu wizerunkowi.


                Brat mojego taty zabil sie wyskakujac przez okno. Na 100% to bylo samobojstwo, a napisali, ze wypadek wink.
                Babcia byla zadowolona, bo ponoc do samobojcow ksiadz nie przychodzil na pogrzeb.
                • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 17:06

                  > Brat mojego taty zabil sie wyskakujac przez okno. Na 100% to bylo samobojstwo,
                  > a napisali, ze wypadek wink.
                  > Babcia byla zadowolona, bo ponoc do samobojcow ksiadz nie przychodzil na pogrze
                  > b.

                  O dokladnie, dobrze, ze o tym waznym czynniku powiedzialas, z jednej strony wladze ukrywaly to a z drugiej religijna ludnosc byla zadowolona, bo ksiadz nie pochowa a wies zapluje. Nikomu nie zalezalo na prawdzie.
                • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 18:27
                  majenkir napisała:


                  > Brat mojego taty zabil sie wyskakujac przez okno. Na 100% to bylo samobojstwo,
                  > a napisali, ze wypadek wink.

                  Nie zawsze da się samobójstwo prawidłowo zakwalifikować, obecnie też pewnie jakąś część kwalifikuje się jako wypadek, co jakiś czas przy wypadkach drogowych też jest krótki lakoniczny komunikat "kierowca z nieustalonych przyczyn zjechał nagle na przeciwległy pas i doprowadził do zderzenia czołowego". Kto tu będzie roztrząsał sprawę i jak?

                  • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 18:40
                    I tak samo kiedyś nikt nie roztrząsał sprawy, co stało za niebezpiecznymi "zabawami" na torach, skarpach czy innych drutach wysokiego napięcia, gdy kończyły się one śmiercią, a zrozpaczona rodzina nie chciałaby słyszeć o innej wersji niż "wypadek".
                    • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 18:44
                      iwoniaw napisała:

                      > I tak samo kiedyś nikt nie roztrząsał sprawy, co stało za niebezpiecznymi "zaba
                      > wami" na torach, skarpach czy innych drutach wysokiego napięcia, gdy kończyły s
                      > ię one śmiercią, a zrozpaczona rodzina nie chciałaby słyszeć o innej wersji niż
                      > "wypadek".
                      >
                      No dokładnie, i to się nie zmieniło za specjalnie, a jednak liczba samobójstw stale rośnie.
                      • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 18:49
                        nenia1 napisała:

                        > iwoniaw napisała:
                        >
                        > > I tak samo kiedyś nikt nie roztrząsał sprawy, co stało za niebezpiecznymi
                        > "zaba
                        > > wami" na torach, skarpach czy innych drutach wysokiego napięcia, gdy końc
                        > zyły s
                        > > ię one śmiercią, a zrozpaczona rodzina nie chciałaby słyszeć o innej wers
                        > ji niż
                        > > "wypadek".
                        > >
                        > No dokładnie, i to się nie zmieniło za specjalnie, a jednak liczba samobójstw s
                        > tale rośnie.

                        Czy ja wiem, czy się nie zmieniło? Kiedyś do każdego wypadku śmiertelnego prokurator nie leciał z automatu, a i ludzi, którzy by się wstydzili samobójstwa w rodzinie i byli to skłonni ukrywać, było więcej.
                        • nenia1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 18:58
                          iwoniaw napisała:


                          > Czy ja wiem, czy się nie zmieniło? Kiedyś do każdego wypadku śmiertelnego proku
                          > rator nie leciał z automatu, a i ludzi, którzy by się wstydzili samobójstwa w r
                          > odzinie i byli to skłonni ukrywać, było więcej.
                          >
                          Może określ ramy czasowe słowa "kiedyś".
                          • kryzys_wieku_sredniego Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 21:44
                            Z mojego otoczenia do tej pory (mam 40 lat) samobójstwo popełniły 4 osoby. Wszyscy to faceci, 2 kolegów ze szkoly/wsi i 2 dorosłych kolo 40 lat, wszyscy z mojego rocznika.
      • szeptucha.z.malucha Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 06:53
        Z twarzami to może być prozopagnozja.
        Ja chyba mam jakąś jej odmianę, bo wszyscy wydają mi się znajomi i już widziani - wystarczy, że ktoś jest odrobinę podobny do kogoś, kogo już widziałam. Głupie sytuacje z tego wychodzą - np. zagaduję do znajomego a okazuje się, że ten widzi mnie pierwszy razwink
        A u Ciebie to może być to albo kompletny brak sprawnej pamięci wzrokowej.
    • maniaczytania Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 07:21
      Jeszcze jedna uwaga, już bardziej ogólna- tak naprawdę trudno powiedzieć, czy takich przypadków jest wysyp, czy więcej. Nie ma punktu odniesienia do np. naszego pokolenia.
      Teraz spora grupa z tamtych czasów miałaby dostosowania.
      A w kwestii depresji czy prób samobójczych też chyba brak takiego punktu porównawczego. A ja pamiętam ze swojego liceum w małej miejscowości (ok.500-600 uczniów) dwóch chłopców, którzy po maturze bardzo dobrze zdanej i dostaniu się na dobre studia, wylądowali w szpitalu psychiatrycznym, a jak byłam w trzeciej klasie, to po półroczu mieliśmy cztery koleżanki w szpitalu po próbach samobójczych. Kto ich wtedy diagnozował w kierunku depresji czy próbował w jakiś inny sensowny sposób pomóc? Jeszcze ochrzan od rodziców dostały, że ich (!) naraziły na plotki. Z tych czterech jedna po kilku latach prawdopodobnie spróbowała kolejny raz, niestety skutecznie. To są tylko przypadki, które znałam osobiście, o ilu nam nie mówiono?
      • julita165 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 09:21
        Jesli chodzi o podstawowke to byla grupka z latka lobuzow i nieukow, jakas czesc z nich pewnie teraz mialaby jakies orzeczenia/opinie. Natomiast w LO nie bylo nikogo z jakimis problemami, byli lepsi i gorsi ale bez przesady.
        • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:07
          julita165 napisała:

          cyt. Natomiast w LO nie bylo
          > nikogo z jakimis problemami, byli lepsi i gorsi ale bez przesady.

          LO to jest pierwsze sito. Dostaja sie tam osoby zdrowe albo chore tylko bardzo inteligentne, ktore nauczyly sie jakos kompensowac braki. Najczesciej wcale nie bryluja, choc moglyby ze swoimi mozliwosciami intelektualnymi, bo cala swoja energie skupiaja na kompensowaniu brakow i zaburzen.
        • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:18
          julita165 napisała:

          > Jesli chodzi o podstawowke to byla grupka z latka lobuzow i nieukow, jakas czes
          > c z nich pewnie teraz mialaby jakies orzeczenia/opinie. Natomiast w LO nie bylo
          > nikogo z jakimis problemami, byli lepsi i gorsi ale bez przesady.

          U mnie w liceum za mojej bytności tamże jedna dziewczyna się zabiła (nie z klasy, starsza, z innego rocznika). Czy w szkole urządzano z tego powodu jakieś - bo ja wiem - spotkanie z psychologiem? Jakoś to na godzinach wychowawczych przepracowano? Ktoś w ogóle coś o tym wspomniał? Tak, wspomniał - dyrekcja wyraziła (na lekcji z prowadzonego przez siebie przedmiotu) szczere i głębokie oburzenie, że wredna dziewucha tak w środku roku szkolnego się śmiała zabić i teraz dobre imię placówki jest po gazetach wycierane, a do niej, dyrekcji znaczy, przedstawiciele lokalnej prasy się z durnymi pytaniami dobijają...
          • triss_merigold6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:20
            Jakbym słyszała reakcje dyrekcji z Reytana, Władysława IV i Reja.
          • 1matka-polka Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 12:21
            U mnie w liceum była próba samobójstwa i były pogadanki z pedagog i dyrekcja się nie oburzała o dobre imię...
    • afro.ninja Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:37
      Czy ja wiem, czy tak tym dzisiejszym dzieciom zle? Sa z nizu, mniej ludzi na jedno miejsce, otwieraja sie nowe uczelnie, mozna bez problemow studiowac za granica. Przypominam sobie jak to bylo w czasach mojej mlodosci, ogromna konkurencja.
      U mnie w liceum byla przede wszystkim anoreksja, wtedy nie mowilo sie o depresji, zalamaniach nerwowych. Co ciekawe, tylko totalnie wyniszczone jednostki kierowano do pedagoga, mialam kolezanki w klasie, ktore chorowaly, nikt im nie pomogl, a nauczyciele widzieli, ze cos z nimi nie tak. Ale za moich czasow dzieci bylo tak duzo, ze nie zwracano na nie uwagi. I owszem, tez byly samobojstwa, ale nikt z nami na ten temat nie rozmawial, poszlismy na pogrzeb i koniec.
    • julita165 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 08:54
      W klasie syna, liczacej 16 osob, w zwyklej, nie integracyjnej, rejonowej SP jest chlopiec z orzeczeniem ( potezna wada wzroku+asperger ) oraz 3 dzieci z opiniami, o tresci mi nieznanej ale majace widoczne nawet dla postronnego obserwatora powazne problemy w nauce. To jest 2 kl SP. 25% kl ma jakies zaburzenia. I niestety ale to ma wplyw na jakosc nauczania.
      • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 11:13
        julita165 napisała:

        cyt. 'To jest 2 kl SP. 25% kl ma jakies zaburzenia. I nie
        > stety ale to ma wplyw na jakosc nauczania.'

        To jest podstawowka, wszystkie dzieci maja prawo a nawet obowiazek jej ukonczenia. Nie da sie zrobic tak zeby podstawowka byla tylko dla zdrowych.
        W Holandii sa rozne rodzaje szkol podstawowych specjalnych. Jest np. taki rodzaj wylacznie dla dzieci z trudnosciami w nauce (dla dzieci z szarej strefy) oraz zaburzeniami z ktorymi zwykla podstawowka nie daje sobie rady. Taki rodzaj klasy integracyjnej, tylko wylacznie z dziecmi , ktorym cos tam dolega, ale nie jest to uposledzenie i jest to cala szkola a nie tylko klasa. Czy to dobre rozwiazanie? Nie wiem.
        • saszanasza Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 15:37
          No ja to rozumiem, ale nie ogarniam jak można w jednej klasie upchać dziecko z ADHD i dziecko z orzeczeniem spowodowanym brakiem koncentracji😒
          • milamala Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 17:07
            saszanasza napisała:

            > No ja to rozumiem, ale nie ogarniam jak można w jednej klasie upchać dziecko z
            > ADHD i dziecko z orzeczeniem spowodowanym brakiem koncentracji😒

            Wlasnie, stad nie jestem do konca przekonana czy to dobre wyjscie. Ale nikt tu nie narzeka, a ja i tak sie na tym nie znam.
          • paskudek1 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 21:11
            A ty myślisz że szkola5dosyake te opinie i orzeczenia WSZYSTKIE RAZEM przy rekrutacji?? O naiwna istoto
          • ichi51e Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 05.02.20, 21:16
            W klasie masowej masz co bozia dala
            • julita165 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 06.02.20, 13:09
              Jasne tylko komu i czemu to sluzy. Nie mowimy o dziecku ktore bazgroli albo takim, ktore robi o 15% wiecej bledow ortograficznych niz srednia. To sa dzieci, ktore w wieku 8,5 albo prawie 9 lat, po 1,5 roku w szkole nie sa w stanie wydukac kilku prostych zdan z podrecznika ( wydukać bo o czytaniu to w ogole mowy nie ma ), przez cala lekcje przepisuja po 1, 2 slowa z tablicy, na klasowkach oddaja puste kartki, nie dodaja i nie odejmuja powyzej 10, a i to pod warunkiem ze na jakis liczmanach. Sa lekcje wyrownawcze, jedno z tych dzieci kilka razy w tygodniu po szkole ma prywatne lekcje. Moze i robia jakies postepy ale co z tego skoro i tak dramatycznie wrecz odbiegaja od jakiejs sredniej i nawet nie zblizaja sie do tego co maja w podreczniku. Pol biedy te klasy 1-3 ale co dalej ? Beda ich tak przepychac z klasy do klasy ? Po co ? To nie edukacja, to oszustwo
    • zlosliwebydle2 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 06.02.20, 13:19
      Nanga, a tak z ciekawości - czy szkoła może jakoś pomóc tym dziewczynom? Rodzic zapisuje na terapię, czasem idzie razem z dzieckiem albo na swoją. Dziecko czasem dostaje NI - czy to jest do zrealizowania na terenie szkoły, czy nauczyciele muszą jechać do domu (nie śledziłam ostatniej nowelizacji)? A szkoła może coś zrobić?
      I jak dzieciak przychodzi z opinią, to z czasem wychodzi na prostą? Jaka jest tendencja?
      • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 21:41
        Pewnie że pomagamy.
        Z opiniami mamy jakieś 10% , prawie wyłącznie dysleksje, nie ma u nas problemu z indywidualizacją oceniania, kiedyś zachęcałam do ćwiczeń ortograficznych, ale widząc, jak to nic nie daje, machnęłam ręką i raczej zachęcam do jakiegoś sportu - rekreacyjnie. Jak ktoś ma zalecenie wydłużenia czasu na sprawdzianach, instruuję, jak może ćwiczyć radzenie sobie z presją czasu - zero dodatkowego wysiłku, a w życiu się przydaje. No i dla dzieci jesteśmy dostępne trochę jak pogotowie ratunkowe, głównie chodzi o możliwość wyrzucenia z siebie emocji, spuszczenia napięcia, zawsze lepiej, jak mogą się u nas wypłakać, wyzłościć, niż żeby miały ciąć się po ubikacjach (ale to też się zdarza). Nie prowadzimy terapii, bo nie mamy kompetencji, w dodatku jesteśmy członkami rady pedagogicznej, mamy nad tymi dziećmi władzę, więc uważam, ze relacja terapeutyczna nie może mieć miejsca. Chyba że coś jak TSR, ale dla mnie to raczej pomoc psychologiczna niż terapia.
        Mediujemy między dziećmi a nauczycielami, czasem między dzićmi a rodzicami, albo rodzicami a nauczycielami,.Ostro bywa. Sugerujemy konsultacje w poradni pp, czasem od razu psychiatryczną, to zwłaszcza jak uczeń ma myśli samobójcze czy tnie się, ja zwracam wielką uwagę na problemy ze spaniem.
        Część przychodzi do nas na regularne konsultacje, przez miesiąc, dwa - różnie, ile trzeba.
        Mamy zespoły wyrównawcze, zindywidualizowane ścieżki, no i wreszcie indywidualne nauczanie. Przepisy zabraniają realizowania w szkole, co dla większości uczniów bylo idealnym rozwiązaniem, teraz zamknięcie dzieciaka z depresją w domu to jakieś nieporozumienie, niepojęte.
        No i jeszcze są koła, imprezy, warsztaty prowadzone przez nas czy przez ludzi z zewnątrz.
        Czy się udaje pomóc? Cżesto tak. Dla nas sukcesem jest ukończenie szkoły , zdanie matury, dostanie się na studia. Ale dla mnie w tym roku chyba największym było, jak przyszła dziewczyna, szczęśliwa, roześmiana, żeby podziękować, bo dzięki mojej radzie pogodziła się z mamą i normalnie teraz z sobą rozmawiają.
        W tym roku 3 dziewczyny, wszystkie przed maturą, wyszły na prostą. A było bardzo ciężko. Ja mam poczucie, że my towarzyszymy, jak w górach wysokich. Ale to ich ciężka praca, ich rozwój.
    • purchawka2017 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 06.02.20, 13:49
      Dzieciom wmawiane jest, że jak nie skończa dobrego liceum to zostaną odpadem społecznym,.
      Oczekuje się od nich, ze w wieku 14-15 lat zdecydują i zrealizaują kim chcą być - prawnikiem czy lekarzem?
      To rodzice a nauczyciele - przytłoczeni dbałością o wyniki egzaminów, które plasują szkołe w rankingach - dokładają swoje.
      Czujecie ta presję?
      • purchawka2017 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 06.02.20, 13:50
        Dodam jesczez, że to oszustwo.
        OSzukujecie swoje dzieci - to nie sednia i paski czerwone determinują szczęśliwe i spełnione życie.
      • triss_merigold6 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 06.02.20, 14:12
        Nie muszą w tym wieku decydować o konkretnej profesji, natomiast muszą zdecydować czy chcą wykonywać pracę, wymagająca duzych kompetencji np. naukowych, matematycznych czy informatycznych, czy też poprzestaną na przyuczeniu do jakiegoś zawodu.
        • purchawka2017 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 06.02.20, 15:20
          No jasne.
        • lily_evans11 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 21:52
          Dla zrealizowania takiej decyzji wystarczy dostać się po prostu do liceum o średniej pozycji w rankingach, rozsądnie wymagającego, a bez presji. I rozwijać coś, co się lubi, na zajęciach dodatkowych.
          BTW mądre dziecko nie da rady aż tak się zapuścić intelektualnie, żeby po 8 klasie zostało mu już tylko przyuczenie do zawodu. Co widzę po dzieciach rodziców, którzy nie kwoczą nad każdą oceną i nie rozliczają drobiazgowo ze świadectwa (tak, wciąż są tacy). Chyba, że dziecko chodzi do szkoły, w której jest jakieś patologiczne towarzystwo i do tego towarzystwa przystało, i ma na wszystko wywalone. Ale to jest większy problem niż słabe stopnie.
    • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 21:45
      I jeszcze jedno - większość osób z problemami chodzi do klas humanistycznych. Te dzieci są grupą dyskryminowaną, a to na pewno wpływa na ich funkcjonowanie.
      • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 21:53
        Znam mnóstwo osób bez zaburzeń, które do mat-fizu czy biol-chemu nie poszły. Do humanistycznych często szły dzieci nielubiące matematyki. Nie wiem skąd się wzięło przekonanie, że humanistyczna klasa to coś złego.
      • iwoniaw Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 21:55
        nangaparbat3 napisała:

        > I jeszcze jedno - większość osób z problemami chodzi do klas humanistycznych. T
        > e dzieci są grupą dyskryminowaną, a to na pewno wpływa na ich funkcjonowanie.
        >

        ??? Na czym polega dyskryminowanie klas humanistycznych?
        • kropkaa Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 22:01
          Muszą dużo czytać, a w mat-fizie tylko zadania sobie rozwiązują 🤪
        • daniela34 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 22:05
          iwoniaw napisała:


          >
          > ??? Na czym polega dyskryminowanie klas humanistycznych?

          Jako absolwentka takiej klasy też chciałabym się dowiedzieć. Może mi się jakieś odszkodowanie należy za dyskryminację.
      • lily_evans11 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 07.02.20, 22:17
        Ale że jako klasa? Mogłabyś rozwinąć, bo to ciekawe.
        Za moich czasów chodziły tam osoby "szukające swojej drogi" wink
        • nangaparbat3 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 08.02.20, 06:21
          Teraz też idą do nich "osoby szukające", zainteresowane historią, psychologią, polityką, sprawami społecznymi, dużo bardzo zdolnych, świetnych dzieciaków. Ale słyszą: na jakie ty studia pójdziesz? Kto ciebie będzie utrzymywać? Po studiach humanistycznych nie zarobisz na siebie, tym bardziej na rodzinę. I tak dalej. To słyszą w domu i od ludzi im życzliwych. W szkole - niestety - nauczyciele przedmiotów ścisłych potrafią okazywać pogardę. Pojedynczy dziwacy, upominani przez dyrekcję, proszeni przez nas. W rozmowie przyznają nam rację, po jakimś czasie - wymyka się. No i koledzy z innych klas - ja tego osobiście nie słyszałam, ale opowiadali mi, że przecież mówi się o nich "humany-tumany".
          Po prostu slyszą zewsząd, że są gorsi. A to nie pomaga im mierzyć się z problemami. W grupach mniejszościowych, dyskryminowanych (tak, powtarzanie komuś, że jest "gorszy", bo wybiera ten a nie inny zawód, to też dyskryminacja) odsetek osób z zaburzeniami jest zawsze wyższy, na to już są twarde dane, znane od dawna.
          • szeptucha.z.malucha Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 08.02.20, 06:46
            Mój syn, humanista, tego się obawiał, po rozmowach ze znajomymi. I poszedł na profil ścisły. Stamtąd startuje w olimpiadach z historii, wosu, filozofii i z ulgą opowiada jak nauczyciele przychodzą do nich i mówią coś w rodzaju: No, w końcu lekcja z inteligentną klasą.
            Zatem, coś na rzeczy jest.
          • lily_evans11 Re: to ja o neurotypowych i nieupośledzonych 08.02.20, 12:03
            Aha. Zaciekawiłaś mnie. Kiedy zdawałam do LO, to była bardzo oblegane klasa z najwyższym progiem punktów wink . I mieliśmy cały czas fajny poziom.
            Z kolei małe było zainteresowanie biol-chemem, tam trafili uczniowie delikatnie mówiąc średnio dający sobie radę i tez pewnie były jakieś zbędne podsumowania ze strony nauczycieli.
            Głupie to, no ale cóż.
            Co do utrzymywania, niestety są kierunki niszowe, ale w dzisiejszych czasach sprzedasz każda swoją pasję przez net praktycznie. W latach 90tych było trochę inaczej i stąd pewnie te uwagi rodziców, bo się zafiksowali na tradycyjnym rynku pracy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka