peonies
07.06.20, 15:03
Jakiś czas temu pisałam o trudnej sytuacji w pracy z jaka zmagałam się od blisko 1,5 roku. Dla przypomnienia: koleżanka, mężatka ma romans z przełożonym, w paskudny sposób obgaduje wszystkie współpracownice, one nie reagują bo zwyczajnie się obawiają. Na szczególnie paskudne traktowanie przez nią zasłużyłam ja ponieważ gdy poczułam się dotknięta jej sięgającym już dna personalnym dowcipem postanowiłam się do niej nie odzywać i ignorować. Oczywiście proceder nie ustępował a wręcz odwrotnie. W ostatnim tyg dostałam awans, ona robiła wszystko aby dostać stanowisko które opuszczam, bez efektu, dostał je ktoś inny. Gdy wyszłam z działu ordynarnie mnie wyzywała i poniżała do naszych wspólnych koleżanek. Nie będę tego przytaczać ponieważ zwyczajnie się nie da. Czuje się jak śmieć, jest mi bardzo przykro. I choć wiem ze złość to zły doradca mam ochotę jej się przysłużyć delikatnie rzecz ujmując. Myślicie ze to dobry pomysł czy lepiej zamknąć temat w myśl zasady „nie ruszaj goowna bo śmierdzi”?