Dodaj do ulubionych

To bardzo trudne

29.07.20, 22:19

Ale nie będę wymyślała nicka na ten wątek.
Cos się konczy. Ile bylybyscie w stanie wytrzymać w małżeństwie bez czułości, zainteresowania, bez seksu, bez przytulenia?
Obserwuj wątek
    • little_fish Re: To bardzo trudne 29.07.20, 22:23
      Nie wiem, ale pewnie niezbyt długo.
      To zawsze bardzo trudne, taka obcość w związku, ale trochę też zależy (tak myślę)od okoliczności i tego jak w ogóle wygląda życie partnerów.
      Trzymam kciuki, żeby poukładało się jak najlepiej dla Ciebie
    • mary_lu Re: To bardzo trudne 29.07.20, 22:29
      Długo. Może całe życie. I jeszcze wmawiałabym sobie, że tak musi być. Wielu osobom potrzeba czegoś naprawdę spektakularnego, żeby się wyrwać z marazmu.

      Jedna, jak czytam Twoje wątki, to zawsze mam takie wyobrażenie, że Ciebie Wasze problemy przytłaczają, chowasz się, unikasz, zwalasz odpowiedzialność na męża, sama zakopujesz się w setkach codziennych drobiazgów nie zajmując się ogólną wizją swojej rodziny, przyszłości, bo to Cię przeraża. Za to Twój mąż może jest zapracowany na zewnątrz, a mało chce dawać z siebie w domu, bo obraził się na Ciebie i Wasze życie.

      W takiej atmosferze seksów nie będzie.
    • hrabina_niczyja Re: To bardzo trudne 29.07.20, 22:30
      Hedna, idź na terapię, idź do psychiatry po leki. Ja wiem, że atmosfera w domu jest bardzo ważna, wsparcie w twojej sytuacji tym bardziej, ale nawet jak odejdziesz nie zmieni się nic. To ty musisz się zmienić, tak wewnętrznie, uspokoić, rozpogodzić. Zadbaj o siebie, a potem dopiero podejmuj decyzję.
        • annajustyna Re: To bardzo trudne 30.07.20, 07:03
          Też tak miałam. Panu przestało zależeć, myślałam, że muchy w nosie, kryzys wieku średniego etc. Ja padałam na twarz przy dziecku, pracy etc, a pan uprawiał sport i rekreację. A potem powiedział, że odchodzi do kochanki.
          • kebabbathehutt Re: To bardzo trudne 30.07.20, 10:30
            Przykro mi, ze to cie spotkało.
            Mi sie wydaje, ze w takim "związku nie związku" prędzej czy później jedna osoba albo zdradzi, albo bedzie miala przynajmniej tyle szacunku do drugiej osoby, ze najpierw odejdzie, a potem sie z kims innym zwiąże.
          • hamerykanka Re: To bardzo trudne 30.07.20, 16:51
            annajustyno-jakbym czytala o sobie. Do tego pijany wracal po polnocy, bo zycie ze mna go frustrowalo. Na koniec strezlil mnie z liscia w twarz, bo zlew byl pelny, bo sie nie staram. A zlew byl pelny bo rozmrazalam resztki obiadowe z zamrazarki, zeby je wyrzucic.
            Ja stawialam ogrodzenie pastwiska dla koni, on mnie mijal w drodze do silowni.
            Teraz, po prawie trzech latach separacji coraz bardziej sklania sie do powrotu. A ja nawet nie wiem czy chce. Stabilnosc finansowa bylaby swietna, ale jego stabilnosc emocjonalna i alkoholizm ...nie chce przechodzic przez to znowu.
              • hamerykanka Re: To bardzo trudne 31.07.20, 01:10
                Dochodzacym. I tez rozne rzeczy wychodza jak jego obsesja na pukcie korona, ze skonczy sie to wojna, wiec gromadzi bron i amunicje oraz zywnosc. Dla mnie ociera sie to o paranoje a paranoikow sie boje sad
                Wczesniej tak nie bylo, teraz jakikolwiek news, zwlaszcza o czarnych atakujacych bialych powoduje jego tyrady i za wszystkie oszczednosci dokupuje amunicje...
                • pani_tau Re: To bardzo trudne 31.07.20, 07:48
                  hamerykanka napisała:

                  > Dochodzacym. I tez rozne rzeczy wychodza jak jego obsesja na pukcie korona, ze
                  > skonczy sie to wojna, wiec gromadzi bron i amunicje oraz zywnosc. Dla mnie ocie
                  > ra sie to o paranoje a paranoikow sie boje sad

                  Na studiach byłam w jednej grupie z chłopakiem, który miał paranoiczne jazdy. Kiepsko się to skończyło dla jego dziewczyny.

                  > Wczesniej tak nie bylo, teraz jakikolwiek news, zwlaszcza o czarnych atakujacyc
                  > h bialych powoduje jego tyrady i za wszystkie oszczednosci dokupuje amunicje...

                  Wcześniej nie miałaś okazji tego zauważyć. Trudno też oczekiwać, że wszystkie odpały wyjdą w pierwszym tygodniu znajomości.
                  I możliwe, że masz skłonności do wiązania się z nieodpowiednimi mężczyznami sad.
            • kk345 Re: To bardzo trudne 30.07.20, 23:29
              >Stabilnosc finansowa bylaby swietna, ale jego stabilnosc emocjonalna i alkoholizm

              Sprzedasz spokój swój i dziecka za pieniądze, które pan ci wydzieli? Radziłaś sobie bez gada, skąd pomysł, by znów wziąć go sobie na głowę???
              • hamerykanka Re: To bardzo trudne 31.07.20, 01:07
                Nie, no czasem kusi finansowa stabilizacja. Bez ciaglego odmawiania, bo budzet jest okreslony. A do pracy pojsc nie dam rady, bo lecze kregoslup i biodro. Dwa tygodnie temu mialam zastrzyk sterydu w staw biodrowy, bo nie moglam lazic, teraz odezwal sie znowu kregoslup, doktor mysli u wymrazaniu nerwow.
                A wszystko inne z mezem zwiazane powoduje ze nie chce go widziec na oczy. Alkoholizm, agresja, zostawianie mi domu, dziecka i zwierzynca na glowie i przychodzenie jak do hotelu-na koniec nawet zapomnial biedak jak sie pralki uzywa, musial pytac. Wszystko to co obie przezylysmy przez ostatnie lata powoduje, ze chce mu napluc w gebe. Dla sypiania z mlodymi barmankami i kelnerkami za jego kase rozpieprzyl rodzine.
                • ponis1990 Re: To bardzo trudne 31.07.20, 07:15
                  Jak to leciało, lepiej suchy chleb z masłem i przy tym spokój, niz dom pełen mięsa, a przy tym kłótnia - weź, szkoda twoich nerwów. I jeszcze dziecko ma na to patrzeć.
                • kk345 Re: To bardzo trudne 31.07.20, 09:43
                  >Wszystko to co obie przezylysmy przez ostatnie lata powoduje, ze chce mu napluc w gebe.

                  To dlaczego, na boginię, rozważasz choć przez sekundę wpuszczenie go ponownie do waszego życia???
                    • panna.nasturcja Re: To bardzo trudne 31.07.20, 17:39
                      hamerykanka napisała:

                      > Za dwa miesiace konczy sie restraining order. Wtedy bedzie mial prawo wrocic do
                      > domu, z moja zgoda lub bez. Dom jest nadal wspolna wlasnocia.


                      Nie idź tą drogą. Poczytaj sobie swoje stare wątki, przypomnij sobie, gdzie byłaś, jak mogłaś stracić córkę, chcesz tego ponownie?
                      • 3-mamuska Re: To bardzo trudne 31.07.20, 17:43
                        panna.nasturcja napisał(a):

                        > hamerykanka napisała:
                        >
                        > > Za dwa miesiace konczy sie restraining order. Wtedy bedzie mial prawo wro
                        > cic do
                        > > domu, z moja zgoda lub bez. Dom jest nadal wspolna wlasnocia.
                        >
                        >
                        > Nie idź tą drogą. Poczytaj sobie swoje stare wątki, przypomnij sobie, gdzie był
                        > aś, jak mogłaś stracić córkę, chcesz tego ponownie?


                        Będzie musiała go wpuścić, bo jak nie, będzie musiała spłacić go w połowie albo sprzedać dom. Podzielić kasę, bez pracy kredytu nie dostanie na nowy dom.
                        Ciekawe co się wtedy stanie z końmi , kolejnymi i nowymi psami i innymi zwierzakami.
                        😏
                    • kot9 Re: To bardzo trudne 01.08.20, 16:40
                      Hamerykanko, czy próbowałaś przedłużyć ten restraining order. Co będzie jak znowu zacznie się bicie i przemoc. Czy możesz złożyć w sądzie wniosek o nowy restraining order .
                • annajustyna Re: To bardzo trudne 02.08.20, 23:11
                  Alkoholik, damski bokser - no way! Ja bym mojemu też nie pozwoliła wrócić, nawet gdyby na kolanach błagał. Głównie, za hardość, stawianie się i jeszcze podnoszenie jakichkolwiek k roszczeń przy rozstaniu.
          • hedna Re: To bardzo trudne 30.07.20, 12:41
            Spróbuje Ci to wyjaśnić. Nasz syn jest przezwyczajony do usypiania. Mąz się z nim kładzie i zazwyczj juz nie wstaje. Jeśli nie zasnie o wczesnej porze to i tak nie wstaje bo ogl film na telefonie.
            • hanusinamama Re: To bardzo trudne 30.07.20, 12:48
              Hedna a nie mozesz na to popatrzęc z innej strony? Syna kłądzie mąz ty masz czas dla siebie wtedy? Zamiast widziec minusy moze jednak plusy...Ja nie rozumiem jaką masz sytuacje bo mam 2 zdrowych dzieci. Ale takie przerzucanie sie pretensjami nic wam nie pomoże. Mówiąc szczerze nie stać cie zeby odejść od męża. Sytuacje macie trudną ale współdziałacie jakby nie patrzeć. Moze mniej pretensji względem siebie.
        • georgia.guidestones Re: To bardzo trudne 30.07.20, 12:39
          hedna napisała:

          > Nie da się. Chodzi spać dużo wcześniej niż ja. Unika rozmowy,mize inaczej - nie
          > widzi potrzeby
          >
          Facet pracuje po kilkanascie h a Ty masz pretensje ze musi zadbac o sen. Chcesz zeby podupadl na zdrowiu w sposob trwale inwalidyzujacy?
        • igge Re: To bardzo trudne 01.08.20, 22:27
          Hedna, dałaś sobie odebrać berełko.
          Co to znaczy, że on nie widzi potrzeby?
          Małżeństwo to długa niekończąca się nonstop rozmowa.
          Unikać rozmowy, nie widzieć potrzeby rozmowy - cóż, takie podejście hmm co najwyżej z teściową, mamą swoją, jeśli już.
          Z żoną nie ma mowy.
          Z partnerem musicie przecież jakoś hmmm uzgadniać, walczyć o swoje istotne potrzeby.
          Ewentualnie pora i miejsce, czas mogą być przesuwane.
          Np możesz się starać nie truć mu pupy jak zasypia, jest padnięty, w pracy itd
          Nie kaprysy może, ale potrzeby jednak tak.
    • nuclearwinter Re: To bardzo trudne 29.07.20, 22:50
      To chyba zależy - czy by mi jeszcze zależało i czy czułabym, że jest jakaś szansa na zmianę sytuacji. Nieraz warto przetrzymać trudne chwile, a nieraz to tylko odwlekanie nieuchronnej katastrofy i marnowanie życia. No niestety, nic mądrego nie doradzę. Musi być ci ciężko, trzymaj się.
    • majenkir Re: To bardzo trudne 29.07.20, 22:55
      hedna napisała:
      > Ile bylybyscie w stanie wytrzymać w małżeństwie bez czułości, zainteresowania, bez seksu, bez przytulenia?



      A dlaczego tak jest? czy tylko jego wina czy Twoja troche tez?

      Wydaje mi sie, ze w malzenstwach bywaja gorsze rzeczy niz brak seksu, wiec to akurat nie jest jakas tragedia imo.
      • hrabina_niczyja Re: To bardzo trudne 30.07.20, 09:36
        Brak seksu dobitnie świadczy o tym, że małżeństwo się skończyło. Też myślałam tak jak ty, że praca, że zmęczenie, że choroba była. Że przeczekać, że powoli wszystko minie i że są gorsze rzeczy. A to wszystko gówno prawda. Problemem było to, że małżonkowi się chciało, ale nie że mną.
          • 3-mamuska Re: To bardzo trudne 30.07.20, 10:55
            hanusinamama napisała:

            > Ale nie zawsze tak jest. Jezu ty zawsze masz ochote na sex? Oni maja trudną syt
            > uacje, chore dziecko.
            >

            Ona nie wie o czym mówi.
            Jak syn ma gorszy dzień i jest kilka godzin wrzasków to seks jest ostatnia rzeczą o jakiej myślimy.
            Mąż nie wie jak pomoc i się frustruje próbuje, ale nic z tego nie wychodzi bo do młodego nic nie dociera. Czasem jest tak ze ten się drze, a my siedzimy i czekamy , bo każda próba zbliżenia kończy się agresja. Wiec pilnujemy żeby sobie krzywdy nie zrobił czy nie zrobił zbyt dużych zniszczeń.
            Ja dzięki pracy (większemu doświadczeniu obyciu ) kursom lepiej znoszę sytuacje.
            Co nie zmienia faktu ze po takich chwilach jesteśmy zorani psychicznie przeczołgani.
            I serio sex wtedy nie jest najważniejszy.
        • majenkir Re: To bardzo trudne 30.07.20, 15:57
          hrabina_niczyja napisała:
          > Brak seksu dobitnie świadczy o tym, że małżeństwo się skończyło.


          big_grinbig_grin
          Po diagnozie mojej corki nie mielismy z mezem seksu przez 2 lata. Potem jego operacja na serce i znowu nie (bo ja sie balam wink). A i teraz to tak raz na ruski rok i to chyba dlatego, ze on chce udowodnic, ze "jeszcze moze" tongue_out, ja, kiedys demon seksu, teraz libido mam zerowe. Niemniej malzenstwo sie nie skonczylo, kochamy sie bardzo i na wieki wiekow smile.
          • hrabina_niczyja Re: To bardzo trudne 30.07.20, 18:15
            Nie wiem co ciebie tak śmieszy, ale seks to również bliskość. Problemy problemami, ale te kiedyś mijają albo uczymy się z nimi żyć. Tak, dla mnie brak seksu, unikanie w związku równa się z jego powolnym zdychaniem. Kto chce może i białe małżeństwo sobie stworzyć. Ja w czymś takim bym nie chciała funkcjonować.
            • kk345 Re: To bardzo trudne 30.07.20, 23:37
              tylko, że to:
              >Tak, dla mnie brak seksu, unikanie w związku równa się z jego powolnym zdychaniem.

              różni się od tego, co napisałaś wczesniej, znacząco...

              > Brak seksu dobitnie świadczy o tym, że małżeństwo się skończyło.

              Pierwsze to twoje zdanie, drugie-autorytarna opinia na temat wszystkich związków.
            • igge Re: To bardzo trudne 01.08.20, 23:17
              Ja też nie chciałabym w czymś takim funkcjonować. I autorce wątku radziłam o seks walczyć bo to ważna potrzeba i u niektórych nie zanika wraz z podeszłym wiekiemwink
              Ale jak widać nawet fundamenty związku mogą różnie w różnych małżeństwach wyglądać. I znam pary gdzie i bez seksu lub z rzadkim seksem wszystko gra i buczy tak jak opisuje majenkir.
              Dlatego yo, co napisałaś hrabino može być odbierane jako śmieszne i zabawne i lekko, sorry, naiwne, może jesteś bardzo młodziutka i stąd taka kategoryczność?
          • igge Re: To bardzo trudne 01.08.20, 23:10
            He he
            Moi teściowie ( info matki męża lata temu) skończyli sekszenie się chyba coś koło 50ki. Chyba z braku inicjatywy teścia. Potem jeszcze kolejne kilkadziesiąt lat do niedawnej śmierci taty męża byli szczęśliwym bliskim kochającym się małżeństwem. Mimo różnych problemów i niezgodności i śmiesznostek, czasem kłótni czy nieporozumień, spięć krótkich i generalnie relacji domiująco - uległej ( ale takie moje wrażenie też było trochę mylące). Zdaje się, że małżeństwem byli 55 lat czy jakoś tak, powyżej 50 na pewno. Teraz dziadek moich dzieci ma najbardziej zadbany i ukwiecony udekorowany, posprzątany, wyszorowany grób na całym cmentarzu w najlepszej lokalizacji w mieście, a ja oyrzymuję "od niego" życzenia rocznicowe w smsach od teściowejwink
    • panna.nasturcja Re: To bardzo trudne 29.07.20, 23:26
      Hedna, czy Twój mąż wciąż pije?
      Czy coś się zmieniło?

      Bez czułości, przytulenia, zainteresowania pewnie nie wytrzymałabym miesiąc. Bez seksu mogłabym dłużej gdyby była jakaś obiektywna przyczyna (typu choroba) a nie po prostu niechęć, brak zainteresowania.

      Czy Wy rozmawiacie? Nie o sprawach technicznych kto zrobi zakupy tylko o życiu, o sobie, o świecie, o tym co lubicie? Robicie cokolwiek razem? Lubicie się jeszcze?

      Czy gdybyś mogła zamknąć oczy i oderwać się na chwilę od realiów to chciałabyś dalej z nim być? Kochasz go?
      Nie musisz mi odpisywać, sama sobie to powiedz, bo to ważne.

      A jak będziesz znać odpowiedź to usiądź i bardzo poważnie rozważ opcje.
      Do prawdziwego bycia razem trzeba dwojga, czy on tez chce?

      Do zostania razem nie trzeba nic.
      Wiem, że wiele osób Co tu napisze (juz są takie posty), że nie możesz się rozstać, bo nie masz pracy, mieszkania itd.
      Tylko, że takie myślenie to może być droga donikąd bo kiedyś nie Ty a Twój mąż może podjąć decyzję o rozstaniu. I będziesz też sama tylko w gorszej sytuacji, bo zaskoczona.
      Dlatego przemyśl to i przygotuj się.
      Musisz być bardziej samodzielna.
      Zrób prawo jazdy, poszukaj może w gminie są jakieś bezpłatne lub dofinansowane kursy, bywają takie. Bo bez tego nie masz jak wozic syna do lekarza, a nie wiadomo co byłby skłonny robić Twój mąż po rozwodzie, różnie z tym bywa przy dzieciach niepełnosprawnych i raczej nie różowo.
      Zbierz i skopiuj wszelkie Wasze dokumenty finansowe żeby potem nie było, że Twój mąż nie może płacić alimentów, bo nie ma możliwości zarobkowych.
      Zorientuj się jak wygląda pomoc dla dzieci jak twój synek, gdy sa trochę starsze, czy są jakieś dzienne ośrodki, szkoły, w których jest dłużej niż 2-3 godziny.
      Może miałabyć możliwość iść do pracy?
      Jak u Was jest z mieszkaniem? Ono jest Wasze? na kredyt? Gminne?

      Takich pytań jest sporo, musiałabyś to ogarnąć i się przygotowac, to może potrwać i ze 2 lata.
      Tylko najpierw musisz widzieć czego chcesz, nasze odpowiedzi czy byśmy wytrzymały wiele Ci nie dadzą.

      Pamiętaj, że jesteś młoda, kawał życia przed Tobą, może warto o nie zawalczyć?
      Tylko
      • kebabbathehutt Re: To bardzo trudne 30.07.20, 10:41
        Bardzo sensowna odpowiedz.

        "Wiem, że wiele osób Co tu napisze (juz są takie posty), że nie możesz się rozstać, bo nie masz pracy, mieszkania itd.
        Tylko, że takie myślenie to może być droga donikąd bo kiedyś nie Ty a Twój mąż może podjąć decyzję o rozstaniu. I będziesz też sama tylko w gorszej sytuacji, bo zaskoczona.
        Dlatego przemyśl to i przygotuj się.
        Musisz być bardziej samodzielna."

        Dokladnie! Nikt z nas nie wie co przyszlosc przyniesie, ale zawsze warto wziąć sprawy w swoje ręce i byc, ze sie tak wyraze, kowalem własnego losu. Ale rozumiem, ze dla wielu ludzi to moze byc bardzo niekomfortowa sytuacja, bo sie boja zmiany, pewnej utraty bezpieczeństwa, jak to sie wszystko ulozy po rozwodzie, zwłaszcza kiedy strona odchodząca nie ma za bardzo gdzie sie wyprowadzić i za co utrzymać. No, ale w życiu generalnie nie ma nic za darmo i jesli chcemy poprawic swoja sytuacje to trzeba sie wysilc i często wyrwać sie z naszej osobistej strefy komfortu.

        Hedna, dodam jeszcze tylko do powyższego komentarza, ze jesli masz mozliwosc to porozmawiaj z rodzina czy przyjaciółmi i zapytaj czy mogliby ci jakos pomoc jesli chodzi o przeprowadzkę, prace i opiekę nad dziećmi. Moze tymczasowa separacja byłaby dobrym pomysłem? Pobedziecie przez troche czasu osobno, zobaczycie jak wam sie żyje i zastanowicie czy chcecie pracować nad malzenstwem czy sie rozstać. Sama, niezależnie od tego jak bardzo bys sie starała, związku nie uratujesz. Do tego trzeba chęci i umiejętności obojga.
        • 3-mamuska Re: To bardzo trudne 30.07.20, 10:59
          Moze tymczasowa separacja byłaby dobrym pomysłem? Pobedziecie przez troche czasu osobno, zobaczycie jak wam sie żyje i zastanowicie czy chcecie

          Ta, mąż poczuje kawalerskie życie brak ględzenia marudzenia i „syna”
          A ona będzie podwójnie zestresowana i umęczona, bo będzie musiała sobie radzić z synem co ma na codzień i finansami.
          No niezła rada.
          • hedna Re: To bardzo trudne 30.07.20, 12:45
            Syn za 20 minut wraca ze szkoły.Córka do popołudnia jest u dziadków. Spałam w nocy 2.5 godziny. Jestem żywym trupem., Nie mogę jeść, kręci mi się w głowie, duszno.Nerwy mnie wykańczają.Dochodzę do ściany kur.. Oczywiście ,że jestem w kontakcie z lekarką, biorę leki.Ale tych problemów jest tak dużo ,że wymiękam.
                  • ewolajda88 Re: To bardzo trudne 30.07.20, 21:10
                    Jezu...Jesteś kobietą? Masz rodzinę? Zakupy, sprzątanie, pranie,obiad, opłaty, dokumenty...To wszystko czego nie zrobi przy dziecku cały czas wymagającego uwagi i opieki, a na co wieczorem po całym popołudniu nie ma już sily...
                    • szprotawa Re: To bardzo trudne 30.07.20, 21:21
                      Jestem. I pracuje od 7 do 17. I nie rzucam po pracy dzieciakiem w ojca. Pranie, sprzątanie itd to zwykła codziennosc każdego. Hedna wstaje rano, odprowadza syna i błagam cię ale na pewno nie sprząta 7 godz. A teraz pomyśl że jestem np samotna matka pracuje w tych samych godzinach, mam obowiązki względem domu i dziecka i zarabiam 1700. I mimo wszystko nie robię zbiórek na prąd i ubrania
                        • szprotawa Re: To bardzo trudne 30.07.20, 21:28
                          To jest przykład. Jest wiele kobiet które tak właśnie żyją. I to jest kwestia priorytetów. Dla hedny najważniejsza jest ona sama. Nie docenia tego co ma a mimo chorego syna ma wiele. Moim zdaniem problem nie jest mąż, syn ani chwilowo zagorsetowana córka. Problemem jest sama hedna. I mimo konstruktywnych porad ona nic nie zmienia, lubi jęczeć i czekać na brawa
                          • igge Re: To bardzo trudne 02.08.20, 00:15
                            Chyba nigdy nie byłaś przytłoczona nadmiarem nieszczęść, chorób, cierpienia, złego samopoczucia, nastroju, problemów, tak, że zacytuję Hednę: " wymiękłaś".
                            Terapeuta bliskiej osoby powiedział jej kiedyś, że " nie ma znaczenia co się wydarzyło, ważne jak ona to pamięta".
                            Jak jesteś pogrążona w górze problemów, w cierpieniu, zmęczeniu skrajnym cierpieniem, bólem - to niestety myślisz o sobie, trochę chyba skupiasz się na sobie bo naprawdę trudno wtedy funkcjonować. ( chyba, że jesteś herosem, heroską, są tacy, znam).
                            To jakby bolał Cię na maksa ząb i wtedy musisz to przeczekać, nałykana przeciwbólami i dotrwać do godziny wizyty u dentysty, a ząb bywa nadal boli, mimo proszków. Trudno od osoby cierpiącej wymagać by nie myślała o sobie.
                            Powiedziałabym, że jest w takiej sytuacji bardzo rozsądnie, racjonalnie pomyśleć najpierw o sobie, by ogarnąć potem rzeczywistość.
                            Można też mieć zniekształcone np depresją postrzeganie, co więcej odczuwanie rzeczywistości i mówić komuś, że lubi jęczeć i czekać na brawa jest niesprawiedliwe.
                      • akseinga1975 Re: To bardzo trudne 30.07.20, 21:28
                        Ale nie rozumesz tego, ze problemy odbieraja sile. Stres obezwladnia, hedna nie ma spokoju psychicznego po odprowadzeniu syna bo nie wie czy nie dostsnie telefonu. Tak trudno to zrozumiec?
                        • szprotawa Re: To bardzo trudne 30.07.20, 21:33
                          Trudno bo ona sama się nakręca. Ja mam np mamę chorą, mieszka u mnie, wynajmuje opiekunkę i sama zasuwam do pracy. I też bywa agresywna a do tego pampersowana. Ale nie siedzę na dudzie i nie czekam na atak bo muszę pracować bo tak jak moja mama nie będzie żyć wiecznie tak hedna nie będzie całe życie ślizgać się na zasiłku od państwa. Chłopak daje radę w szkole. Mimo schorzeń wymaga socjalizacji. A dla hedny syn jest wymówką na jej bierność
                          • fitfood1664 Re: To bardzo trudne 31.07.20, 01:01
                            weź pod uwagę, że jest kolosalna różnica między chorym rodzicem a chorym dzieckiem. Naturalną koleją losu jest rodzic który odchodzi na długo przed dzieckiem, odpowiedzialność za niego kiedyś się kończy. Pozostaje na pewno ból, ale i ulga że już nie cierpi, jeśli był poważnie chory. Przy upośledzonym dziecku jest zupełnie inaczej. Strach o jego przyszłość zżera coraz bardziej każdego dnia i odbiera siły. Wieczne pytanie co z nim będzie kiedy mnie zabraknie. To bardzo boli, bo naturalnie rodzic chciałby móc opiekowac się dzieckiem póki to bęzie go potrzebować. Z tym, że w przypadku dziecka upośledzonego to się nigdy nie kończy. Nie wiem czy jest rodzic, który by pomyślał, trudno, jak mnie nie będzie to już to nie będzie mój problem.
                            Ty tego nie zrozumiesz, bo z tonu twojej wypowiedzi wnioskuję, że czujesz się najbardziej bohaterską istotą na tym łez padole, bo opiekujesz się chorą matką i nikt ci do pięt nie dorasta a twoja ocena wobec innych jest przez to niebywale surowa.
                            jesteś skrajnie niesprawiedliwa pisząć że hedna myśli tylko o sobie.
              • igge Re: To bardzo trudne 01.08.20, 23:51
                Nawet jak padasz z niewyspania, przy ogromie problemów, możesz mieć problem kolejny , z zaśnięciem kiedy jest ten moment, że możesz go wykorzystać na sen.
                Poza tym nie da się zawsze zasnąć na zawołanie, na gwizdek. Np w środku dnia. Nawet jeśli potrafisz odsunąć z głowy zmartwienia.
                Mąż mój np rano budzi się o brzasku czasem, choć najczęściej około 6-7 i nie ma zupełnie znaczenia, że np jest dzień kiedy spał 2 godziny w nocy i lub jest weekend i mógłby pospać nawet do południa i odespać zaległości. Zależy od organizmu, od nawyków, od poziomu stresu, wrażliwości, stanu zdrowia.
                Hedna chyba zdaje mi się miała jakieś epizody depresyjne???
                Wtedy to już może być grób mogiła i może tylko leki pomogą. Nasenne.
                A i tak nie zawsze i nie wszystkie i raczej tylko czasowo
            • mary_lu Re: To bardzo trudne 30.07.20, 12:56
              Jak śpię tylko 2,5 godziny, to po prostu potrzebuję dużo kawy i co kilkadziesiąt minut robię szybki bieg w miejscu i pajacyki 🤣

              Ostatnio po ciężkim dyżurze spałam 3,5 godziny, następnie pojechałam na drugi koniec Polski na 8-godzinne szkolenie i wróciłam. Po drodze zjeżdżałam na prawie każdy MOP i robiłam te pajacyki 🙄

              Najgorsze jest poczucie udupienia i braku wpływu na własne życie. Jak przejmujesz stery, to widok pensji na koncie, choćby minimalnej, zmienia wszystko o 180 stopni.
                  • pade Re: To bardzo trudne 30.07.20, 16:14
                    Ale to nie jest norma. Ludzie jednak potrzebują więcej snu niż trzy godziny i to nie oznacza, że są mięczakami.
                    To, co napisałaś wygląda tak:
                    Hedna "masakra, spałam 2 godziny"
                    Mary_lu "a ja godzinę! a potem objechałam całą Polskę, popracowałam i trzy obiady zrobiłam!"
                    • mary_lu Re: To bardzo trudne 30.07.20, 16:18
                      Dokładnie tak jest. Hedna jest nieszczęśliwa, bo się nie wyspala, a ja się podniecam tym, że zasuwalam ponad 20 godzin na dobę i dałam radę. I to jest tylko kwestia spojrzenia na siebie.
                      • pade Re: To bardzo trudne 30.07.20, 16:21
                        jesuuuncertain
                        zwariowałaś??
                        Ty zasuwałaś za niemałą kasę, nikt cię przy okazji nie okładał pięściami, nie wrzeszczał nad uchem itd. Jej za tę nockę nikt dobrego słowa nawet nie powie, ona nie ma z tego żadnej gratyfikacji.
                      • lily_evans11 Re: To bardzo trudne 30.07.20, 17:17
                        Z pracy masz jakąś kasę, niezależność życiową, a czasami i uznanie różnych ludzi. A nawet porzadna kasę, wnioskujac z tego, co sama czesto piszesz o swojej zamoznosci. A co ma hedna ze znoszenia agresji własnego dziecka?
                        • mary_lu Re: To bardzo trudne 30.07.20, 18:10
                          Różnie bywa, często w pracy mam ogromna agresję, wiele zagrożeń fizycznych, grożenie pozwami i jeszcze wiszą nade mną różni idioci ze swoimi rozporządzeniami, nakazami pracy czy groźbą utraty prawa wykonywania zawodu czy więzienia. Żadnego wielkiego majątku u siebie jak na razie nie stwierdzam, a za tamto szkolenie to ja płaciłam i to naprawdę dużo. I jeszcze chyba z 600 złotych poszło na paliwo.

                          Ale jestem szczęśliwa, a 10 lat temu wydawało mi się, że jestem uziemiona do końca życia.
                              • szprotawa Re: To bardzo trudne 30.07.20, 21:39
                                Piszę właśnie. Sama wychowuje syna z zaburzeniami opozycyjno buntowniczymi. Do tego mam chorą mamę. I pracuję. I nie uważam się za bohatera. Przestańcie głaskać hedne bo jej szkodzicie. Za kilka lat syn będzie w dps, mąż odejdzie a ona zostanie sama bez kasy i perspektyw. I uwierz mi chciałabym mieć taką sytuację jak hedna
                                  • szprotawa Re: To bardzo trudne 30.07.20, 21:48
                                    Uwierz mi że dużo. I finansowo i mentalnie. I nie były to porady z dudy a z doświadczenia. Nie skorzystała z żadnej. Tak jak z reszty które to zaangażowane i przejęte forumki dawały
                                  • hanusinamama Re: To bardzo trudne 30.07.20, 22:11
                                    Ale litowanie sie tez nie pomoże. Ja ją ostatnio broniłam..ale widzę ze u niej to jest ciagle to samo. I tak ma cholernie cięzką sytuacje, bardzo chore dziecko z którym bedzie tylko gorzej...ale w tej sytuacji nie ma tak źle jak pisze. Ma męża, który moze jako mąz sie nie sprawdza..ale sprawdza sie jako ojciec i wywiązuje sie obowiązków. Hedny syn chodzi do szkoły, ona ma chwile dla siebie (nawet jak musi sprzątnąc czy obiad ugotować to chyba nie 5 h codziennie), mąz po pracy zajmie sie synem, ogarniaja wspólnie szpital jak trzeba, lekarzy, ojciec syna usypia. jakoś wszyscy widzą to ze hedna ma powód aby narzekac na forum od 9 lat...ale nikt nie widzi, ze mąz ma powód tez do niezadowoloenia z życia. To co jest wymówką hedny nie jest już męża? Tylko ona ma prawo czuć sie źle?I to nie ejst obrona biednego misia...to jest ich wspólne dziecko, oboje ich dotkneła ta choroba..a jest jeszcze córka. I nie wiem która z was wytrzymałaby w domu z kimś kto wiecznie żale wylewa i ma wiecznie pretensje...
                                    • igge Re: To bardzo trudne 02.08.20, 00:54
                                      Hanusinamama, mąż Hedny niby tzn naprawdę ma ten sam/podobny zestaw problemów ale może zwyczajnie LEPIEJ go znosi, hmmm, mężniej, spokojniej. I może nie do końca to jego zasługa tylko inne geny/ inna osobowość/ inne wychowanie otrzymał itd.
                                      Mąż Hedny gdyby pisał na forum ( choć facetów tutaj chyba niewielu) także spotkałby się ze zrozumieniem swojej niełatwej sytuacji.
                                      Jednak to Hedna nie ma odskoczni ( i harówki w miejscu płatnego zatrudnienia wraz z pensją, zaplecza towarzyskiego pracowego i ewentualnego tam wsparcia) w postaci pracy zawodowej zarobkowej. Ma więc inne trochę od męża miejsce w rodzinie i nie wiem czy na pewno łatwiejsze. Jeśli wg niektórych forumek łatwiejsze czy identycznie trudne jak mąż, to na pewno bardziej ryzykowne. Jej i tylko jej decyzja czy chce czy nie chce zarabiać.
                                • akseinga1975 Re: To bardzo trudne 30.07.20, 21:45
                                  Ale, bierzesz pod uwage, ze ludze maja rozna wytrzymalosc psychiczna, to z czym Ty sobe radzisz dla innych jest nie do przejscia. Tez nie jestem zwolenniczka glaskania, ale troche empatii nie zaszkodzi.
                                    • pade Re: To bardzo trudne 30.07.20, 21:59
                                      szprotawa napisał(a):

                                      > Biorę empatię pod uwagę, wsparcie i głaski. Ale jeśli to trwa od co najmniej 10
                                      > lat no to halo! Czas na kubeł zimnej wody skoro ciucianie i rady nie działają

                                      Rozumiem Cię, sama wielokrotnie traciłam do Hedny cierpliwość, ale trzeba brać pod uwagę, że osoba współuzależniona nie myśli tak, jak ktoś bez obciążeń.
                                      Poza tym, Hedna tych kubłów dostała tu całe miliony. I co? Podziałało? Pomogło? Nie. To po co komuś dowalać? Dla rozrywki?
                                    • igge Re: To bardzo trudne 02.08.20, 01:19
                                      Ok, nawet jeśli tak myślisz, to uważasz, że 10 lat jest wystarczającym okresem czasu, by zmienić swoje zdrowie, konstrukcję psychiczną, charakter, podejście do życia itd pod warunkiem, że ktoś uświadomi Tobie różne sprawy, przeanalizuje Twoje życie i ewentualne błędy, niekorzystne wybory. Czy da się tak, bez terapii??? Jednocześnie te 10 lat pełne jest problemów o megaskali i zmęczenia, które się kumuluje i nie mija.
                                      Radzić sobie, radzić sobie lepiej wg recept podsuwanych przez obcych ludzi, ok. Niby da się i czas na kubeł zimnej wody.
                                      Tylko skoro to jest takie wkurzające, że Hedna sobie nie radzi ( a mam inne zdanie, ona właśnie sobie radzi tylko pada na pysk), i to w takiej obiektywnie bardzo trudnej i jednak rzadko spotykającej większość ludzi sytuacji, to może szprotawa zauważ ile procent ludzi ( niewielki) z sukcesem całożyciowym i bez jo-jo odchudza się wg recepty dietetyka, porady z forum, zaleceń lekarza, po operacji bariatrycznej ( no tu już muszą być ekstremalnie zmotywowani chyba?). Bo ja oglądam w TV ludzi, znam też 2 osoby odchudzających się bez sukcesu lub / i tyjących całe życie.A przecież odchudzenie się to pestka w porównaniu z tym, z czym musi zmierzyć się Hedna. Dzień po dniu, nie tylko 10 lat ale dłużej, a jej problemy rosną nie maleją. Bo chyba ten wątek dowodzi, że do problemów Hedny doszedł kolejny, ten ze związkiem i z małżeństwem. I wsparcie męża siłą rzeczy jest mniejszym wsparciem i wpływa na Hedny nastrój, na poziom poczucia satysfakcji ogólnej.
                                • pade Re: To bardzo trudne 30.07.20, 21:56
                                  szprotawa napisał(a):

                                  > Piszę właśnie. Sama wychowuje syna z zaburzeniami opozycyjno buntowniczymi. Do
                                  > tego mam chorą mamę. I pracuję. I nie uważam się za bohatera. Przestańcie głask
                                  > ać hedne bo jej szkodzicie. Za kilka lat syn będzie w dps, mąż odejdzie a ona z
                                  > ostanie sama bez kasy i perspektyw. I uwierz mi chciałabym mieć taką sytuację j
                                  > ak hedna

                                  Jeśli faktycznie jest jak mówisz to jesteś bohaterką.
                                  Nie rozumiem dlaczego nie można się skarżyć na problemy, złe samopoczucie, bezsilność. Bo co? Bo wtedy jest się mięczakiem? Czy może jak się w końcu zacznie, to się człowiek załamie/rozsypie?
                                  • szprotawa Re: To bardzo trudne 30.07.20, 22:01
                                    Jest tak jak mówie. Oczywiście że można się skarżyć. Ale skarżyć się 10 lat i nie przyjmować porad zakrawa na głupotę lub manipulacje. Owszem bywało i bywa mi ciężko. Dlatego szukam porad jak hedna i wdrażam je w życie w przeciwieństwie do hedny
                                    • pade Re: To bardzo trudne 30.07.20, 22:04
                                      szprotawa napisał(a):

                                      > Jest tak jak mówie. Oczywiście że można się skarżyć. Ale skarżyć się 10 lat i n
                                      > ie przyjmować porad zakrawa na głupotę lub manipulacje. Owszem bywało i bywa mi
                                      > ciężko. Dlatego szukam porad jak hedna i wdrażam je w życie w przeciwieństwie
                                      > do hedny

                                      Ja też taka jestem, zadaniowa.
                                      Ale są takie sytuacje, niestety, gdzie nic nie działa i nic nie pomaga, a bezsilność zwala Cię z nóg, dosłownie.
                                      • szprotawa Re: To bardzo trudne 30.07.20, 22:09
                                        Rozumiem. Mnie też powaliło, kleczalam i wyłam. To jest normalne. Ale 10 lat? Mimo porad i wsparcia? To nie jest normalne. Tu właśnie wychodzi że problemem jest ona, nie otoczenie
                                        Laska nic z tym nie robi. Bo nie chce, bo nie ma siły, jakkolwiek. Ale nie może od 10 lat oczekiwać głasków
                                        • pade Re: To bardzo trudne 30.07.20, 22:34
                                          szprotawa napisał(a):

                                          > Rozumiem. Mnie też powaliło, kleczalam i wyłam. To jest normalne. Ale 10 lat? M
                                          > imo porad i wsparcia? To nie jest normalne. Tu właśnie wychodzi że problemem je
                                          > st ona, nie otoczenie
                                          > Laska nic z tym nie robi. Bo nie chce, bo nie ma siły, jakkolwiek. Ale nie może
                                          > od 10 lat oczekiwać głasków

                                          Ależ może i je dostaje.
                                          Każdy może, Ty też.
                                      • igge Re: To bardzo trudne 02.08.20, 02:16
                                        Dokładnie Pade.
                                        Są takie sytuacje, niestety, gdzie nic nie działa i nic nie pomaga, a bezsilność zwala Cię z nóg, dosłownie.
                                        Czy ja jestem zadaniowa? Nie wiem.
                                        Na pewno, jak szprotawa, szukam porad, innego niż własne spojrzenia, perspektywy. Ale w przeciwieństwie do szprotawy niekoniecznie wdrażam je od razu w życie. Hedna też nie wdraża. Po prostu inspiruje mnie takie, inne od mojego, spojrzenie na moje sprawy ( albo na podobne do moich problemy). Inspiruje do wymyślania własnych rozwiązań lub przemyślenia samemu i dla siebie tego, co dla mnie ważne.
                                        Zamiast obejrzeć film/ dokończyć książkę weszłam na forum dzisiaj. Czy gdybym prosiła o rady, założyła wątek jak Hedna ( może setny, tysięczny) z jakimś swoim problemem - musiałabym czuć się zobligowana do wdrożenia setek porad?
                                        Pewnie następnego dnia nie pamiętałabym połowy porad nawet.
                                        A gdybym nawet przejęła się tymi radami i zapamiętała je - czy chciałabym/ umiałabym je wdrożyć?
                                        Nie wiem co i ile można czerpać z tego forum. Może ktoś zmienia/ zmienił życie. Na lepsze. U mnie, choć zdarza mi się z przerwami zajrzeć na forum - zmiana zasadnicza nie nastąpiła dzięki radom i ocenom kojarzonych internetowo i szanowanych nicków. Jakieś nowe spojrzenie, uświadomienie sobie różnych rzeczy - może tak. Czyli bywa inspirująco ale problemy pomagają rozwiązywać przyjaciele/ rodzina. I koty!
                                        Dla mnie zazwyczaj forum aż tak megawartościowe nie jest osobiście.
                                        Może być chwilową odskocznią. Wciągającym wątkiem. Inspiracją. Poznaniem punktu widzenia sensownych osób. Ćwiczeniem w znoszeniu/ ignorowaniu brutalności, która też pojawia się.
                                        Nie odbieram wątku Hedny jako skarżenia się i wyłudzania porad, które i tak nie będą wdrażane. ( nie za bardzo widzę tu też głupotę i manipulację, raczej instynkt samozachowawczy, instynkt przetrwania)
                                        Jej wątek odbieram jako próbę postawienia sobie na piśmie pytania. Próbę zastanowienia się nad problemem, którego nie można dalej ignorować.
                                        Próbę rozszerzenia swojego myślenia i ewentualnego zakwestionowania swojego podejścia.

                                        Daleko jeszcze stąd oj daleko od planów i intencji natychmiastowego ( lub za 10 latbig_grin ) wdrożenia rad forumowych mędrców i generalnie bystrych i pragnących pomóc kobiet
                            • mary_lu Re: To bardzo trudne 30.07.20, 21:48
                              Po rozwodzie nie odzyskałam nawet swoich rzeczy osobistych, nie miałam ochoty spotykać się więcej z tym pazernym idiotą, niech się wypcha. Majątek małżeński przejął dawno, mam to gdzieś.

                              Nie mogę powiedzieć, że zaczynałam od zera, bo miałam pomoc rodziny. Ale nie poprzestałam na tej pomocy i nie zagrzebałam się w swoim nieszczęściu, tylko intensywnie działam.
                              • pade Re: To bardzo trudne 30.07.20, 22:02
                                mary_lu napisała:

                                > Po rozwodzie nie odzyskałam nawet swoich rzeczy osobistych, nie miałam ochoty s
                                > potykać się więcej z tym pazernym idiotą, niech się wypcha. Majątek małżeński p
                                > rzejął dawno, mam to gdzieś.
                                >
                                > Nie mogę powiedzieć, że zaczynałam od zera, bo miałam pomoc rodziny. Ale nie po
                                > przestałam na tej pomocy i nie zagrzebałam się w swoim nieszczęściu, tylko inte
                                > nsywnie działam.

                                Mary_lu, wierzę, ze było Ci ciężko, pamiętam Twoje wątki, ale uwierz, chore dziecko to jest inny kaliber.
                                Nie opuszcza Cię nigdy lęk, jest z Tobą zawsze i w pracy, i w domu, i w dzień i w nocy. Wiesz jak działa nieustanne napięcie na organizm? Na pewno wiesz. No to dopowiedz sobie resztę.
                              • hrabina_niczyja Re: To bardzo trudne 30.07.20, 23:13
                                mary_lu napisała:

                                > Po rozwodzie nie odzyskałam nawet swoich rzeczy osobistych, nie miałam ochoty s
                                > potykać się więcej z tym pazernym idiotą, niech się wypcha. Majątek małżeński p
                                > rzejął dawno, mam to gdzieś.
                                >
                                > Nie mogę powiedzieć, że zaczynałam od zera, bo miałam pomoc rodziny. Ale nie po
                                > przestałam na tej pomocy i nie zagrzebałam się w swoim nieszczęściu, tylko inte
                                > nsywnie działam.

                                Co ty klepiesz? Mi też nie było łatwo i też nie poprzestałam, bo nie mogłam. Natomiast tak ty, jak ja i inne miałyśmy czas, żeby się uporządkować i coś zrobić bez toksyka w domu. Też dziś zapitalam wałkiem po ścianach, a kiedyś w życiu bym nie uwierzyła, że dam radę. No bo przecież bez niego to ja bym kurnika nie Pomalowała. Rozumiesz już? Hedna żyje na codzień w tej ch..ni z grzybnią, na codzień ktoś minimalizuje jej poczucie wartości, przytłacza. W dodatku syn z problemami. Wybacz, ale nie chciałabym być bita, atakowana przez kogokolwiek, a tu jest syn. To nie je bajka, w której Hedna się rano obudzi i powie będę jak Mary Lu albo jeszcze lepiej jak Hrabina będę i jej raptem mąż i dzieci znikną. Dorośnij.
                      • hedna Re: To bardzo trudne 30.07.20, 20:49
                        mary lu, nie jestem nieszczęśliwa bo się nie wyspałam.Czytasz bez zrozumienia. Jeśli jest tak jak piszesz to podziwiam odporność i wytrzymałość- mówię szczerze.
                    • nuclearwinter Re: To bardzo trudne 30.07.20, 22:32
                      pade napisała:

                      > Ale to nie jest norma. Ludzie jednak potrzebują więcej snu niż trzy godziny i t
                      > o nie oznacza, że są mięczakami.
                      > To, co napisałaś wygląda tak:
                      > Hedna "masakra, spałam 2 godziny"
                      > Mary_lu "a ja godzinę! a potem objechałam całą Polskę, popracowałam i trzy obia
                      > dy zrobiłam!"


                      Dokładnie. Ludzie różnie znoszą różne rzeczy (odkrywcze, wiem). Ja np. cierpiałam na bezsenność długi czas i to jest po prostu koszmar. Do dziś jak mi się zdarzy źle przespana noc, to jestem nie do życia, nie ogarniam w pracy, jestem rozdrażniona, jednocześnie zdenerwowana i rozkojarzona. Tu żadna kawa i pajacyki nie pomogą, więc jak najbardziej Hednę rozumiem, że w takim stanie nie funkcjonuje.