vviolet.rose
04.11.20, 12:42
Dziewczyny, które uważają, że covid jest niegroźny, wszystko powinno być otwarte itd., ciekawa jestem waszego toku myślenia, jak to działa, że dochodzimy do zupełnie innych konkluzji na podstawie tych samych danych. Np. na jakiej podstawie uważacie, że macie większą wiedzę niż zespoły ekspertów, które doradzają w kwestii epidemii rządom Francji, Belgii, Niemiec, większość środowiska medycznego i naukowego itd.? Chociażby to, że większość naukowców (łącznie ze szwedzkimi) jest przeciwko próbie ograniczania covidu przez nabycie odporności stadnej, a wiele z was jest za. Czy ogólnie nie wierzycie w medycynę akademicką i oficjalną naukę czy tylko w przypadku koronawirusa? Uważacie np. to za jakiś światowy spisek, rządy krajów przekupione, budują szpitale polowe dla niepoznaki, fałszują statystyki (po co? żeby przegrać wybory i rozwalić państwo?), bo takie teorie widuję w sieci. I pytam zupełnie bez ironii, jestem ciekawa w jaki sposób postrzegacie świat i dochodzicie do takich wniosków. Ja akceptuję oficjalne teorie naukowe i stanowisko większości naukowego świata i stąd mam przemyślenia jakie mam, a jak jest u was? Jak właśnie dziewczyny to widzicie - 1) że covida nie ma, albo jest niegroźny jak przeziębienie (jakie podstawy tych przekonań i dowody), 2) jest groźny, ale światowi eksperci się nie znają i źle zarządzają kryzysem? Tutaj dodam, że w Finlandii czy gdzieś tam zachorowania na covid mniejsze, ale i społeczeństwa są różne, jedne bardziej zdyscyplinowane, stosujące się do reguł, mniej towarzyskie, nie ma tradycji spotkań rodzinnych, a inne nie i trzeba tam stosować inne środki. Mam znajomych w Szwecji, mówią, że ciągle trąbią w telewizji o konieczności zachowania dystansu, myciu rąk, nie urządzania przyjęć itd. i ludzie tego przestrzegają. Ponoć największa zachorowalność jest wśród imigrantów. W USA nie było nakazu maseczek czy lockdownów, tak samo w Brazylii a jednak epidemia się rozszalała i jest ogromna ilość zgonów. Anglia próbowała podejścia szwedzkiego, ale się nie dało, bo liczba zgonów lawinowo rosła. Model szwedzki mieliśmy w lecie również w PL, ludzie robili co chcieli, maseczki nosili na brodzie. A jednak tutaj się nie sprawdził, jak widać i zachorowania ostro poszły w górę. Co wy byście proponowały, jak zatrzymać epidemię (tzn. to do tych, które uważają, że jakaś jest, bo część mówi o fałszowaniu stytstyk i herbatkach z miodem)? Czy zakłądacie, że w ogóle że nie ma sensu wypłaszczać krzywej, po prostu najwyżej umrze pół miliona ludności Polski (symulacja z założeniem rezygnacji z obostrzeń). Czy zakładacie np., że powinno się ratować służbę zdrowia nie przyjmując ludzi powyżej 80 roku życia do szpitali (Szwecja), chociaż w PL to pewnie by było 60 lat bo tu niedofinansowana i od lat kuleje. I dlaczego jest to dla was argumentem, bo często to słyszę, że więcej ludzi umiera np. na raka. Czyli, że jak powiedzmy do 800 umierających dziennie na raka dojdzie 400 czy 1000 umierających na covid, to w sumie niczego nie zmienia. O co w tym chodzi? W wypadkach samochodowych ginie 11 osób dziennie i stosujemy ograniczenia prędkości, ograniczające przepisy. Dlaczego więc w przypadku covid, skoro umiera 30 razy tyle, ograniczenia nie mają sensu i powinno się iść na żywioł, najwyżej umrze dodatkowych kilkaset tysięcy ludzi? I dlaczego uważacie, że te kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy dodatkowych zgonów przejdzie gładko, bez echa, pacjenci i rodziny to zaakcetują, nie będą walczyć o miejsca w szpitalu dla ojca, matki, męża itd.? W końcu ludzie z przewlekłymi chorobami, otyłością czy mający przed sobą z racji wieku 5 czy 10 lat też nie chcą jeszcze umierać i będą się buntować, raczej nie będą chcieli zrozumieć, że powinni się poświęcić by inni nie musieli siedzieć kilka miesięcy w domu. Dlaczego uważacie, że nia ma korelacji między noszeniem maseczek i lockdownem a spadkiem zachorowań, skoro za ich pomocą udało się na wiosnę ograniczyć epidemię we Włoszech, Polsce, Chinach itd. i badania mówią, że owa korelacja jest? Jeśli ktoś się pokusi odpowiedzieć na ten długi post to będę wdzięczna, bo przyznam, że trudno mi pewne rzeczy zrozumieć.