reszzka
18.06.21, 11:17
Potrzebuję spojrzenia kogoś z zewnątrz na moją sytuację. Mam rodziców i dużo starszego brata, który ma swoją rodzinę, ale mieszka od zawsze z rodzicami, oni utrzymują cały dom sami (nie tylko opłaty, ale i jedzenie, naprawy itp.). Wszytkie nieruchomości i droższe ruchomości są też już od dawna przepisane na brata, za moimi plecami i w wielkiej tajemnicy. Moja rodzina pochodzenia jest toksyczna, ja od zawsze czułam się wsód nich źle, brat był bardzo mocno faworyzowany przez matkę, a ja czynnie wykluczana, ojciec w ogóle się tym nie interesował i generalnie starał się nie bywać za bardzo w domu. Ja wyjechałam najpierw do szkoły z internatem, potem dalej na studia, a potem jeszcze dalej. Dopóki byli młodzi, zdrowi i w miarę zamożni, ja miałam spokój. Niczego ode mnie nie chcieli, ja też niczego nie chciałam, radziłam sobie ze wszystkim sama. Gdy przeszli na emaryturę zaczęły się problemy finansowe, bo stylu życia nie zmienili, do tego doszły problemy zdrowotne. Zaczęły się wymagania, wobec mnie oczywiście. Nie tylko finansowe. Generalnie zaplanowali mi już życie- mam zostawić to, co tu sobie zbudowałam i zająć się rodzicami na starość, zostać bezpłatną całodobową opiekunką mieszkającą u nich w domu. To nie padło otwarcie, ale ciągle wywierają na mnie presję, robią mi wyrzuty sumienia, straszą umieraniem, sądem, swoją nędzą na starość. Ja jestem po pierwsze sama, nie mam wsparcia, bo i mało kto rozumie, że mozna mieć taką rodzinę. Po drugie jestem miękka, ugodowa, cicha i spokojna. Taka wytresowana na najgrzeczniejszą dziewczynkę na świecie. Mieszkam za granicą, ale to nie znaczy, że jestem zamożna i mogę ich finansować, albo rzucić pracę. Ja nie wiem, jak oni to sobie wyobrażają, czuję się jak w pułapce. I nie wiem, co robić. Jakieś pomysły? Będę wdzięczna za każdą radę. Moi znajomi wszyscy jak jeden mąż twierdzą, że przecież muszę im pomóc, muszę coś wymyślić, dokłądać się, wynająć pomoc. A ja czuję się zaszczuta, strasznie zestresowana oraz gdzieś w głębi bardzo niesprawiedliwie potraktowana. Bo nagle to ja mam dbać i finansować, a nie dziedzic, bo "on i tak duzo nam pomaga". Pewnie pomaga, nie wątpię, ale u nich to jest wzajemne, bo jego dzieci same się nie wychowały, dom się sam nie finansuje itp. Zapytam, najwyżej mnie zjecie, trudno.