Dodaj do ulubionych

Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje

28.08.21, 10:04
Witam serdecznie, potrzebuje opinii bo mam mętlik w głowie i sama nie wiem co myśleć.
Będzie długo ale będę wdzięczna za przeczytanie i wszelkie wypowiedzi:
Wychowywałam się z rodzicami i siostrą w dużym
mieszkaniu blisko centrum dużego miasta. Moja siostra po skończeniu studiów wyprowadziła się z mężem do Warszawy (mieszkanie w kredycie- cześć spłacona ze spadku), ja po swoich studiach do kawalerki zakupionej ze swojej części spadku. Po moim ślubie rozglądaliśmy się za większym mieszkaniem i zdecydowaliśmy się na zakup mieszkania pod miastem. Rodzice w tym czasie postanowili wyprowadzić się do Warszawy i kupić dom dwurodzinny i zamieszkać tam z siostra i jej rodzina. Siostra sprzedała swoje mieszkanie i dołożyła się do kupna domu. Mieszkają tam wspolnie, rodzice zajmują się wnukami. Rodzice przed wyprowadzką proponowali nam przejęcie starego mieszkania: podziękowaliśmy i odmówiliśmy- dopiero zaczęliśmy wspólne życie w swoim (kredytowanym) podmiejskim mieszkaniu. Mieszkanie rodziców było więc wynajmowane.
W ciągu kilku lat rodzina nam się powiększyła o dwójkę dzieci, żółwia i dwa koty i zaczęliśmy się rozglądać za czymś większym. Dodatkowo okazało się, że jednak tęsknimy za życiem w mieście i małe miasteczko nie do końca jest dla nas. Podczas przeglądania ofert i mierzenia się z naszymi możliwościami finansowymi powrócił temat możliwości zamieszkania w starym mieszkaniu. Mąż długo się wzbraniał przed ta możliwością ale zapadła decyzja, że wracamy na moje „dawne śmieci”. Przeprowadziliśmy gruntowny remont (pierwszy od prawie 30 lat), właściwie wszystko zostało naprawione, zmienione, łącznie z wyburzaniem i przesuwaniem ścian. Sprzedaliśmy poprzednie kredytowane mieszkanie żeby pokryć koszy remontu.
Podczas trwania prac remontowych mój tata przygotował i dał mi do podpisania dość szczegółowa „umowę użyczenia”- określająca, że użycza nam nieodpłatnie mieszkanie na czas nieokreślony i określającą główne zasady tego użyczenia.
Chwilę po naszej przeprowadzce, jeszcze przed zakończeniem prac remontowych doszło do pierwszego konfliktu: rodzice poinformowali (nie zapytali) że będą i nas spali w najbliższy weekend bo maja jakieś spotkanie ze znajomymi. Mój mąż zdenerwował się dość mocno, bo nie dość, że nie przepadał za teściami, bo nie lubi być stawiany przed faktem dokonanym (przyjeżdżamy za dwa dni), bo remont w trakcie bo nie mamy miejsca do przyjęcia gości (dzieci mają piętrowe łóżka, w salonie jest nierozkładana kanapa). Z rodzicami rozmawiałam tylko ja (nie słyszeli opinii męża). Wytłumaczyłam, że mieszkanie niegotowe, małe dzieci, brak miejsca do spania i pozna informacja. Zaproponowałam nocleg w hotelu (300 metrów od domu) i oczywiście wyżywienie u nas. Wywołało to wielkie obrażenie ze strony rodziców. Nie powiedzieli mi nic przez telefon ale zaczęły się maile (po jakiś dwóch tygodniach), że ich rozczarowałam, że nie spodziewali się czegos takiego po własnej córce, że w tym mieszkaniu mieszkał jeszcze mój dziadek itp. Strasznie to przeżyłam. Przepraszałam, tłumaczyłam itp. Smrodek (i wyrzuty sumienia) pozostały.
W ciągu następnych dwóch lat Rodzice kilkukrotnie nas odwiedzali: z noclegiem u nas i bez (nocowali czasem u cioci lub koleżanki mamy). Każde odwiedziny wiązały się z jakimiś stresującymi sytuacjami:
- a to, że informowali nas w czwartek, że będą w piątek o 16:00 bo mama ma na 16 ma spotkanie z koleżankami
na które tara nie idzie wiec o tej porze będzie u nas- oboje z mężem pracujemy, ja w piątki mam terapie z synem do 18:00 o czym rodzice wiedzieli. Mąż zwalniał się wiec z pracy (o czym też rodzicom mówiłam) i czekał od 16 a mój tata przyszedł po 19 bo jeszcze sobie poszedł do restauracji
- a to, że podczas odwiedzin u nas mój tata przeszukiwał nasze szafki, szuflady- nie kryjąc się z tym nawet i dopytując o znalezione tam rzeczy „co to?” „Po co wam to” „naprawdę tego potrzebujecie?” oraz sypialnie (pod pozorem korzystania z toalety) czy piwnice pod pozorem szukania swoich starych rzeczy. Ja jakoś zagryzali usta choć irytowało mnie to bardzo- ale niestety od dziecka mój tata nie szanował nigdy mojej prywatności- podsłuchiwał rozmowy telefoniczne, przeszukiwał rzeczy, włamywał się na konta w komputerze. Mój mąż irytował się znacznie bardziej ale też nie powodował kłótni w tym temacie.
Odkąd tu mieszkamy Rodzice nigdy nie przyjechali poprostu do nas czy do wnuków- wizyta u nas była zawsze przy okazji ich spraw- imieniny cioci, wizyta na cmentarzu, spotkanie ze znajomymi. My mieliśmy się wpasować w ich plany- czasem spali u nas, czasem u cioci i wpadali tylko na kawę czy obiad zapowiadając się dzień/dwa przed. Czasem dochodził na tym tle do drobnych konfliktów bo mielismy już wcześniej swoje plany ale staraliśmy się jakoś dopasować.
Teraz planowaliśmy od dawna 3tygodniowy urlop. Załatwiliśmy opiekę do kotów, rybek i żółwia. Przed wyjazdem rodzice poinformowali nas, że będą w okolicy (śpią u cioci) żebyśmy im zostawili słoiki w garażu. Podczas urlopu (we wtorek, 2 tygodnie po naszym wyjeździe, tydzień przed powrotem) zadzwoniła moja mama mówiąc, że chcą przyjechać w sobotę ale nie mogą spać u cioci bo tam remont, nie ma miejsc w hotelach i chcą spać u nas (wiedząc, że sąsiadka ma nasz klucz i wezmą go sobie od niej). Tym razem po dniu przemyślenia sprawy nie zgodziłam się: po pierwsze logistyka ze zwierzętami (rodzice by ich nie ogarneli- jeden kot jest mocno schorowany, na weterynaryjnej specjalistycznej diecie i lubi uciekać gdy ktoś tylko wchodzi do mieszkania, drugi jest strachliwy i nie lubi obcych) i opłacona przez nas opiekunką (mielibyśmy jej powiedzieć żeby nie przychodziła w tym czasie?) ale przede wszystkim ogromna niechęć żeby rodzice pod moją nieobecność byli w mieszkaniu. Wiem, że nie odopuściliby przeszukania wszystkiego. Wspólnie z mężem uznaliśmy, że sytuacja nie jest nagła (np. Pogrzeb) w mieście są tez hotele i że powinni wcześniej upewnić się, że mogą nocować u cioci a jeśli koniecznie chcieliby u nas to powinnismy to wiedzieć przed urlopem i moc przygotować mieszkanie i logistykę zwierzęca. Sprawdziliśmy i miejsc w hotelach, w dniu kiedy rozmawiałam z mama, było sporo.
I teraz: mama niby przyjęła i powiedziała tylko „rozumiem” ale to takie „rozumiem” które zapowiada wojnę. U mnie w domu nie rozmawia się wprost- tylko właśnie takie „rozumiem” a potem miesiące/lata obrazy.
Urlop mam już całkiem zepsuty bo mnie to gryzie:
- czy powinnam była kolejny raz zagryźć usta i pozwolić rodzicom spać u mnie, godząc się na pogwałcenie mojej prywatności, organizujcąc zdalnie inaczej opiekę nad zwierzakami, przekazywanie kluczy itp. oraz ryzykując ogromną kłótnię z mężem- w imię tego, że to moi rodzice i to ich mieszkanie
- czy miałam prawo odmówić.
Gryzie mnie to strasznie i czuje się jak najgorsza córka, a z drugiej strony czuję, że mam prawo powiedzieć „nie” chroniąc swoją i swojej rodziny prywatność.
Gdzie można postawić granice w rodzinie w której relacje od zawsze były trudne?
Obserwuj wątek
    • berdebul Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 10:28
      Sorzedałas swoją kawalerkę, wasze mieszkanie i zainwestowałaś w mieszkanie do którego nie masz żadnych praw, tylko zostało Ci użyczone i w każdej chwili możesz usłyszeć, że macie się wyprowadzić? Brawo!
      Zacznij szukać czegoś dla rodziny, przy zejściu rodziców pilnuj podziału majątku.
    • aqua48 Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 10:40
      Przede wszystkim powinniście uregulować sprawę waszego wkładu w mieszkanie - porozmawiać z rodzicami o tym ile włożyliście w remont i zapytać czy oddadzą Wam jednorazowo czy będziecie sobie odbierać w ratach z wynajmu. Po drugie natychmiast się z mieszkania rodziców WYPROWADZIĆ. Obojętne - wynająć coś czy kupić na kredyt. Mieszkanie w którym obecnie mieszkacie nie należy do Was, podpisaliście niekorzystną dla siebie umowę użyczenia i rodzice traktują je jakbyście byli w nim intruzami. To zawsze będzie rodziło konflikty, z czasem coraz większe.
    • zwyczajnamatka Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 10:44
      Po co? Po co w to weszłaś? Pomroczność jasna na was spadła? (oboje?)
      Widzę tylko jedno rozwiązanie. Rozmowa z rodzicami. Albo przepiszą na was mieszkanie, albo niech oddają kasę z remontu. Faktury mam nadzieję masz?
      Odbierzecie kasę od rodziców, sprzedacie te dwa małe mieszkanka, które teraz wynajmujecie i kupicie SWOJE własne mieszkanie.
    • kosmos_pierzasty Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 10:48
      Abstrahując od tego, czy decyzja była mądra, czy nie, to oczywiście że rodzice zachowują się skandalicznie.
      Masz chyba kawałek pracy do wykonania, jeśli interesuje Cię czy będziesz oceniana jako dobra córka, czy nie. Szczególnie, że 'relacje zawsze były trudne'.
      Może Daniela się wypowie, jak to wygląda z punktu widzenia prawa, czym takie użyczenie różni się od wynajmu. Wyobrażacie sobie, by wynajmujący wchodził do lokatorów na takich zasadach?
      Rodzicom trzeba postawić zdecydowane granice, mając gdzieś, czy się obrażą, czy nie i czy będziesz dobra córka czy złą.
      Dbaj o interes swój i swoich dzieci przede wszystkim.
      I też bym się nie paliła do przeprowadzki - ze względu na dzieci i przeprowadzony remont. Uciec zawsze zdążysz. Najpierw powalcz o swoje.
      A co jest w tej umowie użyczenia? Co Wy tam macie zagwarantowane? Czy może tata zadbał wyłącznie o siebie?
      • hamahaja Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 11:10
        Dziękuję za wpis.
        W umowie jest tyle, że wszelkie remonty, opłaty, naprawy są po naszej stronie. Stąd też pomysł z odzyskaniem włożonych pieniędzy nie jest najłatwiejszy do przeprowadzenia. Zreszta chyba nie miałabym chęci i sił na to.
        Jest tez, że nie możemy wykorzystywać go w celach zarobkowych (prowadzenie dg, wynajem). Oczywiscie, że z mieszkania mogę korzystać tylko ja wraz ze swoją rodziną.
        Nie ma nic o goszczeniu rodziców.
        Rodzice zgłaszając chęć przyjazdu nie powołują się na prawo własności tylko właśnie raczej na uczucia: „chyba do córki możemy przyjechać kiedy chcemy”, „własnych rodziców nie przyjmiesz” itp.
        Tak - wiem, że mam sporo nieprzepracowanych rzeczy z dzieciństwa sad mam prawie 40 lat a czuje się przy nich jak 10 latka.
        Dyskusja poszła w kierunku prawa własności, wyprowadzki itp. Wiem, że to jest do ogarnięcia bo tez nad tym myśleliśmy po ostatniej sytuacji. A dla mnie najtrudniejszy jest aspekt emocjonalny i poczucie winy i tego, że zawiodłam. Teraz widzę, że czeka mnie mocna praca w tym zakresie po powrocie
    • rozaliaolaboga Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 10:49
      Decyzja o zainwestowaniu wielkich pieniędzy w remont mieszkania, które nie jest wasze, jest absolutnie kuriozalna samą w sobie, a biorąc pod uwagę słabe relacje w rodzinie - jeszcze dziwniejsza...
      Wyjazd na urlop byłby moim najmniejszym zmartwieniem. Skupiałabym się na jak najszybszej wyprowadzce.
      W międzyczasie całkowicie chyba ucielabym kontakty z rodzina, żadnych wizyt z nocowaniem. No chyba że umowa z tatą mówi, że będą sobie wpadać dowolnie? 😂
      Jezuuuu, aż mi słabo od czytania...
      • zwyczajnamatka Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 10:55
        rozaliaolaboga napisała:

        > Jezuuuu, aż mi słabo od czytania...

        Prawda?
        Rodziców masz okropnych, ale trudno sama ich sobie nie wybrałaś.
        Sama za to podjęłaś idiotyczną decyzję, tak głupią, że w głowie się nie mieści.
        Dlatego rozmowa z rodzicami cię nie ominie.
        Przygotuj się do niej, pospisuj sobie argumenty, bo podczas rozmowy, w nerwach pozapominasz. Przygotuj faktury remontowe. Podlicz wszystkie koszty. Nie odkładaj tej rozmowy! Przeprowadź ją zaraz po powrocie i bądźcie z mężem obecni oboje!
    • aga.doris Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 11:03
      Sprzedałaś własne mieszkanie, aby wyremontować mieszkanie rodzicom, a w zamian tatuś podsunął ci do popisania umowę bezpłatnego użyczenia? No kochany tatuś, bo mógłby wam zaśpiewać za wynajemwink A może trzeba było wykonać dwie wyceny przed i po remoncie i zabezpieczyć swoją własność chociaż na tę część wartości poremontowej? A co będzie z dziedziczeniem? Co jeśli się okaże, że siostra już dawno dom dostała w drodze darowizny, a 1/2 mieszkania należy jej się jak psu buda? Pytasz gdzie postawić granice? No nigdzie, bo oni przyjeżdżają do siebie, a jak będziesz podskakiwać, to tatuś cofnie ci umowę użyczenia i wylądujecie pod mostem.
    • zwyczajnamatka Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 11:07
      Jeszcze jedna rzecz mi przyszła do głowy.
      Zadaj sobie pytanie i odpowiedź szczerze!!! Jakie są twoje relacje z mężem.
      Bo mimo tego, że twoi rodzice zachowują się okropnie, to może chronią cię na wypadek rozwodu? Jeśli mąż puści cię kantem to ty jako córka swoich rodziców zostaniesz w tym mieszkaniu. Mężowi oddasz tylko część kosztów remontu. Nie wiem czy twoim rodzicom o to chodzi, może nie lubią twojego męża, może coś o nim wiedzą, czego ty nie wiesz. Zastanów się nad tym.
    • leosia-wspaniala Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 11:21
      Trudno mi uwierzyć w 2 rzeczy:
      1) Że para starszych ludzi zostawia mieszkanie, znajomych i krewnych, żeby na stare lata kupować dom w obcym mieście. W miarę dalekim, skoro przyjeżdżają do Was nocować. Ludzie w pewnym wieku raczej chcą sobie spokojnie korzystać z życia. Co innego jakby zostali sami, ale w tym mieście mieli przecież Was i z tego co piszesz chyba w miarę bujne życie towarzyskie.
      2) Że młodzi ludzie sprzedali mieszkanie i zainwestowali mnóstwo pieniędzy w remont cudzego, przy trudnych relacjach rodzinnych.

      W dodatku nowy nick i od razu historia z grubej rury ale łatwa w sumie do wymyślenia.
    • netlii Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 11:31
      Nic więcej Ci nie napisze, bo że weszłaś w zdecydowanie niekorzystny układ to już zapewne wiesz. Ewentualnie wypowiedzi wyżej Ci to klarownie wyłożyły.
      Uzależniłaś się od emocji rodziców.
      Jeśli zwykła odmowa wywołuje u nich obrazę majestatu, ograniczenie kontaktu, próbę ukarania milczeniem to paradoksalnie jest to scenariusz, który wpisuje się w Twoje potrzeby. Sama zaakcentowałaś jak duży dyskomfort wywołuje u Ciebie ich wizyta. Każdy ma prawo przeżyć życie jak chce - jeśli oni chcą przeżyć je w jadzie, złości, obrażaniu się na kogoś - ich sprawa.

      Co do opcji uzyskania środków za remont - w moim odczuciu - szykuj się od razu na drogę sądową. W tym celu potrzebne są właśnie faktury. Ze szczątków informacji kreuje się obraz ojca, który za wszelką cenę wmówi Ci, że gruntowny remont to właściwie wykonaliście tylko i wyłącznie pod siebie a to że podniósł on wartość rynkową nieruchomości jest efektem ubocznym. Dla niego to w sumie problem, on by tu ścianki działowej nie postawił, tu by nie wyburzał, wanna? a po co? lepiej prysznic. No dodatkowej pracy mu przysporzyliście aby on chciał zamieszkać tam ponownie. Mało tego przecież werbalizował Wam sprzeciw chodząc po nieruchomości i zadając pytania "po co? na co?" a Ty ich nie wiedzieć czemu nie uwzględniłaś.

      Oczywiście powodzenia życzę!
        • netlii Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 29.08.21, 10:59
          To dla tatki żaden argument.
          On bowiem nie miał w planach sprzedaży, więc co z tego, że wartość wzrosła.
          On w zamierzeniu chciał tam zamieszkać. Na tzw. starych śmieciach - ze starym układem ścian, kafelków, linoleum i boazerią na ścianach a sprzęty użytkowe wymienili młodzi bo zepsuli, no jak chcieli tam mieszkać to naprawili DLA SIEBIE, logiczne nie? Córka zmieniła mu mieszkanie, poprzestawiała ściany mimo werbalnych protestów słowem dostarczyła dyskomfortu i kłopotu i jeszcze pieniężnej rekompensaty oczekuje za mieszkanie "za darmo".
          I tak dalej, i tak dalej...
          Wydaje mi się, że to raczej ten typ człowieka, którego musi być na wierzchu.
    • hamahaja Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 11:32
      Dziękuję za cierpliwość w czytaniu i wszystkie wpisy- mam o czym myśleć terazsmile
      Chciałam jeszcze zadać jedno pytanie: abstrahując na chwilę od praw własności, trudnych relacji w rodzinie itp.:
      Czy gdyby pod wasza nieobecność wasi rodzice chcieli spać w waszym domu (informując was już po waszym wyjeździe) zgodziłybyście się bez problemu?
      • aga.doris Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 11:47
        W waszej sytuacji uznałabym to za mało znaczący problem. Kierujesz się emocjami, w sytuacji gdy konieczny jest zdrowy rozsądek i dalekowzroczność. Tu potrzeba działań , które wyprowadziłby was na prostą, a nie roztrząsania drugorzędnych spraw. Ja machnęłabym na nie ręką i skupiła się na formalnym uregulowaniu spraw mieszkaniowych.
      • bialeem Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 12:15
        Bez najmniejszego problemu. Teściom też. Nawet bym się specjalnie nie przejęła grzebaniem. Teściowa to miała w zwyczaju. Było to irytujące, ale do przełknięcia.
        Co więcej - jeżeli rodzice już nie pracują, to bym na te 3 tygodnie ich zaprosiła jako opiekunów zwierząt w pierwszej kolejności. Jak ogarnia sąsiadka, to ogarnie też dorosły człowiek przy odpowiednim poinstruowaniu.
          • bialeem Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 15:53
            Teściowa np dokumentów szukała, które "pilnie" trzeba było znaleźć żeby coś załatwić. Mąż zbywał, to wzięła to na siebie i przekopała jego gabinet. Nie wiem czy mi w gaciach grzebała albo w biurku. Być może przy jakiejś okazji, ale raczej nie złośliwie, a właśnie żeby w czymś "pomóc". Natomiast ja jakoś nie jestem na tym punkcie za bardzo drażliwa. Pani sprzątająca mi prasuje i układa w szafach, a nawet sugeruje, że coś należałoby już wyrzucić, bo dziura, plama itd. Kompletnie mnie to nie rusza. Chociaż fakt, że pani sprzątająca jest jedna od lat 12.
      • podaje_haslo_okon Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 12:40
        Na moją mamę i rodziców konkubenta bym się zgodziła bez problemu. Ale moja mama ma świra na punkcie prywatności do tego stopnia, że jak przychodzą listy zaadresowane do mnie na jej adres, to dzwoni i pyta czy otworzyć czy mi odesłać. Natomiast nie-teściowie jak są u nas, to siedzą jak na szpilkach i nic nie dotykają, bo jeszcze zepsują. Oni to raczej nie chcieliby u nas nocować pod naszą nieobecność.

        Natomiast gdybym miała takich rodziców jak Twoi, to w życiu bym się nie zgodziła. Jeszcze by się dogrzebali do wibratorów i innych świństw i wyszliby zgorszeni 🤣
      • aqua48 Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 13:05
        hamahaja napisał(a):

        > Czy gdyby pod wasza nieobecność wasi rodzice chcieli spać w waszym domu (infor
        > mując was już po waszym wyjeździe) zgodziłybyście się bez problemu?

        Moich bym wpuściła bez problemu, ale moi mieliby klucze ot tak na wszelki wypadek, i jestem pewna że nie grzebaliby mi w szafkach. Teraz klucze do mojego mieszkania mają moi dorośli synowie i nie ma żadnego problemu gdyby chcieli z jakiegoś powodu przenocować pod naszą nieobecność u nas. Ja też mam do nich klucze i gdy ich nie ma to na ich wyraźną prośbę np. jadę i podlewam kwiatki itp. ale nie kontroluję co gdzie trzymają i po co.
        Na Twoim miejscu nie zgodziłabym się, na dodatek z wyraźnym komentarzem że nie lubię jak ktoś mi sprawdza co trzymam w szafkach.
      • magdallenac Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 14:28
        Tak, ja się zgadzam bez problemu. Tak samo zgadzam się, aby zatrzymała się u mnie siostra z rodziną i rodzice męża. Tylko, że ja tych ludzi bardzo lubię i mam z nimi dobre stosunki, jestem na 100% pewna, że nikt z tej grupy nie wpadłby na pomysł, aby przetrząsać moje szafki, albo komentować ich zawartość.
      • extereso Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 14:37
        Odpowiadam na to pytanie: zgodziłabym się bez problemu. Wiem, że mama chciałaby posprzątać, ale by się powstrzymala ( niestety), Tata spedzilby wieczór na tarasie. Gdybym zostawiła pamiętnik na stole, jeszcze zakładam że by nie przeczytali. Mąż też nie miałby najmniejszych problemów.ale! Łatwo nie bać się oceny rodziców, jeśli wiemy że widzę w nas siódme niebo ( jak moi) a w innych aspektach nie oceniają. Moja mama ma sterylną czystość, u nas i brata i bratowej, często chaos. Nie usłyszałam nigdy słowa komentarza mama z wdziękiem potrafi usiąść pośród pierdolnika i prowadzić konwersację. Więc zakładam, że gdybym wychowała się w Twoim domu, byłabym inna i wtedy miałabym problem z prywatnością.
      • po-trafie Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 18:22
        Ja w swoim: tak. ale czesto podrozuje, uzyczam swoich nieruchomosci tez krewnym i znajomym, w sumie zawsze wyjezdzajac przygotowujemy z mezem mieszkanie tak, jakby gosvie mieli byc. Np pierzemy wszystkie poszewki, zostawiamy na zewnatrz w pokrowcu swiezy komplet poscieli i recznikow, chowamy swoje osobiste kosmetyki w lazience do szafek.
        Jednoczesnie: mam do tych ludzi zaufanie na tyle, ze nawet jesli mi przeszukaja szuflady, to nic nie powiedza big_grin Macocha raz posprzatala lodowke razem z rozmrazaniem, tesciowa chyba raz umyla mi sciany, ktos zaolejowal blat w kuchni i ktos porzucil orchidee. W sumie nie mam na co narzekac.

        Natomist: mimo naszego ogromnego luzu z goszczeniem ludzi NIKT mi nie obwiescil, ze bedzie u mnie spal bo chyba bym wybuchnela smiechem. To, ze rodzice ci to komunikuja zamiast pytac (mozecie miec inne plany, nie chciec, miec innych gosci itp) jest absolutnie nieakceptowalne.

        Nie mam pojecia skad u ciebie obrazek bycia „dobra corka”. Badz dobrym, szczesliwym czlowiekiem, przede wszystkim dobrym dla siebie. Jesli ci sil zostanie, badz dobra dla meza i dzieci. I potem moze czasem dobra dla kogos innego, kogos kto jest dla ciebie dobry.
        Rodzicom zacznij mowic NIE. Bez wyrzutow sumienia, bez gryzienia sie i zastanawiania. Szanuj sie, kochaj sie. Nikt ci medalu za zadowolenie swoich rodzicow nie da wiec… odpusc!
      • madami Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 31.08.21, 09:29
        Ja bym się zgodziła bez problemu ale u mnie sytuacja jest inna.Rodzice pewnie zapowiedzieli by się w ostatniej chwili ale przenigdy nie wymagali by od nas obsługi, jedzenia itp. zapewne przywieźli by torby żarcia i my jedlibyśmy to jeszcze z tydzień wink I nigdy, przenigdy nie dotykali by moich rzeczy bez pozwolenia dlatego podczas ich wizyty nie mam wrażenia gwałcenia mojej prywatności i ogólnie włażenia butami w moje życie. Moja matka bez problemu zajmie się zwierzakami we właściwy sposób - moje ją znają i kochają. Moi rodzice i drudzy rodzice i siostra i rodzeństwo męża ma klucze do naszego domu ( w razie czego) my mamy klucze do ich ( w razie czego - kilka razy się przydało!). Moja teściowa wpada bez zapowiedzi bo blisko mieszka, sadzi sobie u mnie jakieś kwiatki wink bo to kocha a sama nie ma ogródka.
    • eliszka25 Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 12:14
      Dla mnie nawet niezapowiedziane wizyty rodziców, nawet z nocowaniem, nie stanowiły by problemu. Jednak zachowania twoich rodziców nie potrafiłabym tolerować. Grzebanie po szafkach czy piwnicy? Wtf??! Zmienianie planów urlopu, na którym już jesteś, bo rodzice chcą sobie przyjechać w odwiedziny do kogoś tam też nie wchodziłoby w grę.

      Problemem jest moim zdaniem to, co ktoś już w tym wątku napisał - mieszkanie formalnie nadal jest twoich rodziców i oni wciąż uważają, że mogą wszystko, bo to ich. Nigdy nie poszłabym na taki układ. Włożyłaś kasę w cudze mieszkanie i założę się, że ostatecznie zostaniesz z niczym. Współczuję sytuacji, ale nie wiem, co doradzić.
    • berber_rock Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 12:30
      Ja tylko jeden komentarz w kwestii tego wpadania rodzicow.

      Domyslam sie ze sa to rodzice urodzenie w latach 50. (podobnie jak moi).
      Otoz z moich obserwacji tego pokolenia wynika, ze oni nie rozumieja, na czym polega wynajem, a w szczegolnosci nie rozumieja faktu, ze jak komus cos wynajeli/uzyczyli na podstawie umowy to od tej pory lokator z lokalu korzysta niezaleznie i bez nachodzenia go.
      Moj ojciec robi dokladnie to samo: wynajal mieszkanie dwom studentkom.
      Ale posiada do niego klucze i czaami tam wpada (pod nieobecnosc studentek), a to sprawdzic czy kran nie przecieka, a to cos naorawic (nie, studentki nie zglaszaly), a to przetestowac alarm w drzwiach wejsciowych.

      Juz mu kiedys powiedzialam, ze na miejscu studentek pierwsze co bym zrobila, to zadzwonila na policje, ze gosc wchodzi bez mojej wiedzy i bez zapowiedzi. Drugie - wypowiedzialabym umowe.

      Nie rozumial w ogole o co mi chodzi! Przeciez on im pomaga!

      A co do opisanej sytuacji:
      - nie mysle ze to troll, wierze ze takie rodziny istnieja. Ale poniewaz mailam okazje zaobserwowac takie rozdziny "w akcji" to rzeczywiscie, w zyciu nie przyszloby mi do glowy zeby zainwestowac wlasne pieniadze w cudza jakby nie bylo nieruchomosc;
      - nawet teraz probuje sobie wyobrazic, ze moi rodzice przychodza z taka propozycja, ze "formalnie zostaje nasze, ale oczywiscie mozesz sobie dostosowac do swoich potrzeb i gustow, jak tylko chcesz" - palcem bym nie kiwnela na wszelkie wypadek.

      Aha!
      Dla mnie z calej opowiesci niejasne jest, z czyjej inicjatywy padlo na wybor powrotu do dawnego mieszkania. Rodzice namawiali? Sugerowali? Watkodajka chciala? To jest jedyny moment opowiesci, ktory mi sie jakos nie klei.
    • rycerzowa Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 13:27
      Problemem nie jest chyba tytuł własności mieszkania.
      Nawet gdyby rodzice przepisali mieszkanie na młodych, nawet gdyby młodzi kupili inne mieszkanie, rodzice wciąż czuliby się "w prawie" do odwiedzin u córki kiedy chcą, na ile chcą, bez specjalnego uprzedzenia. Bo to bliska rodzina, bo tak.
      Bo córka też może przyjechać do niech z wnukami kiedy chce.
      Przecież oni nie argumentują, że przyjeżdżają do swojej własności, tylko do swojej córki...

      Jak uświadomić i wytłumaczyć starszym państwu, że czasy i zwyczaje się zmieniły?
      Może porozmawiać?
      • bene_gesserit Re: Mieszkanie rodziców: prywatność a relacje 28.08.21, 14:39
        rycerzowa napisała:

        > Jak uświadomić i wytłumaczyć starszym państwu, że czasy i zwyczaje się zmienił
        > y?
        > Może porozmawiać?

        Otoż to. Ale mam wrażenie, że to jest to, czego autorka wątku chce uniknąć. Bo u nich się nie rozmawia, a ona w relacji z nimi czuje się, jaby miała 10, a nie 40 lat. Czyli co najmniej tata jest osobą dość surową, zasadniczą, a być może to idzie dalej, np w kierunku osobowości autorytarnej.

        Myślę, że rozmowa jest dobrym pomysłem, bo nie ma tu magicznego sposobu. Tylko do takiej rozmowy trzeba by się _bardzo_ przygotować. Bohaterowie wątku znają się 40 lat, więc z jakimś prawdopodobieństwem przewidzieć np argumenty rodziców, ale to za mało.

        Rodzice traktują ją jak dziewczynkę, właściwie bardzo małe dziecko, a IMO najważniejsze jest, jak ona się w tym związku traktuje. Bo skoro kilkakrotnie pisała, że nie chce urazić (toksycznych) rodziców i jeśli chęć obrony granic czyni z nią złą córkę, to oznacza, że _ona_sama_ w tej relacji myśli o sobie jak o małej dziewczynce.

        Bo dorosłe kobiety w takiej sytuacji nie miałby oporów i wątpliwości: bronić siebie i rodziny. Tymczasem nie ma tu lwicy, tylko myszka z przerażonymi oczkami. Obudź w sobie coś większego, dziewczyno. Masz wątpliwości i jest w tobie opór, jest na czym budować.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka