sueellen
23.11.21, 11:09
Za czym tęskni ematka, a czego pozbyła się bez sentymentu? Czy będziemy dzielić czas na "przed covidem" tak jak mówiło się "przed wojną" i "po wojnie" czy "za komuny"?
Jak Wam się życie zmieniło? Na lepsze czy na gorsze?
Przed Covidem chodziłam do pracy. Codziennie. Teraz już nie chodzę (a właściwie nie jeżdżę) bo okazało się że nie potrzebuję i pracodawca nie ma z tym żadnego problemu. Co więcej, jako zespół jesteśmy o wiele lepiej zorganizowani, punktualni kiedy pracujemy zdalnie. Poza tym, zniknęły problemy z urlopami (a właściwie z zastępstwami).
Kiedyś dzieciakom wszystkie zgody na wycieczki podpisywałam na karteczkach, dziś cała komunikacja ze szkołą odbywa się przez portal.
Przed covidem chodziłam na zakupy. Obecnie w ogóle przestałam chodzić do sklepów. W centrum handlowym ostatni raz byłam "przed covidem" i w ogóle mi nie tęskno. Wolę wyjść na spacer albo pogrzebać w ogródku, coś namalować, umówić się na kawę w lokalnej kawiarni, wyskoczyć do sąsiadki. Jeśli jeżdżę gdzieś samochodem, to wyłącznie rekreacyjnie. Koniec z konferencjami, podróżami służbowymi (i bardzo mi z tym dobrze). Wreszcie podróż mnie naprawdę cieszy bo jest podyktowana chęcią a nie musem.
Przed covidem porady lekarskie to wyrwane pół dnia. Absolutnie uwielbiam teleporady bo w 90% przypadków nie potrzebuję fizycznego badania tylko konsultacji, a kiedy badanie jest potrzebne, to lekarz mnie zawsze przyjmuje w gabinecie.
Przed Covidem miałam nianie do dzieci i wieczne zmartwienie jak zorganizować opiekę. Zabieganie, stres, zmęczenie. Teraz mamy pomoc sąsiedzką. W ostatnich dwóch latach poznałam wszystkich sąsiadów wokół (43 domy) i stworzyliśmy grupę na whatsuppie. Poznaliśmy się w pierwszej fali kiedy wszyscy wychodzili z domów klaskać dla NHS. Wcześniej w ogóle się nie znaliśmy bo to nowe osiedle wybudowane w latach 2018 -2019. Lokalny sklep rozkwitł i zaczął sprzedawać lokalne produkty. Można tam kupić nie tylko warzywa na zupę z okolicznych ogródków, prace lokalnych artystów, ręcznie dziergane szaliki, lokalny miód. Ludzie chodzą też do lokalnego pubu na obiad zamiast rozjeżdżać się we wszystkie strony. Organizowane są lokalne festyny na świeżym powietrzu na które przychodzi sporo osób.
Ogólnie bardzo mi się podoba ten nowy, postcovidowy styl życia i za nic nie chciałabym wrócić do czasów "przed covidem".
Nie mieszkam w Polsce. Antyszczepionkowców i antymaseczkowców znam wyłącznie z Internetu. Żyję wśród Kovidian, więc nie ma podziałów, a jak ktoś ma zapchany nos, przed umówionym spotkaniem robi test i dzieli się wynikiem. Mało tego, pyta czy nie przełożyć spotkania z powodu przeziębienia. Na grupach szkolnych to samo. Z resztą dzieciaki testowane są na potęgę w niedziele i środy więc o przypadkach covida wiemy natychmiast.