zielona_sowa123
30.01.22, 20:49
Dziewczyny, potrzebuję trzeźwego spojrzenia. To nowy nick na potrzeby wątku.
Jestem w związku 4 letnim, oboje dorośli. Związek super, choć trudny, ponieważ na odleglosc, ale sprawdziliśmy się na wielu płaszczyznach. Mimo gorszych momentów, nie podawaliśmy. W planach ślub, wspólne mieszkanie i życie. Partner troskliwy, zaangażowany, nie dawał nigdy powodów do braku zaufania.
No i teraz dylemat: mamy problemy ze wspólnym zamieszkaniem, nie zależy to od nas. Do tej pory żyliśmy nadzieja, ze uda nam się ulozyc wspólne życie, kilka miesięcy temu okazało się, ze szanse są praktycznie zerowe. Oboje się załamalismy, zaczęły się kłótnie, obwinianie, zakończyliśmy związek nie widząc możliwości kontynuowania go. Kontaktu nie zerwaliśmy, nie potrafiliśmy, chociaż ranilismy się wzajemnie. Po około 2 miesiącach nadarzyła się możliwość rozwiązania problemu i wspólnego zamieszkania. Okazało się jednak, ze on zdążył poznać inna kobietę. Były to raczej luźne spotkania, chociaż jak dowiedziałam się później on nalegał na związek, który w końcu stworzyli. Gdy dowiedział się, ze jest szansa z mojej strony, drugiego dnia zakończył kontakt z nowa kobieta.
Niedawno odkryłam, ze jego wersja różni się od faktów, min to on zaczął związek, on nalegał na spotkania, obiecywał piękne wspólne życie itd. Na początku naszego związku, gdy pokłóciliśmy się na kilka dni, spotkał się z nią również.
Teraz mam dylemat, wg niego nie powinnam dowiedzieć się tego wszystkiego, tzn cześć znałam, ponieważ sam mi powiedział, ale kilka szczegółów pominął- podobno, aby mnie nie ranić. Miał prawo związać się z kimś, ponieważ nie byliśmy razem. Wydawało mu się, ze po prostu nasze wspólne plany zastąpi nowa kobieta. Jednak zabrakło z jego strony uczuć. Był załamany, nie chciał być sam.
Dużo błędów związkowych popełniłam w moim życiu, wydawał mi się ze ten mężczyzna jest tym właściwym. Ale boje się, ze znow się wkopie. Czy ufalybyscie i skupiły się na wspólnej przyszłości, czy może to jakiś znak? A może jakoś powinnam go sprawdzić?