nuka_2
22.02.22, 09:30
Pracując w ochronie zdrowia dość często spotykam się z sytuacją, ze samotni pacjenci lub tacy, którzy nie mogą liczyć na pomoc swojej rodziny, żyją i funkcjonują dzięki pomocy sąsiadów. Często jest to pomoc bezinteresowna i naprawdę angażująca: gotowanie obiadów, mycie, wzywanie lekarza do domu , zakupy, sprzątanie, mierzenie ciśnienia kilka razy dziennie itp. Zdarza się, że to opieka wieloletnia. Po śmierci takiej osoby, najczęściej pojawiają się krewni zmarłego i pilnują, żeby ten opiekujący sąsiad niczego nie wyniósł z mieszkania podopiecznego, choćby miałby to być cukier i herbata. A smutek po śmierci jest znacznie większy u opiekującej sie sąsiadki niż u dzieci chorego