Od półtora tygodnia, w związku z wirusem, który mnie dopadł, nie ćwiczyłam.
Żeby z człowieka-serdelka nie apgrejdować do człowieka-baleronu, ograniczyłam trochę wciągane żarcie do zwykłych porcji ludzkich.
I dzisiaj wkładam bikini, żeby wystawić swe schaby na balkon i patrzę... brzuch jakiś bardziej płaski się zrobił!
Tak mnie to uradowało, że aż mi się zrobiło cieplutko na serduszku.
Z wrażenia, zdjęłam okulary przeciwsłoneczne i ...okazało się, że nic się jednak nie zmieniło.
Niemniej, chcę znów poczuć tę radość, tym razem na dłużej i bez konieczności wyciągania soczewek kontaktowych.
Pytań mam sześć:
1)Szybko robię się głodna, ale chcę jeść tylko 3 razy dziennie - jak stłumić mdłości z głodu? Wiem, że macie doświadczenie w głodowaniu.
2)Co jeść przed treningiem a co po, żeby redukcja była efektywniejsza?
3)Czy istnieje białko serwatkowe, które nie ma słodkiego smaku? Mieciu kupił na próbę jakieś o smaku słonego karmelu i drugie, waniliowe - było tak obleśnie słodkie, że prędzej rzucę się z krawężnika niż to będę dodawała do posiłków.
4)Co słychać?
5)Jak wasze postępy dietowe?
6)Co na kolację/obiad?