Dodaj do ulubionych

SZOK! Wasze wydatki !

    • kubusala Ja tylko takie drobne porównanie 08.11.04, 11:18
      Nie chce sie angazować w całą dyskusję, bo tylko sie moge podpisac pod tekstem
      Jasminy: co komu do tego, wyżalić się nie mozna?
      Co do porównania czy lepiej wynajmowac czy brac kredyt, w moim przypadku
      wygląda to tak: mam kredyt na dom na 30 lat i spłacam ratę w wysokości 1200zł
      miesiecznie, jednocześnie moje mieszkanie oddałam do wynajmu i miesięcznie
      dostaję za to 1000zł. Za 30 lat dom będzie mój, a wynajmujący dalej bedzie
      calował komuś. Na moje pytanie czy nie chciałby kupic tego mieszkania,
      odpowiedział,że boi sie brac taki duzy kredyt, bo a nóż straci pracę i co
      wtedy? no i dalej wynajmuje i płaci.....
    • kadarka75 Re: SZOK! Wasze wydatki ! 08.11.04, 12:38
      ciekawy wątek...właśnie wczoraj odbyłam zasadniczą rozmowę z mężem - czy my aby
      dobrze żyjemy...otóż: od ośmiu lat wynajmujemy mieszkania - obecne (domek z
      podwórkiem) jest czwarte. I żyje nam się z tym dobrze. Zdecydowaliśmy się na
      takie życie, bo osiem lat temu nie mieliśmy ŻADNYCH szans na kredyt. Przy
      kolejnych zmianach mieszkań też nie. A teraz? Też chyba nie...bo mimo wysokich
      zarobków męża mamy sytuację taką: zerowe oszczędności = zero zabezpieczenia dla
      banku, jedna pensja (ja w domu), zero pomocy rodzicielskiej (żadne spadki
      ani "masz tu synku/córko na wpłacenie pierwszej raty do banku"). Nie wiem, czy
      dostalibyśmy kredyt...i nie wiem, czy chcę go wziąć na kilkadziesiąt lat. Z
      drugiej strony: gdzieś trzeba mieszkać...z trzeciej strony: a może COŚ się
      wydarzy i będzie nas stać na mieszkanie bez kredytu?
      • dorrit Re: SZOK! Wasze wydatki ! 08.11.04, 13:51
        Mnie, podobnie jak pare dziewczyn, uderzylo nielogiczne rozumowanie typu:
        1) mieszkanie wlasne + kredyt + utrata pracy/choroba (niepotrzebne skreslic) =
        kleska finansowa
        2) mieszkanie wynajmowane + utrata pracy/choroba = finansowo OK
        ???
        Cos tu chyba sie autorce watku w takim rozumowaniu pomylilo... to raczej w 1.
        wersji mozna wyplynac na powierzchnie, jako ze posiada sie nieruchomosc, nawet
        jesli czesciowo (bo kredyt), w 2. wersji nie posiada sie przeciez nic. To
        podstawowa arytmetyka...
        Wlasne mieszkanie, abstrahujac od posiadania przestrzeni zyciowej, to rodzaj
        takze zabezpieczenia finansowego. Wynajmowane - dokladnie odwrotnie.
        A przyjemnosci - kazdy ma swoj niezbednik przyjemnosci. Autorka watku ma po
        prostu inny od mojego...
        Jakos nie wierze, ze wolalaby wynajmowac i "w razie czego" nie miec NIC...
    • tolka3 Re: SZOK! Wasze wydatki ! 08.11.04, 15:11
      Tak, wynajmujcie ludzie 3-pokojowe (no bo jak się ma dwójkę dzieci, 3 pokoje by
      się przydały) mieszkanie w Warszawie za powiedzmy 2 tys, to się bardziej
      opłaca... Albo nie, wynajmijcie kawalerkę, będzie taniej (jakieś 800-100 zł),
      chociaż mniej wygodnie. Nie bierzcie broń Boże kredytu (140 tys na 15 lat -
      rata ok 1500 zł). Rzeczywiście brak logiki. Jak przez 25 lat sytuacja się nie
      polepszy to co? Po tych 25 latach zamieszkamy w domu starców? raczej będziemy
      na to jeszcze za młodzi, na kredyt z kolei już za starzy. Jak dla mnie własne
      mieszkanie to podstawa! Sorry, ale kasa wydana na wynajmowanie mieszkania to
      dla mnie kasa wyrzucona w błoto.

      Uderzyła mnie jeszcze wypowiedź triss_merigold6 (szczególnie o samochodzie):

      "- czy samochód (poważny comiesięczny wydatek) jest naprawdę niezbędny? Mnie
      samej na utrzymanie samochodu bez oszczędzania na czymś innym zwyczajnie nie
      byłoby stać, mąż ma służbowy na szczęście i firma pokrywa wszystkie wydatki."

      Zadałaś pytanie i sama sobie na nie odpowiedziałaś (twierdząco). No skoro macie
      służbowy samochód i używacie go do celów prywatnych (wnioskuję po Twojej
      wpowiedzi) to samochód jest Wam niezbędny. Napisałaś "mąż ma służbowy na
      szczęście", więc gdyby go nie miał, byłoby nieszczęście. Dokładnie tak samo
      jest z milionami innych osób w Polsce. Samochód jest im NIEZBĘDNY. Różnica jest
      taka, że niektórzy nie mają służbowego. A czymś muszą jeździć.

      Tak na siłę doszukujecie się w ludziach braku rozsądku. Podawane przez
      niektórych przykłady są po prostu śmieszne. Nidgy nie wpadłabym na to, że
      mieszkanie czy samochód to dobra zbędne. Bez przesady...
      • burza4 Re: SZOK! Wasze wydatki ! 08.11.04, 16:05
        tolka3 napisała:

        > Tak, wynajmujcie ludzie 3-pokojowe (no bo jak się ma dwójkę dzieci, 3 pokoje
        by> się przydały) mieszkanie w Warszawie za powiedzmy 2 tys, to się bardziej
        > opłaca... Albo nie, wynajmijcie kawalerkę, będzie taniej (jakieś 800-100 zł),
        > chociaż mniej wygodnie.

        Czytam z ciekawości i uderza mnie jedno - skąd takie ceny wynajmu???? i czy
        uwzględniają czynsz czy nie? bo według mnie to czynsz bardziej nabija cenę niż
        właściciel. Znajomy za 30-metrową kawalerkę (własną) płaci ponad 350 zł
        czynszu. Skoro niektóre spółdzielnie narzucają czynsze dochodzące do ponad 10
        zł za metr kwadratowy, to nie dziwmy się, że cena wynajmu jest jaka jest.

        ja swoje 3-pokojowe wynajmuję za 1200 zł, z tego czynsz to 400 - choć było
        super zadbane, po kapitalnym remoncie, w dobrym punkcie. Przy kwocie 1000
        zł+opłaty nie było nawet żadnego chętnego na ogladanie. Więc opuściłam cenę.
        Niestety czynsze w Warszawie są wysokie, ale to już niezależnie od tego, czy to
        własne, czy wynajmowane. Dwa tysiące złotych (z czynszem) płaci moja koleżanka
        za ponad 100-metrowy apartament w centrum, do tego umeblowany antykami. Więc
        nie przesadzajmy z tym, że ceny wynajmu są tak horrendalne.

        Druga kwestia - nabijania kabzy właścicielowi. Policzyłam - to odstepne, które
        dostaję stanowi akurat "koszt pieniądza" - gdybym mogła inaczej zainwestować
        żywą gotówkę z mieszkania, tyle mniej więcej dostałabym odsetek. I do tego nie
        bez stresów, że lokator zniszczy, nabije rachunek na telefon, bez kosztów
        zużycia mieszkania. Więc - gwoli informacji - na wynajmnie nie zarabia się
        żadnych kokosów - praktycznie ja osobiście nie zarabiam wcale. Niestety
        sprzedać go nie mogę, więc zostaje wynajmowanie i modlenie się, żeby lokator
        nie narobił bigosu.

        • tolka3 Re: SZOK! Wasze wydatki ! 08.11.04, 16:37
          Uwzglęniajączynsz. Skąd takie ceny? No z rynku smile Ja kawalerkę (34 m2)
          wynajmuję za 800, moja koleżanka taki sam metraż za 1200. Czynsz oczywiście
          jest w to wliczony. Ok zgodzę się, że można wynająć 3-pokojowe taniej niż 2tys.
          Ale jest to kwota porównywalna do raty kredytu, o którym pisałam.

          > Dwa tysiące złotych (z czynszem) płaci moja koleżanka
          > za ponad 100-metrowy apartament w centrum, do tego umeblowany antykami. Więc
          > nie przesadzajmy z tym, że ceny wynajmu są tak horrendalne.
          Tyle za apartament 100m2??? W centrum??? Mówimy o Warszawie? Trudno mi w to
          uwierzyć. Mój znajomy za apartament na Mokotowie (ok 100m2) płaci jakieś 4 tys.

          > ja swoje 3-pokojowe wynajmuję za 1200 zł, z tego czynsz to 400 - choć było
          > super zadbane, po kapitalnym remoncie, w dobrym punkcie. Przy kwocie 1000
          > zł+opłaty nie było nawet żadnego chętnego na ogladanie. Więc opuściłam cenę.
          Nie rozumiem smile
          A ile metrów ma to mieszkanie?

          Generalnie nie chodzi tu o dokładne kwoty. Chodzi o samą ideę posiadania,
          skrytykowana została własność. Tak jakby posiadanie mieszkania czy samochodu
          było jakimś szaleństwem. No ja zdziwiłabym się, gdyby ktoś nie chciał mieć
          własnego mieszkania. I przyznam, że bardziej zdziwiłabym się, gdyby to
          dotyczyło ludzi niezbyt zamożnych. Mam wielu znajomych, którzy wynajmują
          mieszkanie i nie chcą na razie kupowaćwłasnego. Ale są to ludzie po pierwsze
          sporo zarabiający, po drugie najczęściej wolni i bezdzietni. Oni nie chcą się
          przywiązywać do miejsca.
          • burza4 Re: SZOK! Wasze wydatki ! 09.11.04, 10:12
            tolka3 napisała:

            Ja kawalerkę (34 m2) > wynajmuję za 800, moja koleżanka taki sam metraż za
            1200. Czynsz oczywiście > jest w to wliczony.

            I własnie ten czynsz podbija cenę - jak mówiłam - znajomy za takie mieszkanko
            jak twoje ma ok. 350 zł czynszu. Więc gdyby wynajął to z kwoty 800 zł zostałoby
            mu po odjęciu podatku ok. 350 zł na czysto. Do tego ryzyko, że lokator
            zniszczy, nie opłaci rachunków itd. CZy to są jakiekolwiek zyski?? takie
            mieszkanie jest warte ok. 130 tys. - odsetki z lokaty bankowej (gdyby to
            mieszkanie spieniężyć) - to jakieś 600 zł. Więc wychodzi na to, że na wynajmie
            naprawdę się nie zarabia, dobrze, jak nie traci...

            > Tyle za apartament 100m2??? W centrum??? Mówimy o Warszawie? Trudno mi w to
            > uwierzyć. Mój znajomy za apartament na Mokotowie (ok 100m2) płaci jakieś 4
            tys.

            Owszem - mówimy o samym centrum Warszawy, w okolicy Nowego światu tyle że w
            bocznej uliczce, na początku płaciła 3, ale gdy chciała się wyprowadzić do
            czegoś tańszego, właścicielka jej obniżyła do 2, bo jej tez zalezy na tym, żeby
            mieszkanie było "w dobrych rękach". Więc warto poszukać, bo ceny idą w dół.
            >
            > > ja swoje 3-pokojowe wynajmuję za 1200 zł, z tego czynsz to 400 - choć był
            > o > > super zadbane, po kapitalnym remoncie, w dobrym punkcie. Przy kwocie
            1000> > > zł+opłaty nie było nawet żadnego chętnego na ogladanie. Więc
            opuściłam cenę. >
            Nie rozumiem smile
            ja tez nie w kontekście podawanych tu kwot, tym bardziej że dawałam ogłoszenia
            bezpośredniosmile))
            > A ile metrów ma to mieszkanie?
            63... - 3 ładne, ustawne pokoje, rok wcześniej był kabitalny remont, gładzie
            gipsowe, nowa glazura, nowe meble... na szczęście mam sensowną lokatorkę, z
            tych "długoterminowych"...

            > Generalnie nie chodzi tu o dokładne kwoty. Chodzi o samą ideę posiadania,
            > skrytykowana została własność. Tak jakby posiadanie mieszkania czy samochodu
            > było jakimś szaleństwem.

            No sama idea nie jest niczym zdrożnym, chodzi raczje o taką sytuację, gdzie
            ludzie ledwo wiążący koniec z końcem biorą kredyt na 80-metrowy apartament...

            Ja ten poczatkowy post trochę inaczej odebrałam - że niektórzy rzucają się z
            motyką na słońce zadłużając poza granice zdrowego rozsądku - i to fakt - sama
            znam takich ludzi. Mają maleńkie mieszkanko (w którym już się nie mieszczą),
            obciążone wysokim kredytem, dziecko w drodze, stary rozpadający się samochód,
            ale np. kilkutysięczną premię wydają na bzdety typu kamery cyfrowej, po czym
            labiedzą skąd wziąć na zapłacenie raty kredytu rzędu 800 zł. Sensu nie widzę w
            tym za grosz...

    • le_lutki Re: SZOK! Wasze wydatki ! 08.11.04, 16:23
      Pisze o wlasnej sytuacji, ale znam ludzi w Polsce w bardzo podobnej:
      my bez dwu samochodow nie moglibysmy w ogole funkcjonowac. Wystarczy, ze sie
      mieszka na obrzezach miasta albo wrecz poza nim - i co? Komunikacji miejskiej
      brak, podmiejska - szczatkowa i do niczego nie przydatna.
      Jezdze do pracym jezdze na zakupy, jezdze do lekarza, do apteki - doslownie
      wszedzie musze JECHAC. Nieraz z dzieckiem. Maz pracuje w innym miejscu niz ja i
      tez potrzebuje samochodu ale to jest jego sluzbowy do prywatnego uzytku.
      Na moje nowe auto wzielismy kredyt - nie za drakonski ale obliczylismy sobie,
      ze wlasnie nie chcemy sie zarzynac przez kilka miesiecy wiec bardziej sie
      oplaca placic jakas tam kwote miesiecznie (koszt kredytu byl niewielki) i
      funkcjonowac normalnie, niz wyplacic spora czesc oszczednosci naraz.

      Mieszkanie meza splacamy - zostalo jeszcze 5 lat. Uwazam, ze wlsne lokum to
      podstwa bytu. Jestem u siebie, moja rodzina tez i nikt nie ma prawa nas
      wyrzucic z dnia na dzien. Przy zmianie "koniunktury" zawsze ma sie wieksze pole
      manewru z wlasnym mieszkaniem niz bez.
      Moja mama i ojciec mieli kiedys propozycje od dziadkow zamieszkac w ich domu
      zagospodarowujac na mieszkanie zale wielkie poddasze. Mama za nic nie chciala,
      dla niej podstawa - to byc u siebie. Czas pokazal jak bardzo dobrze zrobila -
      przy sprzedazy, podzialach, szarpaninie (to moje, a to nie Twoje, jedna
      czwarta, jedna osma) - paranoja! Ona nie chciala z tym miec nic wspolnego. Ja
      tez nie chce.
      Dla mnie wlasne lokum to poczucie stabilnosci, jakiej nic innego nie jest mi w
      stanie dac. Moze wynika to stad, ze DOM rodzinny to wazna pozycja w moim
      zyciorysie i to samo chce zaszczepic dzieciom. Nie moze wg mnie byc takim
      domem, w sensie ostoi, lokal wynajmowany u kogos, w ktorym nie mozna nic zrobic
      po swojemu i zyje sie tak naprawde troche cudzym zyciem i wg cudzych zalozen.

      Jesli nasza przeprowadzka za kilka miesiecy dojdzie do skutku, to planujemy
      zanabycie domu. Po czesci z wlasnych funduszy (sprzedamy obecne mieszkanie i
      pieniadze zainwestujemy w dom) - a reszta najpewniej na kredyt, bo malo kogo
      tutaj we Francji stac na placenie zywa gotowka. Jesli rodzina meza sie zechce
      dolozyc z pozyczka - byc moze to zaakceptujemy, bo u nich kredyt ma mniejszy
      procent smile) I bedziemy splacac, a raty rozlozymy sobie tak, zeby sobie nie
      odmawiac podstawowych rzeczy. I moze nie tylko podstawowych. Ale nawet gdyby mi
      przyszlo przez okreslony czas sie wyrzec czegos istotnego (mnie, nie moim
      dzieciom) za cene wlasnego domu - nie wahalabym sie.

      Aha - moi tesciowie cale zycie spedzili na innym kontynencie - we Francji maja
      tylko dom, ale swoj wlasny, wspanialy, wychuchany, wymuskany, w super miejscu
      na poludniu Francji. Teren kupili 35 lat temu. Teraz, jesli w swietle ostatnich
      zajsc w Afryce zmuszeni beda opuscic tamten kraj i wrocic na stale do Francji -
      beda mogli sprzedac ten dom (choc pewno z ciezkim sercem) ale za to... z 20-
      krotnym przebiciem. Najlepsza inwestycja ich zycia, zarabiajaca na siebie w
      dodatku w kazde wakacje, kiedy jest wynajmowana za grube dziesiatki tysiecy
      euro. Dla mnie kolejny dowod na to, ze nie ma lepszej inwestycji, wlasnie
      dlatego, ze czasy sa niepewne.
      Pozdrawiam
      • melka_x Re: SZOK! Wasze wydatki ! 08.11.04, 16:51
        Zgadzam się z le_lutki.
        Nie wyobrażam sobie wychowywania dziecka (w każdym razie w dłuższej
        perspektywie)w wynajmowanym mieszkaniu, uważam, że dziecko potrzebuje
        stabilności nie tylko emocjonalnej, ale także tej materialnej, związanej z
        otoczeniem i miejscem zamieszkania. Co do owego Zachodu - owszem single czy
        pary nie planujące dzieci na pewno częściej mieszkają w wynajętych, ale rodziny
        z dziećmi nie. Zresztą czym innym jest wynajmowanie w krajach, gdzie można to
        robić latami (zazwyczaj wynajmujący budowali mieszkania pod wynajem, więc można
        od nich wynajmować je i na 15 lat, bez większego ryzyka, że za rok trzeba się
        będzie zbierać) oraz gdzie opłata za wynajem relatywnie (w stosunku do
        zarobków) nie jest tak wysoka jak w Polsce.
        Gdybyśmy się uparli, żeby kupic całe nasze mieszkanie na kredyt, rata
        wyniosłaby nas około 1200 - 1300 zł. Gdybyśmy chcieli wynając mieszkanie tej
        wielkości i na osiedlu o podobnym standardzie musielibyśmy zapłacić dużo
        więcej i w dodatku nigdy byśmy tych pieniędzy nie odzyskali. Wybór jest prosty.
        A co do ryzyka straty pracy, większość kredytów można juz zawiesić na rok, czy
        nawet 2 lata, bez żadnych konsekwnecji to raz, mieszkanie obciążone kredytem
        można sprzedać i odzyskać sporą część włożonych pieniędzy (a czasem nawet
        zarobić) to dwa. Mam wrażenie, że łatwo pomstować na kredyty gdy mieszkanie
        dostało się od rodziców. Bo jak na razie nawet przy pensji przekraczającej
        kilkakrotnie przecietną mało kto jest w stanie kupić przed 30-tką mieszkanie za
        gotówkę, o metrażu odrobinę większym niz chustka do nosawink

        Natomiast inną sprawą jest, że mam wrażenie, że w Polsce życie ponad stan nadal
        jest trendywink, że ludzie czasem faktycznie rzucają się na budowę 300 czy
        200metrowych domów, mimo że ich na taki nie stać (a 80 - 100 metrów do
        rozbudowy to wstyd, czy co?smile, czy kupują samochody na kredyt, mimo że nie
        potrzebują ich, lub nie potrzebują auta tej klasy, nikt mi nie wmówi, że para
        bez dzieci mieszkająca w centrum miasta i wakacje spędzająca w Zakopanem lub
        Sopocie potrzebuje terenówki che che. Oczywiście to ich sprawa, dopóki nie
        zatruwają otoczenia marudzeniem jak to ich ten kredyt wykańczawink))
    • izuhaha Re: SZOK! Wasze wydatki ! 09.11.04, 08:24
      Bardzo fajny wątek. Dał mi do myślenia, a poza tym jestem dumna, bo to moja
      wypowiedź go "rozpętała". A tak rzadko wypowiadam się na tym forum!
      Wklejam materiał źródłowy:
      "ja dla naszej rodziny od dwóch miesięcy prowadzę regularny cash flow. Zajmuję
      się tym w pracy, to pomyślałam, że prywatnie też mogę. My miesięcznie mamy
      około 3000-4000 tysięcy. Z tego 200 czynsz, 900 kredyt mieszkanie, 200 karta
      kredytowa, 600 opiekunka, 700 kredyt auto. Do tego trzeba jeszcze doliczyć
      benzynę, i różne wydatki ekstra - zawsze spółdzielnia coś wymyśli, albo trzeba
      kupić jakieś lekarstwa. Tak więc na życie pozostaje nam niewiele. Musimy bardzo
      oszczędzać. Z ostatnich pomysłów - zaczęliśmy palić tańsze papierosy,
      miesięcznie oszczędzamy ok. 100,00 zł i sama jeżdżę na zakupy do marketów -
      zauważyłam, że gdy robię je sama wychodzi mi taniej o 50% - mam czas aby się
      skupić i nie muszę gonić za małą.
      Jest nam ciężko, nie mam na ciuchy, kosmetyki - przez całe wakacje nie
      kupowałam kremu, u fryzjera nie byłam chyba od pół roku.
      To niestety nasza wina - przeinwestowaliśmy, ale mam co chciałam - duże
      mieszkanie i własne auto. W marcu kończymy spłacać auto i wtedy będzie już
      lepiej. Pomagają nam rodzice męża: 200 zł miesięcznie. A tak radzimy sobie
      wyłącznie sami."
      I jeszcze druga wypowiedź po ataku, że przy takich zarobkach pomagają nam
      rodzice:
      "ubawiła mnie Twoja odpowiedź. Ja nie muszę oddawać w zębach, chcą, to nas
      wspierają. Nie przeszkadza mi to, bo wiem, że bez tych 200 zł też byśmy sobie
      poradzili. Aczkolwiek, świadomość, że dostaniemy te pieniądze bardzo nam służy.
      Nie oczekuję tego, ale się cieszę i jestem wdzięczna. Teściowa poza tym szyje
      śliczne ciuszki dla małej i na tym też oszczędzamy bo praktycznie nic nie muszę
      jej kupować. Nie widzę problemu. Pozdrawiam"

      I kilka słów wyjaśnienia, może komuś to też pomoże. Mieszkanie jest duże - bo
      takie chciałam, nie jest w dobrej dzielnicy, a za miastem - bo tak chciałam w
      pięknej okolicy w otulinie Parku Jurajskiego. Wcześniej przez pięć lat
      mieszkałam w akademiku, a potem pięć lat wynajmowałam podpiwniczenie w domu
      prywatnym - za grosze - z tego okresu mam jeszcze trochę ciuchów i parę butelek
      perfumsmile)). Teraz nie mam kasy i chodzę w tym co mam. Radzimy sobie w miarę
      dobrze. Pierwszy post mnie uraził i zrobiło mi się przykro, bo ja wcale nie
      narzekam. Wyraźnie napisałam, że mam co chciałam. Gdy urodziła się dzidzia, a
      nawet wcześniej naszym podstawowym celem było kupno mieszkania. Postanowiłam
      sobie, że nie będę miała dziecka bez auta i to też osiągnęłam. To takie wzorce
      trochę z domu mojego Brata, który również - pomimo, że zarabia świetnie i jego
      żona również, spokojnie mogliby sobie pozwolić na życie w luksusie i markowe
      ciuchy, a także zagraniczne wycieczki, a jednak postanowili sprzedać swoje
      luksusowo urządzone mieszkanie i wybudować dom. Myślę, że osoby które
      poprzestają na wynajmowanym nie pojmą jaka to satysfakcja. Poza tym robię to
      wszystko z myślą o małej i jej jeszcze nie istniejącym rodzeństwie. Być może w
      przyszłości to mieszkanie, przez które teraz używam "markowych" kosmetyków
      Rossman i zapuszczam włosy będzie jedyną cenną rzeczą jaką im zostawię. Co im
      po górze niemodnych ciuchów i pustych flaszeczkach po perfumach?!?
      Moja Mama postępowała właśnie tak jak autorka wątku. Żyła godnie i na
      odpowiednim poziomie, w związku z tym, gdy zaczęłam studia powiedziała mi, że
      teraz to muszę już sobie radzić sama. Wcześniej też było różnie. Od wczesnego
      dzieciństwa pamiętam, że każde buty które kupowała - mówiła, że jak podrosnę to
      będą dla mnie bo ona przecież nie zniszczy - do każdego czynu można dorobić
      sobie ideologię i znaleźć wytłumaczenie.
      Mnie jest dobrze, wcale się nie skarżę. Nie wiem dlaczego tak to zostało
      odebrane. Wręcz uważam, że optymistycznie podchodzę do życia. Staram się jakoś
      z tym wszystkim uporać. A nawet planuję następne dziecko. Przecież kredyty się
      w końcu spłaca. A w ręku zostaje bonus w postaci mieszkania czy auta.

      Pozdrawiam wszystkich, którzy dobrną do końca tej wypowiedzi
    • jojo_z_jajem Re: SZOK! Wasze wydatki ! 09.11.04, 09:36
      Cala teoria dotyczaca kupowania na kredyt jest ok
      poza jednym zastrzezeniem
      Tylko naiwni albo gl..pi biora kredyt na 30 lat
      W przypadku kredytu w wysokosci 80 tys, wkladzie wlasnym 20 tys
      Przez 30 lat trzeba oddab bankowi ponad 300 tys odsetek!
      W przypadku 15 lat - tylko (sic!) 130 tys
      A roznica rat? 1075 zl versus 1174, czyli 100 zł
      Kalkulacja:
      www.expander.pl/expander/index.jsp?layout=1&page=pickLoan
      Kipno mieszkania z kredytem na 30 lat jest zyciem ponad stan i bzdura!
      Max 5 lat splaty, najwiekszego na jakie mnie stac, a nie najwiekszego jakie
      chcialabym miec "docelowo", potem przeskok na wieksze z kolejnym kredytem jesli
      to jest potrzebne..
      A jesli ktos chce traktowac mieszkanie jako inwestycje, to lepiej kupic wlasne
      mniejsze plus kawalerka, w jednym mieszkac, drugie wynajmowac i w ten sposob
      splacac czesc kredytu.

      Ale w Polsce nadal mebli i mieszkan sie nie zmienia - sa raz na cale zycie.
      Przy calej niestabilnosci wynajmu - skads znam ten koszmar - pchanie sie w
      kredyt 20 czy 30 latni jest swietnym sposobem na wzbogacenie sie - wylacznie
      bankow.
      • ulkapolla Re: SZOK! Wasze wydatki ! 09.11.04, 10:38
        Niestety masz racje. Placimy odstetek znacznie wiecej niz nam sie wydaje. Ja
        wzielam kredyt na 30 lat we frankach szwajcarskich. Zalezalo nam na niskiej
        racie w krotkim okresie, zeby miec za co urzadzic mieszkanie. Rata jest
        znacznie nizsza niz oplaty za wynajem mieszkania a kurs franka byl najwyzszy w
        momencie brania kredytu (dostalam wieksza kwote zlotowek) potem zacza spadac i
        rata ciagle mi maleje bo rowniez splacam zlotowki. Teraz konczymy juz
        mieszkanie urzadzac i zamierzamy splacic kredyt w przeciagu kilku lat i moze
        przewalutowac go w miedzyczasie jak kurs jeszcze bardziej spadnie. Mozna na tym
        naprawde sporo zyskac.
    • ania.silenter_exunruzanka Re: SZOK! Wasze wydatki ! 09.11.04, 10:34
      Ja jestem właśnie na etapie oszczędzania na własny dom (oczywiście również w
      dużej mierze z kredytu). Ale jaki mam wybór? Mieszkam z mężem, dzieckiem w
      wynajmowanej 24 m kawalerce. Wkrótce będziemy mieli drugie dziecko. Musimy mieć
      własny dom, a raczej domek, bo będzie miał 77 m. Później planujemy postawić
      drugi - 120 m.
      pozdrawiam
      P.S. Usiłuję nie śmierdzieć, a ponieważ na wymyślne kosmetyki i płyny kąpielowe
      jestem uczulona wystarczy mi zwykłe mydło i dezodorantwink.
      • allaxx1 ania:)))) 09.11.04, 12:58
        Szybko buduj ten domek bo mam zamiar Cię odwiedzicsmile))
        • ania.silenter_exunruzanka Allaxx:))) 09.11.04, 13:05
          Naprawdę? To super! Mieszkasz gdzieś w pobliżu Radzymina, w Warszawie?
          Z resztą wszystko jedno i tak zapraszamsmile. Mam nadzieję, że na wiosnę domek już
          będzie stałsmile)).
          pozdrawiam
          • allaxx1 Ania:)))--prywata do Ani 10.11.04, 16:27
            Jestem z Warszawy a konkretnie z Łomianek.Lubię Twoje posty i często zaglądam
            na Waszą stronkę zobaczyc co nowego u niuni.Buduj szybciutko bo jak zrobi się
            ciepło to mam ochotę na kawę w ogródku---my niestety mieszkamy w bloku więc
            trawki u mnie brak.Pozdrawiam serdecznie.

    • evee1 Re: SZOK! Wasze wydatki ! 10.11.04, 02:03
      jojo_z_jajem:
      > Cala teoria dotyczaca kupowania na kredyt jest ok
      > poza jednym zastrzezeniem
      > Tylko naiwni albo gl..pi biora kredyt na 30 lat
      > W przypadku kredytu w wysokosci 80 tys, wkladzie wlasnym 20 tys
      > Przez 30 lat trzeba oddab bankowi ponad 300 tys odsetek!
      Jak widac tych naiwnych i glupich jest na calym swiecie miliony smile).
      Ja moge powiedziec jak to jest u nas (Australia). Nie znam dokladnych
      statystyk, ale tutaj wlasny dom to takie marzenie zycia i kazdy stara sie do
      tego dazyc i podobno Australia jest jednym z krajow o najwyzszym procencie
      ludzi posiadajacych wlasny dom. Pisze DOM, ale tutaj mieszkan w blokach tu
      praktycznie nie ma, ale to dlatego, ze jest tutaj po prostu duzo ziemi i takie
      na przyklad Melbourne z ponad 3-ma milionami miezkancow ma jakies 100km
      srednicy.
      I tak, kredyt standardowo bierze sie na 25 lat. Oczywiscie mozna splacac go
      szybciej, ale niestety niewiele osob moze to polaczyc z normalnym zycie.
      Ale przy zarobkach rzedu 3tys, a cenie domu 400tys (mamy tutaj taka srednia,
      mniej zarabiajacy kupuja tansze, a bogatsi, z wiekszym wkladem - drozsze) i
      oprocentowaniu okolo 7% nikt nie bylyby w stanie splacic kredytu w 5 lat.
      Natomiast mozna sie postarac szybciej, w 15 lat naprzyklad, jezeli ma sie
      mozliwosci. I jakos nikt nie ma problemu z tym problemu, bo co ma w zamian?
      Wynajem?
      Jezeli splata kredytu jest mniej wiecej taka sama jak wysokosci wynajmu za
      podobne lokum (wielkosc, lokalizacja, stan), to dlaczego nie placic przez
      te 25 lat.
      Owszem prawda jest to co piszesz. W ciagu tych przykladowych 30 lat nadplacam
      bankowi ponad 3 razy wiecej niz ten dom jest wart. Ale prawda jest rozniez to
      (co jakos wygodnie pomine(a)las), ze za te 30 lat ten dom jest MOJ. Owszem
      wplacilam bankowi 300 tys (trzymajac sie Twoich liczb), ale w efekcie mam
      wlasny dom, ale jezeli przez caly ten czas wynajmowalabym od kogos, to te
      300tys, ktore i tak musialabym zaplacic za wynajem poszloby wprost do kieszeni
      wlasciciela.
      I co wiecej ten dom po 30 latach prawdopodobnie bedzie wtedy wart nie 100 tys,
      tylko pewnie jakies 500 tys tys. I jest TWOJ. Mozesz go sprzedac i dostac do
      reki 500 tys (oczywiscie po odciagnieciu roznych podatkow). Ale oczywiscie
      mozesz wybrac wynajmowanie i po 30 latach nie miec tego domu. Dla mnie
      osobiscie rachunek jest prosty.
      O tym, ze po kilku latach, jak dom/mieszkanie wzrosnie troche na wartosci (a
      splaty sa takie same, zakladajac, ze oprocentowanie kredytu pozostaje takie
      samo) mozesz pod jego zastaw kupic inny dom/mieszkanie nie wspomne. Oczywiscie
      na ten nowy tez bierzesz kredyt, ale splacasz go juz nie Ty bezposrednio tylko
      wlasnie Ci, ktorzy nie chca czy nie moga kupic wlasnego mieszkania. I splacaja
      Ci go przez 20-30 lat i za te kilka dziesiat lat, masz nie tylko jeden, ale
      nawet dwa domy smile). Jak juz ten kredyt wreszcie sie splaci, to cala suma z
      wynajmu idzie do Twojej kieszeni. A jak sie idzie na emeryture, to w sumie taki
      dochod calkiem sie przydaje smile).
      A! Nie twierdze, ze posiadanie domu czy mieszkania ma same zalety, na przyklad
      trzeba od czasu do czasu odmalowac, cos naprawic, odremontowac.
      • jojo_z_jajem Re: SZOK! Wasze wydatki ! 10.11.04, 20:28
        Ewee,
        Jest pewien poziom oprocentowania od ktorego warto kupowac na kredyt
        domy na przyklad.
        Wedlug naukowych teorii to wlasnie te 7, czasami 5%
        o ktorych piszesz.
        Teoria i praktyka ida w parze w normalnych cywilizowanych krasjach.
        Polska na razie tam nie jest, dopiero aspiruje (mimo Unii).
        Sdad kupowanie mieszkania w bloku z plyty, nalezacym do spoldzielnii-nie wiem
        czy wiesz co to za twor???, ktora moze dowolnie robic dlugi e Twoim imieniu,
        bez prawa do gruntu, z ktedytem na 30 lat, bez relnej mozliwosci obrotu lokalem
        obciazonym hipoteka (tak jak ma to miejsce w USA czy Australii),
        bez mozliwosci wyrzucenia ew najemcy jesli nie ma lokalu zastepczego,
        jest baaaardzo ryzykowne. Bardziej niz w Australii.
        Masz racje ze warto inwestowac w nieruchomosci. Ale w Polsce jest to duzo
        trudniejsze niz w krajach rozwinietych. I nie robi sie tego poprzez zadluzanie
        sie na maxa na 30 lat zeby kupic sobue "docelowa" 30 letnia wielka plyte. A
        Twoja swiadomosc przekracza o 1000% swiadomosc przecietnego Polaka o
        nieruchomosciach.
        Bo mieszkanie w Polsce to swietosc.wink Stad banki maja tak rewalacyjne wyniki
        finansowe - swietosc sie czci a nie wycenia.
        • evee1 Re: SZOK! Wasze wydatki ! 11.11.04, 01:38
          jojo_z_jajem napisał:
          > Ewee,
          > Jest pewien poziom oprocentowania od ktorego warto kupowac na kredyt
          > domy na przyklad.
          > Wedlug naukowych teorii to wlasnie te 7, czasami 5% o ktorych piszesz.
          Wtedy nikt by nie inwestowal w nieruchomosci, bo takie oprocentowanie (5%) jest
          wyjatkowo niskie. W czasie, kiedy ja bralam moje pierwsza pozyczke na dom
          wynosilo ono 11%, potem procenty nawet ciut wzrosly, a nastepnie spadly. I
          teraz jest okolo 7%. A jednak i tak mi sie oplacilo, wiec nie mow, ze tylko
          wtedy sie oplaca jak procenty sa strasznie niskie (ja w ogole nie wiem kiedy w
          historii byly duzo nizsze niz te 5%).
          To raczej chodzi o to, czy jestes w stanie splacac pozyczke przy danym
          oprocentowaniu, ktore moze sie zmieniac. I jest to niewiadoma, to ryzyko, ktore
          ponosisz, bo na oprocentowanie nie ma sie zadnego wplywu. U nas na przyklad
          glosza, ze oprocentowanie moze wzrosnac, ale fachowcy twierdza, ze nie powinno
          przekroczyc 10%. I nawet jezeli prcenty wzrosna, to nie spowoduje to, ze ja
          nagle sprzedam to co mam. Dopoki stac mnie na splate pozyczki, to jest OK.

          > Teoria i praktyka ida w parze w normalnych cywilizowanych krasjach.
          > Polska na razie tam nie jest, dopiero aspiruje (mimo Unii).
          > Sdad kupowanie mieszkania w bloku z plyty, nalezacym do spoldzielnii-nie wiem
          > czy wiesz co to za twor???, ktora moze dowolnie robic dlugi e Twoim imieniu,
          > bez prawa do gruntu, z ktedytem na 30 lat, bez relnej mozliwosci obrotu lokale
          > obciazonym hipoteka (tak jak ma to miejsce w USA czy Australii),
          Tu byc moze sie zgodze, to znaczy moglabym sie zgodzic, gdybym wiedziala jaka
          dokladnie jest sytuacja w Polsce i w USA. Ja wiem tylko jak to jest tutaj.
          Tutaj tez nie ma mozliwosci sprzedazy mieszkania obciazonego hipoteka.
          Jezeli ja sprzedaje dom wart 200tys, na ktory mam powiedzmy 50tys pozyczki, to
          w momencie przekazania domu kupujacemy (nie wiem jak sie to fachowo po polsku
          nazywa) dostaje od niego 200tys (ile on wzial pozyczki od banku, czy musial czy
          nie, jest dla mnie nieistotne) i z tych pieniazkow splacam pozyczke 50tys
          mojemu bankowi. Reszta zostaje dla mnie i moze to uzyc jako depozyt na inne
          mieszkanie.
          Czy taki model nie iestnieje w Polsce? Czy jezeli wezme pozyczke na 25 lat, to
          MUSZE ja splacac przez 25 lat, czy tez moze istnieje mozliwosc szybszej splaty
          tej pozyczki, bo na przyklad odziedziczylam po babci spadek?
          Rzucilam wlasnie okiem na strone PKO BP i tam pod opisem kredytu hipotecznego
          jest napisane, ze istenieje mozliwosc wczsniejszej splaty czesci lub calosci
          kredytu bez dodatkowych oplat. Wiec chyba mozna to jednak jakos urzadzic.
          Ba, PKO BP moze Ci nawet udzielic kredyt do 100% wartosci nieruchomosci, czego
          tutaj absolutnie nie da sie zrobic jezeli kupujesz swoja pierwsza nieruchomosc.
          Banki akceptuja 10% wkladu, niektore firmy kredytowe juz 5% wkladu. Do tego
          trzeba miec jeszcze zaplacic podatek okolo 5% wartosci domu (co przy sredniej
          wartosci domu siega wysokosci 3-4 dobrych pensji netto), na ktory pozyczki
          wziac nie mozesz, tylko musisz to skads wytrzasnac. Ale w Polsce tez na pewno
          jakis podobny podatek istnieje, nie wiem tylko jakies wysokosci.

          > bez mozliwosci wyrzucenia ew najemcy jesli nie ma lokalu zastepczego,
          > jest baaaardzo ryzykowne. Bardziej niz w Australii.
          Tutaj tez trudno wyrzucic, bo wynajmujacy tez powinni miec swoje prawa i jakos
          powinni byc zabezpieczeni, ale to juz inna sprawa. Ale zgadzam sie z Toba i nie
          kwestionuje, ze rynek wynajmu w Polsce jest kompletnie nieuregulowany i zajmie
          jeszcze ze 20 lat, zeby sytuacja miala sie tak jak w innych bardziej
          cywilizowanych pod tym wzgledem krajach.
          Ale znow jezeli chodzi o wlasne mieszkanko, to jednak nie ma tu mowy o
          wyrzucaniu lokatorow smile). Chyba, ze ten argument o niemozliwosci wyrzucenia
          lokatorow potraktujemy jako argument ZA wynajmowaniem (zamiast kupowania
          wlasnego), bo jezeli mieszkamy w wynajmowanym, to mozemy nie placic i nie
          musimy sie przejmowac tym, ze nas ktos wyrzuci smile)).

          > Masz racje ze warto inwestowac w nieruchomosci. Ale w Polsce jest to duzo
          > trudniejsze niz w krajach rozwinietych. I nie robi sie tego poprzez
          zadluzanie
          > sie na maxa na 30 lat zeby kupic sobue "docelowa" 30 letnia wielka plyte.
          He, he, wiem, wiem, sama mam takie. No i z czasem jego cena spokojniutko
          sobie rosnie smile). A lokatorow mialam przeroznych. Wiekszosc nie placila w
          terminie. Jedni to nawet kontakty ze scianow powyrywali! A byli jak najbardziej
          z polecenia. Potem nam sie trafili studenci i przez pare lat bylo super. Teraz
          mamy rodzinke.
          Ale wracajac do wlasnych czterech katow, ja juz nie mowie o zabawie w
          inwestowanie w szereg nieruchomosci, ale o tym wlasnym mieszkaniu, o
          zainwestowaniu chociazby w swoj wlasny kat, ktory za jakis czas jest juz moj
          wlasny, a nie cudzy.
          I jeszcze jedna sprawa. Nie wiem ile osob, ktore decyduja sie raczej na
          wynajmowanie mieszkania niz na "zainwestowanie" w jego kupno, mysli o tym za co
          beda wynajmowac mieszkanie jak juz pojda na emeryture. Gdzie bede mieszkac i z
          czego beda zyc? Ile wynosi emerytura, ile kosztuje wynajem? No chyba, ze
          inwestuja w cos innego, to zwracam honor.

          > A Twoja swiadomosc przekracza o 1000% swiadomosc przecietnego Polaka o
          > nieruchomosciach.
          > Bo mieszkanie w Polsce to swietosc.wink Stad banki maja tak rewalacyjne wyniki
          > finansowe - swietosc sie czci a nie wycenia.
          No to po co ja tu tak trabie?!? Po to, zeby te swiadomosc rozbudzac smile))).
          Jak ja bym sie o roznych mechanizmach nie dowiedziala (cale szczescie!!) od
          znajomych, to teraz bylabym juz 10 lat do tylu, a tak to robie cos co mam
          nadzieje, za te 20 czy 30 lat zaowocuje.
          Ja wiem, ze w Polsce sytuacja jest inna, ale cos tam tez mozna robic. Sa
          napewno jakies sposoby, metody, jak najbardziej uczciwe i zgodne z prawem,
          tylko trzeba sie tym troche zainteresowac. Najlepiej to zwalic wine na sytacje
          i narzekac, ze jest okropnie. Nie wymagam od tych, ktorzy ledwa lacza koniec z
          koncem, zeby rzucali sie z motyka na slonce i zadluzali po uszy. Roznie w zyciu
          sie wiedzie i nie kazdy ma wysokie zarobki. Ale jest cala masa ludzi, ktorzy
          zamiast wynajmowac mogliby kupic wlasne i ja sie naprawde im dziwie, ze tego
          nie robia. Tym bardziej jezeli kosztuje ich to tyle samo. I to mi glownie
          chodzi.
          Cos czuje, ze i tak juz sie wszyscy wylaczyli z tego watku smile)).
    • weronikarb Re: SZOK! Wasze wydatki ! 10.11.04, 15:01
      Witam
      Ja napewno nie wzielabym kredyt na mieszkanie. No coz my na start mielismy 50
      tys. dluugu do splaty. Caly czas jedziemy od kredytu do kredytu, jednak w
      styczniu otwieramy sklep a nasza dzialka budowlana ma juz zalane fundamenty i
      mimo ze nie stac mnie na ubrania, kosmetyki lub rozrywke to wiem ze jak bede na
      emeryturze to we wlasnym domku i najpewniej w spokoju po trudach zycia bede
      odpoczywac smile
    • p.hadam Re: SZOK! Wasze wydatki ! 10.11.04, 16:46
      > Jestem w szoku po przeczytaniu postów o oszczędzaniu, wydatkach itp.

      Bierzesz juz na to jakies leki?

      > Nigdy w życiu nie wzięłabym kredytu na mieszkanie wiedząc ze przez wiele
      > wiele lat nie będzie mnie stać na wg mnie potrzebne mi rzeczy - ubranie,
      > rozrywki, że musiałabym siedzieć z zeszytem w ręku (oczywiście wszystko w
      > normie - średnia połka, żadne luksusy).
      > Rozumiem to tak że mam chodzić jak łach, niedojadać, nie leczyć zębów....ale
      > mili państwo MAMY DUUUUŻE MIESZKANIE!
      > Czasem wiele psób powinno sie zastanowic zanim sie w coś tak głupiego wpakują.

      A moze niech kazdy sobie zrobi tak jak lubi.
      Co?
      Niech kazdy po swojemu wydaje swoje pieniadze.
      Co?
      Niech kazdy ma swoje spojrzenie na swoje sprawy.
      Co?

      Jeden lubi sledzie - drugi jak mu z mordy jedzie.
      I na tym polega wic, ze kazdy jest inny.

      Pozdrowka
      Hadzio

      PS. I nie denerwuj sie tak, bo Cie czyjes wydatki do psychiatryka zaprowadza. (i
      bedzie spokoj).

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka