hrabina_niczyja
22.07.22, 19:06
Koniec pieśni. Brat jedzie, bo już mu obiecał i nie będzie zmieniał zdania. Oczywiście to moja wina, bo ja za późno powiedzialam, że nie jadę, a mogłam od razu i to ja nie umiem się komunikować. Jakby czwartek rano to było niewystarczająco wcześnie. Czyli standard. Na moje miałeś jeszcze czwartek, żeby to odkręcić i mogłeś to zmienic stwierdził, że znowu moja wina, bo powiedziałam za późno. Wytłumaczyłam, że to kwestia priorytetów w życiu i komu na czym zależy i Że wyszło, iż tobie zależało na bracie. Młoda zostaje u babci, nie jedzie. Co dalej? On nie wie, ale winny się nie czuje. Ja już tego nie widzę. Normalnie czuje się tak w uj rozczarowana, jest mi tak źle, że nawet nie jestem w stanie ani pisać ani płakać. Ostatni raz tak się czułam podczas rozwodu.