marianna211272
22.07.22, 19:23
Mama od marca tego roku jest diagnozowana.Bylo kiepsko schudla w miesiac 10 kg, ledwo co jadla, przejscie 200 metrow bylo dla niej problemem. Dostala karte dilo i zaczela diagnostyke wyszedl 10 cm guz na plucu, zrobiono biopsje nie wyszly komorki rakowe ale bakteryjne i grzyby.Lekarz stwierdzil, ze otworzy wytna jeden plat razem z guzem i beda analizowac a potem myslec co dalej ( w zaleznoscin od typu raka)
Po 2 tyg ( tyle mniej wiec czekalismy na termin operacji ) mimo nutridrinkow i pilnowania zeby stan Mamy byl dobry bo przyjeciu do szpitala stan Mamy zmieni sie na tyle,ze lekarz stwierdzil ,ze Mama po operacji nie doszlaby do siebie ,schudla kolejne 5 kg .
W szpitalu przetoczono krew( anemia) dano antybiotyk,zrobiono kolejne tk, guz urosl mial juz 12 cm naciekal na oplucna, zrobiono kolejna biopsje I do domu.Czekalismy na wyniki dlugo ponad 3 tyg juz myslalam,ze robia mutacje a tu nic znowu nie ma komorek rakowych.
Lekarze rozkladaja rece,bedzie kolejna biopsja za kilka dni ale jakos nie bardzo wierze w powodzenie .Od pobytu Mamy w szpitalu minelo 2 miesiece i sytuacja wyglada tak : Mama czuje sie lepiej spokojnie bez zadyszki chodzi nawet dlugie trasy ( ostatnio weszla nawet na 2 pietro co jej sie nie zdazalo od lat) ,przytyla 4 kg. Cieszymy sie oczywiscie ale czy to mozliwe ze jest diagnozowana w kierunku raka ,ktorego nie ma,ze kuracja antybiotykowa wyleczyla stan zapalny i to bylo powodem wszelkich dolegliwosci Mamy .ps. ebus wyszedl rowniez negatywny.Nie chce niczego zaniedbac gdyby sie jednak okazalo ,ze ten rak jest ale jednoczesnie czuje sue tak jakbysmy szukali igly w stogu siana